Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Rej Mikołaj.
-
Kiedy Sylwia weszła do gabinetu, Karolina siedziała już przy swoim biurku. Na blacie stał kubek kawy, komputer był włączony, a Karolina przeglądała coś na ekranie z miną osoby, która właśnie znalazła bardzo ważny dowód na potwierdzenie własnych podejrzeń. Podniosła wzrok. - Spóźniłaś się. Sylwia spojrzała na zegar wiszący nad drzwiami. - Jest ósma sześć. - Właśnie. - Pracę zaczynamy o ósmej. - Wiem. - Sylwia odwiesiła kurtkę.- Czyli jestem? - Sześć minuty spóźniona. - Karolina, jest sześć po. - A o ósmej powinnaś być gotowa do pracy. Sylwia pokręciła głową. - Dzień dobry również tobie. -Dzień dobry. Kawa? - Karolina uśmiechnęła się szeroko. Na biurku obok jej własnego kubka stał drugi. Sylwia podeszła i wzięła go do ręki. - Przekupujesz mnie? - Nie. Inwestuję w twoją produktywność. - A jak wypiję i nadal będę nieproduktywna? - Wtedy będę miała dowód, że problem leży głębiej. Sylwia parsknęła śmiechem. - Dziękuję.- Upiła łyk. - Dobra. - Co?- Karolina uniosła brew. - Nic. Po prostu dobra. - Wiem. - Jesteś dzisiaj wyjątkowo skromna. - To poniedziałek. W poniedziałki nie mam siły być skromna. Drzwi otworzyły się chwilę później i do środka weszła Justyna. - Dzień dobry. Karolina spojrzała na zegarek. - Osiemnaście po. - I?- Justyna zatrzymała się w połowie zdejmowania kurtki. - Nic. - To czemu patrzysz na zegar? - Lubię zegary. - Ty lubisz się czepiać. - Też. Sylwia siedziała już przy swoim komputerze. Justyna usiadła przy swoim biurku. - Co wy w ogóle takie zadowolone? - Nic - odpowiedziała Sylwia. - Kłamie - dorzuciła Karolina. Sylwia spojrzała na nią. - Nie kłamię. - Masz ten uśmiech. - Jaki? - Taki.- Karolina wskazała na jej twarz i zrobiła głupią minę. Sylwia próbowała zrobić poważną minę. - Faktycznie.- Justyna przyjrzała jej się uważnie. - O Boże - westchnęła Sylwia. - Dwie przeciwko jednej. - Zawsze - powiedziała Karolina. Przez następne kilkanaście minut zajęły się pracą. Gabinet powoli wypełniał się zwykłymi dźwiękami poniedziałkowego poranka: stukaniem klawiatur, przesuwaniem krzeseł, otwieraniem szuflad i krótkimi rozmowami prowadzonymi między jednym obowiązkiem a drugim. Sylwia lubiła te pierwsze godziny. Nie działo się jeszcze zbyt wiele. Telefon nie dzwonił bez przerwy. Nikt nie był zmęczony. Nikt nie miał jeszcze dość dnia. O dziewiątej Justyna zaczęła opowiadać o sytuacji z piątku. - Mówię wam, naprawdę myślałam, że się przesłyszałam - powiedziała, odkładając długopis. - Dzwoni do mnie facet i pyta, czy może przełożyć wizytę na dzisiaj. Karolina spojrzała na nią znad monitora. - I co w tym dziwnego? - To, że jego wizyta była właśnie dzisiaj. Sylwia roześmiała się. - Czyli chciał ją przełożyć na ten sam dzień? - Tak. - Geniusz. - Poczekaj. Najlepsze dopiero było później. Pytam go, na którą godzinę chciałby ją przełożyć, a on mówi: „No na tę, którą mam”. Karolina odłożyła długopis. - Czyli człowiek miał plan. - Bardzo konkretny. Sylwia zaczęła się śmiać. - I co zrobiłaś? - Powiedziałam mu, że może zostać przy tej godzinie, skoro tak dobrze mu pasuje. Karolina pokiwała głową. - Dyplomacja. - Dziękuję. Przez chwilę wszystkie trzy śmiały się z sytuacji, która w gruncie rzeczy nie była szczególnie zabawna. Po prostu był poniedziałek. I właśnie dlatego śmieszyło je prawie wszystko. Przed południem ruch trochę się uspokoił. Sylwia wstała od biurka i poszła zrobić sobie herbatę. Kiedy wróciła, telefon leżący obok klawiatury zawibrował. Spojrzała na ekran. Przypomnienie: wtorek, 17:30. Zmarszczyła brwi. Przez chwilę patrzyła na powiadomienie. Nie wiedziała, co to jest. Odblokowała telefon i otworzyła kalendarz. Wtorek. 17:30. Żadnego opisu. Tylko godzina. Sylwia próbowała sobie przypomnieć, kiedy to wpisała. Nic. - Coś się stało? - zapytała Karolina. - Nie. - Sylwia podniosła głowę. - To czemu tak patrzysz na telefon? - Mam jakieś przypomnienie i nie wiem, czego dotyczy. - Jakie?- Karolina odsunęła się od biurka. Sylwia pokazała jej ekran. Karolina spojrzała. - „Wtorek, siedemnasta trzydzieści”. - Mhm. - I nie wiesz, co to? - Nie. - Może coś odwołałaś? - Może. Karolina przez chwilę patrzyła na ekran. - Sprawdź wiadomości. Sylwia przewinęła kilka rozmów. Nic. - Pewnie sama to wpisałam - powiedziała. Karolina wzruszyła ramionami. - Pewnie. Sylwia wyłączyła ekran. - Wyrzucę. - Co? - Przypomnienie. - A jak było ważne? Sylwia spojrzała na nią. - Wtedy telefon przypomni mi drugi raz. - Logiczne.- Karolina uśmiechnęła się. Sylwia odłożyła telefon. Nie myślała już o tym. Przynajmniej przez kilka następnych godzin. Po pracy zatrzymała się jeszcze w sklepie. Wzięła mleko, chleb, kawę i proszek do prania. Przy półce ze słodyczami przypomniała sobie ostatnią pozycję z listy. Coś dobrego. Przez chwilę zastanawiała się, co właściwie ma ochotę zjeść. W końcu wrzuciła do koszyka paczkę ciastek. Przy kasie, kiedy wyciągała telefon, zobaczyła kolejne powiadomienie. Nie z kalendarza. Wiadomość od mamy. Mama: Będziesz w tym tygodniu w domu? Chciałam ci dać ten słoik, co mówiłam. Sylwia uśmiechnęła się. Sylwia: Mogę w środę po pracy. Mama: Dobrze. To zrobię ci też obiad. Sylwia przez chwilę patrzyła na ekran. Sylwia: Nie musisz. Po chwili pojawiły się trzy kropki. Mama: Wiem. Sylwia uśmiechnęła się pod nosem. Mama: To zrobię. Schowała telefon. Za nią ktoś westchnął ostentacyjnie, dając jej do zrozumienia, że kolejka posuwa się do przodu. - Już, już - mruknęła. Wyszła ze sklepu z siatką w jednej ręce i telefonem w drugiej. Było już ciemniej. Jesień przyszła niepostrzeżenie. Sylwia spojrzała na niebo. Jutro był wtorek. Przez ułamek sekundy przypomniała sobie kartkę z lodówki. Wtorek. Zatrzymała się. Potem pokręciła głową. - Przypadek.- Ruszyła dalej. Poniedziałek, wieczór Kiedy Sylwia wróciła do mieszkania, było już po siedemnastej. Postawiła zakupy na kuchennym blacie i przez chwilę stała bez ruchu, patrząc na siatki. - Dobra. Nie wiedziała, co dokładnie oznaczało to „dobra”. Może po prostu chciała sobie powiedzieć, że jest w domu. Zdjęła kurtkę, odwiesiła ją na krzesło i zaczęła rozpakowywać zakupy. Mleko do lodówki. Chleb do szafki. Kawa obok ekspresu. Proszek do prania do łazienki. Ciastka zostały na blacie. Otworzyła paczkę. Zjadła jedno. Potem drugie. Przy trzecim uznała, że właściwie nie ma sensu udawać, że będzie jadła je oszczędnie. Usiadła przy stole z kubkiem herbaty. Telefon leżał obok. Ekran rozświetlił się. Karolina: Żyjesz? Sylwia: Fizycznie. Karolina: Czyli poniedziałek udany. Sylwia: Bardzo. Kupiłam nawet proszek do prania. Karolina: Szaleństwo. Sylwia: Wiem. Karolina: A jutro? Sylwia spojrzała na wiadomość. Przez moment nie wiedziała, co odpowiedzieć. Sylwia: Co jutro? Karolina odpisała dopiero po chwili. Karolina: Nic. Po prostu pytam. Sylwia zmarszczyła brwi. Sylwia: Dziwna jesteś. Karolina: To już ustaliłyśmy rano. Sylwia uśmiechnęła się i odłożyła telefon. Nie zastanawiała się nad tym dłużej. Włączyła telewizor. Po kilku minutach leciał jakiś program, którego zupełnie nie oglądała. Jej myśli odpłynęły gdzieś indziej. Przypomniała sobie wiadomość od mamy. Środa. Obiad. Słoik. Uśmiechnęła się. Mama zawsze dawała jej coś do jedzenia. Nawet jeśli Sylwia mówiła, że nie potrzebuje. Nawet jeśli zarzekała się, że ma pełną lodówkę. W końcu zawsze wychodziła od niej z jakąś reklamówką. Telefon znów zawibrował. Mama: Pamiętaj o środzie. I nie przyjeżdżaj później niż 19, bo potem już będę zmęczona. Sylwia: Będę. Po chwili dopisała: Kocham Cię. Trzy kropki pojawiły się niemal od razu. Mama: Ja Ciebie też. Sylwia odłożyła telefon. Nie była typem osoby, która często mówiła mamie, że ją kocha. Dlatego po wysłaniu wiadomości poczuła lekkie zakłopotanie. Nie wiedziała dlaczego. Przecież to nic takiego. Około dwudziestej pierwszej wstała z kanapy. Telewizor nadal grał. Zgasiła światło w salonie i poszła do kuchni.Kiedy przechodziła obok lodówki, zatrzymała się.Nowa lista zakupów wisiała dokładnie tam, gdzie ją przykleiła rano. KUPIĆ: mleko chleb kawa coś dobrego Sylwia spojrzała na nią przez chwilę. Wszystko kupione. Uśmiechnęła się. - Jestem jednak ogarnięta. Odwróciła się. Zrobiła dwa kroki. I wtedy coś ją tknęło. Wróciła do lodówki. Popatrzyła na kartkę jeszcze raz. Nie wiedziała dlaczego. Po prostu miała wrażenie, że czegoś na niej brakuje. Przesunęła palcem po papierze. Nic. Wszystko było w porządku. Zdjęła kartkę. Przeczytała ją jeszcze raz. Mleko. Chleb. Kawa. Coś dobrego. Przez chwilę stała tak z kartką w ręce. Potem wzruszyła ramionami i wyrzuciła ją do kosza. W sypialni przebrała się w piżamę. Telefon podłączyła do ładowarki. Zgasiła światło. Kiedy już leżała w łóżku, przypomniała sobie o jutrzejszym przypomnieniu. 17:30. Nie wiedziała, czego dotyczyło. Przez chwilę chciała wstać i sprawdzić kalendarz. Nie zrobiła tego. - Jutro - powiedziała cicho. Zamknęła oczy. Kilka minut później spała. Wtorek zaczął się od deszczu. Nie ulewy. Zwykłego, jesiennego deszczu, który padał tak spokojnie, jakby miał zamiar robić to przez cały dzień. Sylwia stała przy oknie z kubkiem kawy i patrzyła na mokrą ulicę. - Idealnie - powiedziała do siebie. Nie lubiła deszczu. Nie dlatego, że przeszkadzał jej sam deszcz. Bardziej dlatego, że wszystko przez niego robiło się trudniejsze. Ludzie poruszali się wolniej, samochody chlapały na chodniki, włosy przestawały współpracować, a rano zawsze okazywało się, że parasol znajduje się dokładnie tam, gdzie człowiek nie ma czasu go szukać. Odwróciła się od okna. Telefon leżał na stole. Przez chwilę patrzyła na niego. Wtorek. 17:30. Przypomnienie nadal było w kalendarzu. Sylwia podeszła do telefonu i otworzyła wydarzenie. Puste. Żadnego tytułu. Żadnej lokalizacji. Żadnej informacji, kto je utworzył. Tylko godzina. 17:30. - No dobra - mruknęła. Usunęła przypomnienie. Tym razem zrobiła to świadomie. Telefon zapytał: „Czy na pewno chcesz usunąć to wydarzenie?”. Kliknęła „tak”. Gotowe. Odłożyła telefon. I natychmiast poczuła ulgę. Głupią, zupełnie nieproporcjonalną ulgę. Jakby właśnie zamknęła jakąś drobną sprawę, która od wczoraj siedziała jej z tyłu głowy. Nie zastanawiała się nad tym dłużej. W pracy Karolina już była. Tym razem Sylwia pojawiła się o 7:58. Karolina spojrzała na zegar, a potem na nią. - O. - Co? - Punktualna. - Możesz przestać? - Mogę.- Karolina zrobiła krótką pauzę.- Ale nie chcę. Sylwia odwiesiła kurtkę. - Wiedziałam. Justyna siedziała przy komputerze i jadła coś zawiniętego w papier. - Nie pytajcie - powiedziała, zanim którakolwiek z nich zdążyła się odezwać. Karolina spojrzała na kanapkę. - Nie pytam. - Właśnie pytasz wzrokiem. - Mam bardzo pytający wzrok. Sylwia usiadła przy swoim biurku. - Co jesz? - Bułkę. - Z czym? - Z jedzeniem.- Justyna spojrzała na nią z pełną powagą. Sylwia parsknęła śmiechem. - Dobrze. - Dziękuję. Karolina pokręciła głową. -Wy obie potrzebujecie pomocy. - Ty też- odpowiedziała Justyna. - Ja już jestem po terapii. - I nawet to cię nie uratowało. Karolina spojrzała na nią przez sekundę. Sylwia roześmiała się. Karolina również. I temat zniknął tak szybko, jak się pojawił. Przed południem deszcz przestał padać. Słońce nie wyszło, ale przynajmniej przestało być szaro. Praca szła zwyczajnym rytmem. Justyna dwa razy zgubiła długopis. Karolina znalazła go za każdym razem. Za trzecim razem Justyna oskarżyła ją o kradzież. Karolina przyznała się bez wahania. -Mam całą kolekcję. - Oddaj mój. - Nie. - Karolina. - Justyna. - To mój ulubiony. - Tym bardziej. Sylwia obserwowała je przez chwilę. - Wy naprawdę jesteście jak dzieci. - Mówi ta, która wczoraj kupiła ciastka „na coś dobrego” i zjadła trzy przed wyjściem ze sklepu - powiedziała Karolina. Sylwia spojrzała na nią. - Skąd ty to wiesz? - Nie wiem. - To skąd? - Widziałam. - Gdzie? - W swojej wyobraźni.- Karolina wzruszyła ramionami. Justyna roześmiała się tak głośno, że Sylwia musiała się do niej przyłączyć. To był jeden z tych poranków, kiedy wszystko wydawało się proste. Około czternastej Sylwia przypomniała sobie o mamie. Wyjęła telefon. Sylwia: Przyjadę jutro po pracy. O której dokładnie? Mama: 18. I nic nie kupuj. Sylwia uśmiechnęła się. Sylwia: Nie miałam zamiaru. Mama: Wiem. Sylwia: To po co piszesz? Odpowiedź pojawiła się niemal natychmiast. Mama: Żebyś wiedziała, że wiem. Sylwia pokręciła głową. Odłożyła telefon. Karolina spojrzała na nią znad monitora. - Mama? - Mhm. - Co chce? - Żebym jutro przyjechała. - Czyli da ci jedzenie. - Oczywiście. - I pewnie jeszcze coś do jedzenia na drogę. - Na pewno. - Matki są przewidywalne. Sylwia uśmiechnęła się. - Twoja też? - Moja już nie ma możliwości mnie dokarmiać. Sylwia spojrzała na nią. Karolina przez chwilę nic nie mówiła. Potem wzruszyła ramionami. - Umarła kilka lat temu. Powiedziała to spokojnie. Bez dramatyzmu. Sylwia poczuła, że powinna coś powiedzieć. - Przepraszam. Karolina spojrzała na nią i uśmiechnęła się lekko. - Nie przepraszaj. Nie ty ją zabiłaś. Z tego co mi wiadomo... Sylwia roześmiała się cicho. - Jesteś niemożliwa. - Wiem.- Karolina wróciła do komputera. Po chwili dodała:- Ale była świetna w robieniu pierogów. - To najważniejsze. I znów wróciły do pracy. O 16:45 Sylwia wyszła z gabinetu. Nie spieszyła się. Zatrzymała się po drodze w małej kawiarni, którą czasami odwiedzała. Zamówiła cappuccino i usiadła przy oknie. Telefon położyła ekranem do dołu. Przez chwilę patrzyła na ludzi za szybą. Samochody. Parasole. Kobietę prowadzącą dziecko za rękę. Starszego mężczyznę z psem. Kogoś biegnącego na autobus. Zwyczajne życie. Upiła łyk kawy. O 17:12 spojrzała na telefon. Nic. 17:18. Nic. 17:24. Nic. 17:28. Sylwia zaczęła się zastanawiać, dlaczego właściwie patrzy na zegarek. 17:29. 17:30. Telefon zawibrował na stoliku. Sylwia spojrzała na ekran. Numer nieznany. Przez chwilę tylko patrzyła. Mogła nie odbierać. Właściwie nie miała żadnego powodu, żeby odbierać. Telefon zawibrował ponownie. - Halo? Przez pierwszą sekundę nic się nie wydarzyło. Potem usłyszała: - Cześć, Sylwia. Znieruchomiała. Nie dlatego, że rozpoznała głos. Właśnie dlatego, że go nie rozpoznała. A jednak coś w niej zareagowało natychmiast. Napięły jej się ramiona. Palce zacisnęły się na telefonie. Serce uderzyło mocniej, zupełnie nieproporcjonalnie do zwykłego telefonu od nieznajomego numeru. - Kto mówi? Mężczyzna milczał przez chwilę. - Naprawdę mnie nie poznajesz? Sylwia zmarszczyła brwi. Głos był spokojny. Niski. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. A jednak... Coś. Jakieś dziwne poczucie znajomości. Nie twarz. Nie imię. Nie konkretne wspomnienie. Tylko wrażenie, że ten głos już kiedyś znalazł się bardzo blisko niej. - Nie- odpowiedziała. Tym razem ciszej. - Szkoda. Sylwia przełknęła ślinę. - Skąd masz mój numer? - To nie jest ważne. - Dla mnie jest. - Nadal zadajesz dużo pytań. To zdanie sprawiło, że przeszedł ją zimny dreszcz. Nie wiedziała dlaczego. - Znamy się? Mężczyzna zaśmiał się krótko. - Można tak powiedzieć. Sylwia odsunęła telefon od ucha i spojrzała na ekran. Numer nadal był nieznany. Nie miała pojęcia, kim był. A jednak jej ciało zachowywało się tak, jakby odpowiedź znało. - Jeśli mnie znasz, przedstaw się. Cisza. - Nie. - Dlaczego? - Bo wtedy od razu byś wiedziała. - Co? - Kim jestem. Sylwia poczuła, jak ściska ją w żołądku. - O co ci chodzi? - Chciałem tylko usłyszeć twój głos. - Po co? - Z ciekawości. - To już usłyszałeś. - Tak. - Więc się rozłącz. Znowu cisza. Tym razem dłuższa. - Jutro jedziesz do mamy? Sylwia zamarła. Wokół niej nadal toczyło się zwyczajne życie kawiarni. Ktoś śmiał się przy stoliku pod oknem. Ekspres syknął. Drzwi otworzyły się, wpuszczając do środka chłodne powietrze. A ona nagle nie słyszała już niczego poza jego głosem. - Skąd to wiesz? - Pytałem. - Kogo? - To nieważne. - Skąd masz takie informacje? -Sylwia... Wypowiedział jej imię zupełnie spokojnie. I wtedy stało się coś dziwnego. Przez ułamek sekundy zobaczyła coś, czego właściwie nie można było nazwać wspomnieniem. Ciemny korytarz. Czyjąś dłoń. Drzwi. Obraz zniknął, zanim zdążyła go uchwycić. Sylwia gwałtownie wciągnęła powietrze. - Wszystko dobrze? Pytanie mężczyzny wyrwało ją z tego krótkiego zamroczenia. - Tak. Automatycznie. Zawsze tak odpowiadała. - Na pewno? Sylwia zamknęła oczy. - Nie dzwoń więcej. - Dobrze. To „dobrze” zabrzmiało zaskakująco łagodnie. - Naprawdę? - Jeśli tego chcesz. Sylwia nie odpowiedziała. - Ale jeszcze sobie przypomnisz - powiedział. Serce zabiło jej mocniej. - Co? Połączenie zostało przerwane. Sylwia przez kilka sekund nadal trzymała telefon przy uchu. Potem powoli go odsunęła. Na ekranie widniało: 17:32 - połączenie zakończone. Patrzyła na numer. Nie znała go. A jednak ręce zaczęły jej drżeć. Karolina odebrała po drugim sygnale. - No hej. Sylwia milczała. - Sylwia? - Jestem. Karolina od razu zmieniła ton. - Co się stało? - Dzwonił do mnie jakiś facet. - Kto? - Nie wiem. - Znasz go? Sylwia zawahała się. - Nie wiem. Karolina milczała. - Nie znam go. Chyba. - „Chyba” jest tutaj dość niepokojące. - Nie podał imienia. - Skąd miał twój numer? - Nie wiem. - Czego chciał? Sylwia spojrzała na swoje dłonie. Nadal lekko drżały. - Powiedział, że chciał usłyszeć mój głos. Karolina przez chwilę nic nie mówiła. - Okej. To jest dziwne. - Mhm. - Powiedział coś jeszcze? Sylwia zacisnęła usta. - Wiedział, że jutro jadę do mamy. Karolina zamilkła. - Gdzie jesteś? - zapytała. - W kawiarni. Jeszcze. Tej koło pracy. - Zostań tam. Sylwia spojrzała przez szybę na mokrą ulicę. - Karolina... - Przyjadę. - Nie musisz. - Wiem. Sylwia westchnęła. - Naprawdę nie chcę robić z tego wielkiej sprawy. - To dobrze. Ja też nie.- Karolina zawahała się.- Ale chcę z tobą chwilę pobyć. Sylwia nic nie odpowiedziała. - Dobra? - Dobra. Karolina pojawiła się kilkanaście minut później. Kiedy weszła do kawiarni, od razu zauważyła Sylwię siedzącą przy oknie. Podeszła do stolika i zdjęła płaszcz. - Cześć. - Cześć. Karolina usiadła naprzeciwko. Przez chwilę przyglądała się Sylwii. - Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha. - Dzięki. - Wiesz, że nie o to mi chodzi. - Wiem. Karolina oparła dłonie na stole. - Opowiesz? Sylwia skinęła głową. - Zadzwonił nieznany numer. - Odebrałaś? - Tak. - I? - Powiedział „cześć, Sylwia”. Karolina zmarszczyła brwi.- Przedstawił się? - Nie. - Ty zapytałaś, kto mówi? - Tak. - I? - Zapytał, czy naprawdę go nie poznaję. Karolina przez chwilę nic nie mówiła. - Poznałaś? Sylwia spojrzała na filiżankę. - Nie.- Po chwili dodała: - Chyba. - Jak to „chyba”? - Nie wiem, Karolina. -Jej głos lekko się załamał. - Nie znam jego głosu. A jednocześnie... Urwała. - Jednocześnie co? Sylwia próbowała znaleźć właściwe słowa. - Jak go usłyszałam, zrobiło mi się zimno. Karolina nie komentowała. - Nie rozumiem tego. Przecież to był zwykły głos. Męski. Spokojny. Nic szczególnego. - Ale... - Moje ciało zareagowało, zanim w ogóle zdążyłam pomyśleć. Karolina pokiwała głową. - Co jeszcze powiedział? Sylwia opowiedziała jej całą rozmowę. O tym, że wiedział o środzie. O tym, że nie chciał powiedzieć, skąd. O tym, że powiedział jej, że sobie przypomni. Karolina słuchała w milczeniu. - I naprawdę nie masz pojęcia, kto to był? - Nie. - Żadnego nazwiska? Niczego? - Nic. Karolina przez chwilę patrzyła na nią. - Dobrze. Sylwia podniosła wzrok. - „Dobrze”? - Nie wiem, co innego mam powiedzieć. - Myślałam, że powiesz, że przesadzam. - Nie przesadzasz. Sylwia spuściła wzrok. - Skąd możesz wiedzieć? - Nie mogę. - Karolina mówiła spokojnie. - Ale nie muszę wiedzieć, kim był ten facet, żeby uwierzyć, że przestraszyłaś się jego telefonu. Sylwia milczała. Karolina wyciągnęła rękę przez stół. Nie dotknęła jej. Położyła tylko dłoń blisko jej dłoni. - I nie musisz sobie teraz przypominać, kim on jest. Sylwia spojrzała na nią. - A jeśli powinnam? - Nie. - Skąd wiesz? Karolina uśmiechnęła się lekko. - Bo gdyby twoja głowa chciała ci to teraz powiedzieć, pewnie już by powiedziała. Sylwia parsknęła cicho. - Ty zawsze masz jakieś mądre teksty? - Nie. Czasami mówię też głupie. - Na przykład? - Wczoraj powiedziałam Justynie, że jej kanapka wygląda jak eksperyment biologiczny. - To akurat było trafne. Karolina roześmiała się. Sylwia również. Śmiech trwał tylko chwilę, ale wystarczył, żeby napięcie trochę puściło. Później wyszły razem z kawiarni. Na zewnątrz było zimniej niż wcześniej. - Jedziesz do domu? - zapytała Karolina. - Tak. - Mogę jechać za tobą. - Nie jestem dzieckiem. - Wiem. - Ani nie jestem w bezpośrednim zagrożeniu. - Tego nie wiemy. Sylwia spojrzała na nią. Karolina wzruszyła ramionami. - Nie panikuję. Po prostu wolę być ostrożna. Sylwia pokiwała głową. - Dobrze. - I zachowaj ten numer. - Zachowam. - Jak zadzwoni ponownie, nie kasuj niczego. - Dobrze. - A jeśli będziesz chciała z nim rozmawiać... - Nie będę. Karolina spojrzała na nią. - Dobrze. Przez chwilę stały w ciszy. - Dzięki - powiedziała Sylwia. - Za co? - Że przyjechałaś. - Przecież mówiłam, że przyjadę. - Wiem. Karolina objęła ją krótko. Sylwia przez moment zesztywniała. Potem odwzajemniła uścisk. - Jedźmy już - powiedziała Karolina. — Bo zaraz zacznę się wzruszać. - Tego bym nie przeżyła. - No właśnie. Karolina wyciągnęła kluczyki z kieszeni. - Dobra. Jedziemy. Sylwia spojrzała na nią. - Naprawdę nie musisz mnie odprowadzać. - Wiem. - Mam samochód. - Wiem. - To bez sensu, żebyśmy jechały dwoma samochodami. Karolina uśmiechnęła się. - W takim razie zostawisz swój tutaj. Jutro po pracy po niego wrócimy. - A jeśli będę chciała jechać jutro gdzieś indziej? - To wymyślimy coś jutro. Sylwia przez chwilę patrzyła na nią. - Jesteś uparta. - Wiem. - Bardzo. - Też wiem. Sylwia westchnęła. - Dobra. W samochodzie przez pierwsze kilka minut żadna z nich się nie odzywała. Radio grało cicho. Za szybą przesuwały się mokre ulice. Sylwia patrzyła na światła samochodów odbijające się na asfalcie. - Mogę cię o coś zapytać? - odezwała się Karolina. - Mhm. - Kiedy powiedział, że „sobie przypomnisz”... - Tak?- Sylwia poczuła napięcie w karku. - Miałaś wtedy jakieś konkretne skojarzenie? - Nie. Chwila ciszy. - To znaczy... - Co?- Karolina zerknęła na nią. - Coś zobaczyłam. - Co? - Nie wiem. -Sylwia zmarszczyła brwi. - To znaczy? - To było jak... sekunda. Może mniej. - Obraz? - Chyba. - Czego? Sylwia przez chwilę próbowała sobie przypomnieć. - Drzwi. Karolina nic nie powiedziała. - I chyba czyjaś ręka. - Czyja? - Nie wiem. - Kojarzysz miejsce? - Nie.- Sylwia pokręciła głową. Karolina wróciła wzrokiem na drogę. Po chwili Karolina zmieniła temat. Zaczęła opowiadać o Mariuszu i kocie, który od rana próbował otworzyć szafkę w kuchni. Sylwia śmiała się z historii. Rozmawiały o zupełnie zwyczajnych rzeczach. O pracy. O Justynie. O tym, że w piątek trzeba będzie coś zrobić z grafikiem. O filmie, który Karolina chciała obejrzeć. Przez kilkanaście minut Sylwia prawie zapomniała o telefonie. Prawie. Kiedy zatrzymały się pod blokiem Sylwii, Karolina wyłączyła silnik. - Idziesz prosto spać? - Chyba tak. - Zadzwoń, jak wejdziesz. Sylwia spojrzała na nią. - Przecież jesteśmy pod blokiem. - Wiem. - Jesteś już ze mną. - Wiem. - To po co mam dzwonić? - Żeby móc powiedzieć, że wykonałaś polecenie. -Karolina wzruszyła ramionami. - Wariatka. -Sylwia pokręciła głową. Wysiadły z samochodu. Karolina odprowadziła ją pod drzwi. - Na pewno wszystko okej? Sylwia zawahała się. - Tak. Karolina przyjrzała jej się uważnie. - Dobra. Sylwia otworzyła drzwi. - Dobranoc. - Dobranoc. Karolina odczekała, aż Sylwia wejdzie do środka. Dopiero wtedy odwróciła się i zeszła po schodach. W mieszkaniu było cicho. Sylwia zdjęła kurtkę i odwiesiła ją na haczyk. Telefon położyła na komodzie. Poszła do kuchni. Zrobiła herbatę. Potem wzięła szybki prysznic. Przez chwilę stała przed lustrem, wycierając włosy ręcznikiem. Wyglądała zwyczajnie. Zmęczona. Trochę blada. Nic więcej. Około dwudziestej pierwszej położyła się na kanapie. Włączyła telewizor. Nie pamiętała później, co oglądała. O 22:47 telefon zawibrował. Sylwia otworzyła oczy. Spojrzała na ekran. Żadnego połączenia. Tylko powiadomienie. Przypomnienie: jutro, 18:00. Zmarszczyła brwi. Otworzyła kalendarz. Środa - 18:00. Nie było tytułu. Nie było lokalizacji. Tylko godzina. Sylwia patrzyła na ekran. - Przecież... Nie dokończyła. Próbowała sobie przypomnieć, kiedy to wpisała. Nic. Usunęła wydarzenie. Odłożyła telefon. Przez chwilę siedziała bez ruchu. Potem poszła do kuchni po wodę. Kiedy wróciła, coś przyciągnęło jej wzrok. Kartka. Leżała na stole. Biała. Mała. Sylwia zatrzymała się. Nie pamiętała, żeby ją tam zostawiła. Podeszła bliżej. Na kartce widniały dwa słowa. Napisane odręcznie. NIE IDŹ. Sylwia patrzyła na nie przez dłuższą chwilę. Pismo znała. Ale nie pamiętała, żeby to napisała. Podniosła kartkę. Odwróciła ją. Pusta. Spojrzała na stół. Na długopis leżący obok. Potem znowu na kartkę. Poczuła znajome napięcie w brzuchu. Nie wiedziała, co bardziej ją przeraża. To, że ktoś mógł zostawić jej te słowa. Czy to, że mogła zostawić je sama i tego nie pamięta. Odłożyła kartkę. Nie wyrzuciła jej. Położyła ją obok telefonu. I długo po tym nie mogła zasnąć.
-
He he, ja bym na takie nie za długie szkolenie mógł pojechać z niektórymi członkami forum. Byłem na jednodniowych z Dalilą 3 razy, ale jakbyśmy byli w większej grupie mogło by być mega fajnie.
-
Uwielbiam tę melodię.
-
Autor
-
Tlen inhalacyjny.
- Dzisiaj
-
Rozdział Księgi Daniela.
-
Nabuchodonozor
-
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Malowany_ odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Fajnie, że odpowiedziałeś za niego, ale mnie ciekawiło jego zdanie Nie do końca zrozumiałem, ale zostawmy już te biedne dziki w spokoju -
A,no chyba że tak. Matko. To ja w tych snach jestem co najmniej recydywistą. I jeszcze bardziej szajbnięta niż w rzeczywistości.
-
Biorą się stąd, że sen jest prawdziwym życiem, a ten tutaj jest nudny i jest nieprawdziwy
-
"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!
123she odpowiedział(a) na magdasz temat w Depresja i CHAD
Dzięki chyba się nawet nie czuję gorsza tylko smutno mi, że tak się muszę z tym ukrywać -
Swoją drogą takie popieprzone sny są ciekawe. Mnie ciekawi, skąd TO się bierze. Czasami tak bezsensowne że dosłownie ręce opadają. Widocznie tak ma być
-
-
Co dziś zrobiliśmy konstruktywnego
Niewkopomonowana odpowiedział(a) na Priscilla_126 temat w Kroki do wolności
Czuję się fatalnie, leje mi się z nosa i na zmianę gorąco i zimno. Nie mam siły leżeć, a musze zrobić obiad i takie tam, więc piję trzecią kawę. A tak bym poszła na miasto. Słońce swieci, a ja jestem zombie. Jak zrobię co trzeba to wracam do łóżka robić glupoty. Musze wyłączyć w końcu ten telewizor. -
Myślę, że większość osób ma popierdolone sny bez składu i ładu. Miałam też kiedyś sporo koszmarów, co mnie męczyło i nie wysypialam się. A teraz nie pamiętam nic i jestem z tego powodu bardzo zadowolona Idę spać. Nie ma mnie. Wstaje i jestem. Coś jak 8 godzinna śmierć
-
Tron.
-
Nowy prezydent
-
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Trudno powiedziec, co bedzie za 10 lat. Jak na razie dobrze mi sie tutaj zyje i trudno byloby mi zaczynac wszystko od poczatku w Polsce. -
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Pieprz w moździerzu odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Daję ci 10 lat zanim stwierdzisz, że coś w GB poszło nie tak i wrócisz do PL. -
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Ja i Krejzi to bedziemy dluzej pracowac, bo pracujemy za granica. Moj wiek emerytalny to 68 lat. Chyba ze uzbieram kase wczesniej prywatnie, bo w sumie licze na to, ze wiekszosc mojej emerytury bedzie prywatna, ta panstwowa nie jest wysoka.
-
Najnowsze tematy
-
Ostatnio zaktualizowane