No. Nie lubię siebie. Nie znoszę wręcz. Szczególnie teraz.
To autodestrukcja, jakaś chora wewnętrzna niechęć do siebie zdrowej.
Już dawno jedna z moich terapeutek powiedziała, że uprawiam powolne samobójstwo.
Boże..., jak ja nie wiem, co będzie dalej....
Dziękuję Moniko.
-- 10 lip 2012, 03:33 --
chiha, widzę, że jedziemy na tym samym wózku, z tym że ja raczej nie mam zaburzeń odżywiania. Niemniej totalny brak apetytu mnie niezmiernie cieszy. Niestety przychodzi moment, że organizm się buntuje. Potrzebuje odpoczynku, regeneracji.. Ostatnio siedząc w ciągu dnia na kanapie z facetem i rozmawiając, nagle odjechałam, zasnęłam. Ocknęłam się i czułam, że opuściły mnie wszelkie siły. Było gorąco, a ja się położyłam i przykryłam kocem. Mój facet zrobił mi coś do jedzenia i dosłownie mnie karmił, a ja w trakcie jedzenia ciągle odjeżdżałam. Potem zasnęłam na całą dobę...