-
Postów
2 296 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez New-Tenuis
-
brak uczuć, według mnie, takich substancji nie można brać codziennie, mój psychiatra mi powiedział, że co najwyżej trzy razy na tydzień.
-
Dokładnie to chciałam napisać, ale mnie ubiegłaś. brak uczuć, proszę, nie zażywaj Clonozepamu... To jest równia pochyła. Wiesz, że ten lek znajduje się w spisie narkotyków? Wiem, jakie to straszne tarzać się po ziemi z rozpaczy. Też tak robiłam. Tyle że ja to robiłam właśnie będąc pod wpływem alprazolamu, czyli substancji pokrewnej clonozepamowi, też benzodiazepinie. Kiedy odstawiłam ten lek, minęły mi takie zachowania. Usiądź na krześle i siedź dopóki nie poczujesz, że trochę Ci mija. To mój sposób na myśli samobójcze... A może już Ci przeszło? Jestem z Tobą.
-
brak uczuć, mózgu Ci leki raczej na pewno nie uszkodziły mechanicznie, ale ja na Twoim miejscu bym się wybrała na EEG i zadała to pytanie psychiatrze. _asia_, pamiętaj, że jesteś osobą, którą warto kochać, lubić... postaraj się jednak spotkać z kimś, jakimś nawet dalszym znajomym, pójść z nim/nią na spacer po parku, nawet na pół godzinki, gadać o byle czym, może być o pogodzie. Jak się nie przełamie takiej bariery pomiędzy sobą i światem, to ona niestety się pogłębia. Pogłębia się uczucie odmienności, wyobcowania... Przełam się i zadzwoń do kogoś... a może weź na spacer swoją współlokatorkę? To może być na początku nieprzyjemne, trudne tak się do kogoś niezbyt bliskiego zwrócić. Ale wiesz, co? Ja dwa lata tamu miałam epizod depresyjny związany z tym, że z pewnych powodów rozpadła i skłóciła się grupa moich przyjaciół, że rozeszli się na różne strony, a w dodatku jeden chłopak z tej grupy mi się podobał, ale nie zwracał na mnie uwagi. Czułam się samotna, myślałam, że w wakacje będę się spotykać z nimi, a oni się skwasili. Pojechałam na bardzo nieudany wyjazd z koleżanką z tej grupy, ona mnie wystawiła, po dwóch dniach celowo (!) przewróciłam się na posadzkę przy obcych ludziach i kazałam wezwać do siebie pogotowie (chyba żeby padł na mnie odrobinę reflektor, nie wiem). A potem dostałam w nocy takich potów z lęku, bezsenności, nie mogłam nawet przejść do wc, bo się bałam wyjść na korytarz.... no i musiałam przerwać wyjazd i wrócić do domu. Wyobraź sobie, że napisałam na gadu do takiego chłopaka, którego widziałam tylko raz w życiu i raz z nim gadałam w tramwaju (a tak się złożyło, że miałam jego gadu), czy by się ze mną nie spotkał. Spotkaliśmy się raz. Potem drugi... i trzeci... i tak się spotykamy od półtora roku, średnio raz na tydzień. To jest mój najlepszy przyjaciel. Warto wyciągnąć rękę nawet do obcej osoby... kto wie, ile ona będzie dla Ciebie znaczyła za jakiś czas? Dla mnie on był wtedy tylko wypełnieniem pustki... teraz jest najważniejszą osobą. A gdybym nie miała wtedy kryzysu, na pewno by mi nie przyszło do głowy do niego napisać.
-
shinobi, ja mam znajomości z ludźmi dzięki studiom. Trzeba zrobić krok pierwszy, następne w sumie stawiają się same.
-
W ogóle, przeczytałam wypowiedzi jednego użytkownika (majesticfucker), który został zablokowany i mi się poprawiło, bo uznałam, że są gorsze przypadki niż ja.
-
arla, no myślę, że wyciszacze to zła droga... to znaczy wiem z autopsji.
-
Muszę się Wam z czegoś zwierzyć. Koleżanki zaprosiły mnie na imprezę (domówkę) u siebie, idę na nią, ale strasznie się boję... Czekam na godzinę swojego wyjścia jak na jakiś wyrok. Macie pomysł jak się odstresować? Strasznie boję się imprez, zwłaszcza, że tam będą też ludzie, których nie znam, będzie ich dużo...
-
Ja nienawidzę paniki i utraty kontroli nad sobą. To jest najgorsze, co może się stać. Ale ktoś mi kiedyś powiedział, że żeby pokonać lęk, trzeba się z nim "zaprzyjaźnić". Coś w tym jest. Ja ze swoim lękiem jak na razie nie za bardzo się dogadujemy, bo on mi nie ułatwia.
-
Czy nie przemawia przez Ciebie masochizm? Ja osobiście nie przepadam za cierpieniem. Wolę błogostan, bo jest rzadszy.
-
Ja próbowałam to pokonać "domowymi" metodami. Zastanawiałam się, czego podczas takich spotkań się boję i starałam się sobie wytłumaczyć, że nic się nie stanie, jeśli będę smutna, spięta.
-
JAK się jest... Myślisz, że ludzie udzielają się na depresyjnym forum, bo są zadowoleni? Ja jestem przez większość czasu. Co jakiś czas mam przez kilka tygodni ostrą depresję, jak coś się dzieje, co mnie emocjonalnie dotyka. Potem się podnoszę i idę dalej. Poza tym, wielu terapeutów chciało rozwalić mój dobry kontakt z mamą, a ja nie pozwolę na to! Tak robiła moja ciocia, cały czas mi ględziła, że to jest niedobrze, że źle wyglądam i nie wyjdę za mąż. Mam ludziom płacić za to, by mnie ranili? Never! Nienawidzę psychoterapii!!!!!! Aaaaaaaaaaaa!!!!! Szlag mnie trafia. Nienawidzę próby zmienienia mnie. Jestem ok, jaka jestem, nie będzie mi jakaś dziunia, która nie zna życia i w dodatku płacę jej za to, że mnie wysłucha, mnie zmieniać. Nie życzę sobie tego i nie życzę sobie, by wszyscy mi pierdolili, że jestem chwiejna emocjonalnie, a jak mam depresję, to tryumfowali. Nie umiem się obronić, kiedy mam depresję. Czy to znaczy, że od razu trzeba mi dokładać? Terapeuci są w większości sztywni i nie mają poczucia humoru, są sflaczali, a ja nie pozwolę się przerabiać na modłę większości społeczeństwa. Opisałam bardzo chaotycznie bardzo głębokie uczucia, które we mnie siedzą. W realu najpierw coś takiego mówię, a potem chowam się w kiblu i ryczę, a potem mam ochotę się pociąć, i boję się wyjść i spojrzeć w twarz tym, przy których się wykrzyczałam. Nienawidzę, szlag mnie trafia... Czuję, że nikt mnie nie zrozumie, żaden psycholog i dlatego panicznie się boję tego niezrozumienia. (sorry, jestem poirytowana od paru dni.)
-
Wydaje mi się, że lepiej, byś wybiegła z sali niż była ogłupiona uspokajaczami. Po człowieku, który zażył uspokajacze widać, że nie za bardzo kontaktuje. Tak przynajmniej powiedzieli mi moi znajomi, bo przeżyłam w listopadzie miesiąc uzależnienia od alprazolamu.
-
Sądzę, że taki typ terapii jest skuteczniejszy. Nienawidzę, jak ktoś obcy mi węszy w moim kontakcie z rodzicami i nie znoszę rozmawiać o swoim dzieciństwie z ludźmi, którzy mnie nie rozumieją i przeinaczają moje słowa, starając się wcisnąć mój przypadek w podręcznikowy schemat.
-
Zgadzam się i dlatego kompletnie do mnie nie przemawia sens psychoterapii. Jak się jest zadowolonym, to po cholerę się bez przerwy rozkwaszać na wspomnieniach z jakiejś odległej przeszłości? Czuję w sobie agresję jak ktoś mnie chce zmusić do psychoterapii.
-
[videoyoutube=RZlD9mBel8U][/videoyoutube]
-
Ja dzisiaj stwierdziłam, że jestem... narowista. Nie śmiać się! Nie umiem wysiedzieć bez dyskusji na wykładzie... Nie umiem trzymać emocji na wodzy... Dzisiaj czuję taką irytację, że hamowałam się, żeby jednej dziewczyny nie uderzyć, choć nic mi nie zrobiła... Po prostu, strasznie mi działała na nerwy jej sztuczność. Zaczynam się zastanawiać, czy nie mam osobowości chwiejnej emocjonalnie typu impulsywnego. Nie mam... ale mam, bo borderline też do mnie nie pasuje... Nic do mnie nie pasuje, nawet etykietki sobie nie mogę do czoła przylepić.
-
Źle. Jestem wykończona i czuję się jak wyciśnięta ścierka. Kręgosłup mnie boli, czuję wszystkie kości i mam doła... jestem wypruta...
-
_asia_, może dlatego, że tylko to uczucie naprawdę znasz, a innych nie jesteś pewna i wolisz cierpieć, bo tak jest bezpieczniej? Z Twoich wypowiedzi, które zawsze czytam, nie wnioskuję jednak, żebyś była jakąś masochistką. Często piszesz o drobnych rzeczach, które sprawiają Ci radość (np. o chmurach, o cieście), wstawiasz takie " " emotki i masz bardzo głęboki poziom autorefleksji. Powiem Ci, że według mnie swoimi wypowiedziami przyciągasz, a nie odstraszasz innych. A wiesz, co jest takiego przyciągającego w tych Twoich wypowiedziach? Że sprawiasz wrażenie osoby, która nie zrani, delikatnej... i w jakiś sposób bezpiecznej. Ze swoim charakterem powinnaś mieć multum przyjaciół. Powinnaś zdać sobie z tego sprawę, że naprawdę wartościowa z Ciebie osoba.
-
brak uczuć, przesyłam Ci internetowy mocny uścisk! Wiem, jakie to nieprzyjemne...
-
Ja do Hani nic nie mam, uważam po prostu, że nie umie się jeszcze powstrzymać przed pewnymi zachowaniami charakterystycznymi dla jej zaburzenia osobowości. Wszystko przyjdzie z czasem, ważne, żeby Hania zdała sobie sprawę z błędów myślowych, które popełnia. Zero agresji z mojej strony, jakby co, bo już się boję.
-
Korba, bo wiesz... skoro napisałaś, że ktoś Ci zrobił przykrość, chciałam coś doradzić, pocieszyć Cię. Ale zrobiła się taka atmosfera, że odebrałam to tak, że mam po prostu się nie wcinać, skoro są wokół całej sprawy jakieś tajemnice, a winowajcą jest ktoś z forum.
-
Starlet, przez nikogo poza forum (a mam życie normalne, z ludźmi, których widuję na żywo) się dawno nie czułam tak atakowana jak przez Ciebie teraz. Odnoszę wrażenie, że mimo całego swojego cierpienia czujesz się w pewien sposób lepsza od innych i też mam prawo to napisać. Oczywiście, nie mam nic przeciwko Tobie, bo co niby miałabym mieć? Jednak nie uważam, żeby moja prośba o nie robienie podgrupek i nie dzielenie ludzi na lepszych i gorszych była "ucieszna". I skończ już proszę ten temat, bo powoli zaczyna mi to działać na nerwy. Nie jesteśmy tu po to, aby Cię podziwiać i domyślać się o co Ci chodzi, żeby potem dowiedzieć się, że informacja jest przeznaczona dla grupki seksownych wtajemniczonych.
-
Też mi się to zdarza.
-
Poza tym, wnioskując z tego, że się, Kasiu i Haniu nie znacie z poza forum, pewnie to zrobiła jakaś osoba stąd, chciałam wiedzieć, kto jest taki wredny...
-
Ja też nie widzę sensu i też odpadam. Niechętnie się kłócę.