Skocz do zawartości
Nerwica.com

minou

Użytkownik
  • Postów

    948
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez minou

  1. leniek644 z moich informacji i doswiadczenia wynika, ze zoladek to bolesna sprawa. Boli bez powodu, boli z blahych powodow a z powaznych powodow, to sie za przeproszeniem sra ogniem z bolu. Ja mialam codziennie bole zoladka, wyproznialam sie tez na czarno, ciemnozielono itd, ale ja myslalam, ze mam krowotoki z zoladka i ze zaraz umre, a nie ze mam raka. Potem myslalam, ze mam uszkodzona watrobe. Po gastroskopii sie okazalo, ze slabo nasilony refluks, bez wrzodow, bez nadzerek, nic wiecej, a takie dolegliwosci. A co do mojego wujka, to on nie byl z tych, ktorzy pierwsi pod gabinetem lekarskim siedza, wiec on poszedl sie przebadac jak juz naprawde nie mogl wytrzymac z objawami. I zdiagnowoano mu raka we wczesnym stadium, na tyle wczenym, ze byl tylko usuniety chirurgicznie, nie bylo chemioterapii. Wujek mial potem zmienic tryb zycia i blabla bla, ale tego nie zrobil. Po pierwszym nawrocie mial juz chemie (w trakcie ktorej pil i palil, bo stwierdzil, ze woli umrzec, niz zyc z ograniczeniami). Po leczeniu uznano go za wyleczonego. Jakis czas potem zaczal wymiotowac swieza krwia i wszyscy mysleli, ze to rak znow, ale nie, pekl mu tylko wrzod. No ale potem przyszedl drugi nawrot i pomimo leczenia nie dalo sie juz tym razem wyleczyc. Jesli stosujesz jakas diete, to moze ona nie jest dla Ciebie odpowiednia. Jesli sie odchudzasz, to nie musisz przestawac, po prostu przejdz na inna diete. Aha, i jedz codziennie buraczki po pierwsze zawarty w nich barwnik ma silne dzialanie przeciwrakowe, ktore chroni przewod pokarmowy, a po drugie nadaje taki kolor kupie, ze juz nic sie tam nie dopatrzysz. Jak codziennie bedziesz kupsac na buraczkowo i bedziesz wiedziec, ze to od tego, co zjadlas, to moze Ci paranoja przejdzie no a jesli chcesz sie uspokoic, to zrob sobie badanie na krew i krew utajona w kale, na pewno sporo tansze i mniej nieprzyjemne niz gastroskopia. No i moze rodzinny Ci wypisze nawet skierowanie
  2. Jakby tak sie naprawde stalo - to chyba byloby to przeciazenie stresem. Ja mialam podejrzenie zaburzen stresowych i w rezultacie zespolu przewleklego zmeczenia. Lekarz mi mowil na przyklad, rozmawiajac o objawach, ze mial pacjentke, ktora jadac z pracy do domu nagle zatrzymala sie na poboczu i nie wiedziala, gdzie jedzie, jak sie nazywa, jak tam trafila. Okazalo sie, ze jechala w zupelnie innym kierunku i byla juz wiele kilometrow od domu. Po dokladnych badaniach okazalo sie, ze ma zaburzenia zwiazane ze stresem. Ale skoro u Ciebie tak sie nie dzieje, za to boisz sie, ze tak sie stanie, to hmmm, to sa natrectwa? Czy jeszcze nie? Nerwica? Chyba nalezy rozroznic, czy Tobie tak sie zdarza, czy po prostu czujesz lek, ze tak sie stanie.
  3. leniek644 nie martw sie, nie masz raka zoladka i nie potrzeba gastroskopii, by to wiedziec masz nerwice. Akurat problemy zoladkowe sa dosc typowe dla nerwicowcow - stres na pewno nie pomaga. Moj wujek umarl po 3 nawrotach raka na styku zoladka i przelyku. Zachorowal jakos w wieku 50 lat po wieeelu latach intensywnego korzystania z zycia w postaci whiskey i kokainy przy okazji zwiedzil pol swiata i poznal rozne gwiazy, bo pracowal w branzy muzycznej, wiec czasu nie zmarnowal. Ale ten rak boli, bardzo. Chudnie sie szybko, sa wymioty, czesto z krwia. A nie, ze bieguneczka raz na kilka dni. RafalXX jakby byly lekarstwa "na zone" to chyba bylyby najbardziej naduzywane Alexandra ja z przewleklym zapaleniem zatok walcze z prerwami od dziecka, juz nie kilka, nie kilkanascie, ale bedzie "dziescia" lat. Moj tato ma to samo, ale te 30 lat dluzej. Zatoki jak raz sie rozbabrza, to ciezko wyleczyc. Antybiotyki podobno kiepsko dzialaja, bo zatoki sa zamkniete w puszce kostnej i jest slabe przenikanie. Bol od zatok okropny. Ja w dziecinstwie i jako nastolatka az do czasow mlodosci mialam takie bole, ze serio wole rodzic dzieci :/ porownywalne do migreny z aura, mialam zaburzenia wzroku, przy poruszeniu glowy wymiotowalam z bolu, tak samo od swiatla, czasem przy ostrym zapaleniu zatok, a czasem ot tak, bo sie "zatkaly". Bylam diagnozowana w kierunku migreny, dostawalam ergotamine, ale przeswietlenia i szereg laryngologow potwierdzil, ze to bol od zatok. Te ataki bolu przeszly jako tako jak sie wyprowadzilam nad morze. Teraz jedyne co mi dolega, to splywajaca do gardla wydzielina, szczegolnie rano. Tez wlasnie dostalam krople ze sterydem. Nie widze jednak poprawy, a biore juz ten czas, ze powinien byc efekt. Pomagaja oklady z soli (cieple), inhalacje, a podobno plukanie zatok woda z sola i odrobina naturalnego olejku z drzewa herbacianego dziala cuda. Ja mam takie "ustrojstwo" co wyglada jak lampa Alladyna i sluzy do plukania zatok. Wlewasz wode jedna dziurka, a druga wyplywa. Plukalam woda z sol, kilka razy z olejkiem, ale ja jestem za malo systematyczna. Czytalam jednak opinie wielu osob, ktore tak w 2-3 miesiace wyleczyly chore od lat zatoki.
  4. Ja chyba od zawsze mam mniejsza lub wieksza derealizacje, ale nawet nie wiedzialam, ze tak to sie nazywa i ze to jest problem. Czasami miewam wrazenie, ze ja sama istnieje tylko w swojej glowie. Jednoczesnie jestem calkiem pewna, ze ja to ja, tylko tak jakby inni mnie nie "widzieli". Zreszta to uczucie jest dosc przyjemne, w moim subiektywnym odczuciu. Po prostu czasem czuje sie troche jak w komiksie, czasem, jak probuje wyobrazic sobie wszechswiat, nieskonczonosc, to wydaje mi sie, ze to wszystko, to nasze zycie, to jakas sciema itd. Ale mi sie wydaje, ze akurat derealizacja podczas proby myslenia o nieskonczonosci jest czyms dosc normalnym. Nawet religie sa w ten sposob zbudowane, ze Bog jest nieskonczonoscia i wiecznoscia, ktorych czlowiek nie obejmie umyslem. Takze na pewno cala masa oob, probujac zrozumiec "kwestie egzystencjalne" itd, czula sie co najmniej dosc zagubiona
  5. Z tego, co piszesz, masz dopiero 20 lat, zerwalas z chlopakiem, bo byl za dobry i ustepliwy, nie ma w tym nic dziwnego, nie jest zadna tajemnica, ze facet-ciapa nie podoba sie kobietom i ze jak ktos jest za dobry, to wrecz sie prosi, zeby mu po glowie jezdzic. Teraz zwracasz uwage na innych facetow, wyobrazasz sobie z nimi randki, czy jakas teoretyczna przyszlosc - to tez jest zupelnie normalne, jestes mloda, interesujesz sie plcia przeciwna, masz poped seksulany, co w tym dziwnego? Zastanawiasz sie, czy dobrze zrobilas, zrywajac z chlopakiem, nie mozesz sie zdecydowac, czy byl to blad czy nie - to tez jest zupelnie normalne, jestes mloda, niezdecydowana, chlopak byl "bezpieczna opcja" skoro taki dobry i ustepliwy, nie bylas sama, zawsze byl ktos obok, byl w domu itd, wiec naturalne, ze teraz Ci tego brakuje, jak masz gorsza chwile. Rano wstajesz zniechecona, masz gorszy nastroj, tez nie ma w tym nic dziwnego, masz metlik w glowie i nie wiesz, czego chcesz, a teraz jeszcze bierzesz leki, no i ciagle rozkminiasz, czy to co czujesz, jest "normalne" czy moze "chore. Nic wiec dziwnego, ze masz kiepski nastroj i gonitwe mysli. Ciagle myslisz, ze costam jest Twoja wina, wiele osob tak ma, ja na przyklad, czesto mam wrazenie, ze cos zrobilam zle, nie tak, albo ze ludzie uwazaja, ze moze nie jestem dostatecznie kompetentna. Nie wiem, czy to charakter, czy moze cos z wychowaniem, ze np nie chwalono mnie wystarczajaco ale tak mam i wiem, ze masa osob tak ma, a mlodzi, nastolatki, czy osoby zaraz po 20 tce to juz w ogole. Przede wszystkim dlaczego niby mialabys na sile dazyc do stabilizacji? Masz co najmniej 10 lat zanim bedzie czas na powazne zwiazki. Jestes wolna, teraz mozesz sobie poszalec, za duzo myslisz, za duzo sie obwiniasz. wyluzuj. Jestes mloda i nie masz obowiazku teraz zakladac rodziny i przysiegac wiernosci i uczciwosc do konca zycia...
  6. Ja uwazam tak jak autor pytania, ze zdrowy tryb zycia i zdrowe jedzenie sa niedoceniane, a tak naprawde to one sa odpowiedzialne za nasza dobra kondycje fizyczna i psychiczna. Jednak ja osobiscie jestem raczej przeciwna suplementacji. Lepiej zmienic diete, jesc zdrowo i uzupelniac niedobor przez 3-6 miesiecy, niz faszerowac sie dodatkowa chemia, zeby uzupelnic go w kilka tygodni. Wg badan witaminy i inne suple w tabletkach w nadmiarze nie lecza a sa bardzo szkodliwe, za to witaminy z pozywnienia sa zdrowe i baaardzo ciezko je przedawkowac. Jesli juz suplementy, to wybierac tylko takie naturalne. Lepiej wlaczyc ryby do diety, niz lykac omega w tabletkach, zamiast magnezu z apteki mozna chrupac pestki dyni, migdaly, orzechy, jesc banany (dojrzale banany zawieraja tez tryptofan i pomagaja na depresje). Poza tym, wg pewnych teorii (m. in. popularnego Gersona) organizm oslabiony powaznymi niedoborami nie jest w stanie wchlaniac sztucznych witamin z tabletek, takze jedyna opcja, to suplementacja odpowiednia dieta.
  7. Sprobuj do niczego sie nie zmuszac. Najgorsza jest ta presja. Otoczenie i spoleczenstwo wymaga od nas, bysmy podejmowali jakies decyzje, byli aktywni, zaangazowani. Wiec wydaje nam sie, ze mamy ciagly obowiazek sie do czegostam ustosunkowywac, wyrazac swoje opnie, cos zmieniac, naprawiac, zaczynac itd. Sprobuj to olac po prostu. Teraz jestes chora i nie wymagaj od siebie za wiele. Pamietaj, ze Twoj stan jest przejsciowy, jak takie bardzo dlugie przeziebienie. Leczysz sie, moze te leki Ci pomoga, a moze trzeba bedzie zmienic, to normalne. Wiele osob probuje kilku roznych lekow, zanim trafi na wlasciwy, dlatego dobrze jest zluzowac presje na szybki efekt. Postaraj sie myslec zadaniowo - odpoczywac, brac leki, nie zmuszac sie do aktywnosci, jesli nie masz ochoty, zmienic leki, jesli bedzie potrzeba. Podejdz do tego jak do drogi do celu. Bedzie lepiej za jakis czas, tylko musisz sie leczyc, trafic na dobry lek.
  8. laveno przeziebieni spokojnie moze trwac do 2 tygodni, mozna tez zlapac dwa wirusy przeziebienia jeden po drugim i byc chorym nawet dluzej. Mi przed okresem oraz na samym poczatku miesiaczki prawie zawsze spada odpornosc. Zdarza mi sie wtedy przeziebiac, albo no dwa, trzy dni miec stan podgoraczkowy, lekki katar, bol gardla itd. Nie wiem, czy to czeste u kobiet, czy nie, ale mam tak odkad bylam nastolatka, czasem co miesiac, czasem rzadziej. Ty nie masz grypy, tylko jakies lekkie przeziebienie, wiec nie masz powodu, by sie martwic powiklaniami, poza tym zapalenie opon mozgowych daje bardzo wyrazne objawy i raczej go nie przegapisz na SOR na pewno nie jedz, po pierwsze tam najlatwiej zarazic sie jakims swinstwem, o wieke gorszym niz katarek, jest sezon grypowy, panuje dosc grozny szczep, latwo tez o rotawirusa. Po drugie tam maja co robic, przeziebien nie lecza Do przychodni tez bym na Twoim miejscu nie szla. Z tego, co piszesz, to oprocz ataku paniki nic Ci nie jest (a z tym lepiej do psychiatry), ale moze byc jak sie wysiedzisz w poczekalni wsrod ludzi chorych na gorsze rzeczy, niz Ty masz. Aha, no i wyjdz wreszcie na jakis spacer, swieze powietrze nie zabija, a wrecz przeciwnie. Nie jest zdrowo kisic sie w domu w zarazkach. Tylko nie ubieraj sie za cieplo, bo sie spocisz i Cie przewieje. To juz nie te czasy, zepokutuje przekonanie, ze z katarkiem trzeba tydzien pod pierzyna :) na katar, przeziebienie wlasnie dobrze pochodzic troche po zimnie, wymrozic zarazki.
  9. minou

    Co mi dolega?

    Zajrzyj sobie tutaj na forum do wątku "hipochondria, jakie choroby sobie prxypisywaliscie?" Tam masz 1999 stron odpowiedzi od osob z takim samym problemem - strach przed chorobami, googlowanie objawów, wmawianie sobie ciężkich problemów zdrowotnych. Oczywiscie to sie leczy. Zwykle za pomocą odpowiednich leków oraz terapii. Pierwsze przykazanie hipochondryka to wg mnie CAŁKOWITY ZAKAZ GOOGLOWANIA OBJAWÓW. Wiadomo, ze dr Google zawsze pokazuje najczarniejszy scenariusz, ktory okazuje sie nie miec nic wspólnego z rzeczywistością. Szukając info w necie o chorobach strasznie sie nakręcasz. Niestety strach przed chorobami to w wielu przypadkach tylko forma, która nerwica przybiera. Jakbyś poszedł do szpitala, zrobił wszystkie możliwe badania, wykluczył wszystkie możliwe choroby, to wcale by Ci nie przeszło. Jakbyś nie bal sie chorób, to pewnie zacząłbyś panicznie bać sie wypadkow, i np unikałbym wychodzenia z domu. Dlatego przyczynę musisz leczyć. Nawet jakbyś teraz przebadał sie na HIV (którego z pewnością nie masz) zaraz zaczniesz sie bać czegos innego. Poczytaj na forum jak hipochondria niszczy zycie (ja mam rok wycięty z kalendarza, na szczęście tylko rok) moze Cie to zmotywuje, zeby sie leczyć i nie googlowac, nie doszukiwać sie, nie nakręcać.
  10. Obiektywnie rzecz biorac - masz cala mase opcji. Jesli nie masz studiow, to UP moze oplacic Ci jakas szkole, mozesz studiowac zaocznie i poszukac jakiekolwiek pracy w wiekszym miescie, wynajac pokoj itd. Mozesz znalezc jakas organizacje i wyjechac na wolontariat, gdzie chcesz, nawet do Argentyny. Tam zapewniaja Ci mieszkanie, wyzywienie i chyba nawet jakies kieszonkowe.moja ciocia byla w Togo, a kuzynka w Boliwii, jak nie wiedzialy, co ze soba zrobic. Ale wyglada na to, ze probleme jest Twoja psychika, a nie brak mozliwosci. Musisz albo wziac sie samaw garsc, jesli umiesz i jesli dasz rade, albo podjac wreszcie solidne leczenie. Na Twoim miejscu tak czy inaczej zalatwilabym sobie jakis wolontariat nawet na miejscu - fajnie wyglada w CV, poznajesz ludzi, pomagasz, czujesz sie potrzebna, masz zajecie itd. Nie ma chyba nic gorszego od uzalania sie nad soba. Na pewno jest Ci ciezko, na pewno jest trudno, ale cos z tym trzeba zrobic. Jak sama nie umiesz, to znajdz dobrego psychiatre, terapeute. Jak nie wezmiesz troche zycia w swoje rece, to jak ma Ci sie udac?
  11. Ja mialam problem z tradzikiem i dostalam od lekarki antybiotyk ten sam co Ty (tetracyklina) ale brany w zupelnie innej formie, niz normalnie. Bralam przez 2 miesiace 1 tabletke dziennie, a potem 1 tabletke raz na 2 dni przez kolejne kilka miesiecy. Po miesiacu zaczelo pårzechodzic, a po 2 miesiacach mialam calkiem gladka buzie. Lekarka mi powiedziala, ze tetracykline sie zpaisuje 3 razy dziennie po 2 tabletki przez krotki czas, a to w ogole nie dziala, trzeba brac po 1 tabletce co dzien lub dwa przez kilka miesiecy. Mi bardzo pomoglo. Tez czulams ie bardzo zle psychicznie przez tradzik
  12. hmmm fajne tez sa rozne reportaze podroznicze, na National Geographic, czy chocby nasze produkcje, tez sa bardzo fajne. Astowidad mi tez sie bardzo pogarsza przed podroza, boje sie, niepokoje, denerwuje, ale nie zrezygnuje z kilku powodow: 1. Lubie podrozowac powod 2 i 3 maja po kilka lat a ich rozczarowanie odwolana podroza przesladowaloby mnie latami a powod nr 4 to maz, ktory skutecznie trzyma mnie w pionie i nie ma zbyt wiele zrozumienia dla "zaburzen psychicznych". Z jednej strony czasem to frustruje, ze ktos nie do konca Cie rozumie, z drugiej strony ciagle stawia poprzeczke wyzej, nie dajac sie rozmemlac i utopic w komforcie uzalania i zrozumienia.
  13. Potwierdzam to, co pisze Natla_Miness Towarzystwo ludzi czesto i chetnie podrozujacych bardzo ulatwia sprawe, motywuje, oraz czesto wywoluje odrobine takiej rywalizacji, kto pojedzie dlaje, na dluzej, na ciekawszy wypad itd. To tez dziala bardzo motywujaco. Na mnie motywujaco dziala tez czytanie ksiazek podrozniczych. Np lubie czytac jak pan Cejrowski zapakowal na plecy swoja lodowke, sprzedal i kupil sobie bilet w daleka podroz. Ot tak. Potem jak spal w hamaku a pod nim grasowaly stada mrowek i pajakow. Uwielbiam o tym czytac, bo wtedy moje podroze do turystycznych miejsc ze sprawna lazienka i biezaca woda wydaja sie takie bezpieczne i malo grozne
  14. nerwa pewnie, sprobuj, na pewno na zime taka dieta jest super. ja za to zaczynam widziec pozytywne efekty mojej zmiany diety. Od 10 juz dni jem bardzo duzo warzyw, bardzo malo miesa, pije soki, chleb tylko ciemny, ograniczylam slodycze (choc z tym ciezko, uzaleznienie od cukru jest straszne. Robie sobie i dzieciom zamiast czekolady i chipsow np migdaly w miodzie, albo prazony slonecznik i pestki dyni z odrobina soli, do chrupania. Dzieci sa zadowolone, nawet bardziej im smakuje, niz sklepowe swinstwa). I mam wiecej energii, lepsza cere, nie mam takich napadow zmeczenia i sennosci w ciagu dnia (no ok, czasem, ale to dlatego ze jestem mega leniem i uwielbiam drzemki). Bylam tez dzis u laryngologa i pewnie nikogo nie zdziwi wiadomosc, ze NIE umieram na raka gardla Lekarz obejrzal mi gardlo tak dokladnie, jak nigdy. Az myslalam, ze na niego zwymiotuje, obrazowo mowiac. Stwierdzil, ze moje gardlo wyglada bardzo ladnie (pomimo asymetrycznych, guzowatych i zniszczonych miigdalow, wiec nefretis nie martw sie na zapas), tylko jest podraznione troche i wysuszone. Oczywiscie natychmiast sie przyznalam do leczenia psychiatrycznego, oraz do wygooglowania guli w gardle i otrzymania od dr Google diagnozy nowotworu. Pan doktor stwierdzil, ze te wszystkie "para-medyczne" strony to jakas kpina, wypisuja bzdury i nie biora za to zadnej odpowiedzialnosci, oraz poinformowal mnie, ze wiekszosc jego pacjentow ginie w wypadkach drogowych, a nie na choroby laryngologiczne, wiec spodziewa sie, ze dozyje do nastepnego roku do kontroli :) takze bardzo mila wizyta. Ja za to, z braku dolegliwosci fizycznych (dzieki diecie czuje sie super) spodziewam sie nasilenia innych lekow i paranoi. Szczegolnie niepokoi mnie kwietniowy wyjazd do Paryza, oraz czekajace tam bandy terrosystow, tudziez spadajace samoloty i wypadki drogowe. Wiec jestem idealnym przykladem tego, ze likwidacja jednego zmartwienia nie powoduje cudownego ozdrowienia z nerwicy lekowej, niestety.
  15. Wydaje mi sie, ze po 1 trafiles na bardzo zla lekarke. Fluoksetyza zdaje sie potrzebuje od 3 tyg do 3 mies, zeby zaczac dzialac, inne leki bardzo podobnie. Pierwszy raz slysze o lekarce, ktora odstawia lek jeden po drugim po tygodniu brania. Chyba, ze miales jakies zagrazajace zyciu lub zdrowiu skutki uboczne? Po tygodniu na pewno nie dalo sie stwierdzic, czy te leki dzialaly u Ciebie, czy nie, wiec dziwne jest, ze lekarka Ci je tak sobie odstawiala. Branie roznych lekow w krotkim czasie na pewno powoduje dosc spory "balagan" wiec nie ma nic dziwnego w tym, ze teraz nie czujesz sie najlepiej. Powinienes poczekac tak do 3 miesiecy na efekty. Robiles jakies podstawowe badania, np chociazby enzymy watrobowe, skoro brales taki koktajl lekow a teraz Ci niedobrze caly czas? Nic nie pisales o terapii? Wydaje mi sie, ze samo zalozenie, ze jak czules sie dobrze na podstwaowym zestawie, ale czules lekki lek i postanowiles zlikwidowac go innym lekiem, jest bledne. Czlowiek, zdrowy czlowiek, czuje czasem strach, smutek, niepokoj, bo to sa naturalne uczucia. Ja mam wrazenie, ze osoby, ktore latami funkcjonuja na lekach, nabieraja blednego wrazenia, ze nigdy nie musza sie bac, ani niepokoic, ani byc smutnymi. Jesli czujesz sie dobrze na danym zestawie lekow, to powinienies isc na rzetelna terapie i pracowac nad mozliwoscia calkowitego odstawnienia lekow, a nie szukac innego leku, ktory calkiem wyeliminuje nieprzyjemne uczucia z Twojego zycia, bo to niemozliwe. Nawet bedac chorym trzeba starac sie byc jak najbardziej smaodzielnym i niezaleznym od lekow. Tak jak cukrzyk moze dzieki zdrowemu trybowi zycia i diecie brac mniejsze dawki insuliny, tak i osoby cierpiace na przewlekla nerwice czy depresje, moga pracowac nad soba, by zmiejszyc ilosc lekow, troszke ochronic swoja watrobe przy okazji, oraz byc bardziej samodzielnymi, a nie ciagle uzaleznionymi od duzych dawek lekow.
  16. Probowales omowic sprawe ze swoim psychiatra? Wydaje mi sie, ze moglbys wspolnie z nim ulozyc plan, np lekarz moze zapisac Ci jakas lekka benzodiazepine na sam lot samolotem, a potem na miejscu jakbys czul napady paniki, to moglbys np za zgoda lekarza zwiekszyc czasowo dawke, albo wlaczyc inny lek. Ze wzgledu na mozliwe skutki uboczne byc moze lepiej by bylo wlaczyc nowy lek tak na miesiac przed wyjazdem? Nie wiem, ale na pewno sa jakies opcje. I nie wiem, jak u Ciebie, ale im normalniejsze cos sie staje, tym mniej jest straszne. Np jak podrozowanie bedzie stalym punktem Twojego terminarza np 4 razy do roku, to bedzie raczej mniej Cie przerazac. Ja sie boje latac samolotem, jakis czas bralam oxazepam przed lotem, ale teraz nie biore nic. Im czesciej latam, tym mniej sie boje, choc niepokoj i dyskomfort pozostaje. Teraz, ze wzgledu na naglosniony bardzo problem terroryzmu, boje sie tez troche przebywac w miejscach bardzo turystycznych, tez uwazam, ze przez to napiecie i strach moje wakacje sa mniej satysfakcjonujace. Tez zdarza mi sie czekac juz na powrot, zeby nie musiec sie bac czy martwic. Ale juz dawno postanowilam, ze choroba nie bedzie decydowac o moim zyciu, wiec pomimo tych problemow jezdze kilka razy do roku. Jeden wyjazd jest lepszy, inny gorszy, ze wzgledu na moja psychike, ale po kazdym pomimo to pozostaja super wspomnienia i taka satysfakcja, ze zyje normalnie, ze dalam rade no i radosc, ze zobaczylam troche z cudownych miejsc. warto tez, jesli masz mozliwosc, wybrac sie z beztroskimi i rozrywkowymi znajomymi, takimi, przy ktorych nie bedziesz mial czasu sie zatanawiac nad czymkolwiek
  17. Jest tylko jedno wyjscie z Twojej sytuacji: odejsc o dchlopaka i nie wracac do rodziny. Musisz stanac na wlasnych nogach. jesli chcesz kiedykolwiek w zyciu sobie radzic normalnie, to nie masz innej opcji. Ja na Twoim miejscu zostawilabym chlopaka, ale zostala w Niemczech, kontynuowala prace, zeby miec z czego zyc, i zaczelabym terapie, moze byc nawet przez Skype, jesli nie znasz nemieckiego na tyle, by isc tam na miejscu do psychologa. Wmawianie latami, ze nie mozesz podejmowac decyzji, albo ze robisz cos zle, na pewno nie da sie naprawic w dwa miesiace. Bedziesz musiala nad soba pracowac, ale im szybciej zaczniesz, tym lepiej. Pamietaj, samej nie bedzie Ci gorzej, bedzie Ci lepiej niz w toksycznym zwiazku, czy z toksycznymi rodziacami. Mam kolezanke, ktora rozstala sie z chlopakiem, patologicznym klamca, zlodziejem, toksycznym facetem, na poczatku strasznie trudno jej bylo ze wszystkim, nawet rachunkow nie umiala placic, bo on jej wmawial, ze jest za glupia. Stanela na nogach, byla sama kilka miesiecy, zmienila sie na lepsze, stala sie samodzielna, silniejsza, a potem poznala cudownego chlopaka i w maju bierze slub. I teraz sie zastanawia, jak ona w ogole mogla z tamtym tkwic tylko dlatego, ze jej sie wydawalo, ze sobie sama nie poradzi? Poradzila sobie nawet o wiele lepiej. Ty tez powinnas sprobowac :)
  18. nefretis wlasnie dlatego - nie googluj :) Ja te migdalki mam nierowne juz jakies 12 lat, wiec ciezko wierzyc, ze tyle lat mam utajona bialaczke. Poza tym mysle, ze bialaczka ma tyle innych, wyrazniejszych objawow, ze malo kto diagnozuje to sobie na podstawie migdalkow. Przede wszystkim - ludzie zdrowi, ktorych nic nie boli, zapewne rzadko zagladaja sobie do gardla i chyba nawet nie wiedza, jak ich migdalki wygladaja. Co do diety, to mi tez podoba sie ta koncepcja kuchni chinskiej, gotowanie wszystkiego, niewychladzanie itd. Ale ja tym razem poszlam w odwrotna strone i pije cala mase sokow ze swiezych owocow i warzyw. Sama nie wiem, co jest lepsze, ale chyba gotowanie zabija wiele witamin, choc jest latwiej strawne, wiec to chyba zalezy, co sie chce osiagnac.
  19. aha, nefretis, jeszcze co do migdalkow, to dodam, ze po tej anginie, ktorej w ogole nie moglam doleczyc i po tym jak moje gardlo, a w szczegolnosci migdalki, zaczely wygladac, nierowne, z dziurami w srodku, guzkowate, prosilam kilkukrotnie o wyciecie ich i 2 roznych laryngologow oraz internista stwierdzili, ze nie widza korzysci z takiego rozwiazania i absolutnie odradzaja.
  20. Tukaszwili, nerwa to bardzo dobre wiesci :) fajnie czytac, ze komus sie poprawia. Nefretis ja juz chyba od 12 lat po ostrej anginie jeden migdalek mam jak pusty worek, plaski i taki obwisly, a drugi duzy, przerosniety i wcale nie okragly, ale jakby podlozny z dwoma garbami jak wielblad i ogladala te moje migdalki w miedzyczasie masa lekarzy i mialam mase razy badana krew i nie mam chloniaka, ani bialaczki. Migdalki po roznych infekcjach moga nie wygladac tak idealnie jak na obrazku. U mnie postanowienie noworoczne ma sie dobrze, dwa posilki dziennie a konkretnie sniadanie i kolacje zastapilam sokiem owocowo-warzywnym, bardzo ograniczylam mieso, slodycze i sol. Efekt jest taki, ze juz po kilku dniach mam 3 kg na minusie, mam duzo mniejszy apetyt na smieciowe zarcie, teraz nawet jak jestem glodna to mam w zasadzie tylko ochote na owoce lub warzywa. Z minusow: jestem bardzo senna i mam bole w zasadzie w calym ciele, tak jakby miesni. Wydaje mi sie, ze organizm oczyszcza sie z toksyn. Dziwne uczucie w gardle wrocilo, ale teraz nie mam wrazenia, ze mam tam gule, ale raczej, ze mam bardzo suche gardlo i jakby "sklejone" po jednej stronie a czasem tez po drugiej. We wtorek larynglog to obejrzy. Ja za to nie martwie sie tym za bardzo, bo raz jest, raz nie ma, raz po jednej stronie, raz po drugiej, wiec moze byc tez tak, ze np mam wysuszone gardlo przez leki przeciwdepresyjne.
  21. xanonymous nie zgodze sie do konca. Hipochondria wlasnie polega na tym, ze pacjent sie doszukuje chorob, a jednoczesnie ma ich objawy (lub jest pewnien, ze je ma i ma realne fizyczne odczucia dotyczace tych objawow). Ja bylam badana na wiele rzeczy (w tym HIV, mycoplasma, toksoplazmoza, oraz chlamydia - forum o chlamydii znam, bo bylam pewna, ze ja mam, ale badanie to wykluczylo! Mialam tez rozne wymazy z gardla i nosa, gastroskopie, usg itd itp). Czytalam wiele rzeczy na forach, gdzie ludzie mieli przewlekle stany podgoraczkowe, okazalo sie, ze np cierpia na wodonercze, czy wlasnie chlamydie. A u mnie prawidlowa diagnoza okazala sie nerwica. I dopiero leki uspokajajace pomogly mi na podwyzszona temp :'> Sytuacje sa po prostu bardzo rozne, w jednym przypadku czlowiek naprawde jest na cos chory, a lekarz mu wmawia, ze ma jakas nerwice, a w innym czlowiek jest zdrowy a objawy ma ze stresu. Na pewno lekarzom ciezko jets to stwierdzic, ale jesli najbardziej prawdopodobne choroby zostaly wykluczone, to jednak mozna przypuszczac, ze to nerwica. Sama czytalam na innym forum, w zwiazku z bolami w zebrach, ktore mialam, ze jeden facet mial wmawiana nerwice, depresje a poszedl w koncu prywatnie na rezonans i okazalo sie, ze ma nowotwor trzustki. Za to ty na forum w dziale "hipochondria" mozesz sobie przeczytac, jakie ludzie maja objawy, np idealnie wg nich pasujace do guza mozgu, a rezonans wyklucza to....
  22. Z tą częścią się nie mogę zgodzić. Na podstawie doświadczeń swoich i moich kolegów uważam, że jest ona wysoce niesprawiedliwa i krzywdząca. Owszem, niektóre kobiety pod niektórymi względami kochają bardziej od mężczyzn (na przykład swoje dzieci) - to tak. Ale jeśli chodzi o poziom zaangażowania emocjonalnego w związku, to z tym bym już polemizował. Moje odczucia są takie, że na ogół (bo są wyjątki - w sztuce patrz: serial "Brzydula") facet angażuje się względem konkretnej dziewczyny, podczas gdy dziewczyna zastanawia się (racjonalnie!) czy dany facet będzie spełniać jej oczekiwania (tudzież fantazje o księciu z bajki), jednocześnie rozglądając się, czy może jakiś lepszy się nie trafi. Nie ma co generalizowac. Jest tez cala masa kobiet, ktore zakochuja sie bez pamieci w pijakach, czy facetach "z problemami" i cale zycie ich bronia i im pomagaja, sa tez faceci, ktorzy niby angazuja sie w zwiazek, ale jak tylko jakas ladniejsza od ich panny da znac, ze moze bylaby zainteresowana, to zaraz biegna i juz sobie mysla, czy koledzy beda zazdrosni nie powiedzialabym tez, ze kobiety zwykle bardziej kochaja swoje dzieci. Szczegolnie w spoleczenstwach, gdzie rodzicami zostaje sie bardzo swiadomie i zwykle grubo po 30 tce bardzo wielu ojcow swiruje na punkcie potomstwa tak, ze ich wlasne zony maja tego dosc mam cala mase przykladow dookola. Mysle, ze ludzie sa po prostu rozni.
  23. Kiedyś byłem bardzo szczęśliwym człowiekiem i optymistą, sangwinikiem (choć mogłem mieć już skłonności do melancholii). Poznałem wspaniałą koleżankę, było między nami bardzo miło. Zauroczyłem się w niej, idealizowałem ją. Ona była melancholijna. Ponieważ ją idealizowałem, miałem właśnie takie poczucie, o jakim piszesz, że ona jest bliżej prawdy. Była romantyczką, poetką. Wszedłem w te klimaty. Wydawało mi się, że ona postrzega rzeczywistość głębiej, prawdziwiej a w związku z tym jest bardziej wartościowa, lepsza. Też chciałem być bardziej wartościowy, lepszy, więc sam wszedłem w te klimaty. Zagłębiłem się w tego typu patrzenie na świat. W końcu dla chcącego nic trudnego. A że jestem wrażliwym człowiekiem, to dla mnie było to szczególnie proste. Potrafię zmienić sposób, w jaki na przykład słucham muzyki i się zagłębić w to, zjednoczyć się z podmiotem lirycznym, mieć głębokie poczucie, że to jest o mnie. Myślę, że to mógł być jeden z powodów, dla których zaczęła się we mnie rozwijać depresja (do której skłonności mogłem mieć już wcześniej). Faktem jest, że (przynajmniej w moim mniemaniu) depresyjne smutasy mają poważanie (a więc są postrzegani jako osoby bardziej wartościowe), podczas gdy radosne lekkoduchy są postrzegane jako osoby infantylne, które (jeszcze?) nic nie wiedzą o życiu, a więc są gorsze. Ten, kto ma depresję - ten to dopiero musi być mądry, lepszy, fajniejszy, bardziej wartościowy. Bądźmy poważni, to i inni będą nas traktować poważnie. Wygłupiajmy się radośnie, to będą na nas z góry patrzeć. Coś za coś. Myślę, że to jest ukryta korzyść z depresji - właśnie poczucie, że jesteśmy "bliżej prawdy". Tylko pojawia się pytanie: czy chcemy być szczęśliwi, czy też mieć rację? Czy wolimy być rozluźnieni, czy też może chcemy czuć się fajni i wartościowi, dzięki wyborowi ciemnej strony mocy, tudzież czarnego kostiumu Spider-mana? Dzisiaj to zrozumiałem i wybieram rozluźnienie. Amen. Gratuluje, to chyba oznacza, ze wydoroslales :) Ja mysle, ze taka klasyfikacja: - wesoly, beztroski = dziecinny, nic nie wie o zyciu, plytki - melancholijny, smutny = doswiadczony, majacy glebsze przemyslenia, powazniejszy jest popularna u bardzo mlodych ludzi. Im czlowiek jest starszy, im wiecej przejdzie, tym bardziej rozumie, ze dziececy entuzjazm, lekka naiwnosc, radosc zycia i umiejetnosc cieszenia sie drobiazgami sa bezcenne. Mi sie wydaje, ze to wlasnie ludzie bardzo madrzy i doswiadczeni, tacy, ktorzy wyrobili w sobie duza sile psychiczna, potrafia zachowac optymizm i entuzjazm, bo rozumieja, ze czas nam dany na swiecie jest krotki, a to, jak go spozytkujemy, zalezy w duzej mierze od naszego nastawienia. Nie mamy wplywu na wiele zdarzen, ale mamy wplyw na to, jak je przezywamy. Madrosc, to nauczenie sie odrozniania rzeczy waznych od tych niewaznych i niemartwienie sie tymi drugimi, oraz niemarwtienie sie na zapas tymi pierwszymi. Jak juz sie to zrozumie, to trzeba jeszcze nauczyc sie wcielic to w zycie i to jest najtrudniejsze, bo w teorii wiele osob niby o tym wie, ale nie umie wg tego zyc.
  24. Ciagle mnie dziwi, jak mozna miec swoja hipokryzje rozpisana czarno na bialym i nie dosc, ze tego nie widziec, to jeszcze uparcie uzalac sie nad soba i zwalac wine na innych :0 W poscie krytykujesz kobiety, ze oceniaja po sile charakteru i zawartosci portfela, nie patrzac na to "kim jestes naprawde, jakie jest Twoje wnetrze" a jednoczesnie oczekujesz na wspolczucie i zrozumienie, bo jestes taki biedny, bo mozesz liczyc tylko na dupcie watpliwej urody! Jakim cudem chcesz znalezc i zdobyc wartosciowa kobiete, skoro tworzysz stereotypy o rzekomej prostytucji, twierdzisz autirytarnie, ze kobiety sa niezdolne do milosci i oceniasz brzydkie panie jako gorsze, a zwiazek z kims niewygladajacym jak modelka uwazasz za upokarzajacy?? Chcesz, by kobiety ocenialy Twoje wnetrze, ale sam czulbys sie upokorzony, jakby Twoja kobieta miala urode ponizej przecietnej? a moze one wlasnie oceniaja Twoje wnetrze i nie podoba im sie to, co widza?
  25. Wspolczuje Ci, wiem jakie to uciazliwe. Co do lekow, to roznie bywa, kazdy reaguje inaczej. Z doswiadczenia Ci powiem, ze w sytuacji, w ktorej masz silne leki, ciagly niepokoj, to takie chwilowe otepienie jest nawet spora ulga jak wyjdziesz z tego troche, leki bedziesz mogla odstawic i pracowac na terapii. Zreszta, kazdy inaczej reaguje. Ja np kiedys bralam anafranil i mialam bardzo silne i nieprzyjemne skutki uboczne. Teraz biore valdoxan i nic, czuje sie normalnie, pomaga ale nie otepia. Tylko, ze to bardziej na depresje niz na leki. Nie martw sie tym na zapas, czasem leki sa konieczne
×