Mam problem z rozkminieniem tego tematu, chodzi mi konkretnie o to, że niby nic nie czujecie, a później walicie ogromne elaboraty na ten temat. To jak to jest?
Z Lerivonem to ja miałem tak, że sam w sobie efektu nie przynosił prawie żadnego, no może prócz tego, że lekko zmulał z wieczora w początkowej fazie brania i chciało mi się po nim straszliwie żreć.
Z mojego punktu widzenia ten lek jest do dupy.
Zgadzam się. U Manna trochę razi mnie tylko to popisywanie się wiedzą, te uderzenia w moralizatorską nutę. Przyjemnie się go czyta, bo zdania buduje wymuskane i ładne, pewne problemy nastręczył mi "Doktor Faustus", to którego musiałem zrobić dwa podejście, nerwów sobie napsułem niemało, i nawet nie mam pewności, a wręcz przeciwnie - bardzo wątpię w zrozumienie tej książki.
Sabaidee, Caldwella nie znam, ale się w takim razie zainteresuję.
Styl Faulknera odpowiada mi dużo bardziej od stylu Steinbecka, choć lubię obu. U tego pierwszego cenię zwłaszcza nieoczywisty sposób narracji, i poczucie humoru.
Nie wiem, co mogę napisać. Przeżywasz coś strasznie bolesnego, więc różne dziwne reakcje jak płacz, pustka, rozpacz są naturalne.
Musisz to przeżyć, czas wszystko wyciszy, zaleczy.