-
Postów
2 296 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez New-Tenuis
-
Korba, tak, z uczelni.
-
Korba, Córka lepsza. (żartuję). Bura, bardzo się cieszę, bo wiesz, życie tak naprawdę jest piękne! Dzisiaj pierwszy dzień prawdziwej wiosny. Byłam z mamą na spacerze i oglądałyśmy przebiśniegi. Potem poszłyśmy na pizzę. :)Moje myśli cały czas krążą wokół jednej osoby, analizuję zetknięcia z nim, wszystkie rozmowy, próbuję odkopać z przeszłości, kiedy jeszcze na nim mi nie zależało, jego miłe gesty, jakieś oznaki. Źle się z tym czuję, ponieważ wiem, że nawet z mojej strony to nie jest pozytywne uczucie, tylko zwykły pociąg fizyczny. W dodatku, nie wiem, gdzie zaginęły moje pozytywne uczucia do innej osoby. Chyba umarły. Czuję się jeszcze bardzo młoda, te moje emocje są jakieś takie nastoletnie. Chciałabym jednak pewnego dnia założyć rodzinę i urodzić dzieci i zacząć dzielić życie z osobą, która mi będzie odpowiadała...
-
Czy Twoja terapeutka Cię nie lubi, że tak by pomyślała o tym, co czujesz?
-
Trzymam kciuki za Was, Kasiu. Na mój nowy "obiekt" w ogóle nie powinnam się rozpraszać. To jest facet nie z mojego pokolenia, ma władzę na moich studiach i w dodatku jest podwójną szują. Nie lubię go, ale ciągnie mnie, bo mam wrażenie, że mu się podobam (a tak poza tym, jest dość przystojny i ma duży urok osobisty). Ale to szuja... i podrywa na gruncie naukowym (typu: pani na pewno wie, to co pani powiedziała jest ciekawe). Cieszę się, że nie mam z nim zajęć. Grrr. A dziś się już trzeci raz mnie na korytarzu zapytał, czy idę do niego na konsultacje. WTF! Po cholerę bym niby miała na nie iść, jeśli nie mam z nim zajęć? Ja pier*olę...
-
Piątek, świątek. Kasiu, cieszę się, że Ci się zaczyna układać! To super! Ja zaś mam mętlik i szczerze mówiąc, lepiej mi było, kiedy go nie miałam. Pogubiłam się trochę w uczuciowych i fizycznych sprawach i dzisiaj była taka chwila, że musiałam liczyć oddechy. Na szczęście, przyszedł mój znajomy, zaczęliśmy rozmawiać i się uspokoiłam. Czułam się obco. Nie mogłam nad sobą zapanować, a najgorsze, że zachowuję się tak, jakbym chciała w to coraz głębiej brnąć psychicznie. To trwa od poniedziałku. Nie jest fajne, nie jest przyjemne, daleko "temu" do zakochania, przyszło raczej ze względu na to, że facet, na którym naprawdę mi zależy (a nie widuję go na co dzień) nie zachowuje się jasno. I pojawił się inny, tu na miejscu, typ spod ciemnej gwiazdy. Także, Kasiu, zazdroszczę Ci. Ja mam mętlik... MĘTLIK.
-
Kai, nie umiem tego inaczej wytłumaczyć.
-
Dobra, ale czasem się nie da.
-
Myślę, że przydałaby się wizyta u psychiatry. Bo to wygląda jak stany depresyjne i na to krótki urlop na pewno nie pomoże.
-
Jak ja też odpycham. -- 10 mar 2011, 22:07 -- To znaczy takie wzajemne delikatne pojeżdżanie się.
-
Nie no, ja bym nie chciała być gwałcona w rzeczywistości... Po prostu, podoba mi się chyba prowadzenie z kimś gry opartej na wzajemnym odpychaniu.
-
Ja muszę z kimś . Inaczej mi siada pewność siebie na ulicy. W sumie, mnie właśnie do tych osób, które są wredne dla mnie, ciągnie erotycznie, nic poza tym. To i tak popie**olone.
-
Ja Krzyśka rozumiem. Nie umiem chodzić na samotne spacery... czuję się... jak na szpilce.
-
Adam81, ja nie mam takich informacji, ale mogę zapytać swojego psychiatrę. :-) Odnośnie tego, że napisałam, że ciągnie mnie do osób, które mnie krzywdzą, nie chodzi mi o jakieś totalnie poniżanie mnie... Chodzi mi o to, że zdarza się, że ktoś jest dla mnie miły, a ja go nie zauważam, a potem jak nagle na mnie wypadnie, zaczynam o tej osobie myśleć. Intensywnie myśleć. Tak jak teraz.
-
Zaczynam coś czuć do osób, które mnie źle traktują... Chyba mam jakiś syndrom ofiary czy coś. Buuu.
-
Mieliście kiedyś tak, że czujecie coś do dwóch osób równocześnie?
-
No właśnie. :-)
-
naszą relację oraz jej osobę. tzn. czy już jej nie ufam, czy nie jest mi już bliska, czy czuję, że nie mogę na nią liczyć, czy chcę odejść itd. ... Aniu, chyba nie uznałaś tego za kłótnię? ? ?
-
Ja się nie kłócę z nikim, ja tu wszystkich akceptuję i lubię. :-)
-
_asia_, ta Twoja terapeutka jest niezrównoważona... -- 07 mar 2011, 19:37 -- Jak "czy ją skreśliłaś"? Nie rozumiem...
-
O czym Ty piszesz? Jakie śmiechy? Człowieku, ze schizami trzeba walczyć. Też jak mam gorszy dzień, to sobie wkręcam, że się ze mnie śmieją. Nauczyłam się to olewać i racjonalnie sobie tłumaczyć. I robię studia z ludźmi w terminie. Weź się do kupy i wyjdź rano na uczelnię, a przekonasz się, że mnóstwo ludzi jest jeszcze gorzej znerwicowanych niż Ty. -- 07 mar 2011, 18:44 -- Korat, nie martw się, nie martw, a na którym roku jesteś studiów, tj. ile masz lat? Ja jak miałam 19 lat zaczęłam studia i chyba ze 3 razy wybiegałam z płaczem z sali... Potem czułam się upokorzona. A potem zrozumiałam, że tak naprawdę nikt nie przywiązuje do tego tak wielkiej wagi jak ja, nikt się nie zawziął na mnie i nie chce mnie zniszczyć. Z tego, co zobaczyłam masz zaburzenie osobowości schizotypowe. Oto fragment definicji z Wikipedii: "doszukiwanie się we wszystkim ataku na siebie; wycofanie się z kontaktów społecznych z powodu lęku". Walcz z tym! Walcz z całych sił! To Twoja głowa, a nie to, co się naprawdę dzieje.
-
Asiu, a Ty jesteś pewna, że jego siostra trochę nie koloryzuje? W końcu, nie dowiedziałaś się tego bezpośrednio od niego. Co do alkoholu, masz rację. Parodniowy kryzys, przejdzie mi.
-
Znam to, bo ostatnio trochę sięgam po alkohol. Wynika to z tego, że od Xanaxu mnie odepchnęło po brutalnej odstawce i najzwyczajniej w świecie nie znam innego środka, który mógłby uspokoić moje nerwy. Melisa na mnie nie działa, te wszystkie Neospazminy i inne też nie... Szczerze mówiąc, wkurza mnie to, że nie ma nic, co by było bezpieczne, a działałoby na mnie.
-
Nie wiem, co robić, strasznie mi przykro... pokłóciłam się z mamą. To znaczy, z mojego punktu widzenia, ona na mnie nagle wypadła i nie dała mi dojść do słowa... -- 06 mar 2011, 16:22 -- Nie mogę się za nic zabrać. Czuję jak czas przecieka mi przez palce, a ja siedzę i staram się pozbierać. Nic się nie wydarzyło złego, żebym się tak czuła. Strasznie mi smutno i czuję ogarniającą mnie beznadzieję. Mam dużo obowiązków, a nachodzi mnie ochota położyć się z głową pod kocem i zasnąć. Nie mogę nic zrobić... Kompletnie nie wiem, jak sobie poradzić z tym stanem...
-
kasiątko, a gdzie Ty mieszkasz?
-
Krzysiu, skoro jesteś zmęczony, może spróbuj odpocząć? Spraw sobie radość. Połóż się i pośpij chwilę. :-) No i słodycze dużo dają. Aniu, nie eksperymentuj z narkotykami, chyba sama wiesz, że nie powinnaś. Uspokój się. Zrób sobie kąpiel z olejkiem... lub po prostu grzane wino/piwo. :) K. Cię kocha, to widać.