Skocz do zawartości
Nerwica.com

minou

Użytkownik
  • Postów

    934
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez minou

  1. Metody sie zmieniaja, lekarze sie zmieniaja, co masz do stracenia? Miesac czy dwa Cie nie zbawia, a jak pisalam, dalabys maly bonus rodzinie. I moze akurat cos z tego dla Ciebie by bylo pozytywnego. Ja bym z mojwgo doswiadczenia nie ryzykowala brania nic, co powoduje najpierw euforie, a potem zjazdy. Sama np mam stan meeeega euforyczny po co najmniej dwoch srodkach (nie wymienie ich) moglabym po nich latac. Ale potem zjazd jest nieziemski, a po jednym z nich tez leki straszne. I wcale nie dziala to tak, ze jak jednego dnia sie "podrasuje" i prawie latam pod sufitem ze szczescia, to mnie to motywuje, zeby walczyc o takie samopoczucie. Wrecz przeciwnie, swiadomie odstawilam te srodki, odmowilam lekarzowi recepty, bo bylam jeszcze bardziej zdolowana swiadomoscia, ze nie da sie w takim stanie przezyc zycia, ze trzebaby sie zacpac chyba. Ja wlasnie staram sie zapomniec to uczucie, bo jego sie praktycznie nie da odtworzyc "na sucho" no chyba ze wygrasz w totka, albo sie dowiesz, ze diagnoza raka u Twojej mamy to byla pomylka. Choc w sumie jak czujesz, ze nie masz nic do stracenia, to czemu nie? Zawsze mozna pare chwil radosci ukrasc, jak sie czuje, ze nie ma przyszlosci
  2. Bardzo wiele osob znajduje ukojenie i pomoc w wierze. Ja uwazam, ze to jest naprawde piekne, choc sama nie umiem tak uwierzyc. Pojecie Boga milosiernego trafia mi bardzo do wyobrazni, ale juz np samej religii sie boje. Religie i ideologie sa duzym polem do naduzyc (wojny religijne, inkwizycja, holocaust, radykalny islam, rzez wolynska - wszystko to efekt spaczonej wiary/ideologii ktore doprowadzily do usprawieldiwienia ludobojstwa), ale taki prosty, intymny kontakt z bogiem w formie modlitwy, swojego rodzaju medytacji, na pewno wielu osobom moze pomoc. Umysl ludzki jest naprawde niezglebiony i ja uwazam, ze ma duzy potencjal samoleczenia, ale czesto potrzebuje do tego jakiegos katalizatora. Ciezko uwierzyc, ze samemu siebie mozna uzdrowic, ale przypisujac ta zasluge Bogu wielu sie jednak udalo :) wiara czyni cuda, jak mowia.
  3. Idac na oddzial do szpitala na leczenie po 1 dasz sobie szanse na poprawe. Moja tesciowa od 7 lat ma silna depresje endogenna z okresowa paranoja. Ja podejrzewam, z jej opowiadan, ze depresje miala od dziecka okresami, a byc moze tez co najmniej jeden epizod manii. Leczenie nic nie dawalo, rozne leki nie dzialaly. Jedyna prawdziwa, realna poprawa byla po pobycie na oddziale zamknietym. Moja tesciowa niestety swiadomie zrezygnowala z dalszego leczenia, z roznych powodow, i choroba wrocila, ale juz duzo mniej nasilona, bez paranoi, bez obsesji, bez mysli samobojczych, choc jej komfort zycia nie jest zbyt wysoki. Po 2 rodzina troche odpocznie od Ciebie, nie muszac jednoczesnie przezywac zaloby. Dasz im chwile wytchnienia w poczuciu, ze jestes w dobrych rekach, ze moga wyluzowac. Ty sama moze tez troche odpoczniesz od ciaglego napiecia i poczucia winy wobec nich. Po 3 jesli pobyt w szpitalu nie pomoze, bedzie to jakby sygnalem dla rodziny, ze wszelkie mozliwosci zostaly wykorzystane, ze wszystko, co mogli zrobic, zrobili, da im to swiadomosc, jak silna choroba byla, wiec wtedy nawet jesli ostatecznie zrobisz cos glupiego (przepraszam za okreslenie) to rodzina nie bedzie miec powodu, by sobie w brode pluc, ze mogli Cie wywiezc na oddzial i moze by Ci to pomoglo. Co masz do stracenia? Masz cala wiecznosc na lezenie w grobie, wiec mozesz jeszcze poswiecic kilka tygodni na lezenie w szpitalu. Skoro i tak wszystko Ci obojetne, to co to za roznica? Sprobuj. Na pewno dla Twojej rodziny bedzie to wazna rzecz.
  4. Czy u Was tez stan sie pogarsza zaraz przed miesiaczka? Ja od kilku miesiecy mialam maskowana depresje, ale przed okresem czulam sie o wiele gorzej, podly nastroj, nerwowowsc, placzliwosc, wybuchy zlosci itd. 2 miesiace temu przed samym okresem mialam taki kryzys, ze 3 dni przeplakalam i w koncu zrozumialam, ze to nie tylko PMS, poszlam do lekarza, dostalam lek na depresje, pomogl mi, ale zarowno miesiac temu jak i w tym miesiacu znow jest duze pogorszneie nastroju. Bylam u internisty, ginekologa, badania sa ok. w tym poziom wit D, tarczyca, cholesterol, cukier, proby watrobowe, usg brzucha, przeswietlenia (z powodu bolu zeber) wszystkie idealnie. Czy tylko ja tak silnie odczuwam zmiany hormonalne w organizmie? Poprzednie dwa dni byly bardzo kiepskie, wrocilo np zamartwianie sie zagrozeniami, wypadkami, terroryzmem, chorobami itd. Prawdopodobnie jak juz dostane okres, nastroj wroci znow powoli do normy. Czy to sie da jakos opanowac? Ginekolog proponuje mi oczywiscie hormonalna antykoncepcje, w postaci pigulek lub spirali, ale ja nie chce, bralam pigulki 6 lat, zle wplynely na moja cere, krazenie (zmienialam, dobieralam na podstawie badan hormonalnych, ale nadal lipa), po jednych mialam stan depresyjny. O Mirenie czytalam wiele negatywnych opinii wlasnie o stanach depresyjnych, przewleklym i silnym zmeczeniu jako skutku ubocznym itd. Wiec ja nie chce. Ale podobno mozna regulowac cykl jakimis ziolami, kozieradka mi sie cos po glowie kolacze, moze krwawnik, liscie malin? Moze ktos cos slyszal :) albo ma rady z wlasnego doswiadczenia? Albo jakies inne uwagi? Albo ma tak samo i chce po prostu sie wyzalic?
  5. Ja nie wiem, czy Twoja ulga jest warta zrobienia tego rodzinie. Ja przynajmniej nie moglabym sie zabic, zeby tylko nie cierpiec, w sumie cierpialabym dla dzieci i meza. Dwa miesiace temu zona znajomego sie zabila, miala depresje. Dzieci nie maja w ogole. On tego zupelnie nie rozumie, obwinia sie, nie umie sie ogarnac, mysli, co mogl zrobic. Pomysl, czy chcesz to zrobic bliskim? Czy Twoje smaopoczucie jest najwazniejsze na swiecie, czy moze sa inne priorytety? Nie mozesz postarac sie o przyjecie na oddzial i leczenie zamkniete?
  6. Najlepiej zdecydowanie NIE pytac kolezanki, czy nie za czesto sie odzywasz i jak czesto powinnas. To brzmi desperacko, dziecinnie i jakbys byla jej wiernym pieskiem. Na pewno zaszkodzisz sobie w jej oczach takim pytaniem. Skoro kolezanka nie odpisuje czy nie dobiera za kazdym razem, to pewnie znaczy, ze ona jednak wolalaby kontakt w bardziej ograniczonym zakresie. Ona ma prawo miec inne kolezanki i Ty szczerze mowiac nie masz prawa okazywac jej jakiejkolwiek pretensji, czy zazdrosci z tego powodu. Jesli tak zrobisz kiedys, to ona pewnie sie wystraszy i zerwie kontakt. Musisz jakos wyluzowac po prostu, znalezc sobie inne zajecia i innych znajomych, prawdziwa przyjazn, skoro macie podobne pasje i dobrze sie rozumiecie, moze przetrwac cale zycie nawet jesli nie bedziecie sie widywac co drugi dzien. Ale jesli przyjaciolka poczuje sie osaczona, to szybko sie ulotni. Daj jej przejac inicjatywe, niech to ona zadzwoni i sie umowi na spotkanie, daj jej szanse zatesknic za Waszym kontaktem. Jak ja przyzwyczaisz, ze jestes na kazde zawolanie, to pewnie przestanie Cie szanowac, a to tez nie sluzy przyjazni. Niech ona tez sie pozastanawia, czemu sie nie odzywasz i nabierze ochoty, zeby sie odezwac i umowic na spotkanie :) inaczej nie bedzie za bardzo tych spotkan doceniac
  7. Ja mam wrazenie, ze ostatnio jest kilka diagnoz, ktore stawia sie, jak nie wiadomo, co pacjentowi jest. Np kazda wysypka i problemy brzuszne, to obecnie alergia. Za to problemy neurologiczne, plus roznego rodzaju bole, tp oczywiscie jest nerwica. Wiadomo, jesli objawy sa typowe, dusznosci, kolatanie serca itd, to prawdopodobnie jest to nerwica. Mi sie wydaje, ze czytajac o typowych, czy nawet rzadszych objawach nerwicy, raczej Twoje objawy odstaja od schematu. Moja znajoma czula sie podobnie i w koncu, po dlugim czasie, chyba 2 latach, zostala zdaignozowana z borelioza. Ona sama sie upierala, ze nigdy nie miala kleszcza. A jednak miala, podobno czasem odpada zanim czlowiek zauwazy, a zakazenie nastepuje. Wiec skoro leczenie w kierunku nerwicy nie usunelo objawow, ktore zaczely sie w lipcu, czyli kilka miesiecy temu juz, ja jednak szukalabym i jakiegos innego powodu. Trzeba tez pamietac, ze osoby chore, fizycznie chore przewlekle, bardzo czesto rozwiajaja objawy depresji i nerwicy, wiec to, ze pojawiaja sie leki czy przygnebienie, nie musi oznaczac, ze pierwsza byla nerwica. Pierwsza mogla byc jakas choroba. Z tego, co piszesz, masz bardzo ucialziwe objawy, ja wiec bym porozmawiala z jakims fajnym lekarzem o roznych opcjach. Czy jest cos, co jeszcze moznaby zbadac? Jesli inne opcje zostana wyklucozne, to nie zostanie Ci nic innego, jak suzkanie odpowiedniej dla siebie mieszanki lekow i jakas sensowna psychoterapia. Ja tam nie wieze w te wszystkie kandydozy. Kiedys trafilam na strone i forum o tym i serio to forum przypominalo nasz dzial o hipohondrii. Tylko, ze my tutaj wiemy, ze mamy nerwice, a tam ludzie szukali odpowiedzi na kazde jedno uklocie w glowie, skurcz zoladka i bol w paluszku. Osoby tam analizowaly kazde burczenie w brzuszku, kazde uderzenie serca, a inni zaraz im odpisywali - tak tak to typowe objawy kandydozy! Mysle, ze jakby faktycznie to bylo tak powszechne to firmy farmaceutyczne juz robilyby tony lekow sprzedajac je jako remediom na kazde zlo, a lekarze leczyliby pacjentow hurtowo na kandydozy, skoro praktycznie objaw mozna tym wytlumaczyc. A jakos najglosniej o tym w pewnych "srodowiskach alternatywnych" ktorym daleko do tradycyjnej medycyny. Chyba, ze czegos nie wiem. Na wiecznie zawalone zatoki polecam zrobic wymaz na chlamydie. Zycze szybkiego powrotu do zdrowka :)
  8. straszne, mam nadzieje, ze zbiora pieniadze i ze leczenie sie okaze skuteczne. Myslalam, ze wektory wirusowe, ktore sa w stanie trafic dokladnie tam, gdzie trzeba, to jeszcze science fiction, fajnie ze takie terapie sa juz w ostatnich fazach badan. Wyslalam kilka smsow, kropla w morzu niestety. Wesolych Swiat Wam wszystkim zycze i docenmy troche to, ze my jestesmy zdrowi (pomijajac nasze nerwice) a nie kazdy ma tyle szczescia. Chyba najgorsze, co moze byc, to choroba i cieprpienie wlasnego dziecka, wiec na te Swieta zycze Wam spokoju ducha i radosci z tego, ze mamy jako takie zdrowie, dom, cieplo, jedzenie, bliskich. Wiele osob na swiecie, naprawde wiele, nie ma tego szczescia.
  9. minou

    Nie wiem co robić

    1. Zadajesz pytanie na forum, na ktorym z zalozenia nie otrzymasz odpowiedzi od lekarza. Ale jednak na moja opinie (opinie, o ktora prosiles, zadajac pytanie uzytkownikom) odpowiadasz, ze z pewnoscia sie nie znam, a Ty i tak zdajesz sie tylko i wylacznie na pomoc specjalistow - niekonsekwencja. A skoro uwazasz, ze istnieje na swiecie cud lek, ktory Cie uleczy, to dlaczego jeszcze go nie wykupiles Ty, ja i wszyscy inni leczacy sie od lat? 2. Fajnie, ze jestes w rekach spcjalistow, serio :) fajnie tez, ze im ufasz. Ale z tego, co piszesz, do tej pory Ci nie pomogli i jak widac, szukasz pomocy na forum a nie w gabinecie. Spytalam o badania, bo niestety ale lekarze nie sa szczegolnie sklonni do wypisywania skierowan, wiele osob na tym froum Ci potwierdzi, ze badalo sie prywatnie, albo sami prosili lekarza o skierowania. 3. Wiem, co jest celem psychoterapii. 4. niektore rady cioci Jadzi znajduja potwierdzenie w najnowszych badaniach. Np "wiecej slonca". Coraz wiecej badan pokazuje, ze przewlekle niedobory wit D prowadza do wielu problemow zdrowotnych, miedzy innymi depresji, niedoczynnosci tarczycy, czy rozwoju raka wlasnie. Lampy do fototerapii maja potwoerdzona klinicznie skutecznosc w leczeni depresji. Co do przemeczenia to tez prawda, jakos jeszcze kilka lat temu cos takiego jak zespol przewleklego zmeczenia bylo czysta abstrakcja, a teraz ta abstrakcja jest diagnozowana u wielu ludzi. No i koleny mit - psychoterapia nie jest od tego, by zaleczyc niewielkie depresje. Wrecz przeciwnie, to leki zaleczaja niewielkie depresje. A solidna, wieloletnia terapia czesto jest jedynym skutecznym wyjsciem, by co pol roku sie nie wracac do psychiatry po nowe recepty. Nawet w przypadku przewleklej depresji endogennej praca nad soba z konkretnym terapeuta daje dobre efekty i pozwala na dluzsze okresy bez brania lekow. Nowoczesna medycyna, rowniez w zakresie psychiatrii, odchodzi od nadmiernej medykalizacji na rzecz prawidlowej higieny zycia. Czyli wlasnie zdrowej diety, ruchy, snu, dopoczynku, prawidlowych nawykow rowniez tych myslowych itd itp. Nie biore do siebie Twojego lekko napastliwego postu - w koncu jestes chory, znam to z autopsji. Takze zycze powodzenia w leczeniu i wesolych Swiat. Zycze tez ciut wiecej otwartosci na opinie innych ludzi i troche mniej obrazliwych sugestii co do czyjejs inteligencji czy wyksztalcenia, szczegolnie jesli ktos poswieca swoj czas, by napisac Ci opinie i porade, o ktora sam prosiles.
  10. Ja mysle, ze cala masa kobiet ma podobny problem - chca znalezc faceta, ale ciezko im trafic na kogos po prostu dobrego, nie chcacego ich wykorzystac, plytkiego. Jest cala masa fajnych dziewczyn, ktore na pewno chetnie by sie z Toba umowily. Jesli ciezko Ci przelamac niesmialosc, to na poczatek sprobuj pogadac z kims przez internet. Na poczatku na forach internetowych, na ktorych ludzie szukaja przyjaciol, nie seksu. Np forach dotyczacych jakiejs konkretnej dziedziny. Porozmawiaj z ludzmi, i kobietami i mezczyznami, przez internet jest latwiej. Jak kogos polubisz, to moze umow sie na kawe w realu. Stawiaj sobie male cele. A nie, ze od razu podchodzisz do najgoretszej laski w firmie i zapraszasz ja na dzika impreze malymi krokami sie osmielaj.
  11. minou

    Nie wiem co robić

    Leki, leki, leki. Ja nie wierze, ze lek Cie naprawi tak, ze wezmiesz go dajmy na to przez 3 miesiace i do konca zycia bedzie juz dobrze. Jakos do tej pory takiego leku nie ma. Nie ma tez opcji, ze bedziesz lykal cos cale zycie i sie od tego nie uzaleznisz, albo nie uodpornisz na dzialanie. Nie napisales, na co konkretnie sie badales. Bo z postu wynika, ze probujesz koktajli szczescia, ale nikt u Ciebie nie szukal przyczyny. Miales badania? Na choroby metaboliczne, rezonans, tomografie, hormony, niedobory itd itp? Wiele chorob jako jeden z objawow ma somatyczna depresje i dopoki nie wyleczysz przyczyny, to leki nic a nic Ci nie dadza. Kontynuujesz terapie? Nie chce Cie rozczarowac, ale leki to tylko kolo ratunkowe. Nie utoniesz, ale jesli chcesz zyc normalnie, to bedziesz musial nauczyc sie plywac bez niego. To moze zajac lata i wymagac wiekszego wysilku niz polkniecie tabletki, dlatego jest rozwiazaniem raczej niepopularnym wsrod chorych. choc ja uwazam, ze jedynym skutecznym. Ale to moja osobista opinia. Cardiamid to doping? Ja to dostawalam w liceum od lekarza na troszke zbyt niskie cisnienie i sennosc. Wtedy byl zupelnie bez recepty. Nikt nie uwazal, ze to jakis silny lek. Zreszta on nie dziala za bardzo. Chyba tez nie bardzo zdajesz sobie sprawe, ze lykanie maksymalnych dawek lekow "zeby zobaczyc co sie stanie" moze bezpowrotnie uszkodzic Ci system nerowy, jesli juz to sie nie stalo. To nie sa cukierki. Nawet jesli Tobie wydaje sie, ze nic nie dzialaly, to zapewniam Cie, ze substancje, ktore polykales, wcale nie byly obojetne na Twoja gospodarke neuroprzekaznikowa i receptory.
  12. amandia to super :) Ja juz pisalam tu, ze jest udowodnione, ze umysl moze wykreowac wiele objawow, akurat te przyklady, ktore podawalam byly ekstremalne, bo jeden facet zamarzl w chlodni, ktora nie byla nawet wlaczona. Probuj na serio ciwiczyc miesnie plecow, nawet codziennie po 15 min, przy stresie, nerwicy czesto sa napiete miesnie, napiecie powoduje ucisk oraz wykrzywianie kregoslupa, rozne mrowienia, czy bole, w tym glowy i zoladka. Cwiczenia naprawde bardzo pomagaja, a na pewno nie zaszkodza.
  13. leniek644 przy raku jelita krew jest utajona, nie widzisz jej na papierze (chyba ze juz masz sito z jelita, ale wtedy chudniesz, masz biegunki i wyjesz z bolu). Jak masz ciut krewki na papierze to zwykly, poczciwy hemoroid amandia ja tez mam nieprzyjemne wrazenia dretwienia w rece, dloni itd. Ja mam zdiagnozowane zwyrodnienie kregow piersiowych oraz nieprawidlowe wygiecia kregoslupa i niestety tak to jest, ale podobno polowa spoleczenstwa na to cierpi. Naprawde polecam Ci podstawowy zestaw cwiczen na plecy. Np kladziesz sie na brzuchu i podnosisz piersi od podlogi, taki "samolocik", albo robisz "koci grzbiet, albo klekasz i starasz sie rece dac do tylu tak, zeby je sobie oprzec na pietach. Znajdz sobie jakis zestawik na wzmocnienie miesni szkieletowych i zobaczysz, miesiac i mrowienie zniknie albo nardzo sie zmniejszy. Ja cwiczylam pod okiem fizjoterapeuty i jest duzo lepiej, ale niestety, cwiczy sie juz do konca zycia. Dodam jeszcze, z ja jak podnosze cos ciezkiego (np szanownego pana synia) i odchylam sie przy tym do tylu, to potrafie stracic calkowicie czucie w nogach, taki gdzies mam nacisk na nerw. Lekarz, fizjoterapeuta, chirurg itd o tym wiedza i mowia, ze coz, z kregoslupem nawet 1 mm odchylenia gdziestam i objawy moga byc nieprzyjemne. Z drugiej strony mowia mi, ze maja pacjentow, ktorych kregoslup wyglada duzo gorzej od mojego, a oni nie maja prawie objawow, bo akurat nic im nie naciska, i to jest gorsze, bo oni czuja sie ok, wiec sie cwicza i nadwrezaja sie bardziej.
  14. Ja tez sie melduje Mi wszystko przeszlo, nic juz nie czuje w gardle, ani tej guli, ani bolu, katar jak byl tak jest, ale ja zawsze mam, wiec trudno. Jak tylko przeszla mi hipochondria zaczela sie jazda np z wypadkami (pijani kierowcy, katastrofy samolotowe itd) oraz terroryzmem (sporo podrozujemy z dziecmi po Europie, niedlugo jedziemy na ferie, potem znow do Disneylandu, wiec lotniska, skupiska ludzi i juz jest fobia). Stwierdzilam wiec, ze jest bardzo duzo rzeczy, ktorymi musialabym sie martwic: choroby wlasne lub w rodzinie, wypadki, terrorysci, wojna, szalency i seryjni mordercy, pozary, powodzie, huragany (to w razie jakis egzotycznych wakacji, bo przeciez czlowiek nie jedzie odpoczac, tylko sie martwic) i jak jedno zejdzie z tapety to pojawia sie drugie. Wiec doszlam do wniosku, ze tak wlasnie jest w zyciu - mozemy w kazdej chwili na cos umrzec, moga nam urzec dzieci, rodzice, bliscy. Tak jest i trzeba to zaakceptowac i o tym nie myslec w ogole, wydaje mi sie, ze tak funkcjonuja zdrowi psychicznie ludzie. Wiec sie nie martwie. Dopoki zyje i reszta zyje, to staram sie byc wesola i szczesliwa, w koncu nie wiadomo, jak bedzie jutro, wiec szkoda marnowac zycie na zamartwianie sie na zapas.
  15. Dobrze, ze masz juz to za soba :) Tylko pamietaj, ze nigdy nie wolno uzywac samobojstwa jako szantazu. To nigdy nie jest wina innych osob, ze probujemy sie zabic, tylko nasza wlasna. A proba samobojcza raczej nie sprawi, ze ta druga osoba bedzie miec wyrzuty sumienia, albo ze bedzie chciala wrocic. Raczej pomysli sobie "o matko, to wariat, cale szczescie, ze go zostawilam". Sam jestes odpowiedzialny za swoje zycie, niezaleznie od tego, co zrobia Ci inne osoby. To, co Twoja zona robila, obciaza jej sumienie, ale to Ty jestes odpowiedzialny za siebie i swoje wybory. Moja kolezanka, ktora zalila sie psychiatrze na swojego chlopaka, uslyszala w odpowiedzi "jakiego wybralas, takiego masz". I w tym jest wiele prawdy. Trzeba sie cenic, nie pakowac sie w toksyczne relacje, nie dac soba pomiatac.
  16. amandia u mnie kilka miesiecy trwalo, zanim przeszly objawy fizyczne. Ja dlugo nie wiedzialam, ze mam nerwice. Od dziecka czesto chorowalam i chodzilam po lekarzach, ale nie stresowalo mnie to, raczej bawilo. Na studiach dostalam anginy, nie doleczylam, wrocila, znow antybiotyk, potem kolejny, zaczely sie ciagle przeziebienia itd. Potem refluks, bole zoladka. Potem stan podgoraczkowy (przez kilka miesiecy mialam codziennie 37,3) wezly chlonne jak sliwki, chudniecie, zawroty glowy, uderzenia goraca. W pewnym momencie lekarka stwierdzila nerwice, po przebadaniu mnie wzdloz i wszerz. Wiec ja stwierdzilam, ze mam dwa wyjscia - isc i sie powiesic, bo takie zycie, to nie zycie. Albo olac to po calosci. Stwierdzilam, ze jesli cierpie na jakas tajemnicza straszna chorobe, ktorej przez rok po kilkudziesiecu badaniach nie dalo sie wykryc, to trudno, ostatnie chwile zycia spedze na pelnym luzie i tyle. Przestalam sie badac, przestalam brac leki, swiadomie przestalam o tym wszystkim myslec. Objawy utrzymywaly sie dlugo, jedne kilka tygodni inne nawet kilka miesiecy, ale przeszly. To bylo 10 lat temu i jakos jeszcze nie uamrlam leniek644 a co Ty robilas z paluchami pod rzuchwa i po co Ci to bylo? Powiekszenie wezlow chlonnych w okolicy szyi/glowy prawie nigdy nie jest niebezpieczne, a szczegolnie jak wezly sa ruchome. Nie wolno grzebac i macac bo to niezdrowe takie ciagle uciskanie, zaburza przeplyw chlonki czy jakos tak. Pewnie ta gulke pod rzuchwa masz od lat ale tego nie wiedzialas, bo raczej niecodziennie czlowiek wbija sobie palce pod szczeke.
  17. Swietnie, gratulacje :) Widzisz, pisalam Ci ze kiedys bedziesz sie zastanawial, jak w ogole mogles myslec o samobojstwie przez taka osobe. Jak sie nabierze dystansu i perspektywy, wszystko inaczej wyglada. Zazdrosze Dubaju, tez sie chyba za jakis czas wybierzemy. A co do zony, to calkiem mozliwe, ze bedzie probowac wrocic - tak to juz dziala u kobiet, ze jak one porzucaja, to juz sie na faceta nie obejrza, ale jesli to facet sie pozbiera i zaczyna pokazywac obojetnosc, to ona nagle chce odzyskac swoje "terytorium". Nie nabieraj sie na to, to tylko taki mechanizm, z Waszego zwiazku i tak juz nic nie bedzie. Powodzenia!
  18. Pholler ja tez nie lubię rozmawiać w realu o swoich urojeniach, bo albo czuje sie jak kretynka, albo martwię sie ze inni sie martwią. Ale mam jedna bliska przyjaciółkę, osobę stojąca obiema nogami na ziemi i jej lubię sie wygadać. Ona nie bedzie sie o mnie zamartwiać tak jak np mama czy maz, wysłucha mnie, na koniec zapyta "co ty w ogole pier****" i od razu mi lepiej czasem fajnie pogadać z kimś, kto nas rozumie, jak tutaj, a czasem lepiej pogadać z kimś, kto wlasnie nie rozumie - zeby przywrócił nam odpowiednia perspektywę. Przecież w głębi duszy wszyscy tu wiemy ze nasze jazdy to stek bzdur. Tylko takich realnych bzdur niestety. amandia oczywiscie, ze tak jest. Czytałam np o udokumentowanym przypadku, gdzie facet został zamknięty w chłodni przez przypadek. Zmarł oczywiscie, z wychłodzenia. Tylko ze.... chłodnia była wylaczona, było w niej jakieś 9-10 st a on był ciepło ubrany. Nie powinien był umrzec z zimna, ale umarł, bo uwierzył ze ta chłodnia działa. Czytałam tez o przypadkach, gdzie ludzie byli przekonani, ze gryzie ich jakieś zwierze, potwór, którego nikt nie widzi. Za to lekarze widzieli, ze na ciele pojawiają sie rany. Przypadek początkowo przedstawiano jako "paranormalny" ale okazał sie byc przypadkiem psychiatrycznym. Osoba ta miała tak mocne urojenia, ze umysł dostosowywał do nich ciało i na rękach otwierały sie rany. Po leczeniu na oddziale zamkniętym wszystko to sie skończyło. W druga stronę sa niewyjaśnione przypadki samouleczenia udokumentowane badaniami. Umysł moze czasem niesamowite rzeczy.
  19. Hehe rak gardla to dolegliwosc u mnie na tapecie moje migdalki wygladaja koszmarnie po wielu anginach, a od jakiegos miesiaca mam wrazenie, ze mam "cos" w gardle po prawej stronie. Wprawdzie mialam juz tak 10 lat temu i samo przeszlo i na raka do tej pory nie umarlam, ale i tak wyobraznia dziala. Do tego boli mnie ucho, ale nie po tej stronie, a po przeciwnej. Mam katar splywajacy do gardla. Ale z drugiej strony zauwazylam, ze jak nawilze sobie gardlo jakims ziolowym cukierkiem, albo czyms z propolisem, to mi przechodzi. Przechodzi tez jak zjem. Wiec zaczyna mi sie wydawac, ze to jakis refluks wlasnie podraznia mi gardlo. Albo moze leki, ktore biore maja za skutek uboczny przesuszanie sluzowki. Nie mam pojecia. Do laryngologa ide w styczniu.
  20. pralinka1 mnie po prostu troche dziwi, ze nikt Cie nie uswiadomil jaka to harowka taka praca. To zupelnie co innego niz wlasne dzieci. Ciagly halas, dzwiganie, noszenie, ciagle zarazanie sie czyms, a to katar a to sraczka, ogromna odpowiedzialnosc, nierzadko rodzice furiaci, ktorzy sie awanturuja, bo Kubus pobrudzil bluzke... Ja uwielbiam dzieci, kocham, ale w zlobku/przedszkolu/szkole nie moglabym pracowac. Nie obwiniaj sie, ze nie dalas rady, to nie jest latwy chleb, a szczegolnie jak ma sie juz na podstawie wlasnych dzieci podniesiona poprzeczne dotyczaca opieki i na kazdy placz czy prosbe chcialoby sie zareagowac. Troche szkoda, ze Twoja inicjatywa nie wypalila i sie zmarnowala, no naprawde szkoda. Masz nauke, ze podeszlas zbyt idealistycznie, nie sprawdzilas realiow, ale tez dziwne, ze np na kursie Wam nie tlumaczyli, ze to naprawde ciezka praca. Ale nie traktuj tego jako koniec swiata, ale doswiadczenie wlasnie. Sprobowalas raz i juz wiesz, ze umiesz dac rade - skonczyc kurs, zdobyc prace, to naprawde super! Musisz tylko powaznie zastanowic sie, w co celowac nastepnym razem.
  21. pralinka1 a skad pomysl, by akurat z dziecmi pracowac? Sama inicjatywa by sie doksztalcic i isc do pracy byla swietna, tak uwazam, ale zlobek? Ja zrobilam 3 semestry kolegium nauczycielskiego, w miedzyczasie zdiagnozowano u mnie nerwice i psychiatra powiedziala, ze nie da mi zwolnienia z zajec, bo jedno zwolnienie od psychiatry moze oznaczac, ze wyrzuca mnie z kolegium i ze nie bede mogla pracowac z dziecmi. Osoby niestabilne psychicznie absolutnie nie powinny z dziecmi pracowac, nikt tego nie sprawdzla na kursie, nie pytal pracodawca? krzosl nigdy o tym nie slyszalam. Ja czytalam wiele razy, ze np hipochondria nie przeradza sie w powazniejsze choroby psychiczne.
  22. Nie na kazdego to działa, ja juz nie szukam o chorobach bo juz znalazlem wszystko. Biore psychotropy a objawy jak były tak są dalej:P Nie doluj mnie ja jestem w sumie na granicy tej hipochondrii teraz. Widze, ze troche za bardzo sie w siebie wsluchuje, ze troche za bardzo sie martwie, ze kazde "cos" wylapuje. Wiem, ze jakbym zaczela konsultowac te rzeczy z dr google, to pewnie bym poplynela. Ale masz racje, ze kjak ktos ma "stare objawy" to diagnozy ma juz w malym palcu. Warto jednak nie wyszukiwac jak pojawia sie cos nowego. Ja w kazdym razie dzis spokojnie rozczulalam sie nad soba czytajac forum, kiedy to zadzwonil jeden z pracownikow - rozjechal sarenke. Auto do odholowania, polowa grafikow do pozmieniania, teraz bedzie babranie sie z ubezpieczeniem, spedzilam jakies 4 godziny na telefonie i.... nic a nic mi w tym czasie nie bylo. Gadalam prawie bez przerwy przez caly ten czas i nic mi w gardle nie przeszkadzalo no i zadnej chrypki przykro tak zdac sobie sprawe, ze stuknieta histeryczka ze mnie odczywiscie odkad skonczylam zalatwiac, to zaraz mnie cos tam drapie.
  23. Ja na Twoim miejscu poszukalabym mozliwosci bardzo dokladnej diagnozy. Z tego, co piszesz, to zdajesz sobie sprawe ze swoich bledow, ale nie potrafisz zmusic sie, by zmienic swoje zachowanie. Wiec problemem nie jest to, ze jestes leniem i bumelantem, ktoremu jest tak dobrze, ze sie slizga i nic ze soba nie robi, ale to, ze masz prblem z dostosowaniem sie do wymogow spoleczenstwa, do sztywnych norm, do tzw "doroslego" ustabilizowanego zycia. Byc moze jest jakas przyczyna tego. Byc moze masz np depresje, byc moze np osobowosc niedojrzala, byc moze cos ze sektrum autyzmu czy ADHD (co nie jest takie rzadkie, bo jak byles dzieckiem, to sie tego nie diagnozowalo). W kazdym razie kazdy czlowiek, niezaleznie od swoich problemow i ograniczen, moze sie rozwijac. Musi tylko wiedziec, jak postepowac przy swoim konkretnym problemie, wiec tutaj jakas diagnoza jest wazna. Mozesz pracowac nad soba, tylko musisz wiedziec jak. Niestety z tego, co wiem, diagnozowanie doroslcyh z nietypowymi zaburzeniami w Polsce raczej kuleje. Zwykle sie slyszy, ze takie jest zycie i masz to zaakceptowac i wziac dvpe w troki.... A przeciez glowny problem w tym, ze wiele osob nie wie, jak to sie w zasadzie robi
  24. Pholler nasza choroba polega na tym, ze nie tolerujemy stresu. Wiec nic dziwnego w tym, ze ciezko nam przejsc przez klopoty. Masz komu sie wygadac? Teksas akurat piszczeniem w uszach bym sie nie przejmowala. Wystarczy niedoleczony, przewlekly katarek i takie uszkodzenie sluchu moze byc dozywotnie. Ja praktycznie ciagle slysze cos, jakies piski, dzwonienie, taki urok przewleklego zapalaenia zatok. W ogole mam postanowienie - nie szukam zadnych info o chorobach. Nie spotykam sie wiecej z doktorem google. Nie czytam artykulow na portalach medycznych. Nie przegladam poradnikow. Jak cos mnie niepokoi, to umawiam wizyte u lekarza i po prostu wiecej o tym nie mysle, na zasadzie, ze wszystko sie okaze na wizycie, a do tego czasu nie ma co gdybac. Polecam kazdemu. Nie jest latwo, bo hipochondryk jest jak cpun z tym wyszukiwaniem sobie chorob. Poza tym nie oszukujmy sie - tak jak w wielu opisach hipochondria to choroba zastepcza, zwykle wynikajaca z tego, ze nie mamy ochoty lub mozliwosci zmierzyc sie z prawdziwymi problemami, wiec zamiast tego robimy sie poszkodowani i chorzy oczywiscie zwykle dzieje sie to nieswiadomie, ale to troche tak jak w szkole - lepiej udawac bol brzucha niz isc na klasowke, do ktorej sie nie przygotowalo. Postawienie sobie samemu szlabanu na wyszukiwanie info o chorobach, to odciecie pozywki dla hipochondrii. Z mojego doswiadczenia wynika, ze wtedy choroba moze znalezc inne ujscie. Pojawia sie leki dotyczace czegos innego, bo przeciez sama nerwica nie zniknie. Ale ja tam wole sprawdzac co wieczor okna, drzwi, kontakty, bac sie wlamania, czy czego tam nie przerabialam, niz bac sie o swoje zdrowie, to zdecydowanie jest mega wkurzajace.
  25. A nie lepiej po prostu przyjac zasade: Biore leki, wiec alkohol ograniczam do co najwyzej symbolicznej lampki wina czasem do kolacji, albo wrecz z niego rezygnuje? To jest najrozsadniejsze niezaleznie od tego, jakie leki bierzesz. Nikt Ci nie odpowie na to pytanie, bo skala tolerancji zarowno lekow jak i alko jest bardzo rozna. Wylecz sie, odstaw leki i bedziesz mogla imprezowac na razie chyba powinnas miec inne priorytety.
×