Nie no, błagam. Żyjemy w XXI wieku.
Ja myślę, że to jakieś urojenia, ale przecież psychiatrą nie jestem. W takiej sytuacji umówiłabym się niezwłocznie na wizytę u psychiatry.
Nie skreślałbym tak tego egzorcysty, żyjemy w kraju, gdzie 97% społeczeństwa to pono katolicy. Różne zabobony, wkładanie siana pod obrus, wieszanie jemioły pod sufitem, dostawianie dodatkowego talerza, sypanie popiołem na głowę i całowanie w stułę są tu na porządku dziennym.
Powiało chłodem, co najmniej takim północny, takim co to się gdzieś znad fiordu przypałętał.
W żadnym razie nie oceniam Twojego podejścia do związku dwojga ludzi, tak po prostu zagadałem dla podtrzymania tematu.
Nierozerwalność małżeństwa? Bez sensu. To jak już ludziom coś - nie daj boże - nie wyjdzie, mają się zagryźć?
To wygląda na jakąś nerwicę, lęki itd.
Postaraj się udać do psychiatry, może psychologa. Młody jesteś, to może jeśli masz jakikolwiek kontakt z którymś z rodziców, opowiedz o tym, zasugeruj, że chciałbyś skorzystać z pomocy lekarza, bo czujesz się źle itd. Może lekarz da Ci coś na uspokojenie, a może wystarczy sama rozmowa.
U mnie na mieście mówią, że szatan już tak nie wygląda, że się trochę przeobraził, że wygląda jak Nergal. I że nie znamy dnia, ani godziny, bo działa podstępnie i skrycie. To może być w sumie prawda.
Ale ja nie mówię przecież, że nie to samo. Czytałem, że można widzieć postać, stąd też pewnie inna nazwa owego paraliżu, czyli "zmora nocna" (nie mylić ze "zmazą nocną", takie info dla nadpobudliwych).
Przy tej mojej aspołeczności jestem w stanie jedynie sam ze sobą łoić w pingla kieszonkowego, przezucając jajo to do nogawki lewej, to do prawej... pstryk, pstryk...
Ale w tenisa bym w sumie zagrał, to idę.
Umiesz grać w kosza?