Już mam dość cierpieć.
Było znowu dobrze, chyba wystraszył się, że odejdę...ale co z tego jak znowu to samo.
A wiecie o co poszła kłótnia...o kolor moich paznokci...
Stwierdził, że łeee czerwone sobie zrobiłaś... ja mówię, że bordo...mówi, że brzydkie...a ja do niego, prfzeciueż zawsze mówiłeś, że bordo ci się tylko na paznokciach podoba...a m ogłaś różowe...ja mówię, przecież ci się nie podobały...no i kłotnia...
że nic dla niego nie mam robić i milczenie do dziś...
dziś, że mam się wynieść, bo nic nie robię
No i tu mnie rozłożył..sprzątam, również po nim, bo to typ, co wszystko zostawia, rozrzuyca i uważa, że nic nie robię...
że w ogóle wszędzie brud...
nie gotuje...cholera...a jak prosiłam o kasę na jedzenie tgo wielka obraza...więc ja za 1300zł mam wszystko utrzymać?
że się nie pieprzę...ostatnio stwierdził, że dwa razy w roku, bo mam karę..
a ja odkrfyłam, że tylko stare oglada..więc chyba stare ciało, ręce, go jara
ale oczywiście wszystkiemu ja winna..