-
Postów
1 550 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Verinia
-
koszulka szara luźna z piękną twarzą Davida Bowie z papierosem grubsze leginsy i różowe skarpetki
-
no miałam mówić, że on się wcale nie starzeje nie wiem jak on to robi, jakieś geny niebieskie, aryjskie uj wie Kubuś ma 63 lata.
-
-
No Dawidek jest ciekawą osobistością
-
Odradzam większość suplementów - do śmietnika.
Verinia odpowiedział(a) na Śmojda temat w Medycyna niekonwencjonalna
Nie mam pojęcia o czym Ty mówisz... Znam wiele supli, czy ziół itp.,które są skuteczne, a Ty obwiniasz witaminy z grupy B i cynk? Trochę dziwne rozumowanie, bo to jakby dla mnie mało możliwe. Zresztą nie wiem, czego można oczekiwać od cynku, lub witamin B, nie mówiąc o witaminie C. Ofkors, są ważne dla organizmu, ale może coś jest nie tak w Twojej diecie. Probiotyki może i coś pomogą, ale nie znam się na tym. Czemu demonizujesz zioła? Dobra melisa, czy chmiel mogą pomóc się lekko wyciszyć. Jeśli znasz bezpieczne łączenie ziół "poważneijszych" typu dziurawiec, czy jakiś różenieć górski to okay. A to co odczuwasz nie musi się koniecznie zbiegać z tym, co faktycznie tak działa. Mysłisz, że jak weźmiesz tabsa B, to coś to zrobi z Twoim samopoczuciem? No ale brać można, bo wspomagają układ nerwowy, ale odżywianie jest bardzo ważne. Zresztą suple to nie leki, więc chyba nie oczekujemy cudów od witaminki C. Weź rutinoskorbin, to Ci wszystko przejdzie. Pozdrawiam. -
@Dalila_ no ja mam "nieoczywiste" typy, bo nie patrzę też tylko na wygląd. Jakoś osobowość, wrażliwość i "to coś" dopełniają piękno, no i z wyglądu są piękni. Dla mnie przynajmniej. Quebo to przystojniak, też jest spoks.
-
Czyli aktorka, ja jej nie kojarzę, bo nie oglądam zbytnio filmów. No ale widać, że ma coś ciekawego w sobie, co widać w spojrzeniu.
-
piękna, jak laleczka ale to spojrzenie jest głębokie i interesujące
-
DID/OSDD - czyli zaburzenia dysocjacyjne
Verinia odpowiedział(a) na nieprzenikniona temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
-
DID/OSDD - czyli zaburzenia dysocjacyjne
Verinia odpowiedział(a) na nieprzenikniona temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
Bardzo, ale to bardzo dziękuję Ci za ten post. Niedługo mam wizytę, tzn 19 października, więc zacznę w zeszycie pisać co mi jest, jak się czuję. Jakieś pytania, itd. ale wiesz... Nie spodziewam się, z w mnie wysłucha,natomiast sprawdzę jak będzie mi odpowiadać. I napisze o tym tutaj. Od dawna mam ochotę zmienić lekarza i mówiłam o tym mamie. Myślę, że to będzie dobry pomysł skorzystać z opinii kogoś innego. Może prywatnie kogoś znajdę. "Poza lekarzami przy szpitalu psychiatrycznym" na NFZ. Chcę żeby w końcu chciał mnie wysłuchać i nie przerwalmmi jak to ona robi, gdy mówię Cosmo testach "nie! Ty tego nie masz!". -
-
-
AI to błogosławieństwo Nie doceniacie go tylko używacie badziewia
-
A ja kupuję zawsze inny podkład i jakoś jestem zadowolona z każdego.
-
Siedzę na tarasie. Ale tu gorąco. Wrzuć wszystko do pralki, wlej płyn i włącz. Zobacz co się wydarzy.
-
Myślę,że powinniśmy rozbić wszystkie lustra.
-
Lubię gadać z "nienormalnymi", co czyni mnie normalnie nienormalną w tym nienormlanym świecie i robotami z żyłami.
-
Makijaż? Ja ponoć i pewnie tak, lepiej mi bez szpachly. Ale i tak ją robię, bo jakoś, nie wiem. Chyba pewniej się czuję. Dodać mogę, że mniej tej szpachly, bo ładne mam oczy bez przesadnego ich malowania i nawet jak jestem bez szpachli to się sobie podobam. Jeydnie, co mi się nie podoba to moja skłonność do zaczerwień. Jakby naczynka, albo taka cera. Jestem ciemna i nie wiem, moje brwi są ładniejsze gdy im nadam lepszy kształt. Lubię też eksperymentować itd. Mam dużo malowideł i lubię to robić. I często jest, że mogę codziennie wyglądać jak ktoś inny. Co jest fajne i tyle. Dla mnie. A to, ze babka się pomaluje może ją upiększyć, podkreślić urodę, zakryć coś, albo oszpecić. Różnie. Też zależy od umiejętności malowania i wprawy. Makijaż to głównie domena kobiet i my to lubimy robić. NIe zawsze jest to, że chcemy się podobać. To zależy. A ja mam fajne piegi, no ale podkład to zakrywa. I można sobie namalować wszystko. Nawet gwizdkę z nieba pod okiem eyelinerem. Makijaż dla niektórych jest też pewnym rodzajem sztuki lub pokazania stylu czy osobowości. Takie kolorowe makijaże robię w przypływie euforii i są dosyć ekcentryczne. Ale to taka gadka o mnie. Babki mogą mieć totalnie inne spojrzenie na makijaż. Często makijaż robi się dla mnie wkurzający pod koniec dnia gdzie chcę to zmyć i poczuć krem na skórze. Dlatego dziś się pomaluję. A patrz na Billie Eilish, ona ma jakiś makijaż, ale prawie żadnego. Wygląda przepięknie. Wiem, że się z nią ożenię. To już pewne.
-
Ojciec. Ogromnie dominuje i chce, żeby było tak jak on mówi. Zrób to, przynieś tamto. Wyzwiska,oceny, ironiczne żarty. Potem mówi, że to żart, choć to cię zabolało. Teraz taka sytuacja: Jestem chora, choć dziś już czuję się lepiej, ale nadal bez siły. Zeszłam na dół, bo wrócili z pracy. Usiadłam w kuchni na krześle i z nim rozmawiam. On coś tam chce upiec, jakieś ziemniaczane kulki i nie wiem co on robi. Pyta czy jest blacha. Mówię, że jest ta, gdzie robiłam ciasto. Blacha jest z zaschniętego kakao i on to skrobie i jest zły i każe mi coś szukać i twierdzi, że w ogóle nie można na mnie liczyć. Mówię, że jest jedna typowo blacha na ciasta, ale może położyć bezpośrednio na te co są w piekarniku i boże... on mi każe spierdalać na górę, bo mu przeszkadzam się skupić.POszłam do wc. I zaczęłam już pękać. Nie robię tego często, ale jak już robię, to wtedy, gdy mam dość, bo ostatnie tygodnie były niefajne z względu na jego często docinki zwykle w moją stronę, ale nie tylko. Są w pracy, są w domu. Np. jak położę krzywo pudełko z towarem w aucie, to jest krytyka: ty tumanie, znowu coś źle robisz, odsuń się. A jak on coś wywali, to mówi, że ktoś to postawił źle i zawsze to czyjaś wina i tak robi dramę z wszystkiego. I wiesz. jak dzisiaj to gadał to mu wygarnęłam tak przed chwilą: "Takie gadanie, że mam iść do siebie to sobie wsadź w dupę" xDDDD Zatkało go i nie odezwał się. Gadał już spokojnie z mamą w kuchni i ja poszłam do pokoju i teraz on wszedł i mnie powiedział "Byłem głodny" XDDDcoś tam mi kupił do jedzenia a ja do niego "Na razie wyjdź" xDDDDD to jest człowiek, który z sekundy na skeundy zmienia nie wiem emocje jakby. Bardzo emocjonalny i zmienny w reakcjach. I czy to jakieś zaburzenie? Wprawdzie bierze antydepresant, obecnie prozac. Mówi, że się dobrze czuje. To taki choleryk. nie panuje nad emocjami. Taki temperament? Przyzwyczaiłam się, ale od czasu do czasu muszę mu pocisnąć, ale szybko wybaczam i zapominam i tak w kółko macieja. Miałam się teraz przeprowadzić, bo mieszkanie się zwolniło, ale bardzo małe i niestety bez balkonu a ja mocny palacz i mama mówi coś o Opolu i tam brat, że będzie większe mieszkanie tam może xDD Ach, życie jest takie śmieszne i te relacje. No cóż. Kłotnie są i będą i tak to jest.
-
"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!
Verinia odpowiedział(a) na magdasz temat w Depresja i CHAD
No... życzę zdalnej. Bratu też życże, bo chciałby mieszkać w naszym rodzinnym mieście, w innym bloku, ale u nas w mieście. No. Jakby miał pracę tutaj, zdalną w swoim fachu, dobrze płatną to ekstra, bo będę go miała na oku i będziemy mogli się widywać często Ale na razie ma skończyć te studia, ostatni rok, bo powtarza przez urlop dziekański, bo miał boreliozę i tak... No ale ma dobrą robotę i cóż. Jest młodziutki więc się szkoli i myślę, że będzie z nami. Sam w mieście, trochę lipa. -
może jestem za tępa, ale czy możesz przetłumaczyć to na prostszy, chłopski język?
-
ładne też mam podobne, ale na strychu w tym momencie
-
no to już jakiś wiek, ale dobrze, że przeżył życzę zdrówka
-
"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!
Verinia odpowiedział(a) na magdasz temat w Depresja i CHAD
Rozumiem, że szukasz pracy w mieście, w którym mieszkasz. A ile masz lat? Oczywiście trzymam kciuki, że znajdziesz fajną dla Ciebie pracę i wszystko pójdzie w dobrym kierunku. -
Kiedyś pojechałam tam ze znajomym, którego zbyt dobrze nie znałam. Zapomniał swojego bagażu, który stał już przed jego mieszkaniem i obwiniał mnie, że nie przypilnowałam go wziąć. Mieliśmy spinę, choć w drodze tam z jakimś gościem, co prowadził byliśmy w dobrym nastroju. Rozbiliśmy mały namiot, który ktoś nam użyczył, no bo on nie wziął swoich rzeczy, w tym namiotu iwgl wszystkiego. Pierwszy dzień był fajny. BYłam wstawiona, gadałam z ludźmi, tańczyłam, niektórzy grali na gitarze, wszędzie był jakiś ruch i rozmowy. Jakieś zespoły grały, ale nie był to mój gust muzyczny do końca, ale było ok. Natomiast na drugi dzień czułam się źle i niestety wiedziałam, że muszę wziąć olanzapinę, bo jak piłąm to oczywiście nie brałam jakieś dwa dni leków, żeby się napić. Zaczęłam się telepać, znajomy miał mnie gdzieś i gdzieś poszedł. Ja już nie mogłam znieść swojego stanu, lęku i wgl masakra. Zdecydowałam, że muszę wrócić do domu. Miałam straszny kontakt z tym znajomym, był jakiś wredny i no cóż. Byłam sama a wokół mnóśtwo grupek i było mi przykro. Poszłam do kolejki kupujących bilety. Długo to trwało, ale w końcu udało się kupić i wrócić do domu. Podróż trwałą chyba 12 godzin, a obok mnie siedział Ukrainiec, który trochę się na mnie kładł i chciał kontaktu, co mnie tylko bardziej wkurzało, ale dużo też przysypiałam i jak w końcu wróciłam do ojczystego, mego miasta to dopiero poczułam się SZCZĘŚLIWA. Nie mówię, że Woodstock to jakieś zło, bo tak jak mówię, pierwszy dzień mi się podobał, jednak sprawy z kolęgą i mój stan psychiczny na drugi dzień nie pozwolił mi kontynuować tej imprezy.