Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. Grouchy

    Kącik gracza

    A mnie się właśnie ten etap składankowy bardzo spodobał o dziwo bo zawsze preferowałem tryb na komandosa. Jedyna rzecz, która mi się nie podoba, to gdy w pobliżu są T-800 a wykryje mnie wieżyczka i zacznie strzelać, to one w ogóle nie reagują. Co do DLSS to ja mam RTX 4070Super, w Cyberpunku w 1440p z upscalingiem na balanced, z PT i FG mam 100fps.
  3. Śmojda

    Kącik gracza

    Hogwarts legacy na ultra, dlss on, mam 90-100FPS. Jak uruchomiłem intel xess, to fps spadały między 50 a 70 FPS
  4. Śmojda

    Kącik gracza

    Wewnątrz gier mam do wyboru generator klatek AMD FSR3 lub intel xess. Więc w takim GTAV enhanced w 4K, ustawienia very high, RT high, DLSS quality i FSR włączone, mam między 80 a 100 FPS. Pamięć jest zajęta 6800MB. W enschoruded mam na wysokich ustawieniach 90 FPS. W BF 6 mam między 80 a 100 FPS.
  5. Jakby mi zależało na pewności, że wszystko jest czysciutko domkniete na ostatni guzik to bym Cie zatrudniła. Tylko nie mam gdzie. Najgorsze, że jest mało środowisk perfectionism friendly
  6. Czy to jedyna alternatywa? Ah! Czyli jednak istnieją dobrzy ludzie na świecie!
  7. Myślę tak samo. Co to za zamek, jeśli otworzyć go można wieloma kluczami, tak samo w drugą stronę, co to za uniwersalny klucz, który pasuje wszędzie, przez co nie ma tak naprawdę znaczenia i z żadnymi konkretnymi drzwiami go powiązać nie można.
  8. Ja nie uważam, że to ciężki grzech, a przynajmniej mnie to nie obchodzi, ale jednak seks powinien być zwięczeniem jakiejś relacji a nie tylko zaspokojeniem chuci.
  9. Dokształcam się w celu nabyciu skilla.
  10. Trzymajcie za mnie kciuki, możliwe, że w końcu wyjdę ze swojego bagna
  11. Wykształcenie wyższe, informatyczne, pracuję jako analityk danych. Myślę, że to dobra praca dla fobików społecznych czy po prostu ludzi nielubiących ludzi, a odnajdujących się w liczbach i kodach. Ale nie polecam dla nerwicowców, najwięcej czasu w pracy schodzi mi na sprawdzaniu danych (skoro potrafię się wrócić do mieszkania sprawdzić, czy na pewno zamknęłam drzwi, to wyobraźcie sobie, ile czasu spędzam na weryfikowaniu swojej pracy) i... pisaniu maili (nawet jak to tylko wysłanie raportu, to potrafię sprawdzić załącznik pierdyliard razy).
  12. Na kilku imprezach byłam i nie potrafiłam się wyluzować, zawsze musiałam coś zażyć czy czegoś się napić, żeby jakkolwiek dobrze się bawić. Wszelkie styczności z ludźmi są dla mnie dosyć wymagające. Obecnie z domu nie wychodzę od lat i bawię się sama ze sobą. Shisha. Ale to inny klimat imprezy.
  13. Dzisiaj
  14. No i co ze znajomymi ktorzy nadal pijo i ćpajo i w ogóle
  15. Tak. Faktycznie pisanie tutaj przez take moze byc niezbyt dobrym pomysłem. Moze byc po prostu dla niego niebezpieczne.
  16. A umiecie się bawić bez alkoholu!? Iść na jakaś impreze i sobie potańcować albo co... bez alkoholu ? Czy jak pomysle ze nie moglabym sie bawic tak z moimi znajomymi bez alkoholu to znaczy ze alkohol przykrywl ze to chyba nie Ci znajomi ? Jakie są ekwiwalenty imprez alkoholowych ale bez alkoholu!? No i podobne do opium uzależnienie od dramatyzmu pewnego rodzaju ? Nostalgia za brudnym romantyzmem z blokowiska?
  17. Jestem już 2 miesiące około na escitalopram, w miejscach gdzie łapałem ataki paniki np w kolejce do kasy w sklepie, teraz nie robi na mnie wrażenia, zero lęku. Mogę śmiało pić kawę, nie czuję niepokoju tylko przyjemne pobudzenie. Wahania nastroju zmieniły się na stabilny nastrój, pogodny. Ze skutków ubocznych splycilo mi trochę emocje ale jestem mega zadowolony z esci, jestem na dawce 10mg i jest super
  18. Hahaha fajnie to nazwałas Mgr.Inzynier Rencista
  19. Mgr inż. Rencista. Tyle studiowania w piz...
  20. Mam wykształcenie wyższe,polonistka. Nie pracuję w zawodzie i bardzo dobrze, psychicznie bym się wykończyła. Od piętnastu lat pracuję jako operator maszyn do produkcji styropianu. Praca wbrew pozorom ciężka fizycznie. Przywykłam,nie narzekam.
  21. Jeste po zsz elektronik i lo dla dorosłych , mam twarze trochę uprawnień sep i wózki widłowe Pracowałem w różnych burdelach już trochę , od 19 lat na produkcji tworzych sztucznych trzy zmiany za minimum plus premia i mam trochę dość tego miejsca więc staram się przekwalifikowac aby uratować swoje zdrowie fizyczne i psychiczne
  22. Mam 40 lat. Straciłem dzieciństwo i młodość, od prawie 20 lat wszystkie święta spędzam samotnie i nie mam ani jednej bliskiej osoby. Czy można jeszcze odzyskać życie? Cześć wszystkim. Mam na imię Grzegorz, mam 40 lat i mieszkam w Warszawie. Piszę ten post, ponieważ chyba po prostu muszę wreszcie wyrzucić z siebie to wszystko, co noszę w sobie od wielu lat. Nie wiem nawet, czego dokładnie oczekuję. Może ktoś mnie zrozumie. Może ktoś przeżył coś podobnego. Może ktoś będzie potrafił mi coś doradzić. Chcę od razu zaznaczyć, że mimo długości tego wpisu na pewno pominę wiele bardzo istotnych wydarzeń. W moim życiu było ich tak dużo, że trudno wszystko sobie przypomnieć, uporządkować i opisać. Sam czasami nie wierzę, że to wszystko naprawdę spotkało jednego człowieka. Kiedy próbuję spojrzeć na swoje życie z boku, wydaje mi się to wręcz nieprawdopodobne. Jakby ktoś kilka razy z rzędu wygrał główną nagrodę w totolotka, tylko że zamiast niewiarygodnego szczęścia trafiały mi się kolejne nieszczęścia. Jedno po drugim. Czasami mam wrażenie, że to nie jest historia jednego człowieka, tylko kilku różnych osób. A jednak to wszystko wydarzyło się w moim życiu. Dzisiaj mam 40 lat. Nie mam ani jednego przyjaciela. Nie mam partnerki. Nie mam nikogo, do kogo mógłbym zadzwonić albo napisać. Od prawie dwudziestu lat każde Boże Narodzenie, Wielkanoc, urodziny i sylwestra spędzam samotnie. Nie dostaję nawet SMS-a z życzeniami. Od około trzynastu lat leczę się psychiatrycznie. Mam za sobą dwie hospitalizacje psychiatryczne, próbę samobójczą, wieloletnią depresję, zaburzenia lękowe, ataki paniki i fobię społeczną, którą ostatecznie udało mi się pokonać. Mam również problemy z sercem, które zaczęły się, kiedy miałem około 24 lat. Cierpię między innymi na tachykardię, zaburzenia rytmu serca i przerost lewej komory. Ale najbardziej boli mnie nie samo zdrowie. Najbardziej boli mnie to, że przez całe życie nie miałem nikogo. Dosłownie nikogo. 1. OD DZIECIŃSTWA BYŁEM PONIŻANY PRZEZ WŁASNYCH RODZICÓW Kiedy miałem około siedmiu lub ośmiu lat, zacząłem być dla własnych rodziców „gnojem”, „jebanym skurwysynem” i wieloma innymi podobnymi określeniami. Tak się do mnie zwracano. Nie po imieniu. Nie jak do dziecka. Tylko jak do kogoś, kim można gardzić. Byłem wyzywany, poniżany i bity. Mój ojciec był alkoholikiem. W jego przypadku wiele zależało od tego, jaki akurat miał humor. Czasami można było z nim normalnie porozmawiać, innym razem było zupełnie inaczej. Natomiast od matki przez całe życie nie usłyszałem ani jednego dobrego słowa. Ani jednego. Nigdy nie powiedziała mi, że jest ze mnie dumna. Nigdy nie pochwaliła mnie za cokolwiek. Nigdy nie usłyszałem od niej słów, które dałyby mi poczucie, że jestem ważny, wartościowy albo kochany. Nie pamiętam nawet jednego momentu, kiedy poczułbym, że matka naprawdę się o mnie troszczy. Kilka lat temu przyznała mi, że nie potrafiła kochać swoich dzieci. Trudno mi opisać, co czuje człowiek, kiedy słyszy coś takiego od własnej matki po wszystkim, co przeżył. 2. TRZY POKOJE I ANI JEDNEGO DLA MNIE Mieszkaliśmy w trzypokojowym mieszkaniu. Jeden pokój zajmowała matka. Drugi ojciec. Trzeci siostra. A ja? Ja nie miałem własnego pokoju. Pozostali domownicy mieli swoje przestrzenie. Dla mnie nie było osobnego miejsca. Nie chodzi o to, że każde dziecko musi koniecznie mieć własny pokój. Wiem, że wiele rodzin mieszka w trudnych warunkach. Ale u nas każdy z pozostałych domowników miał swój pokój. Tylko ja nie. W połączeniu z wyzwiskami i poniżaniem bardzo wyraźnie pokazywało mi to, jaką pozycję zajmuję w rodzinie. Byłem tym najmniej ważnym. 3. MATKA INWESTOWAŁA W SIOSTRĘ MOIM KOSZTEM Moja siostra była traktowana zupełnie inaczej. Matka finansowała jej płatne studia wieczorowe, chociaż mogła wybrać bezpłatne studia dzienne. W tym samym czasie ja chodziłem praktycznie przez cały rok w jednej bluzie. Matka sama przyznała, że finansowanie nauki siostry odbywa się częściowo moim kosztem. Jednocześnie obiecywała, że kiedy siostra skończy studia, będzie mi pomagać. Miałem więc zaakceptować to, że moje potrzeby są mniej ważne, ponieważ kiedyś miało mi to zostać wynagrodzone. Nigdy nie zostało. Przeciwnie. Późniejsze wydarzenia związane z siostrą i pieniędzmi były dla mnie kolejnym źródłem ogromnego poczucia krzywdy. 4. STULEJKA — PROBLEM, KTÓRY MATKA ZIGNOROWAŁA, KIEDY MIAŁEM NAJWYŻEJ SZEŚĆ LAT Jest pewna sytuacja, którą pamiętam jak dziś, chociaż miałem wtedy najwyżej sześć lat. Byłem na jakimś badaniu lekarskim. Lekarka zauważyła, że coś jest nieprawidłowe z moim napletkiem. Nie pamiętam dokładnie, jak to nazwała. Byłem zbyt mały, żeby rozumieć medyczne określenia. Pamiętam jednak, że powiedziała, iż trzeba pójść do lekarza, żeby problem został rozwiązany zabiegiem. Moja matka to zignorowała. I tak dorastałem ze stulejką. Z czasem zacząłem się jej coraz bardziej wstydzić. W szkole co tydzień mieliśmy basen. Co tydzień mówiłem, że zapomniałem stroju kąpielowego. I co tydzień dostawałem kolejną jedynkę. Nie dlatego, że nie chciało mi się pływać. Nie dlatego, że lekceważyłem szkołę. Po prostu tak bardzo wstydziłem się swojego problemu, że wolałem dostawać jedynki, niż ryzykować, że ktoś go odkryje. Wyobraźcie sobie dziecko, które przez długi czas co tydzień dostaje złą ocenę, żeby ukryć problem zdrowotny. Kiedy miałem około piętnastu lat, w końcu zebrałem się na odwagę i powiedziałem matce o stulejce. Było to dla mnie niezwykle krępujące. A ona odpowiedziała: „No to co z tego? To przecież takiego masz”. I tyle. Tak wyglądało zainteresowanie moim zdrowiem. Problem został ostatecznie rozwiązany operacyjnie dopiero wtedy, kiedy miałem około 24 lat. Przez te wszystkie lata żyłem z czymś, co można było zacząć leczyć już we wczesnym dzieciństwie. Do tego dochodził wstyd związany z własnym ciałem, dojrzewaniem i późniejszym życiem intymnym. I znowu zostałem z tym zupełnie sam. 5. PONIŻANIE W SZKOLE — NAWET PRZEZ NAUCZYCIELKĘ W szkole również nie miałem spokoju. Byłem wyśmiewany między innymi z powodu ojca alkoholika i sytuacji rodzinnej. Pamiętam też, jak nauczycielka wyśmiewała mnie na środku klasy z powodu mojej matki. Dorosła kobieta, która powinna chronić dziecko przed upokorzeniem, sama wystawiła mnie na pośmiewisko przed innymi uczniami. Nie miałem żadnego wpływu na to, kim była moja matka ani jak postępowała. A jednak to ja musiałem znosić konsekwencje jej zachowania. Tak wyglądała moja codzienność. W domu poniżali mnie rodzice. W szkole mogłem zostać wyśmiany nawet przez nauczyciela. Poza szkołą spotykałem się z przemocą. Nie było miejsca, w którym czułbym się naprawdę bezpiecznie. 6. BICIE, OPLUWANIE, GROŹBY I UPOKORZENIA Byłem wielokrotnie bity, zastraszany, opluwany i poniżany. Nie zawsze przez rówieśników. Zdarzało się, że atakowali mnie mężczyźni starsi ode mnie o dziesięć lub więcej lat. Wyobraźcie sobie kilkunastoletniego chłopaka, który musi obawiać się dorosłych mężczyzn. Żyłem w ciągłym strachu. Nigdy nie wiedziałem, kiedy znowu ktoś mnie zaczepi, pobije albo upokorzy. I nie miałem nikogo, kto skutecznie stanąłby w mojej obronie. 7. W TRZECIEJ KLASIE GIMNAZJUM ZOSTAŁEM MISTEREM SZKOŁY Jest jeszcze jedna rzecz, która pokazuje, jak absurdalnie potoczyło się moje życie. W trzeciej klasie gimnazjum zostałem wybrany Misterem Szkoły. W moim roczniku było dziesięć klas, łącznie nieco ponad trzystu uczniów. Zająłem pierwsze miejsce. Teoretycznie byłem atrakcyjnym chłopakiem. Miałem przed sobą całe życie. Mogłem poznawać dziewczyny, chodzić na randki, imprezy, mieć znajomych i przeżywać normalną młodość. I co mi z tego przyszło? Niedługo później wszystko zostało mi odebrane. Zamiast korzystać z młodości, przez pięć lat żyłem praktycznie w izolacji, strachu i samotności. Do dzisiaj zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, gdyby nie wydarzenia, które spotkały mnie w wieku szesnastu lat. 8. TYDZIEŃ PO SZESNASTYCH URODZINACH MOJE ŻYCIE ZOSTAŁO ZATRZYMANE Najważniejsze wydarzenie mojego życia nastąpiło tydzień po moich szesnastych urodzinach. W związku z działaniami mojej matki zostałem uznany przez pewne osoby za konfidenta. Zaczęły się bardzo poważne groźby. Grożono mi śmiercią. Miałem szesnaście lat. W wieku, w którym człowiek powinien chodzić do szkoły, spotykać się z kolegami, poznawać dziewczyny i przeżywać pierwsze miłości, ja bałem się o własne życie. W konsekwencji przez około pięć lat żyłem praktycznie w izolacji. Od szesnastego do mniej więcej dwudziestego pierwszego roku życia. Pięć lat. Cały okres późnego dorastania. Moi rówieśnicy chodzili na imprezy, randki, wakacje, poznawali ludzi i zdobywali doświadczenia. Ja siedziałem odizolowany od świata. Nie miałem normalnych kontaktów społecznych. Nie miałem znajomych. Nie przeżywałem pierwszych miłości. Nie zdobywałem doświadczeń, które większość ludzi zdobywa naturalnie. Przez te lata praktycznie nie żyłem. Próbowałem przetrwać. 9. SZKOŁA ZLEKCEWAŻYŁA MOJE PROBLEMY Kiedy byłem w pierwszej klasie liceum, próbowałem wyjaśnić, dlaczego nie mogę normalnie chodzić do szkoły. Opowiedziałem o problemach, przemocy i zagrożeniu. Wiecie, co usłyszałem? Że to „pierdoły”. Tak potraktowano nastolatka, któremu grożono śmiercią. Nie otrzymałem pomocy. Nie potraktowano mnie poważnie. Zostałem z tym sam. 10. GDZIE BYŁO PAŃSTWO POLSKIE? Do dzisiaj mam ogromne pretensje nie tylko do rodziców i ludzi, którzy mnie krzywdzili, ale również do instytucji państwowych. Bo jak to możliwe, że nikt nie zauważył, co się ze mną dzieje? Od szesnastego roku życia przez długi czas nie byłem zapisany do żadnej szkoły. Tymczasem w Polsce obowiązek nauki trwa do ukończenia osiemnastego roku życia. Kto miał sprawdzić, dlaczego nie realizuję tego obowiązku? Dlaczego nikt się nie zainteresował? Dlaczego nikt nie zapytał, co dzieje się z szesnastolatkiem, który przestał chodzić do szkoły? Dlaczego nikt nie próbował ustalić, czy jestem bezpieczny? Nie wiem, która konkretnie instytucja zawiodła i dlaczego. Wiem natomiast, że przez lata pozostawałem bez pomocy. Mam ogromny żal do państwa polskiego. Bo skoro istnieją przepisy mające chronić dzieci i zapewniać im edukację, to jak mogło dojść do tego, że przez tyle czasu nikt skutecznie nie zareagował? 11. PRZEPROWADZKA NIE ZAKOŃCZYŁA MOICH PROBLEMÓW W końcu matka zabrała mnie z tamtego miejsca i przeprowadziliśmy się. Ale to nie oznaczało, że moje problemy się skończyły. Zmienił się adres. Nie zmieniło się to, co przeżyłem. Nie odzyskałem pięciu straconych lat. Nie odzyskałem młodości. Nie odzyskałem znajomych, których nigdy nie miałem okazji poznać. Nie odzyskałem umiejętności społecznych, których nie miałem kiedy zdobyć. Nie odzyskałem poczucia bezpieczeństwa. Nie przestałem odczuwać skutków przemocy. I właśnie to najbardziej boli mnie do dzisiaj. Dla innych tamte wydarzenia mogły zakończyć się dwadzieścia kilka lat temu. Dla mnie ich konsekwencje trwają każdego dnia. 12. OJCIEC ZMARŁ, KIEDY MIAŁEM DWADZIEŚCIA LAT Mój ojciec zmarł, kiedy miałem dwadzieścia lat. Był alkoholikiem, a nasze relacje były trudne. Wiele zależało od jego humoru. Jednak nawet przy wszystkich problemach z ojcem sytuacja z matką była dla mnie szczególnie bolesna. Od niej przez całe życie nie usłyszałem ani jednego dobrego słowa. Nigdy nie czułem, że mogę przyjść do niej po radę. Nigdy nie czułem, że naprawdę zależy jej na moim szczęściu. Po śmierci ojca nadal byłem człowiekiem pozbawionym normalnego wsparcia rodzinnego. 13. NIGDY NIE MIAŁEM NIKOGO, KTO MÓGŁBY MI COKOLWIEK DORADZIĆ Chciałbym szczególnie podkreślić jedną rzecz. Przez całe życie nie miałem nawet jednej osoby, z którą mógłbym szczerze porozmawiać. Nie miałem kogoś, kto doradziłby mi w trudnej sytuacji. Nie miałem kogoś, kto zapytałby, co u mnie słychać. Nie miałem kogoś, kto zainteresowałby się moimi problemami. Nie miałem nikogo, kto powiedziałby: „Pomogę ci”. „Możesz na mnie liczyć”. „Jestem z ciebie dumny”. „Dobrze sobie poradziłeś”. „Co mogę dla ciebie zrobić?”. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek usłyszał coś takiego od bliskiej osoby. Ze wszystkim zostawałem sam. Z problemami zdrowotnymi. Z przemocą. Z nauką. Z pracą. Z pieniędzmi. Z depresją. Z relacjami. Ze wszystkim. Nigdy nie miałem nawet kogoś, kogo mógłbym zapytać, jak poradzić sobie z konkretnym problemem. Większość ludzi może porozmawiać z rodzicem, rodzeństwem, przyjacielem albo partnerem. Ja nie miałem takiej możliwości. 14. PO PIĘCIU LATACH IZOLACJI MUSIAŁEM UCZYĆ SIĘ ŻYCIA OD NOWA Kiedy zakończył się okres największej izolacji, okazało się, że nie potrafię normalnie funkcjonować w wielu sytuacjach społecznych. Nie wiedziałem, jak zachowywać się w grupie. Jak nawiązywać znajomości. Jak rozmawiać z ludźmi. Jak budować przyjaźnie. Jak poznawać dziewczyny. Pamiętam, że jako dorosły człowiek poszedłem do kina po raz pierwszy od czasów, kiedy miałem sześć lat. Dla innych to zwyczajne wyjście. Dla mnie było to niemal jak uczenie się chodzić. Tak wyglądało wiele sytuacji. Byłem dorosłym człowiekiem, ale brakowało mi doświadczeń, które inni zdobywali od dzieciństwa. I oczywiście nikt nie patrzył na mnie jak na kogoś, kto został pozbawiony możliwości normalnego dorastania. Ludzie widzieli dorosłego mężczyznę. Oczekiwali, że będę zachowywał się jak każdy inny dorosły. A kiedy nie potrafiłem, oceniali mnie. 15. KUZYNKA MIAŁA JUŻ MĘŻA I DWOJE DZIECI, A JA NIGDY NIE TRZYMAŁEM DZIEWCZYNY ZA RĘKĘ Żeby pokazać, jak ogromne zaległości miałem w życiu uczuciowym i społecznym, podam pierwszy z brzegu przykład. Mam kuzynkę młodszą ode mnie zaledwie o dziewięć miesięcy. Kiedy ona miała już męża i dwójkę dzieci, ja nie miałem za sobą nawet tak podstawowego doświadczenia jak trzymanie dziewczyny za rękę. Pierwszy raz w życiu pocałowałem się z dziewczyną dopiero w wieku 24 lat. Pomyślcie o tej różnicy. Dwoje ludzi praktycznie w tym samym wieku, a ich życie wyglądało jak dwa zupełnie różne światy. Ona zdążyła poznać partnera, zakochać się, wyjść za mąż i zostać matką dwójki dzieci. A ja nie wiedziałem jeszcze nawet, jak to jest trzymać dziewczynę za rękę. I nie dlatego, że nie chciałem mieć dziewczyny, związku czy rodziny. Pragnąłem tego wszystkiego tak samo jak inni. Po prostu przez wydarzenia z dzieciństwa i młodości zostałem pozbawiony możliwości normalnego zdobywania doświadczeń. Dzisiaj mam 40 lat i nadal czuję, że pod wieloma względami jestem kilkanaście albo nawet dwadzieścia lat za swoimi rówieśnikami. Najbardziej boli mnie świadomość, że czasu nie da się cofnąć. Nie mogę ponownie mieć 16, 18 czy 20 lat i przeżyć tego, czego wtedy zostałem pozbawiony. 16. OD 22. ROKU ŻYCIA KAŻDE ŚWIĘTA SPĘDZAM SAM Od mniej więcej 22. roku życia wszystkie święta spędzam samotnie. Każde Boże Narodzenie. Każdą Wielkanoc. Każde urodziny. Każdego sylwestra. Przez prawie dwadzieścia lat. Nie dostaję nawet SMS-a z życzeniami. Nie mam z kim usiąść przy wigilijnym stole. Nie mam z kim przywitać Nowego Roku. Nie mam komu powiedzieć, że są moje urodziny. Nie mam kogo zaprosić. Nie mam do kogo zadzwonić. Wyobraźcie sobie dwadzieścia lat takiego życia. Dwadzieścia Wigilii spędzonych samotnie. Dwadzieścia sylwestrów bez znajomych i partnerki. Dwadzieścia lat urodzin, o których nikt nie pamięta. A najgorsze jest to, że wcześniej również nie miałem normalnej młodości. Nie jest tak, że kiedyś miałem wielu znajomych, a później ich straciłem. Ja właściwie nigdy nie miałem okazji zbudować normalnego życia towarzyskiego. 17. NIE MAM ANI JEDNEJ OSOBY, DO KTÓREJ MÓGŁBYM NAPISAĆ Kiedy mówię, że jestem samotny, ludzie często nie rozumieją, co mam na myśli. Nie chodzi o to, że mam dwóch kolegów, z którymi widuję się raz na pół roku. Nie chodzi o to, że znajomi są zajęci. Nie chodzi o to, że chwilowo nie mam partnerki. Ja nie mam nikogo. Dosłownie ani jednej osoby. Nie mam komu wysłać wiadomości. Nie mam z kim pójść na spacer. Nie mam z kim wyjść do kina. Nie mam z kim wypić kawy. Nie mam komu opowiedzieć, jak minął mi dzień. Nie mam nawet osoby, której mógłbym wysłać coś zabawnego albo zaproponować zwykłe spotkanie. I kiedy ktoś mówi mi: „Wyjdź do ludzi, poznaj kogoś”. To chciałbym zapytać: Gdzie? Jak? Nie mam znajomych, którzy mogliby przedstawić mnie swoim znajomym. Nie mam paczki kolegów, z którą mógłbym gdzieś wyjść. Nie mam partnerki, dzięki której mógłbym poznać nowych ludzi. Nie mam żadnego środowiska towarzyskiego. Większość ludzi buduje takie relacje od dzieciństwa i młodości. Ja zostałem pozbawiony tej możliwości. 18. FOBIA SPOŁECZNA, DEPRESJA I ZABURZENIA LĘKOWE Przez wiele lat cierpiałem na fobię społeczną. Miałem ogromne problemy z normalnym funkcjonowaniem wśród ludzi. Do tego dochodziły ataki paniki, zaburzenia lękowe i depresja. Od około trzynastu lat pozostaję pod opieką psychiatryczną. Mam za sobą dwie hospitalizacje psychiatryczne. Przyjmowałem i nadal przyjmuję leki. Jednym z leków, który stosuję od wielu lat, jest paroksetyna. Fobię społeczną ostatecznie udało mi się pokonać. Uważam to za jedno z większych osiągnięć swojego życia. Ale pokonanie fobii społecznej nie sprawiło, że nagle zdobyłem wszystkie brakujące doświadczenia. Nadal często czuję się niezręcznie wśród ludzi. Nadal nie mam znajomych. Nadal nie wiem, jak zbudować życie towarzyskie praktycznie od zera. 19. PROBLEMY Z SERCEM OD 24. ROKU ŻYCIA Kiedy miałem około 24 lat, zaczęły się moje problemy kardiologiczne. Mam między innymi tachykardię, zaburzenia rytmu serca i przerost lewej komory. Muszę przyjmować leki kardiologiczne. Nie wiem, w jakim stopniu wieloletni stres wpłynął na moje zdrowie fizyczne. Wiem natomiast, że od młodości zmagam się nie tylko z problemami psychicznymi, ale również z chorobami somatycznymi. Czasami mam wrażenie, że nawet moje ciało przez całe życie ponosi konsekwencje tego, co przeżyłem. 20. PRÓBA SAMOBÓJCZA W WIEKU 28 LAT I REAKCJA MATKI Kiedy miałem około 28 lat, mój stan psychiczny był tak zły, że podjąłem próbę samobójczą. Zażyłem bardzo dużą ilość leków. Trafiłem do szpitala. W pewnym momencie zadzwoniłem do matki i poprosiłem, żeby przyjechała. Powiedziałem, że jestem w szpitalu i trzeba wyprowadzić mojego psa. Matka przyjechała. I wiecie, o co mnie zapytała? „A jaka wczoraj była pogoda?”. To pamiętam do dzisiaj. Byłem w szpitalu po próbie samobójczej. A własna matka zapytała mnie, jaka była poprzedniego dnia pogoda. Nie zapytała, dlaczego do tego doszło. Nie zapytała, jak może mi pomóc. Nie okazała mi troski, której tak bardzo potrzebowałem. Dla mnie ta sytuacja jest jednym z najbardziej wymownych przykładów tego, jak wyglądały nasze relacje. Nawet w chwili, kiedy moje życie było zagrożone, nie poczułem, że naprawdę jej na mnie zależy. 21. UKOŃCZYŁEM LICEUM, CHOCIAŻ WYMAGAŁO TO OGROMNEGO WYSIŁKU Nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że nigdy nie próbowałem poprawić swojego życia. Próbowałem. Jednym z przykładów jest ukończenie liceum dla dorosłych. W tamtym czasie pracowałem w Wielkiej Brytanii. Żeby uczestniczyć w zajęciach, regularnie przylatywałem do Polski. Do lotniska w Wielkiej Brytanii miałem około dwustu kilometrów. W piątek po pracy jechałem na lotnisko. Do Polski przylatywałem w nocy, często około pierwszej. Następnie musiałem dojechać na zajęcia do szkoły, korzystając z kolejnych środków transportu. W niedzielę nocą wracałem do Wielkiej Brytanii. I tak przez dłuższy czas. Było to bardzo wyczerpujące fizycznie, psychicznie i finansowo. Ale ukończyłem szkołę. Mam wykształcenie średnie. Uczyłem się również w szkole policealnej. Jednak mam ogromne rozczarowanie tym, jak niewiele takie wykształcenie potrafi znaczyć na rynku pracy. Czasami mam poczucie, że cały wysiłek włożony w naukę nie przełożył się na możliwości zawodowe, na które liczyłem. A przecież nie mogę cofnąć czasu i rozpocząć edukacji od nowa jako nastolatek. Tamten okres został mi odebrany. 22. PRACA W POLSCE I ZA GRANICĄ Przez lata podejmowałem różne prace. Pracowałem między innymi w Polsce, Wielkiej Brytanii i Holandii. Zajmowałem się pracą magazynową, logistyczną i fizyczną. Wiele razy próbowałem odłożyć pieniądze i poprawić swoją sytuację. Chciałem mieć stabilną pracę. Chciałem móc normalnie funkcjonować. Chciałem przestać martwić się o przyszłość. Ale pojawiały się kolejne problemy. Utrata pracy. Problemy zdrowotne. Nieuczciwe traktowanie. Kłopoty z zakwaterowaniem. Kolejne nieudane wyjazdy. Czasami mam wrażenie, że całe moje dorosłe życie polega na ciągłym zaczynaniu od zera. 23. BEZDOMNOŚĆ W HOLANDII I ZAKAŻENIE KRWI W pewnym momencie wyjechałem do Holandii, żeby podjąć pracę. Miałem nadzieję, że uda mi się zarobić pieniądze i poprawić sytuację finansową. Po przyjeździe odmówiono mi jednak zatrudnienia. Znalazłem się w obcym kraju bez pracy i bez stabilnego miejsca zamieszkania. Przez ponad dwa miesiące byłem bezdomny. Nie miałem gdzie normalnie spać. Nie miałem możliwości prowadzenia zwyczajnego życia. Każdy dzień był walką o przetrwanie. W tym czasie bardzo poważnie zachorowałem. Doszło do zakażenia krwi wymagającego hospitalizacji. W okresie bezdomności dopuściłem się również kradzieży. Nie jestem z tego dumny i nie próbuję tego usprawiedliwiać. Opisuję jednak te wydarzenia, ponieważ chcę pokazać, jak wyglądało moje życie. Wyjechałem do pracy, żeby poprawić swoją sytuację. Zamiast tego zostałem bezdomny, poważnie zachorowałem i wróciłem z kolejnymi problemami. 24. MATKA OBIECAŁA MI 25–30 TYSIĘCY ZŁOTYCH NA DOM, A DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ TRAFIŁEM DO WIĘZIENIA Miałem jeszcze jeden plan, który dawał mi nadzieję, że może wreszcie uda mi się choć trochę pożyć. Chciałem wyjechać do Indonezji. Nie marzyłem o luksusach, wielkich pieniądzach ani nie wiadomo jakim życiu. Chciałem mieć tam własny, skromny dom, znaleźć jakąkolwiek pracę zdalną, choćby za polską pensję minimalną, i spróbować przeżyć w spokoju chociaż kilka lat. Po czterdziestu latach samotności, depresji, upokorzeń i ciągłych problemów chciałem po prostu mieć swoje miejsce na świecie. Matka przysięgała, że mi pomoże. Zadeklarowała, że dołoży około 25–30 tysięcy złotych do budowy domu. I nie była to wyłącznie obietnica rzucona podczas rozmowy. Dała mi to oficjalnie na piśmie. Miałem więc konkretny powód, żeby wierzyć, że tym razem dotrzyma słowa. Układałem swoje plany, licząc na te pieniądze. I wiecie, co wydarzyło się zaledwie dwa tygodnie później? W wyniku działań mojej własnej matki trafiłem do więzienia. Tak właśnie wyglądała jej pomoc. Najpierw zapewnienia, że pomoże mi rozpocząć nowe życie, a dwa tygodnie później wydarzenia, przez które znalazłem się za kratami. Spędziłem w zamknięciu około sześciu miesięcy. A kiedy wreszcie wyszedłem, okazało się, że matka mnie zablokowała. Siostra również mnie zablokowała. Matka wyjechała do siostry do Hiszpanii. Teraz obie tam sobie mieszkają, prowadzą własne życie, a ja zostałem w Polsce z całym tym bałaganem. Nie mam z nimi żadnego kontaktu. I wiecie, co jest dla mnie w tym wszystkim najbardziej haniebne? To nie ja zerwałem kontakt i zablokowałem matkę. To ona zablokowała mnie. Po wszystkim, co wydarzyło się w moim życiu. Po wszystkich krzywdach, których doświadczyłem. Po obietnicy pomocy finansowej, którą otrzymałem nawet na piśmie. Po wydarzeniach, przez które trafiłem do więzienia. To ona postanowiła odciąć się ode mnie. Jakby to ona była osobą pokrzywdzoną. Jakby to ja wyrządził jej wszystkie te krzywdy. Nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Chodzi o kolejną złamaną obietnicę, kolejne zawiedzione zaufanie i kolejną odebraną nadzieję. Nie chciałem od życia nie wiadomo czego. Chciałem wyjechać do Indonezji, znaleźć choćby najprostszą pracę przez internet, zarabiać minimalne pieniądze i przeżyć tam kilka spokojniejszych lat. Po prostu kilka lat, podczas których nie musiałbym codziennie zmagać się z tym wszystkim, co przypomina mi o przeszłości. Nawet ten plan się posypał. 25. POBYT W ARESZCIE I STRACH O WŁASNE BEZPIECZEŃSTWO Spędziłem w areszcie około sześciu miesięcy. W mojej historii rodzinnej były wcześniej sytuacje, w których działania matki doprowadzały do poważnych problemów innych osób z prawem. Bałem się, że podczas osadzenia mogę zostać rozpoznany przez ludzi związanych z tamtymi wydarzeniami. Trafiłem do miejsca, w którym takie ryzyko wydawało mi się szczególnie realne. Pamiętam ogromny strach. Miałem poczucie, że po raz kolejny mogę ponosić konsekwencje wydarzeń związanych z moją rodziną. To był kolejny okres mojego życia, w którym nie czułem się bezpiecznie. 26. WYSZEDŁEM Z ARESZTU I DOWIEDZIAŁEM SIĘ, ŻE MAM 17 TYSIĘCY ZŁOTYCH DŁUGU Kolejny przykład tego, jak jedno nieszczęście pociąga za sobą następne. Kiedy wyszedłem z aresztu po około sześciu miesiącach, okazało się, że w mieszkaniu nie mam prądu, a do tego powstał dług w wysokości około 17 tysięcy złotych. Dlaczego? Ponieważ przez cały czas mojej nieobecności było włączone ogrzewanie, a mieszkanie mam ogrzewane elektrycznie. Wyobraźcie sobie, że wychodzicie z aresztu, próbujecie wrócić do normalnego życia, a na dzień dobry okazuje się, że nie macie prądu i jesteście zadłużeni na 17 tysięcy złotych. Ale to nie koniec. 27. RELANIUM W ARESZCIE I UTRATA PRAWA JAZDY Podczas pobytu w areszcie przez około trzy tygodnie podawano mi Relanium, czyli diazepam, lek z grupy benzodiazepin. Później zatrzymano mi prawo jazdy. Uznano, że jestem uzależniony i mogę stanowić zagrożenie w ruchu drogowym. Nie zgadzam się z taką oceną mojej sytuacji. Przeszedłem już trzykrotnie badania krwi, a teraz wymaga się ode mnie jeszcze rocznej terapii dla osób uzależnionych oraz comiesięcznych badań krwi, którymi mam udowadniać abstynencję. I co ja mam teraz zrobić? Utrata prawa jazdy dosłownie paraliżuje mi życie zawodowe. Chciałbym wyjechać do Holandii, żeby zarobić pieniądze i poprawić swoją sytuację finansową. Tymczasem ogromna część ofert pracy, na które trafiam, wymaga posiadania prawa jazdy, chociażby ze względu na konieczność dojeżdżania do zakładu pracy. W Polsce wcale nie jest lepiej. Mieszkam w miejscu, z którego dojazdy komunikacją publiczną są bardzo utrudnione. Praca na trzy zmiany jest dla mnie praktycznie niemożliwa ze względu na brak połączeń o odpowiednich godzinach. Nawet przy pracy dwuzmianowej pojawiają się poważne problemy. Mogę znaleźć ofertę pracy, spełniać wymagania pracodawcy i być gotowy do rozpoczęcia zatrudnienia, ale okazuje się, że nie mam jak dojechać albo wrócić do domu. I w ten sposób kolejny raz zamyka się przede mną możliwość poprawy własnej sytuacji. Nie mam pieniędzy, więc potrzebuję pracy. Żeby podjąć pracę, potrzebuję dojazdu. Nie mam prawa jazdy, więc wiele ofert jest dla mnie niedostępnych. Żeby odzyskać prawo jazdy, muszę spełnić kolejne wymagania, co zajmuje czas i wiąże się z dodatkowymi trudnościami. A przecież cały czas mam długi, problemy zdrowotne i depresję. To właśnie mam na myśli, kiedy mówię, że przez całe życie jedno nieszczęście pociąga za sobą następne. Nawet kiedy próbuję coś naprawić, pojawiają się kolejne przeszkody. I naprawdę zaczyna mi brakować sił do ciągłego zaczynania wszystkiego od zera. 28. SIOSTRA, PIENIĄDZE I KOLEJNE ZAWIEDZIONE ZAUFANIE Moje relacje z matką i siostrą są obecnie całkowicie zerwane. Przez lata dochodziło do konfliktów dotyczących pieniędzy i majątku. Jedna z sytuacji dotyczyła pięciu tysięcy złotych, które miałem odłożone na wyjazd. Według mnie siostra zabrała te pieniądze. Najgorsze jest to, że dowiedziałem się o tym dopiero po pół roku. Przez sześć miesięcy nie wiedziałem, co stało się z pieniędzmi przeznaczonymi na moje plany. Były też konflikty dotyczące samochodu i majątku rodzinnego. W rodzinie znajdowały się nieruchomości, których sprzedaż mogła zapewnić nam pewne bezpieczeństwo finansowe. Tymczasem pieniądze zostały wydane. Do dzisiaj mam ogromny żal o te wydarzenia. Szczególnie kiedy przypominam sobie, jak w dzieciństwie matka tłumaczyła mi, że finansuje siostrę moim kosztem, ponieważ ona kiedyś będzie mi pomagać. Zamiast obiecanej pomocy doświadczyłem kolejnych rozczarowań. A dzisiaj obie mnie zablokowały. Matka mieszka u siostry w Hiszpanii, a ja nie mam z żadną z nich kontaktu. Jeszcze raz to podkreślę: to nie ja zablokowałem matkę. To ona zablokowała mnie. 29. ZWIĄZKI, ODRZUCENIE I BRAK BLISKOŚCI Przez całe życie chciałem mieć normalny związek. Nie chodzi wyłącznie o seks. Chciałbym mieć kobietę, z którą mógłbym dzielić codzienność. Kogoś, kto cieszyłby się na mój widok. Kogoś, kto napisałby mi rano wiadomość. Kogoś, do kogo mógłbym wrócić po pracy. Kogoś, kto pamiętałby o moich urodzinach. Miałem w życiu relacje z kobietami, ale wiele z nich zakończyło się bardzo boleśnie. Doświadczałem odrzucenia, poczucia bycia ukrywanym przed innymi i traktowania jak ktoś nieważny. W jednej z relacji miałem poczucie, że kobieta, na której mi zależało, przez cały czas próbowała odzyskać kontakt z innym mężczyzną. Kontaktowała się z jego znajomymi, żeby do niego dotrzeć. Ja sam próbowałem pomóc jej w nawiązaniu tego kontaktu. Mimo to czułem się przez nią odrzucany i poniżany. Bardzo bolało mnie również to, w jaki sposób przedstawiała mnie innym. Po takich doświadczeniach jeszcze trudniej uwierzyć, że ktoś może naprawdę chcieć być ze mną. Przez długie okresy mojego dorosłego życia nie miałem również żadnej bliskości fizycznej. Nie chodzi tylko o seks. Chodzi o przytulenie. Pocałunek. Poczucie, że jestem dla kogoś atrakcyjny i ważny. Czasami mam wrażenie, że ominęła mnie cała część życia, która dla innych ludzi jest czymś naturalnym. 30. NIGDY NIE MIAŁEM NORMALNEJ MŁODOŚCI Kiedy ludzie wspominają swoją młodość, opowiadają o szkolnych imprezach, osiemnastkach, wakacjach, pierwszych miłościach, przyjaźniach i wspólnych wyjazdach. Ja nie mam takich wspomnień. Nie miałem normalnej paczki znajomych. Nie miałem okazji przeżyć wielu rzeczy, które dla innych były zwyczajnym elementem dorastania. Nie mogę wrócić do szkoły i poznać kolegów z klasy. Nie mogę ponownie mieć szesnastu czy osiemnastu lat. Nie mogę odzyskać pierwszych miłości. Nie mogę odzyskać młodości. I najbardziej boli mnie to, że nie straciłem tych lat dlatego, że sam tak zdecydowałem. 31. CHCIAŁBYM MIEĆ RODZINĘ Jednym z moich największych marzeń zawsze było założenie rodziny. Chciałbym mieć żonę albo stałą partnerkę. Chciałbym mieć dzieci. Chciałbym wracać do domu, w którym ktoś na mnie czeka. Nie przeszkadzałoby mi również, gdyby przyszła partnerka miała już dziecko. Mógłbym zaakceptować rolę ojczyma. Chciałbym mieć możliwość opiekowania się kimś i budowania wspólnego życia. Ale mam już czterdzieści lat. Czasami wydaje mi się, że jest za późno. Wiem, że inni ludzie zakładają rodziny również po czterdziestce. Ale często mają stabilną sytuację, znajomych, doświadczenia w związkach i możliwości poznawania nowych osób. Ja zaczynałbym praktycznie od zera. 32. KIEDYŚ UNIKAŁEM ALKOHOLU. DZISIAJ PIJĘ CODZIENNIE I NIE MAM JUŻ NADZIEI Jest jeszcze jedna rzecz, która pokazuje, do jakiego stanu psychicznego doprowadziło mnie to wszystko. Przez większość życia unikałem alkoholu. Nie piłem nawet przy takich okazjach jak własne urodziny czy sylwester. Alkohol nie był mi potrzebny do dobrej zabawy ani do spędzania czasu. A dzisiaj? Od wielu miesięcy piję codziennie. Doszedłem do takiego stanu, że praktycznie przestałem o siebie dbać. Zdarza się, że myję się zaledwie dwa razy w tygodniu. Nie sprzątam mieszkania. Nie mam siły ani motywacji, żeby zajmować się nawet najbardziej podstawowymi sprawami. Kiedyś próbowałem coś planować, zmieniać, poprawiać swoją sytuację. Wyjeżdżałem za granicę, podejmowałem kolejne prace, próbowałem zdobywać wykształcenie i odkładać pieniądze. Dzisiaj coraz częściej myślę: po co? Po co mam sprzątać mieszkanie, skoro i tak siedzę w nim zupełnie sam? Po co mam o siebie dbać, skoro nie mam nawet z kim się spotkać? Po co mam robić kolejne plany, skoro wszystkie poprzednie kończyły się rozczarowaniem? Nie mam już nadziei na poprawę. Nie wierzę, że nagle pojawią się przyjaciele, partnerka, rodzina czy normalne życie. Nie wierzę, że odzyskam to, co straciłem. Mam czterdzieści lat i czuję się psychicznie całkowicie wyczerpany. To nie jest zwykły smutek ani chwilowe zniechęcenie. To stan, w którym przestało mi zależeć na rzeczach, które kiedyś były dla mnie ważne. Każdego dnia marzę o tym, żeby zasnąć i już się nie obudzić. Nie dlatego, że nigdy nie chciałem żyć. Przeciwnie. Przez całe życie bardzo chciałem normalnie żyć. Chciałem mieć przyjaciół, partnerkę, rodzinę, pracę i własne miejsce na świecie. Chciałem przeżyć młodość, zakochać się, podróżować, cieszyć się zwykłymi rzeczami. Ale po tylu latach samotności, depresji, odrzucenia i kolejnych niepowodzeń nie potrafię już wyobrazić sobie, że cokolwiek może się zmienić. Najbardziej przeraża mnie to, że kiedyś mimo wszystko miałem jakieś plany i nadzieję. Dzisiaj nie mam już nawet tego. 33. CZASAMI ZAZDROSZCZĘ LUDZIOM, KTÓRZY WYCHOWYWALI SIĘ W DOMACH DZIECKA Wiem, że to może zabrzmieć dziwnie. Ale czasami naprawdę zazdroszczę ludziom, którzy nie mieli rodziców i wychowywali się w domach dziecka. Nie twierdzę, że wychowanie w placówce jest łatwe. Wiem, że wiele osób doświadczyło tam ogromnego cierpienia. Ale ja miałem rodziców, którzy zamiast dawać mi bezpieczeństwo, byli źródłem mojego cierpienia. Czasami myślę, że gorzej mógłbym trafić chyba tylko wtedy, gdybym miał rodzica lub rodziców dopuszczających się wykorzystywania seksualnego dzieci. Tak bardzo źle wspominam swoje dzieciństwo. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek czuł się naprawdę kochany. Nie pamiętam, żebym miał kogoś, kto chciałby mnie chronić. Nie pamiętam, żebym miał do kogo zwrócić się po pomoc. 34. MAM ŻAL DO CAŁEGO ŚWIATA Tak, mam ogromny żal. Mam pretensje do rodziców. Do ludzi, którzy mnie bili i zastraszali. Do nauczycieli, którzy mnie poniżali albo lekceważyli moje problemy. Do instytucji, które powinny były zainteresować się moją sytuacją. Do państwa polskiego, które w moim odczuciu nie zapewniło mi ochrony. Mam żal do całego świata. Bo przez całe życie ponoszę konsekwencje tego, co zrobili mi inni. To nie ja wybrałem sobie rodziców. To nie ja zdecydowałem, że będę poniżany jako dziecko. To nie ja zdecydowałem, że będą mi grozić śmiercią. To nie ja zdecydowałem, że stracę pięć lat młodości. To nie ja zdecydowałem, że nie będę miał możliwości normalnego budowania relacji. A jednak to ja dzisiaj ponoszę konsekwencje. Każdego dnia. Przez całe życie. W każdej niemal sekundzie. Kiedy siedzę sam w mieszkaniu, ponoszę konsekwencje. Kiedy nie mam do kogo napisać, ponoszę konsekwencje. Kiedy nadchodzą kolejne samotne święta, ponoszę konsekwencje. Kiedy próbuję nawiązać relację i brakuje mi doświadczeń społecznych, ponoszę konsekwencje. Kiedy patrzę na ludzi mających rodziny, przyjaciół i wspomnienia z młodości, przypominam sobie wszystko, czego zostałem pozbawiony. Najgorsze jest to, że krzywdy wyrządzone mi przez innych nie należą wyłącznie do przeszłości. Ich skutki są moją codziennością. 35. LUDZIE PATRZĄ NA MNIE Z GÓRY Mam poczucie, że ludzie nieustannie mnie oceniają. Widzą czterdziestoletniego mężczyznę bez przyjaciół, bez rodziny, bez stabilnego życia osobistego. Nie widzą siedmioletniego chłopca wyzywanego przez rodziców. Nie widzą nastolatka, któremu grożono śmiercią. Nie widzą pięciu lat izolacji. Nie widzą późniejszej walki z depresją i fobią społeczną. Widzą tylko rezultat. I na jego podstawie wydają ocenę. Czasami mam wrażenie, że ludzie automatycznie zakładają, iż skoro ktoś w moim wieku jest samotny, to musi być z nim coś nie tak. A ja chciałbym, żeby ktoś choć raz spróbował zrozumieć, skąd wzięła się moja sytuacja. Nie twierdzę, że nie popełniłem żadnych błędów. Ale nie odpowiadam za to, że jako dziecko byłem poniżany. Nie odpowiadam za to, że grożono mi śmiercią. Nie odpowiadam za to, że straciłem pięć lat młodości. A jednak konsekwencje tych wydarzeń ponoszę codziennie. 36. MAM CZTERDZIEŚCI LAT I CZUJĘ, ŻE STRACIŁEM WIĘKSZOŚĆ ŻYCIA Kiedy miałem dwadzieścia kilka lat, mogłem jeszcze myśleć, że wszystko przede mną. Że nadrobię stracony czas. Że poznam ludzi. Że znajdę dziewczynę. Że założę rodzinę. Że w końcu zacznę normalnie żyć. Później skończyłem trzydzieści lat. Następnie trzydzieści pięć. Teraz mam czterdzieści. I nadal nie mam ani jednej bliskiej osoby. Nadal spędzam święta sam. Nadal nie mam z kim wyjść. Nadal nie mam partnerki. Nadal zmagam się z depresją. Nadal próbuję zbudować stabilność finansową. I nadal ponoszę konsekwencje wydarzeń sprzed ponad dwudziestu lat. Czasami mam wrażenie, że moje życie nigdy się tak naprawdę nie zaczęło. Że cały czas tylko próbuję przetrwać. 37. CZY MOŻNA JESZCZE ODZYSKAĆ ŻYCIE? Nie wiem, czy ktokolwiek przeczyta tę historię do końca. Jest bardzo długa, ale trudno opisać czterdzieści lat życia w kilku akapitach. A mimo to jestem pewien, że pominąłem wiele bardzo istotnych wydarzeń. Jest ich po prostu tak dużo, że trudno mi wszystko sobie przypomnieć, uporządkować i opisać. Sam czasami nie mogę uwierzyć, że to wszystko naprawdę mnie spotkało. Kiedy próbuję spojrzeć na swoje życie z boku, wydaje mi się wręcz nieprawdopodobne, żeby tyle nieszczęść, krzywd, upokorzeń, tragedii i niepowodzeń mogło spotkać jednego człowieka. To tak, jakby ktoś kilka razy z rzędu wygrał główną nagrodę w totolotka, tylko że w moim przypadku zamiast niewiarygodnego szczęścia trafiały mi się kolejne nieszczęścia. Jedno po drugim. I najgorsze, że to wcale nie jest zamknięty rozdział. Konsekwencje tych wydarzeń ponoszę każdego dnia, również dzisiaj. Nie piszę tego, żeby ktoś się nade mną litował. Nie wiem nawet, czego dokładnie oczekuję po opublikowaniu tej historii. Chyba przede wszystkim potrzebuję wreszcie wyrzucić to wszystko z siebie. Opowiedzieć komuś, co przeżyłem, skoro przez całe życie nie miałem nawet jednej osoby, której mógłbym o tym wszystkim powiedzieć. Chciałbym jednak, żeby ktoś zrozumiał jedną rzecz. Nie jestem samotny dlatego, że chciałem być sam. Nie jestem człowiekiem, który świadomie zrezygnował z przyjaźni, miłości i rodziny. Przeciwnie. Od wielu lat bardzo tego wszystkiego pragnę. Ale najpierw zostałem pozbawiony normalnego dzieciństwa. Później normalnej młodości. Następnie przez lata zmagałem się z problemami psychicznymi, które utrudniały mi budowanie relacji. A dzisiaj, mając czterdzieści lat, nadal jestem sam. Nie mam ani jednej osoby, do której mógłbym napisać. Od prawie dwudziestu lat każde święta, urodziny i sylwestra spędzam samotnie. Nigdy nie miałem nikogo, kto mógłby mi doradzić, pomóc albo zwyczajnie wysłuchać. Od własnej matki nigdy nie usłyszałem ani jednego dobrego słowa. I nadal płacę za wydarzenia, na które jako dziecko i nastolatek nie miałem wpływu. Dlatego chciałbym zapytać: Czy ktoś z Was przeżył wieloletnią izolację i zdołał później zbudować normalne życie społeczne? Czy ktoś zaczynał od zera w wieku około czterdziestu lat, nie mając ani jednego przyjaciela? Czy komuś udało się znaleźć partnerkę i założyć rodzinę po wielu latach samotności? Czy można nadrobić choć część doświadczeń, których zostało się pozbawionym w młodości? I przede wszystkim: Jak przestać ponosić codzienne konsekwencje tego, co inni ludzie zrobili mi wiele lat temu? Nie oczekuję cudownej recepty. Chciałbym po prostu dowiedzieć się, czy ktoś naprawdę był w podobnej sytuacji i czy udało mu się jeszcze zbudować życie, w którym nie jest zupełnie sam. Grzegorz, 40 lat.
  23. Nie chce mi się, to będzie trudny dzień, ale nie mogę się teraz poddać
  24. luos nettor

    Kącik gracza

    To jakaś zewnętrzna apka AMD, tak? Tak, ale ile klatek osiągasz?60, 90 czy może 120? Ile dla Ciebie to normalnie? Ja na przykład wolę zejść z detalami czy/lub rozdzielczością żeby mieć 90-120 klatek, bo dla mnie wtedy gra się wygodniej.
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×