To jednak jakieś marzenia masz i to nawet takie do spełnienia. Tutaj jest całkiem rozwinięta społeczność forumowa, więc kwestia czasu, jak pojawi się jakiś zlot.
Masz na myśli Medikinet? Jeśli nie, to będziesz musiał z tym skończyć, bo się w końcu przejedziesz. Też miałam okres, w którym nadużywałam stymulantów, do tego stopnia, że zaczęłam je mieszać z innymi substancjami, żeby cokolwiek poczuć, co później bardzo źle się to dla mnie skończyło, dostałam zapaści oddechowej, a innym razem ocknęłam się już przy całej ekipie ratunkowej z policją na czele. Po wszystkich swoich ekscesach dziwię się, że dalej tu jestem, witałam się już parę razy z aniołkami, a te mnie odsyłały z powrotem. Widocznie to jeszcze nie ten czas, tak samo jak nie jest to jeszcze czas na Ciebie, coś Cię tchnęło, żeby tu napisać, żeby tu się pojawić, żeby dać znać o swojej obecności na świecie.
A gdy będzie miało 40 lat, Ty będziesz miał 80. Przecież życie nie kończy się po 60-stce. Ani tym bardziej po 40-stce! W galerii niedaleko mojego domu jest masa darmowych zajęć dla emerytów, od tai-chi po bingo, i zawsze gdy jestem w galerii i przechodzę obok pomieszczeń z tymi zajęciami, to roi się tam od ludzi. Jeśli nie udało im się poznać nikogo wcześniej, to wciąż mają szansę i tam się m.in. poznają. Wyjdź w ogóle z tego myślenia, że jedyną słuszną drogą życiową jest udane dzieciństwo -> szkoła -> studia -> praca -> rodzina, dom, kredyt, a każdy odchył to już zmarnowane życie. Żyjesz z tym, co masz, i jak możesz. Nie wiesz co będzie jutro, za miesiąc, za rok, 5 lat. Każdy mały krok ma znaczenie.
Nigdzie nie byłeś, bo... Niczego nie robiłeś, bo... Bo masz swoją historię, którą nam tu opowiedziałeś i którą możesz przekazać dalej. Nikt nie szuka trofea, którym będzie się szczycił (no chyba, że rajcują cię materialistyczne dziunie), tylko człowieka, któremu może zaufać.
Co do reszty nie widzę za bardzo pola do skomentowania, widzę po postach, że jesteś zrezygnowany, co jest całkowicie naturalne. Myślę, że terapia AA mogłaby Ci pomóc, przemyśl to chociaż, tam są tacy ludzie jak Ty, którym łatwo w życiu nie było. Z autopsji jeszcze dodam, nie chcę rozpisywać szczegółów, bo nie jest to moja historia, ale znam kogoś, kto po utracie wszystkiego (mieszkanie, żona, dziecko) przez swoje uzależnienie, poszedł na taką terapię, poznał tam kobietę z podobnymi problemami i są ze sobą do dzisiaj, wolni od używek i problemów, z tego co mi wiadomo, więc nie trać nadziei.