Skocz do zawartości
Nerwica.com

New-Tenuis

Użytkownik
  • Postów

    2 296
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez New-Tenuis

  1. _asia_, bo uczucia tęsknoty i przywiązania w stosunku do terapeutki są tak silne, że się ich boisz i podświadomie je wypychasz, odrzucasz. Dlatego czujesz je tylko częściowo, nie przyjmujesz ich. Jeśli chodzi o lato i wakacje, rozumiem Cię. To jest moja pięta achillesowa. Wszyscy się cieszą, że jest słonecznie, a ja cichutko płaczę w kąciku, że nie pada... bo jak świeci ostre słońce, czuję się jak w klatce, w potrzasku. I też często mnie wtedy boli głowa. Przeważnie w wakacje mój stan psychiczny znacznie się pogarsza, ponieważ nie mam z góry wyznaczonego celu, do którego muszę dążyć. W roku akademickim jest to nauka. Gdy są wakacje, muszę odpoczywać, spotykać się ze znajomymi i cieszyć się jak na zawołanie, a ja przez brak tego celu (jakkolwiek bym nie była znużona nauką) popadam w marazm. Może jest to też związane z tym, że z jednej strony nie lubię mieć zbyt dużo spotkań towarzyskich, a z drugiej strony gdy ich jest za mało, zaczynam czuć się bardzo samotna. Na szczęście, przez pierwsze dwa dni zasłużonych wakacji nastrój mi dopisuje. Pytanie tylko jak będzie dalej, ale to też do mnie należy, żeby umieć sobie samej dogodzić, sprawić przyjemność i nie dopuścić do stanów depresyjnych, lękowych. To ja się sama sobą opiekuję. I muszę być dla siebie dobra.
  2. naranja, przyjemnie się czyta Twoje posty. Napisz kiedyś książkę psychologiczną, a będę pierwszą osobą, która ją kupi (ale poprosi o autograf, oczywiście). Myślę, że Tobie 7F ma szanse pomóc, ponieważ poznasz tam osoby w realu, takie jak my, które mają problemy psychiczne. Jeżeli będziesz z nimi rozmawiać tak, jak z nami, to wszyscy Cię będą uwielbiać, daję sobie rękę uciąć. brak uczuć, ja jestem przekonana, że cierpisz na bardzo bardzo ciężką depresję. Być może rzeczywiście najpierw powinnaś być choć odrobinę "zaleczona" farmakologicznie, bo żeby rozpocząć terapię, trzeba mieć wgląd w swoje uczucia. A przy takim obezwładnieniu przez smutek i rozpacz ciężko jest pracować z terapeutą. Mnie się wydaje, że masz derealizację do n-tej potęgi. A myślenie o schizofrenii prostej to nerwica natręctw... Tak mi to wygląda w tych Twoich postach. malibu, podobnie jak Naranja uważam, że powinniście jednak przejść się na terapię rodzinną. Myślę, że może Wam to dużo dać.
  3. amelia83, dzisiaj oddałam oba indeksy do dziekanatu. I... mam wakacje. I jestem z siebie dumna. Bo miałam 10 egzaminów i wszystkie zdane. Jak na razie, wypoczywam. Zamówiłam sobie w antykwariacie książkę, dzisiaj mi kurier przywiózł, posprzątałam szafę na ubrania (3 godziny mi to zajęło, myślałam, że wykituję)... a teraz sobie siedzę. Samopoczucie mam stabilne, nie mam jakichś czarnych wizji nadchodzącego lata, więc jest ok. -- 06 lip 2011, 15:20 -- A plany na wakacje mam zagraniczne. Zaczynam wojaże w połowie lipca.
  4. naranja, syn Malibu ma siedemnaście lat. Pamiętam. Ja uważam, że on może być podświadomie zazdrosny o siostrę i takimi zachowaniami chce zwrócić na siebie uwagę. Naprawdę nie ciągnie go do rówieśników? Nie jest nikim zainteresowany? Cały czas CHCE (bo nie piszę o sytuacji, kiedy nie chce, ale nie ma nikogo innego) spędzać z rodzicami? To jest bardzo dziwne. Ja nie zawsze miałam towarzystwo, dużo czasu spędzałam z mamą, ale męczyłam się... dla mnie priorytetem były kontakty z rówieśnikami, czasem aż za bardzo mi na kimś zależało.
  5. naranja, masz w zupełności rację. Może pójdę na terapię niedyrektywną, ale muszę czuć do tego motywację. Jak na razie nie czuję. Cieszę się, że trafiłaś na mądrą terapeutkę.
  6. kite, widocznie na kiepskich ludzi trafiłaś. Zdarza się. Ja Cię podziwiam, bo ja bym w życiu nawet będąc zdrowa nie pojechała na taki festiwal, a co dopiero mając depresję. Mam taki charakter, że umieram jak wokół mnie jest tłum. Jestem wtedy strasznie nieszczęśliwa. Co innego dwie, trzy osoby, które znam i do których mam zaufanie. Także, kite, niezłe kamikadze zrobiłaś, umawiając się z ludźmi z forum na kilka dni, a mając równocześnie depresję. Podziwiam Cię i widzę, że jesteś bardzo odważna. To się ceni. naranja, ja uważam, że każdy ma swoją osobistą potrzebę - Ty masz potrzebę mówić o mamie, Monika nie ma, ja uciekam od tego tematu i właśnie z tego względu nie chodzę na psychoterapię, że od razu mnie o nią pytają. Dajmy sobie do tego wszystkie prawo. Każdy czuje, co jest dla niego dobre.
  7. naranja, to nie były w sumie argumenty przeciwko życiu. W filmie jest przedstawiona osoba, której już nie da się pomóc. Oglądając go, miałam jednak ciągle nadzieję, że matka wpłynie na tę dziewczynę... Żal mi tej dziewczyny było. A z tym nieoglądaniem chodziło mi o to, że oglądając ten film, osoby, które też mają problemy z mamą, z samotnością, mogą się zasugerować, że nie ma dla nich nadziei. Jak już napisałam wyżej, jestem teraz w ogólnie dobrym humorze, więc mogłam się zastanawiać, dlaczego ten film miał takie zakończenie. Ale gdybym miała teraz swój stan depresyjny, źle bym się po nim czuła. Ale jak to bywa, antyreklama zadziałała jak reklama. To oglądajcie, tylko wiedzcie, że się bardzo źle kończy. Może z taką wiedzą jest lepiej to obejrzeć jednak.
  8. Olu, tulę! :* Ja Was chcę ostrzec: Jak jesteście w złym stanie, nie oglądajcie amerykańskiego filmu z 1986 roku "Dobranoc mamo" - "'night mother" - nie wiem, co miał na celu reżyser, film jest bardzo dobrze zrobiony, aktorki grają jakby były na deskach teatru. Jest to chyba swego rodzaju protest przeciwko znieczulicy wobec osób chorych na depresję... ale odbiera wszelką nadzieję. Cieszę się, że go obejrzałam dziś, bo mam w miarę dobry humor i mogę się jedynie zastanawiać, jakie przesłanie mógł ten film, do jasnej ciasnej, co miał za sobą nieść. A nie ryczę po nim z głową pod kocem.
  9. brak uczuć, Olu, nawet jak nie będziesz mogła pisać ze szpitala, nic się nie stanie. Posiedzisz tam chwilę, może Ci pomogą? A ja będę czekać na Ciebie tutaj. Ważne, żebyś o siebie zadbała. Popatrz, w pracy tolerują Twoją chorobę, masz oboje rodziców, siostrę... Twoi bliscy na pewno Cię bardzo kochają, ale nie są ze stali i trzeba zrozumieć, że czasem im puszczą nerwy. Może w szpitalu zdarzy się ktoś, kto Ci naprawdę pomoże? Może dobiorą leki tak, że będą na Ciebie działać? Pomyśl: może być już przecież tylko lepiej. A ja tu jestem i zawsze czytam Twoje posty, więc jak wrócisz, możesz do mnie napisać, podzielić się wrażeniami.
  10. brak uczuć, pójdź do tego szpitala, bo jesteś w bardzo złym stanie. Ja bym tak na Twoim miejscu zrobiła. Przecież będziesz tam dobrowolnie, w razie czego możesz wrócić.
  11. Powiem Ci tak: Musisz sobie z tym poradzić sama. Oczywiście, znajdą się ludzie, którzy podadzą Ci pomocną dłoń, ale szczęśliwa będziesz się czuła dopiero wtedy, gdy znajdziesz oparcie w sobie. Spróbuj zacząć sobie sama tłumaczyć, dlaczego się źle czujesz - np. źle się czuję, bo jest brzydka pogoda, bo siedzę sama, bo się czegoś boję. Szukaj przyczyny. Może też być: źle się czuję, bo wstałam z łóżka, spodziewam się, że ten dzień będzie kiepski. Kiedy znajdziesz przyczyny (ja tak robiłam i mi to pomogło... i dalej tak robię i mi to pomaga), łatwiej będzie szukać rozwiązania.
  12. brak uczuć, ja też przeżyłam kiedyś coś takiego, że czułam jakby mnie nie było, rodzice na mnie krzyczeli, a ja ich kopałam i wołałam, że ich nienawidzę, mój tato mnie nawet raz uderzył, kiedy przyłapał mnie na tym, że zawiesiłam na haku pasek od spodni, żeby się powiesić. Przez cały czas jednak wiedziałam, że wcale nie chcę się zabijać, że tym swoim zachowaniem chcę podświadomie zmusić rodziców, by poświęcili mi OBOJE cały swój czas, by mnie hołubili jak małe dziecko (a miałam wtedy 19 lat), by ze mną spali, karmili mnie. Chciałam zrzucić na nich odpowiedzialność za całe swoje życie, chciałam, by robili za mnie wszystko. Kiedy wydawało mi się, że zaczynają zajmować się czym innym niż mną, krzyczałam, że ich nienawidzę. Wiesz, dlaczego tak robiłam? Dlatego, że bardzo nie chciałam wkraczać w dorosłe życie, poza tym czułam bunt. Już od wczesnych lat nastoletnich musiałam być świadkiem ich konfliktów, wysłuchiwać żali mamy, pocieszać ją, przemawiać tacie do rozsądku, kiedy pijany mamę obrażał. Nie chciałam wkraczać w dorosłość, bo nie czułam, żebym miała normalne dzieciństwo. Teraz stopniowo wchodzę w dorosłość, nie zapominając o tym, że czasem myślę jak dziecko... i pozwalając sobie na to, żebym naturalnie dojrzała do tej dorosłości. Może Ty też tak masz? Może brak uczuć to bunt przeciwko dorosłości, odpowiedzialności? Przerzucasz odpowiedzialność na otoczenie, a im dłużej się źle czujesz, tym dłużej bliscy na Ciebie zwracają uwagę? (i nie tylko bliscy, bo krzycząc "ratunku" chciałaś w całą sprawę zaangażować również sąsiadów). Ja też tak kiedyś robiłam. Chyba Ciebie jeszcze na tym forum nie było, jak opisywałam swoje zachowania. Raz się przy koleżankach przewróciłam na podłogę i udałam, że mdleję, bo nie chciałam, żeby mnie zostawiały. Później zrozumiałam, że to nie jest dobra metoda. Rozumiem Cię.
  13. Pewnie martwi się o Ciebie i różnymi "sposobami" próbuje Cię przywrócić do rzeczywistości. Raz przez zapewnienie, że Cię kocha, a raz przez dogryzanie. Mama też jest człowiekiem, a Ty nie jesteś jej obojętna.
  14. malibu, ja podobnie jak Amelia wolę spontany. Ale mam jeden wyjazd zaplanowany. Jadę z mamą do Szkocji na dziesięć dni (w okolice Inverness). Jeszcze nigdy nie byłam w Szkocji, więc się cieszę. Czy Twój syn miał badaną tarczycę? Nadczynność i niedoczynność tarczycy mogą powodować zaburzenia nastroju i drażliwość.
  15. amelia83, a ja słyszałam, że ten film to plagiat ze "Stary, gdzie moja bryka". Widziałaś?
  16. brak uczuć, Stilnox też uspokaja, więc pewnie na co dzień jesteś bardzo pobudzona, a tego nie czujesz. malibu, współczuję, migrena jest okropna. Jak tam syn? A ja właśnie siedzę i nic nie robię i z chęcią bym z Wami popisała, a Was nie ma. -- 02 lip 2011, 18:04 -- A w ogóle, to tu się przewinęła osoba z nickiem "Ilosia" i pisała o tym, że źle się czuje po urodzeniu dziecka. Ilosiu, jeśli jeszcze tu zaglądasz, nie myślałaś, że możesz mieć typową depresję poporodową?
  17. Mnie się wydaje, że może się zdarzyć, że jak ktoś bardzo długo jest w złym stanie psychicznym i odwiedza różnych psychiatrów, to dostaje bardzo różne diagnozy. Dlatego ja bym się tak nie przywiązywała do myślenia o diagnozie, tylko zastanowiłabym się, co mi może pomóc. A mnie się, Ola, wydaje, że jakbyś miała schizofrenię, nie bałabyś się, że ją masz, bo z tego, co słyszałam, schizofrenicy raczej nie bardzo zdają sobie sprawę z tego, że są poważnie chorzy. Ja myślę, że cierpisz na ciężką depresję, w depresji też czasem występują stany psychotyczne z oddzieleniem od uczuć.
  18. Ja mam zupełnie odwrotnie. Nauka i zdobywanie wiedzy dają mi bezpieczeństwo. Bo mój problem polega na tym, że bardzo chcę mieć wszystko wokół siebie uporządkowane. Dzięki na przykład porządkowi w swoim pokoju, czuję większy spokój i porządek w uczuciach. Kiedy mam wolny dzień, nastawiam sobie budzik na 11:00, żeby nie przespać południa, ale też żeby być wyspaną. Takie ustalanie ram czasowych w moim życiu, nawet układanie chusteczek higienicznych na stoliku nocnym tak, by leżały równolegle do krawędzi, pozwala mi czuć siebie. Wtedy czuję się szczęśliwsza. Wiem, że jest to związane z moją relacją z rodzicami. Moi rodzice mieli właśnie odwrotnie - uciekali od porządku, by czuć większą wolność. I zrobili taki burdel w domu, że właśnie ta przesadna wolność zaczęła mnie - ich jedyne dziecko - ograniczać. Z tego też względu miałam kiedyś nerwicę natręctw, ale się jej pozbyłam.
  19. _asia_, nasz mózgu!!!! Gratuluję Ci!!! Trzymałam mocno kciuki dziś!!!
  20. naranja, w żadnym wypadku nie jesteś gorsza. Po prostu cierpisz. -- 30 cze 2011, 17:20 -- malibu, może niech on sobie nastawia budzik? -- 30 cze 2011, 17:28 -- Ja nie wiem, co mi zaszkodziło. Szkoła bardziej niż dom (byłam nadwrażliwa). Do ojca nie mam prawie żadnych uczuć (a on do mnie )- no, może jakieś tam mam, ale żeby zaraz o tym opowiadać. A z mamą się widzę na co dzień, ale kompletnie nie wiem, po co miałabym przed kimś obcym obrabiać jej d... Nie czuję takiej potrzeby. Chcę iść dalej, nie interesują mnie moi rodzice, nudno jest o nich gadać. W ogóle, ostatnio jestem cały czas wku...wiona. Najchętniej bym się z kimś pobiła, mam ochotę trzaskać drzwiami tak, by wylatywały z framugi, krzyczeć tak, żeby inni ogłuchli i kopać wszystko, co mi wejdzie w drogę. Siebie samą też bym skopała.
  21. I nic. To dobrze, że czujesz się szczęśliwa (co w takim razie robisz na depresyjnym forum??). Co robię? Mam nawroty depresji. A potem się biorę do kupy i idę dalej. Nienawidzę psychoterapii. Nienawidzę jak ktoś się mnie stara "naprawić". Może dlatego tak reaguję.
  22. naranja, przepraszam, ale mnie również rodzice nie zapewnili dobrych warunków, a jakoś żyję. W obecnej sytuacji czuję się bardzo szczęśliwa. Mam ojca alkoholika i byłego narkomana. I co? Mam założyć worek na głowę i schować się pod poduszką? I obwinić za wszystko moich rodziców? A co mi to da? Stanę się przez to szczęśliwsza? Nie wydaje mi się, żeby moje zdanie było napastliwe. -- 29 cze 2011, 19:55 -- no ale gdyby to było takie proste to nie byloby nieszczęśliwych oblepionych ludzi....chyba.... Wiem. -- 29 cze 2011, 19:57 -- Owszem, nie nauczy. Takich rzeczy uczy nas życie i inni ludzie. I my sami.
  23. Ojej, sądzisz, że wystarczy jakiś hormon w mózgu do pełni szczęścia? Tak właśnie sądzę. Bo jakbyś się dobrze czuła, wyszłabyś do ludzi, poszła na studia, na imprezę, do kina. I wtedy naprawdę byłabyś szczęśliwa. Bez serotoniny czujesz się ciągle zmęczona i czujesz, że oblepia Cię beznadzieja.
  24. -- 29 cze 2011, 18:53 -- brak uczuć, mózg może być chory bez dodatkowych chorób somatycznych.
  25. W tym jest 100% biologii i chemii, bo cali składamy się (jak zwierzęta) z narządów, które determinują nasze życie. Ale na mózg można wpłynąć poprzez rozmowę, dlatego jest zalecana psychoterapia.
×