-
Postów
2 296 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez New-Tenuis
-
Michuj, podoba mi się Twój avatar. Jest oryginalny. Co do mnie, ostatnio jestem jakaś osłabiona, dzisiaj spałam na przykład do godziny 13:30. Zrobiłam się przewrażliwiona, nawet pani ze sklepu spożywczego była dzisiaj zdolna zrobić mi przykrość. Irytują mnie ludzie w tramwaju, że mlaskają, nie tak pachną i nie tak rozmawiają. Cały czas się pocę, a zaraz robi mi się zimno. Wczoraj się strasznie pokłóciłam z mamą i dostałam przez to ataku nerwowego (nagle w głowie pojawiło mi się "pociąć się", ale na szczęście jak zwykle się opanowałam). Mój psychiatra (który też mnie niebotycznie wkurza) powiedział mi, że nie chce nawet perspektywicznie myśleć o odstawieniu mi leków na depresję. We środę na wykładzie miałam wrażenie, że koleżanki mnie obgadują, a wcześniej wyszłam z zajęć i trzasnęłam drzwiami (oczywiście, po sekundzie przeprosiłam). Coś się ze mną dzieje, nie wiem, czy to przez pogodę (ten cholerny wyż) czy przez hormony, a może przez osłabienie.
-
Możliwe, że odczuwasz smutek, bo właśnie nic się nie zdarzyło. Rozumiem, też tak czasem mam.
-
Ja mam problem właśnie z tym, że zawsze wyrażam dobitnie swoje emocje niekoniecznie rozsądnie. Wiem, że mam osobowość chwiejną emocjonalnie - tak mi powiedział psychiatra. Myślę, że mój podtyp to impulsywny...
-
Korba, szacun! Ty powinnaś książki pisać, masz talent. Genialnie opisałaś tę pierwszą wizytę w szpitalu. :-) Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. A co to za koleżanka, która z Tobą przyjechała? Jako wsparcie czy też do szpitala?
-
Korba, nie wiedziałam, że w 7F nie stosuje się farmakoterapii. Myślę, że to świetnie, że jej się tam nie stosuje, bo z tego, co pisałaś wynoszę, że masz tak jak ja tendencje do uzależniania się od przeróżnych substancji. Przez te pół roku odzwyczaisz się od sięgania po tabletki i o to właśnie chodzi. _asia_, ja na szczęście (nie wiem, jak z Tobą było) nigdy nie doświadczyłam stanu całkowitej utraty kontroli nad sobą i własnym życiem. Zawsze gdzieś tam się kontrolowałam. Mam nadzieję, że nigdy mnie taka utrata nie czeka. A czuję się ostatnio naprawdę normalnie, bardzo dobrze, szczęśliwie (nawet z różnymi bałaganami w uczuciach). Kai, za 9 miesięcy i 6 dni złożę Ci życzenia! Jak tam Twój dzisiejszy nastrój? amelia83, a mnie się wydaje, że nie warto się tak "etykietkować". Pisz, gdzie Ci się podoba. -- 22 mar 2011, 17:04 -- chojrakowa, spróbuj wytłumaczyć, że naprawdę bardzo źle się czujesz, że bardzo potrzebujesz pójść teraz na ten oddział. Nie można tego bagatelizować.
-
Przecież napisałam, że to tylko moje wyobrażenie, ale nigdy nie byłam w szpitalu, więc nie wiem. Kasiu, skoro aż tak źle jest, to chyba powinnaś jednak pójść do szpitala. Ja już nic nie wiem...
-
Kasiu... Ja uważam, że szpital po to jest, aby powstrzymać człowieka przed samobójstwem. Sama bym się w życiu do szpitala nie ładowała, gdybym nie sądziła, że mogę się w szale zabić. Czy jesteś aż w takim stanie? Nie wiem, mnie szpital kojarzy się ze wszystkim, co nieprzyjemne w kumulacji. Pilnują Cię, wiadomo... ale chcesz tego naprawdę? Ja nigdy nie byłam w szpitalu, więc nie wiem, czy tam mogą na dłuższą metę pomóc, pewnie zależy to od placówki, a Ty jak czytam, jesteś zapisana do jednej z najbardziej renomowanych w Polsce. ... przepraszam, ale odradzam Ci pójście do szpitala. To jest oczywiście tylko moje zdanie. Ja sama mimo zaburzeń nawet w najgorszych stanach starałam się cały czas podźwigać i nadążać za tym, co na zewnątrz. Tobie też to doradzam, bo mnie takie postępowanie przyniosło korzyść. No i tulę... cokolwiek nie postanowisz.
-
Korba, a czemu Ty właściwie chcesz iść do szpitala? Bardzo źle się teraz czujesz? Ja bym to chyba odwołała na Twoim miejscu...
-
Kasiątko, tak mi się smutno zrobiło jak przeczytałam Twoje ostatnie posty... Wydaje mi się, że powinnaś porozmawiać z kimś ze swojego najbliższego otoczenia o swoim stanie. Naprawdę, poproś o długą rozmowę mamę na przykład. Jeżeli jest oczywiście taka możliwość, ale przecież nie ma chyba serca z kamienia i wysłucha własnej córki. Ponadto, wydaje mi się, że powinnaś popracować ze swoją panią psycholog nas swoim uzależnieniem od rodziny. Nie może być tak, że Ty ich utrzymujesz i jeszcze zbierasz baty. Wydaje mi się, że powinnaś ich zostawić i wyprowadzić się, wynająć coś... spróbować przez chwilę pożyć bez nich. Nie mogą Cię szantażować, zwłaszcza, że masz taką delikatną psychikę i to jest ciężar nie na Twoje barki. Krzysiu, dlaczego tak Cię nagle zaczęło nurtować Twoje upodobanie erotyczne? Jest jakaś dziewczyna/chłopak w pobliżu, z którym/ą chciałbyś być i boisz się, że przez to Cię nie zaakceptuje?
-
Kasiu, dziwię się, że poczułaś tylko lekką ulgę, a nie że Ci ogólnie całkowicie ulżyło. Po miłym i długim mailu, w dodatku napisanym z komórki od faceta, którego kochasz?
-
Kasiątko, myślę, że powinnaś z kimś bliskim (możliwie najbliższym) poważnie porozmawiać o tym, jak się czujesz, naradzić się z tą osobą, co powinnaś z tym zrobić. Mam głupie pytanie: Co robicie, by odpocząć? Ja cały tydzień jestem aktywna, a skoro dziś mam wolną sobotę, miałabym ochotę na solidny odpoczynek. Wyspałam się, w zasadzie nic nie robię, nie mam ochoty się z nikim spotkać, mimo że na upartego bym mogła. Chcę się totalnie odprężyć, a nie mogę... Czuję jak sobota przecieka mi przez palce.
-
Czy znacie jakieś dobre (ale nie przeintelektualizowane) filmy o problemach psychicznych?
-
Wygląda na to, że te "niewiadome powody" to Twój zdrowy rozsądek. A ja dalej mam mętlik...
-
Jest spokojne wczesne sobotnie popołudnie, a mnie nie chce się iść na zakupy. Jak się dzisiaj macie? Jaki macie dziś nastrój? Chcę sobie dzisiaj obejrzeć pod wieczór "Niebiańskie Istoty" Petera Jacksona, ściągnęłam sobie ten film wczoraj i mam nadzieję, że będzie ciekawy. Wcześniej muszę rozszyfrować jeden tekst, na temat którego mam napisać pracę zaliczeniową. Muszę jeszcze "machnąć" jedno tłumaczenie - moja fucha... A nie jest interesujące.
-
Też byłam zbyt ambitna. To jest niezdrowe. Musisz pozwolić sobie na odpoczynek od nauki. Znajdź coś, co sprawia Ci prawdziwą przyjemność. Odpoczywaj, chodź na spacery, śpij dużo, obserwuj siebie i swój organizm, swoje bóle głowy/brzucha, co je może wywoływać. Przyglądaj się sobie w lustrze i próbuj ocenić swój wygląd racjonalnie, tak jakbyś patrzyła na siebie z boku. Dobrze się odżywiaj, nie zapominaj o owocach, warzywach. Wieczorem wypijaj sobie herbatę z melisy/rumianku/mięty. Ucz się 2 godziny dziennie, każdego dnia. Dbaj o kontakt ze swoim chłopakiem. Najlepiej, żebyś powiedziała mu o swoim samopoczuciu.
-
Asiu, jeśli chodzi o tego wykładowcę. Ja nie wiem, czy on jest w ogóle "jakiś" w stosunku do mnie. Opisałam tylko, jak wygląda rzeczywistość, a każdą z sytuacji jakie opisałam da się wytłumaczyć czymś innym niż prowokowanie mnie. Myślę jednak intuicyjnie, że jest to człowiek nieuczciwy. Poznaję to po tym, że tak zwodzi tę swoją "najlepszą" studentkę (o której pisałam) i to powoduje, że w zasadzie nikt u nas jej nie lubi. Są żarty, że ona się stroi jak do niego idzie na zajęcia itp. Uważam, że on tę sytuację musiał jakoś sprowokować, inaczej tak by się dziewczyna nie zachowywała. On ma żonę, przewlekle chorą, która też u nas wykłada i za każdym razem jak ona z nim jest, to dosłownie płaszczy się przed nią. Ona jest niesympatyczna, myślę, że ma jej dość, w związku z tym postanowił wykorzystać to, że mimo swojego wieku jest naprawdę atrakcyjny i delikatnie bawić się uczuciami moimi/tej dziewczyny... może jeszcze kogoś. Jeżeli tak jest, to jestem z siebie zadowolona. Trzymam się od niego jak najdalej i zachowuję chłodny dystans. Moją recenzentką na magisterce będzie jego żona. Wolę kontaktować się z nią, np. w sprawie materiałów. A jemu okazywać jak największy chłód i obojętność.
-
Ja w szkole też tak miałam, że się bałam chodzić. Teraz już się nie boję, bo wyrosłam z takiego strachu, poza tym spotkałam fajnych ludzi. Całe moje życie towarzyskie zaczęło się w zasadzie na 1. roku studiów. Wcześniej miałam kolegów i koleżanki, ale za każdym niemal razem się ostro na tych kontaktach przejeżdżałam. A tu jakoś dobrze trafiłam.
-
Wiem.
-
-
Z tym "ważniejszym" jest tak: Nie kocham go. Bardzo go lubię jak na razie, ale za rzadko go widuję, żeby go zaraz kochać. Dla mnie miłość to wielkie słowo. Owszem, pociąga mnie i to bardzo, ale jak jest. Jest obok mnie. Nie jak z nim gadam na czacie. Chyba zapomniałam o tym pociągu do niego, bo go nie widzę, nie słyszę jego głosu. A tego, co jest tu ... Kurde, czuję się jak piętnastolatka pisząca bloga teraz ... Widzę... po prostu widzę, słyszę. Głupie jest to, że w zeszłym roku widywałam go strasznie często i miałam go w d... bo był dla mnie miły i słodki i prosty w rozmowie, i w ogóle wydawał mi się stary, jak moja koleżanka powiedziała, że się jej podoba, to myślałam o tym z lekkim zdumieniem. Moje zainteresowanie nim zaczęło się od tego, że wypadł na mnie z japą i darł się jakieś 10 minut, a ja ryczałam, kazał mi wyjść, a ja powiedziałam, że nie mogę (no bo wiecie, doprowadził mnie do takiego stanu, że myślałam tylko o pocięciu się). No to z łaski pozwolił mi siedzieć jak moja koleżanka zdawała... Usłyszałam od niego pytanie, czy w ogóle zdaję sobie sprawę, że jestem na studiach. To mnie strasznie upokorzyło, bo jestem bardzo ambitna, i kur... on o tym dobrze wie, bo w zeszłym roku uważał mnie za najlepszą studentkę i chciał być moim promotorem , tyle że ja inną ścieżkę naukową obrałam. Siedząc u niego wtedy i płacząc usłyszałam jeszcze, że jest inna studentka, która jest lepsza ode mnie i w ogóle jest najlepsza i żeby ona może ze mną popracowała. Jak się na mnie darł, moja koleżanka, która ze mną zdawała, cały czas próbowała dojść do głosu i zapytać, czy ja bym się mogła w ciszy uspokoić, a on w tym czasie zapyta ją. On na jej pytanie odpowiedział, że ja i moja postawa go denerwują. W sumie, wyleciałam z płaczem do kibla, gdyby nie moja kumpela, która za mną pobiegła i mnie pocieszyła, źle by chyba było. "Lepsza, najlepsza studentka" weszła za mną i moją koleżanką do kibla, popatrzyła się na mnie z lekceważeniem i powiedziała: "Ja nie nadaję się do pocieszania" i wyszła (kur... mam wrażenie, że ona to zrobiła celowo). Ona ostatnimi czasy cały czas u niego przesiaduje, chodzi tylko na jego przedmioty i już nawet o tym ploty krążą i śmiechy. Od początku semestru już się mnie (niby mnie nie pamiętając i nie ogarniając rzeczywistości) chyba z 5 razy zapytał, czy idę do niego na seminarkę, na konsultacje. Raz to nawet bezpardonowo wszedł do sali, gdzie miałam mieć zajęcia i powiedział: "No dobrze, to proszę już ze mną iść." Potem wyszedł, ja wielkie gały i siedzę dalej, on wraca i mówi: "Pani do mnie przyszła." Ja, że nie. W ogóle nie mam z nim teraz zajęć, po ch... miałabym do niego chodzić. Jestem poryta.
-
Znowu zaczęłam się zadręczać swoim mętlikiem w głowie. Sama siebie nie rozumiem, ten "ważniejszy" wczoraj rozmawiał ze mną przez godzinę, a ja myślę o innym... Nie wiem, może dlatego, że jest tu, na miejscu? I że jutro na 90% go spotkam? O, zgrozo... Nie umiem go wyrzucić z głowy. Odstręcza mnie to, co czuję. To jest chyba tylko i wyłącznie pociąg fizyczny. Zaczęłam dyskretnie się przyglądać temu, co się dzieje wokół mnie... Wszędzie znajduję oznaki, że on się pożarł ze wszystkimi... Nawet była ostatnio rada zwołana w tej sprawie (to znaczy, odnosząca się do niej)... Piszę tak zawile, bo boję się, że to, co piszę w eter może ktoś odczytać i odszyfrować, że to ja... Jezu, czy ja jestem jakąś nimfomanką? Dlaczego ja się za nim oglądam? Doszło do tego, że zaczęłam szukać filmów-dramatów o tematyce, która odnosiłaby się do tego, co czuję. Znalazłam jeden. Obejrzałam jakiś tydzień temu. Zmęczył mnie i zupełnie się w nim nie odnalazłam. Ja zawsze jak coś przeżywam, szukam filmów, w których mogłabym się "zatracić" ze swoim uczuciem.
-
Jak Ci wyszła pierwsza lekcja? Sympatyczną masz uczennicę?
-
amelia83, skoro masz zaburzenie osobowości, to na pewno napisałaś swój post w dobrym miejscu. Nie martw się, domeną depresji jest to, że człowiek czuje, że jest zerem i wszyscy się z niego naśmiewają. W rzeczywistości tak nie jest, depresja to choroba, która krzywi nam obraz świata. Krzysiu, ja rzadko tu piszę, ponieważ chodzę na studia i całymi dniami mnie nie ma. Nie zmienia to faktu, że lubię z Wami rozmawiać, nawet bardzo. Myślę, że jak zmienisz otoczenie, będzie Ci łatwiej wyjść z domu. Asiu, a z czego prowadzisz korepetycje? Kasiu (Korba), mnie się wydaje, że niektórzy faceci mają taki oszczędny styl pisania, sama tego doświadczam. To nie znaczy, że mu nie zależy. Kasiu (kasiątko), po co pijesz ocet? Co Ci to daje? -- 17 mar 2011, 16:41 -- chojrakowa, to Ty się tniesz tak mocno, że aż Cię trzeba szyć? O Boże... Musisz iść do szpitala, bo się zabijesz kiedyś.
-
Dobra, luz. W czym przeszkadza, że Krzysiek lubi ludzi z forum i że tu nawiązuje kontakty? Ja też tu niektórych naprawdę lubię i są w pewien sposób dla mnie ważni. Takie mamy trochę czasy, że niektóre głębokie przyjaźnie, które stają się później realne, nawiązuje się przez internet. Ja w ogóle tu wszystkich lubię, ale są dwie osoby dla mnie ważne, których posty czytam zawsze na pierwszym miejscu: Krzyś i Asia. Zdrówko dla Waszej dwójki. :-)
-
???? ??????????? -- 16 mar 2011, 18:09 -- Rozumiem, co napisałaś, ale nie jedzie się po takich rzeczach, więc ten fragment bym raczej wycięła.