Skocz do zawartości
Nerwica.com

Verinia

Użytkownik
  • Postów

    1 550
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Verinia

  1. no właśnie tego też nie wiem w pewnych środowiskach normictwo było określeniem na ludzi, którzy właśnie żyją "zwyczajnie". Jakby... no bo ta grupa nazywała siebie "przegrywami" - brak rodziny, słaba samoocena, ewentualne zaburzenia psychiczne i brak umiejętności stworzenia powiedzmy związku, rodziny, grupy. Normicy - czyli "normalność". Tylko, że granica normalności jest cienka, można powiedzieć. Mogę powiedzieć - NIe jestem normalna. Czyli co to może oznaczać? Jestem inna, bo coś.. bo coś odbiega od ich wyobrażeń normalności. Widzą Ciebie i wydajesz się okay, ale jak poznają twoje życie, to mogą uznać, że coś tu nie gra. Ja odkąd pamiętam byłam nazywana dziwakiem i dludkiem, więc moze to być przeciwieństwo normika, ale nie wiem. To jest to, co mogłam usłyszeć, powiedzmy. Ten termin się zdaje często pojawia na wykopie i w różnych grupach inernetowych I(np. discord), gdzie są zawierane znajomość stricte wirtualne. Sama nie rozumiem, co @Dalila_ masz na myśli, czym dla Ciebie jest normictwo. Możesz sprecyzować?
  2. Wiele osób ma podobnie. Ja tak w zasadzie mam poczucie obowiązku zrobić to i to, ale jednak odczuwam jakieś ambicje zdobywania wiedzy, tylko nie zabieram się do tego od dłuższego czasu. Zawsz chciałam iść na studia, ale nie podołałabym, bo mam częste zmiany faz i miałabym ogromne trudności z nauką akademicką. Zdobywam jakąś tam wiedzę (lubię trochę psychologię, wcześniej bardzie). U mnie to są zainteresowania bardziej ludzkim umysłem, co już było we mnie od liceum. Robię to dla siebie, albo by podzielić się tym, co się dowiedziałam. Także jakieś poczucie, że muszę rozwijać się pod względem ibtelektualnym, czy jakoś tak, ale mój chaos i częste zmiany emocji nie pomagają. I nie mam jako takiej pasji. Nie odczuwam czegoś takiego, że coś mnie pochłania do reszty, ale coś tam się tli. Pod tym względem jest trochę lepiej. Zastanów się, czy pasja jest dla CIebie tym, co "mają" inni, czy chcesz znaleźć pasję, by się w niej zatracić. Znalezienie tego, co się kocha, jak to się mawia, jest tak naprawdę dość rzadkie, tak myślę. Tzn. oczywiście ludzie robią wiele rzeczy. Pytanie co jest ich motywem. Tak sobie rozkmniam. Luźne obserwacje. Sama bym chciała wejść w coś i zapomnieć o świecie. Pasja to wg mnie taka ogromna fascynacja czymś. Wstajesz rano i powiedzmy masz obowiązki, ale cieszysz się, że potem możesz robić, to co kochasz, a znalezienie tego może wymagać wielu prób. nie wiem. Ja sama próbuję, a wiele rzeczy mi przeszkadza w tym i rozprasza, ale to już problem jest we mnie, ale na przestrzeni lat się to poprawiło. Są rzeczy, które faktycznie lubię i mnie interesują.
  3. ja lubiłam wracać do rudego, ale kompletnie czułam się w nim niezręcznie, bo zbytnio zwracał uwagę, a i tak jestem dziwadłem xD Ciemne oczy są mocne. Podobają mi się bardzo.
  4. Twój naturalny jest to kolor? A oczy też brązowe?
  5. A masz jakie włosy? Czarne?
  6. Nie wkręcaj sobie schizotypii. Jesteś kontaktową osobą. A messenger... Ja nie rozmaewiam praktycznie wcale z kimś prywatnie w internecie. Usunęłam fejsbuka i inne tego typu platformy. Nie wiem z iloma osobami utrzymujesz kontakt, ale może potrzebujesz złapać oddech?
  7. Zznaczy, teraz otwierasz ponownie temat?
  8. Cieszę się @Dalila_, że powracasz z nowym tematem. do boju! Niby łatwe pytanie, niby nie. Możliwe, że o tym myslałam. Jakoś się nie indentyfkuje z normikami, bo poniekąd nim nie jestem. tzn. można powiedzieć, że nie jestem i czy chcę? Nie wyobrażam sobie być kimś innym, kim jestem teraz. Wiem, że "normicy" mają zwykle poukładane życie, swoje cele, pewnie stabilnie żyją i większość rzeczy, które są dla mnie trudne, dla nich są po prostu zwyczajne. NIe myślą w sposób w jaki myślę ja. Nie chodzi o to, kto tutj jest lepszy. Natomiast z boku dla pewnych osób mogę być "wyrzutkiem", bo wiedzą o szpitalach z plotek, które wyszły od mojego kochanego kolegi i wiesz sąsiedzi się nie odzywają do mnie (nie wszysyc). Rodzina mnie akcpetuje, (chodzi o tę poz domem) a przynjamnije tak myślę, ale nie zacieśniam z nimi więzi, bo tutaj też są inne potrzeby do rozmów, które kompletnie mnie nie obchodzą lub drażnią. MOgą czuć przewagę, bo są zdrowi, ale mogę też myśleć, że sie w niczym nie mylą, co widzę, zatem zaprzestałam jakichkolwiek uwag, choć zdarza mi się palnąć zdanie i cisza, potem idę bawić się z młdszymi kuzynkami, bo z nimi potrafię się dogadać. Pokolenie alfa, a jednak wg mnie mądrzejsze o "starych" pryków przy stole. Normik to niekoniecznie super zdrowy obywatel. To raczej ktoś kto ma rodzinę, ma pracę i ma okay reptuację, blablabla. W dupie to mam. Mnie normicy w negatywnej częsci ich sposobu myslenia i dzialania zwyczajnie obrzydzają, bo wiem jak bardzo są małostkowie i nie mają żadnych przemyśleń na temat siebie i nie rozkminiają, że mogą mieć jakieś wady lub problem wewnętrzny. Nie cierpię osób, które nigdy sie nie przyznają do błędu. Kazdy ma wady, ale jak ty nie umiesz rozmawiać ze mną na poziomie -chcemy dojść do sedna sprawy, do prawdy. Tutaj widzę chęć dominacji, żeby za wszelką cenę ukazać swoją rację. Mimo braku argumentów ta osoba brnie w swoje przekonania i jak pokażesz mu coś, co może podważyć jego poglądy, czy opinie, to zaczyna się rzeź. POdniesienie głosu, przerywanie, itd. Nauczyłam się z tzs "normikami" nie wdawać się już w dyskusje. NIe rozmwiam o polityce, bo to co ja mam w głowie, to nie przejdzie. Pojawia się gniew. Po co drążyć z nimi, to i tak do niczego nie prowadzi. Rozmawiam z młodszym pokoleniem, które jeszcze nie jest tak pochłonięte polityką, religią itd. Jakoś tak to fajnie idzie. Dobrze się dogadujemy i jak usłyszałam od młodej, że lubi we mnie to, że czuje się przy mnie sobą, gdzie u nikogo w rodzinie tak nie ma. Nie, nie chcę być normikiem. tzw "normalność" mnie nie interesuje.
  9. Verinia

    Dzisiaj czuje się...

    Co do biegania. Jakieś dwa, może trochę dawniej, nie pamiętam, bardzo systematycznie biegałam, ćwiczyłam, trochę siłowni (ale tutaj nabawiłam się kontuzji). Kiedyś lubiłam rower. Jeździłam prawie codziennie tak do dwóch godzin drogą rowerową. Choć nie ważyłam bardzo dużo, to schudłam szybko jakieś 16 kg, ale tez nie jadłam słodyczy może z pół roku. W zasadzie często w moim życiu przewijał się sport. Pływać lubiłam. Tato za dzieciaka nauczył mnie grać w nogę, bo był piłkarzem. On od dziecka latał za piłką z kolegami, grał w drużynach szkolnych i w wojsku, a potem w 4 lidze w naszym rejonie. Do dzisiaj ma mega umięśnione nogi i i ma swoje lata. Też biegał kilka lat temu ze mną. On to zapisywał i naliczył ileś tysięcy kilometrów. Też zbytnio nie może, bo miał kontuzję kolana i operację. Teraz ja wgl nie ćwiczę, nie biegam, nic. Poza spacerami i pracą, która w dużej mierze jest fizyczna, tk pół na pół. ALe przez powiedzmy kilka lat, jakoś o 2020 przez możę 3 lata zawsze była u mnie aktywność - interwały, nawet taniec w domu z taką fajną grupą na yt (Marshall Fitness) - gość jest przezabawny i świetnie się rusza, a do tego są same hity - nowe i stare, co było fajne. I jak miałam iść powiedzmy ćwiczyć coś (miałam nawet sztangę, ciężary), to pierwszym krokiem było zaczęcie i potem szło. Bieganie to tak. Och, nie lubiłam zaczynać. Ale jak już wracałam do "mety", to była taka adrenalina, niesamowite uczucie zawsze. Szkoda, że to przerwałam, bo teraz trzeba coś wykombinować, bo dla mnie ruch jest zbawienny. Mój umysł, ciało - czuję, że to mocno pomaga. Nie jest to łatwe, bo zwykle mi się nie chciało, ale był dni, że, się chciało. To było już tak nawykowe jak to, że musisz iść do sklepu, umyć się, coś tam, coś tam. I nie wiem jak do tego wrócić. Tzn do biegania nie chcę wracać. I tutaj nie wiem, co bym chciała robić. Siłowania tez odpada. Tam jest za dużo ludzi i duchota. Spacery uwielbiam. Taniec samemu tez jest nudny. Ale myślę, że każda aktywność (niekoniecznie stricte sportowa) dobrze nam robi. Filozofowie lubili mówić, że spacery pomagają poukładać myśli.
  10. Verinia

    Dzisiaj czuje się...

    Nie. Poranek zaczyna się od 4 rano xDDD A tak serio. 6 rano, musiałam biec na dół do klopa z wielką uważnością, że tak to ujmę. Brzuch nawala, rewolucje, ale bez wymiotów (sorry za obrzydzanie). Nie pojechałam do roboty, nawet nie pytali. Wzięłam gorącą kąpiel i nie wiem jakie leki dziś wzięłam, tzn nie wiem czy wszystkie i muszę "przeliczyć". Mój ulubiony wczorajszy posiłek do mus jabłkowy, który ponoć może pomóc mi w tej jelitówce, bo peptyna. I tak chciałam coś zjeść owocowego. Może się zważę, bo pewnie mnie wyczyściło No i tak, obok mnie kawa, której nie powinnam pić, ale mam też rumianek i chyba nie wzięłam tego nifuroksazysydu na brzuch. Tragedii nie ma, ale muszę chyba kilka dni to przeczekać w domu. Plus jest taki, że nie muszę nic robić dzisiaj. Tzn. nie wiem, co mogę robić nawet. I energia jest na raczej słabym poziomie. Może po prostu coś się dzisiaj zamówi na obiad. Ja i tak nie zjem, ale rodzicom pasuje coś zorganizować. Chociaż zupa jest, więc może jakoś to będzie. Psychicznie czuję się raczej okej. Zasnęłam szybko od wzięcia leków( choć i tak bardzo późno jak na mnie, bo po północy grubo) i chyba późniejsze wzięcie kwety jest dobrym pomysłem, choć może nie aż tak późno jak wczoraj. Powiedzmy mogę brać ok. 19/20 wraz z innymi lekami, bo tez branie leków 4 razy dziennie jest dośc wkurwiające
  11. A jakie miałaś relacje z rodziną? Nie jestem psycholgiem, wiadomo. NIe zamierzam diagnozować. Nie wiem nawet, co mogę napisać, bo to co piszesz nie do końca mi mówi. Natomiast chyba najlepiej byłoby to zweryfikować w testach, albo u innego lekrza, w innym miejscu. Sama o tym myślę, bo końca też nie wiem, co mi jest. I jeśli chodzi o depresję, to może ona wgl nie mieć żadnego "powodu". Możesz czuć pustkę, bezsens, niechęć do jakiekolwiek czynności, niemoc, cierpienie itd.. wiesz czym to jest. Kiedyś miałam diagnozę depresja lękowa. Cóż... lekarze nie są nieomylni niestety. Dlatego ja często sama czytam i próbuję się czegoś dowiedzieć, bo mój lekarz się śmieję, gdy coś sugeruję, że mogę mieć jakieś zaburzenie lub jakiś jeszcze innego typu problem. Nienawidzę chodzić do lekarzy, ale muszę i nie wiem, co będzie dalej.
  12. Verinia

    Dzisiaj czuje się...

    do fascynacji rzeczami za dzieciaka raczej do końca nie dojdziemy u mnie podobnie. fajnie, że wraca Ci zainteresowanie czymkolwiek, to naprawdę super
  13. Wiesz... Myślę, że wiesz, że masz wiele do zaoferowania, ale tutaj pozostaje kwestia, czy poznasz kogoś dla kogo będzie to "atrakcyjne". Ludzi ciągnie do tych pewnych siebie, commozna mylić z arogancją. Można wtedy wyczuć, że mają władzę, a ty starasz się o jego uwagę. To może być w pracy lub np. w innych relacjach z ludźmi. Często zakładamy, że ludzie sa jak my. Tzn. tak może być. Nie mówię, że Ty tak masz. Po prostu rozmawiamy o to są moje luźne myśli. Część ludzi widzi, że ludzie są jednak różni. Są ludzie, którzy są drapieżnikami często się to dzieje, gdy dostają władze, a ci którzy są pod nimi, którzy mogą mieć większe kompetencje od np. kierownika itd., mogą mieć tendencje to tzw. płaszczenia się przed tymi osobami. Tutaj trochę może zbaczamy z tematu, ale widzisz. Poznajesz miłą osobę. Cóż. To w zasadzie nic o niej nie mówi. Może naprawdę cię przyciągać z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu i ja tak to nazywałam chemia. Czasem ci ludzie wiedzą co robią, a to jacy są naprawdę ujawnia się potem stąd zgrzyty i rozstania, bo to oczywiste, że ludzie są inni niż już. Nie mówię tu że Ty czy ja, czy ktoś jest zły czy dobry. Tutaj nawet nie o to chodzi. Ja serio jakoś mam blokadę przy zacieśnianiu, bjbgdy robi się bliskość nawet przyjacielska, to już zaczynam odczuwać strach, że coś zostanie mi wytknięte. I wiesz. Nawet tu na forum spotkałam się z tym, że no. Jestem sama sobie winna, bo cos tam. To było po moim odejściu i bez konta czytałam o sobie. Dlatego nie mam na ten moment żadnego powodu by ufać. Można powiedzieć, że to moja wada..może być. Zgadzam się. Jeśli chodzi o życie zawodowe, to tak poważnie, trochę Ci współczuję. TN. Bo porównuje rondo siebie. Dla mnie koszmarem jest być pod kimś i czuć zagrożenie, że ktoś mnie może wywalić. Ja tak miałam nawet na terapii. Bałam się że terapeutka zrezygnuje z terapii ze mną, a to ja zrezygnowałam. I widzisz. Zawiłość umyslu. Pojebane. Nie umiałabym dzialax w grupie ludzie których nie znam. Mogę pracować albo u siebie albo samodzielnie bez no. Chodzenia do jakiejś firmy. Wiem, że moje relacje nie byłyby "normalne". Odkąd pamiętam ocena innych była ważna dla mnie. Toksycznie ważna. I tutaj może mechanizm obronny: jesteście idiotami. Mogę tak czuć, ale nadal wyobcowanie, inność. Mogę się wydawać inna. Tzn wiem jak niektórzy mnie odbierają i są to skrajnie inne opinie. I tak. Myślę, że to powszechne. Też chciałabym poznać kogoś. Chciałabym się uczyć ale to niemożliwe jeśli chodzi o studia. Robię to na własną rękę i jest to wiedza jaką mnie w danej chwili interesuje, co nie jest nauką akademicką. Robię to bo to lubię. Pracy nie zmienię na pewno przez dłuższy czas. Wiele spraw zależy jak potoczy się moje dalsze leczenie. Często ludzie słysząc o chorobie psychicznej wieją bardzo szybko A tak naprawdę to życzę Ci najbardziej, żebyś poczuł się pewnie w pracy bez strachu i przyszłość i /lub zwolnienie. To poważny problem. Nie mam tu nic dodania bo ja pracuję u rodziców i nie wiem zbyt wiele jak to działa, jednak wiem, że jest to z pewnością bardzo stresująca sytuacja dla Ciebie.
  14. Chociaż w sumie myślę sobie teraz, że dużo rzeczy z nami zostaje do końca. Możemybzmienix pracę, możemy nawet z kims się związać na lata. Możemy osiągnąć jakieś nasze marzenia, powiedzmy. To co w nas, tonconnas uksztaltowalo, wg mnie - jest w nas. Co nie znaczy, że się nie zmieniamy. Jednak powiedzmy nasz "cień" lub można nazwać to "demony" kroczą przy nas. Ale tutaj to takie luźne rozważanie nie jakiś pewnik, który mam.
  15. Zamykano, bo dostawałam jakiś szlaban z błahych powodów. Na co sobie dokładnie dajesz szansę? Jeśli chodzi o poczucie wyobcowania, to jest to coś, co w jakimś stopniu akceptuję, co nie oznacza, że nie czuję potrzeby zmiany, ale czy jest to możliwe, to nie inna rzecz. W tym momencie płynę z życiem i godzę się na to, co mam, bo to czego się najbardziej w tym momencie obawiam i tak ogólnie przez ostatnie lata, to zamykanie w szpitalu oraz lęk przed utratą kontroli, ale tutaj to już kwestia mojej choroby. Duża możliwość jest taka, że aspekty choroby, a także przeszłość dawna i niedawna wpływają na to jak dzialam teraz. To się zmienia. Więc moim zdaniem mogę zasugerować, że zmiana w aspektach naszego życia może nadejsc. A czy to nastąpi i w jaki sposób może to nastąpić pozostaje niewiadomą dla mnie odnośnie Ciebie i/lub nie a także innych.
  16. Och, tak. Mnie idę kuzynostwo nazywa sigmą. Potrafię rozśmieszyc ludzi być przebojowa jak to ludzie mówią, ale... Wracam do pokoju i tutaj przychodzi mrok. To tak w skrócie. Jeśli chodzi o dzieciństwo to cóż... Przemoc. Przemoc fizyczną i psychiczną od dziecka. W gimnazjum zaczęłam się stawiać. Potem relacje rodzinne się zkiejaly, ale nadal byłam pod kontrolą pomimo tego, że byłam walcząca i zmieniało się to w jakimś stopniu. Trudno to opisać na szybko. To co było najwczesniej, gdy miałam 5 lat, wiesz... To było trudne..bardzo się bałam i cierpiałam okropnie. Zamykano mnie w pokoju na całe dnie. Wielu rzeczy nie pamiętam, wiele pamiętam. Tutaj jest wiele sytuacji,.gdzie nauczyłam się walczyć o przetrwanie i walka o akceptacje.
  17. Verinia

    Co teraz robisz?

    Wesołych snów Ja jeszcze posiedzę. Oglądam ciekawą sprawę/ analizę psychopatki i zabójczyni na YT przez kilku specjalistów. Jutro raczej nie jadę do pracy, bo mam jelitówkę i nie będę w stanie chyba. A nie śpię, bo wzięłam dopiero teraz leki. Obniżam kwetiapinę do 300XR, bo to dla mnie bardzo silny leki nie dam rady brać dodatkowego 100mg ketrelu przed snem. Zwala mnie to. Serce wali a i tak biorę propranolol. Jest to cholernie dla mnie mocne i bardzo źle się czuję po kilku godzinach. Muszę dwie godziny się uspokajać i wyciszać. Horror. Niedługo wizyta więc o tym powiem.
  18. Verinia

    Co teraz robisz?

    Wiesz. Napisałam parę rzeczy. I zablokowałam numer. Jedynie chcę nie wracać już do rozmów z nim. numer niestety nam na pamięć xDDDDDD
  19. I tutaj nachodzi mnie pytanie: w czym tkwi problem?
  20. No, jeśli chodzi o sytuacje formalne lub szybkie, ogólne - to nie odczuwam problemu. Zachowuję dystans, ale jestem serdeczna. Natomiast relacje "głębsze" są dla mnie problemem. Kiedyś łatwo się otwierałam, ale to przez internet. teraz nawet w internecie powiedzmy na priv... czuję się zablokowana. Czuję już wtedy, że osoba po durgiej osobie "ocenia". No tak, ocenia, to na pewno. I wtedy czuję już sztywność. Moje odpowiedzi mogą być lakoniczne, bez życia. To może wyglądać z drugiej strony, że jestem chłodna i niezainteresowana, ale u mnie jest to bardziej, że nie wiem co odpowiedzieć, pojawia się ogormna pustka i trudność z odpowiedzią. A w realu to jest podobnie. MOgę z kimś zagadać chwilę. Zaznaczam - chwilę. Gdy rozmowa "żąda" kontynuacji, to ja nie. NIe potrafię. Już nie wiem, czy to chodzi od chęci, czy mojej rezerwy, lęku. No ale miałam ogromną fobię społeczną. Teraz bardziej jest widoczny lęk przy zacieśnianiu, poznzwaniu kogoś bliżej. Tutaj już czuję się oceniana. A gdy rozmawiam w pracy, to czuję pewność i wiem co robić. Gubię się w bliżym poznawaniu i faktem jest, że dużo osób się odsuwa.
  21. Verinia

    Co teraz robisz?

    wiesz, to długa i zwiła historia. W zasadzie powiem, że mówił, że jest ze mną w związku, ale gdy uznał, że nie jesteśmy to mówił, że nie jesteśmy i nigdy nie mówił, że jesteśmy. to tylko przyjaźń. często miałam się "zmienić" by zasłużyć na jego akcpetację, że jesteśmy w związku. trwało to jakieś 10 lat z roczną przerwą, gdy zakońćzyliśmy kontakt. A tak w zasadzie dwa lata temu powiedział, że jestem jego "dziewczyną" i och, - ucieszyłam się. Byłam wtedy uzależnionaa, przyznaję, od tego jak burzliwe to było i biegałam za czymś, czego nie ma. Ostatecznie powiedział, żę sptyka się z różnymi kobietami. Był z kimś przez rok,a po tym jak go zostawiła odezwał się i... wiesz. Teraz widzę to inaczej, widzę swoją winę w tym, że w tym tkwiłąm tak długo. Natomiast on chyba myślał/myśli, że nadal jest jakieś zainteresowanie z mojej strony. Zainteresowanie jest, ale tylko na zasadzie jak się zemścić i czy jest to tego warte, ale nie zamierzam mu niczego zrobić, bardziej wyrzucić z siebie to, czego nie wyrzuciłam wcześniej tylko odeszłam w milczeniu.
  22. czateria to było moje miejsce przez długi czas
  23. chodzące dziwadło mówi, mówi zakładam kapelusz rozdarłam czarne rajstopy jadę rowerem 'nie chcę cię tutaj' 'spierdalaj' 'przyjedź po północy tam, gdzie zawsze' uśmiechem spoglądam przeszłość straszy zostałaś zniszczona kretynie, wydajesz się tchórzem noce niespokojne papieros za papierosem intencją - zniszczenie gnido ludzka nie nadajesz się do życia w tym mieście miasto duchów szukasz po omacku wódki proszę, napij się więcej to mówię spokojnie za każdym razem z tego wyższego zjechałeś szybko w dół nie bez powodu ego ogranicza bez retrospekcji znasz słowo przepraszam przeliteruję jak mam się czuć napisz 'wyślij cycki, zamiast nudnego gadania' wysyłam 1000 zł że wygrasz wyścig rowerowy z dwóch słów powiem więcej raz dwa trzy gnijesz ty niezapomnienie niewybaczenie wstręt i odraza przypadkiem mignęło zdjęcie na minaturce twojego numeru czy skasować te oczy tak mówiła lata temu 'wygląda dość jak pizda' śmieję się to tylko makijaż pozera wykrzesaj puste oblicze namaluj głębię wyjdź do tłumu dlaczego odeszła twoja nicość mnie tak zadowala chcę byś czuł ból bezpośrednio wyślę ci dekolt samanty mów do mnie, że to piękne znów mam ochotę cię rozwalić robię przerwę pojawię się jako niespodzianka załóż trampki i biegnij do lasu rozbij namiot w górach znajdziesz spokój żartowałam takie życie takie życie zapominam nie zapominam wracam po dług wyślij przelew czekam za długo na spłatę czekam ponownie przypominam w twoim alarmie budzik straszy nowym dniem witamy ponownie świat stoi przed tobą otworem dać ci radę, skarbie? mój miły carpe diem panthe rei memento mori zalej te żale chociaż tak ćwiczysz sześciopak na małolaty raczej słabo znoszę ich fuck the society nie rozumiesz zdania to tak trzeba rozwlekać słowo nie dotarło na adres wejdź do komputera uciekam przed policją ale to nie za mną ucinam z nią pogawędkę plany giną a dziwacy mnie kochają nie zbieram grosz do grosza żyję wygodnie rzucam dolarami oszustce klęczącej nie wychylam nosa chyba, że chcę was poznać oczy oczy puste oczy piękne oczy smutne nie widzę twoich dziękuję, że mnie obudzono świadomość dawno zamawia sny omijam ich przestrzeń to mój raj własny raj i uśmiech zdobi słowo to tylko przyjemność to nic innego niż własna duma pogarda jest realna nie pozbywam się trzymam ją w kieszeni kiedy trzeba rzucam w ciebie tym które zamyka pełne wargi tak wypiękniałeś taki jesteś piękny, że umieram cyknij fotę opowiedz kto cię wielbi korona spadła po latach prosfesjonalizm kaiera się kończy karma? poczekaj zmyślony świat chciwiec goni swe plany smutek cierpienie od dziecka to nic nie znaczy reszta zależy od ciebie wygaś chciwość ciemna przeszłość nie oczekuj zrozumienia zabójca za rogiem przypadkowa ofiara obserwowana od tygodni a świat kręci karuzelą
×