Skocz do zawartości
Nerwica.com

New-Tenuis

Użytkownik
  • Postów

    2 296
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez New-Tenuis

  1. ja też nieee... nie znam Was w rzeczywistości, ale po wypowiedziach na forum Was lubię. I będzie mi bardzo przykro jak sobie coś zrobicie.
  2. brak uczuć, dalej tak dobrze? Niech nasz temat nie obumiera... piszmy tu coś.
  3. Margolka, podoba mi się, że każde zdanie zaczynasz anaforą. Dramatyczne i piękne. :-)
  4. Ludzie słabi i znerwicowani nie umieją powiedzieć "przepraszam". Mój tato nigdy nie powiedział...
  5. Siana5502, ja też kiedyś miałam nerwicę natręctw, że jak nie pstryknę palcami, to wszyscy mnie opuszczą, wyśmieją. Ściągałam nawet rękawiczki w zimie, żeby pstryknąć. W sumie, samo mi przeszło, kiedy przekonałam się, że pstrykanie palcami wcale nie uchroniło mnie przed konfliktem z kilkoma znajomymi.
  6. soniks, dwieście lat To piękny wiek, jeszcze wiele cudów może się zdarzyć w Twoim życiu Im_Back, czy Ty kiedyś byłeś "Litrem Maślanki"
  7. Mogę wypisać w punktach, co sama staram się robić, by nie dopuszczać do obniżek nastroju: 1. Utrzymywać miejsce, gdzie śpię, czytam, spędzam czas w ładzie i porządku (przyjemniej mi, kiedy patrzę na swój pokój, który jest czysty, a rzeczy w nim ładnie poukładane). 2. Wyrobiłam sobie rutynę dnia: budzę się o określonej godzinie, jem posiłki o określonej godzinie, obowiązkowo ćwiczę mięśnie brzucha około 19, a o 20 idę pod prysznic. Bezpieczniej się czuję, kiedy stworzę sobie takie ramy czasowe. 3. Staram się nie siedzieć przed ekranem komputera zbyt długo. 4. Staram się w miarę możliwości dbać o kontakty międzyludzkie, spotykać się ze znajomymi. 5. Czytam książkę (czytanie ostatnio zaniedbałam). 6. Kiedy najdzie mnie zły nastrój, podchodzę do niego pragmatycznie (zadaję sobie pytanie, co musi się zmienić i jak ja mogę wprowadzić te zmiany, aby się tak nie czuć). 7. Zdaję sobie sprawę, że mózg to też organ, usiłuję mieć wgląd we własne uczucia, pragnienia, tęsknoty, dojść do tego, skąd się wzięły i jak mogłabym je zaspokoić. 8. Kiedy mam atak lęku, derealizację, depersonalizację, nie daję się ponieść emocjom i nie działam pod ich wpływem, mówię sobie: teraz nic nie robię (np. nie wysyłam rozpaczliwych sms-ów, nie dzwonię do nikogo, nie piszę), dopóki się nie uspokoję i nie znajdę racjonalnego rozwiązania. 9. Nie pozwalam sobie na picie alkoholu i zażywanie środków uspokajających, chyba że czuję, że jest to absolutnie niezbędne (a niezbędne by to było, gdyby zaatakowały mnie myśli samobójcze - na szczęście, od dawna się to nie zdarzyło). 10. Utrzymuję kontakt ze swoim psychiatrą, kiedy czuję, że coś się złego dzieje z moim samopoczuciem, dzwonię do niego i mówię jak jest (dzięki temu, on prowadzi moją dokumentację, a równocześnie mam poczucie, że nie jestem z tym sama). To są działania, które mi pomagają, w każdym bądź razie umożliwiają w miarę "zdrowe" funkcjonowanie.
  8. Olu, ja nie wyzdrowiałam, choć nie mam teraz depresji, to z zaburzenia osobowości ciężko jest wyjść. Mimo to, czuję, że postąpiłam krok naprzód w stosunku do zeszłych wakacji i nie mam pojęcia, czy to zasługa leków, które przyjmuję (Velaxin 150 mg rano, Ketrel 25 mg wieczorem) czy moja własna... Czuję się bardziej stabilna, choć pewne nieciekawe i ponure myśli co jakiś czas mi chodzą po głowie. Bardzo się cieszę, że nadszedł ten normalny dzień w Twoim życiu. Na jaki kurs się zapisałaś?
  9. To tak jak u mnie. Zero spontaniczności. Aguś, co z tym robimy? Wiesz, ja sobie wypracowałam taki porządek... Np. budzę się o określonej godzinie, utrzymuję w porządku swój pokój, żeby dokładnie wiedzieć, co gdzie leży. O określonej godzinie robię też sobie wieczorną gimnastykę, a potem idę pod prysznic. Dzięki temu, czuję się znacznie bezpieczniejsza. Staram się tylko nie przesadzić z tym ładem, żeby się w nerwicę natręctw nie wpędzić... Powiem Ci jednak, że dzięki temu swojemu wypracowanemu porządkowi, obudziłam się dzisiaj w lepszym nastroju... depresja oddaliła się ode mnie, bo bezpieczeństwo to podstawa... A poczucie bezpieczeństwa daje mi właśnie ład i organizacja czasu. Bo... moi rodzice nigdy o to nie dbali, o ład i regularność.
  10. Wczoraj bałam się tego, że na nowo dopadła mnie depresja. Jednak dzisiaj wróciłam do w miarę normalnego samopoczucia... Też mam problemy z organizacją czasu wolnego, nie umiem chyba być spontaniczna. Wokół mnie musi panować ład, inaczej... załamka.
  11. kite, Czyli rozumiem, że jednak polubiłaś to miejsce, tych ludzi? U mnie dziś zaczyna świtać na nowo "ulubiony" lęk przed bezczynnym siedzeniem w domu, jakbym nie mogła tego jednego dnia sobie na nie pozwolić, pozwolić przestać każdego dnia kontrolować bieg wydarzeń. Fakt, siedzę sama w domu teraz. Siedzę i bezsensownie stukam palcami w klawiaturę... I choć zaledwie od jakiejś półtorej godziny mam wrażenie, że czas mi przecieka przez palce, wydaje mi się, że cała wieczność minęła. U mnie wraz z nudą przychodzi lęk przed zamknięciem w czterech ścianach... A wychodzić jakoś mi się nie chce.
  12. A mnie się nudzi... Może komuś też? Nagle zabrakło we mnie weny, która natchnęłaby mnie jakimś nowym pomysłem fajnego spędzenia czasu. Znajomi też jak na razie niedostępni pod telefonem. Poczytałam książkę i właśnie piję drugą kawę, bo mam ciężki łeb i mimo wypitej pierwszej wciąż chce mi się spać i czuję się niedotleniona. A na dworze zimno, więc nie wytrzymuję długo z otwartym oknem. Choć chyba jednak zaraz je otworzę.
  13. Psychiatra podejrzewa czy Ty sama tak myślisz? Nie martw się, ja też przez moment miałam wrażenie, że muszę mieć CHAD, jeśli mam jakby dwie osobowości: depresyjną i tę "do przodu" (którą bardziej lubię). Jednak obecnie zażywam takie leki, że czuję całkowitą stabilizację. Myślę, że mam jednak zaburzenie osobowości, zresztą mój psychiatra nigdy nie wspomniał o CHAD w moim przypadku. Zauważyłam, że mniej się ostatnio dzieje w tym temacie, wolniej powstają nowe posty. Wszyscy powyjeżdżali na wakacje, poprawiło im się czy nie mają tu siły pisać? Ja na przykład obecnie dobrze się czuję, ale związałam się z tymi rozmowami, fajnie się z Wami pisze. Napiszcie coś czasem.
  14. Dziwny człowiek z niego, powiedziałabym nawet, że chyba ma inklinacje do sadyzmu, skoro znalazł sobie dziewczynę kruchą i wrażliwą, żeby "sprawdzić, ile jest w stanie dla niego zrobić". I po co? Dla jakiejś chorej zabawy? Ja mam jakiś dziwny problem "wewnętrzny". Ostatnio odczułam znaczny wzrost libido... I zamiast normalnie to przeczekać, dziwnie się męczę, tłumię to w sobie, czuję się jak wulkan, który wybucha do wewnątrz. Mimo że nie mam problemu z akceptacją swojego wyglądu, charakteru w sumie też nie, nie mogę uwierzyć w to, że kiedykolwiek mam szansę wejść z kimś w związek. Mam wrażenie, że to po prostu "nie dla mnie"... Nie wiem, dlaczego.
  15. Podaj przykłady tego rzekomego trollowania, bo ja tego nie zauważyłam. Jak dla mnie, ten dział jest pełen osób inteligentnych i przyjaznych dla siebie...
  16. kite, a jak się dogadujecie z Naranją? Jestem ciekawa, jak to jest poznać kogoś, kogo się znało tylko "z pisania" osobiście.
  17. Podbijam pytanie. Jejku, pomocy. Dostałam jakichś nieprzyjemnych schiz na temat śmierci mojej kotki i lęku przed nią. Mimo że mój zwierzak się dzisiaj namiętnie o mnie łasił, nawet namiauczała na mnie wymownie (zupełnie jakby wiedziała, że o nią mi chodzi), ja nie mogę z tego wyjść. Cały czas myślę, co będzie, jak ona odejdzie. Mam derealizację. Moja mama się trochę upiła winem teraz... jest taka wesołkowata, ja tego nie lubię. Czuję się teraz bardzo sama, czuję lęk, odrealnienie, jakby coś upiornego się do mnie zbliżało. -- 28 lip 2011, 19:21 -- Nie rób z niego jakiegoś geniusza, który szedł innym torem niż "złe" społeczeństwo. Twój post jeszcze podbił moją derealizację... choć to ja mam zły dzień, więc na wszystko tak dziś reaguję... ale nie mogę... to jest takie nieprzyjemne... to ciągłe myślenie o śmierci, o rozstaniu. Boję się.
  18. Oj, no ja nie wiem... Dla mnie to zbrodniarz. I mimo że i ja i on mamy zaburzenia osobowości, nie mam tolerancji dla takich osób. Wydaje się, że grał za dużo w jakieś gry komputerowe, które zniszczyły mu psychikę... no i pewnie całkowicie się odizolował od świata realnego i ludzi...
  19. malibu, chyba Wy wszyscy macie poważny problem z emocjami, nie tylko syn. W zachowaniu syna po prostu się to wszystko ogniskuje. Spróbuj namówić rodzinę do terapii rodzinnej, bo może się zdarzyć, że w Twojej córce też coś "pęknie", a tego chyba byś nie chciała... Myślę, że w kontakcie Ty-mąż-syn jest jakaś zabagniona sprawa, są niedomówienia, które utrudniają Wam wszystkim życie. Syn na razie ma 17 lat, jest bardzo młody, ale lepiej by chyba było, żeby jego choroba nie ciągnęła się jeszcze przez następne lata, żeby nie doszło do tego, że nie jest w stanie się usamodzielnić... Przemyśl to... Ja dziś się czuję kiepsko. Moja osiemnastoletnia kotka ma problemy z żołądkiem i jelitami, z wypróżnieniem. Nagle stała się jakaś spowolniała, osowiała... Zachowuje się jakby nie była sobą. Moja mama mi powiedziała, że muszę się przyzwyczajać, bo to jest stare zwierzę, że się po prostu jeszcze bardziej postarzała. Jeśli po moim wyjeździe (bo wyjeżdżam na weekend) nie będzie poprawy, wzywamy do domu weterynarza. Wiecie, czego się najbardziej boję? Jej śmierci. Jest ze mną od kiedy skończyłam jedenaście lat... nie wyobrażam sobie, co będę czuła, jak Jej zabraknie...
  20. Aha, czyli według Ciebie osoby z borderline powinny dla dobra ludzi, którzy są im bliscy od nich odchodzić? Ciekawa teoria... :roll:A nie przyszło Ci do głowy, że Michaś, gdyby Kite postanowiła zerwać z nim kontakt, też by się poczuł odepchnięty, też by go to zabolało?
  21. kite, więc widzisz... to nie Ty, tylko Twoje zaburzenie powoduje, że działasz wobec niego w taki, a nie inny sposób. Jeżeli mu na Tobie zależy (a jestem przekonana, że bardzo), przejdzie nad tym do porządku dziennego i przyjdzie w końcu ta chwila, że naprawdę mu zaufasz. Ja miałam problem z trwałym kontaktem, w sensie, z trwałym częstym kontaktem z drugą osobą (bo mam koleżanki/kolegów, z którymi spotykam się rzadziej i im raczej dziury w brzuchu nigdy nie wierciłam), co świadczy o tym, że boję się bliskości i przywiązania. Przypuszczam, że jak przyjdzie czas na wejście z kimś w związek, znowu będę robić temu komuś boruty, a równocześnie go odpychać. Jak jestem w złym stanie, a ktoś z moich przyjaciół chce mnie przytulić, cała się napinam... nie umiem tej osoby objąć, jestem jak kawałek drewna... i czuję się winna. A najdziwniejsze jest to, że nigdy nie miałam problemów z kontaktem dotykowym z moją mamą... z tym, że mój tato nigdy mnie chyba nie dotknął.
  22. Ze mną było podobnie. W taki pokręcony sposób wyrobiłam sobie zaufanie (bo na początku było nie do pomyślenia, jak ktoś może chcieć być moim przyjacielem i chcieć się ze mną spotykać, węszyłam litość, zniecierpliwienie, nieszczerość... ). Bardzo mi pomógł otworzyć się na drugiego człowieka.
  23. kite, ja też mam osobowość chwiejną emocjonalnie bez wyszczególnionego typu, więc... welcome in the club... Uwierz mi, jak się kiedyś bałam, że mój najlepszy przyjaciel ma mnie dość, niezłe cyrki odstawiałam. Nawet raz go obraziłam, czego do tej pory żałuję. Jak raz nie mógł ze mną gadać i się rozłączał, wydzwaniałam do niego bez przerwy... Jest aniołem, bo to przetrwał, a ja mam do niego coraz większe zaufanie. Myślę, że z Twoim Michasiem też tak będzie. Uważam, że to, co Ci napisał świadczy o tym, że nie zgadza się z opiniami jego dziewczyny i rodziców. A, jak już pisałam wcześniej, nie dziw się jego dziewczynie... jest o niego zazdrosna po prostu, tak na moje oko.
  24. A Michaś to jest Twój przyjaciel? Jego dziewczynie może przeszkadzać, że angażuje się w sprawy innej kobiety, tym bym się akurat nie dziwiła. Wiesz, niektórzy uważają zachowania osób z borderline za szantaż psychiczny, może stąd bierze się zdanie jego rodziców... No bo, prawda jest taka, że w ostateczności borderzy potrafią szantażować, w szczególności, gdy boją się, że kogoś stracą, że ktoś się od nich odwróci... A jakie jest osobiste zdanie Michasia? No bo przedstawił Ci opinie jego bliskich, ale nie powiedział, co on na temat tych opinii myśli... A dokąd planujesz jechać busem z Lublina?
×