naranja, przecież to oczywiste. ja nie mogę zniknąć znienacka. wiadomo, że pójście na tydzień jest bez sensu. mogę iść na miesiąc. tylko co, potem będę przez pół roku ich zwodzić, że jeszcze nie wracam? to nieprofesjonalne. przynajmniej ja staram się być odpowiedzialna za swoją pracę. na pół roku znikając, musiałabym najpierw pokończyć zaczęte sprawy, przekazać obowiązki jakiejś osobie, niewykluczone, że musieliby kogoś zatrudnić na zastępstwo. a ja się tego boję. oddać komuś swoje obowiązki. ja jak jestem na zwolnieniu i jestem w domu, to mam stały kontakt z firmą, monituje najważniejsze sprawy, czasem pracuję. tutaj na pół roku wyłączę się z życia firmy. boję się tego. jestem bardzo przywiązana do pracy, bardzo o nią dbam, przez 10 lat wiele tam osiągnęłam i nagle musiałabym przestać pielęgnować moje największe osiągnięcie życiowe. no nie jest to prosta decyzja. dla mnie to nie jest jakaś tam praca, do której trzeba chodzić. ja jestem w nią zaangażowana, żyję nią.