A teraz a propos tematu- ja od momentu buntu nastoletniego uważałam się za osobę niewierzącą, oddaną całkowicie nauce i to w niej doszukiwania się największego sensu - sensu istnienia świata. I w sumie gdyby nie to, że wciąż mnie gdzieś ciągnęło i nie dawało spokoju, to pewnie dalej bym w tym trwała. A teraz, cóż- wróciłam do wiary. I w sumie- nie żałuję.
Ciekawie w tej kwestii wygląda stwierdzenie Einsteina "Bóg nie gra w kości" jako odniesienie do teorii kwantowej i przypadkowości. Więc mimo wszystkich odkryć jednak gdzieś ta wiara jest.