-
Postów
2 356 -
Dołączył
Treść opublikowana przez nvm
-
Ja mam natrętne/obsesyjne myśli, które mówią, że prawdopodobnie oszukuję sam siebie i że muszę się dokopać do fundamentu wszystkiego, naprawić go i dopiero cokolwiek budować - bo inaczej będę budować na piasku owoce zatrutego drzewa ;-/ Mam jednak poczucie, że to są energie złych duchów, które tak do mnie mówią - bo to są takie demoniczne, podstępne, złośliwe i agresywne energie - tak je odczuwam. Ale one twierdzą, że tak je mogę odczuwać właśnie dlatego, że sam siebie oszukuję... ;-/ Generalnie nic nie wiem...nawet nie wiem, czy nic nie wiem ;D Poza tym zauważyłem, że mam głęboką skłonność do kurczowego trzymania się swoich myśli, niczym narkoman ostatniej dawki narkotyku... ;D
-
Chciałbym przeprosić za swoją wcześniejszą wypowiedź :) Na pytanie: "Czy to oznacza ,ze jesteśmy ludźmi złej woli , złymi ?" Odpowiedziałem: "Moim zdaniem tak..." Ta odpowiedź była z mojej strony pofolgowaniem agresywnej energii, która mnie podkusiła (zapewne zły duch). Prawidłowa odpowiedź, jaką rzeczywiście chciałbym udzielić to: nie wiem, wstrzymuję się od głosu, nie mnie to osądzać :) Nie popieram zabijania zwierząt, ale jednocześnie nie popieram osądzania ludzi jako "złych" czy "złej woli" :) Żałuję, że dałem się podkusić i wplątać w ten dualizm :) Niczym młotka użyłem dalszej części wypowiedzi oraz następnego posta, aby się odegrać/zemścić i podstępnie/sprytnie uderzyć w pewne siły ich własną bronią...to był błąd :)
-
Który sposób przypominania sobie jest waszym zdaniem lepszy: "Zmuszenie się" do zanurkowania glęboko w swoich myślach i odszukania tego, co się zapomniało Spokojne poczekanie, aż to, co zostało zapomniane/wypare, samo wypłynie?
-
Czy macie jakieś meta-wątpliwości, które sabotują wasz proces zdrowienia? Typu: W sumie tak naprawdę to nie wiem czy ten 'przymus' ma rację czy nie - a może jednak powinienem mu ulec? Może nie-uleganie jest subtelną formą odcinania się od samego siebie? Może kiedyś coś wyparłem ze świadomości i te natrętne myśli po prostu są wołaniem, które chce abym zmusił się do zagłębienia się w sobie i głębokiego zanurkowania w swoich myślach, dokopania się do tego co kiedyś wyparłem i zintegrowania tego, bym już odtąd był wolny i żył w prawdzie? Macie takie coś?
-
Jasne, jak chce pomóc, to nie mam nic przeciwko
-
Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...
nvm odpowiedział(a) na madeline20 temat w Nerwica natręctw
Ja mam natręctwa polegające na tym, że jeśli czegoś nie zrobię, to mój brak działania może kogoś emocjonalnie zranić -
Jest to zrozumiałe podejście, ale niestety muszę je zdementować - to na dłuższa metę tak nie działa, a wręcz przynosi efekt przeciwny do zamierzonego Rozwiązanie polega na tym, żeby zostawić swoje myśli w spokoju i się nimi nie przejmować Więcej: https://pl.wikipedia.org/wiki/Terapia_akceptacji_i_zaangażowania
-
Ja odczuwam 'przymus', żeby zagłębić się w siebie, zanurkować głęboko w swoich myślach i wszystko sobie w głowie pukładać...
-
Mam tak samo...zwłaszcza przemijanie bliskich i zdrowia...
-
Tak. Nie licząc podświadomego kompulsywnego lgnięcia, które również u mnie występuje. To kopmulsywne lgnięcie być może rzeczywiście jest jakoś moją drugą naturą (bo że pierwszą to się nie zgodzę). Ale mówię o świadomych kompulsjach, do których się zmuszam :)
-
A czy wolno mi powiedzieć, że ja uważam inaczej? Obawiam się, że terapeuta nie zawsze musi mieć wystarczająco dobre zamiary i nie zawsze musi być wystarczająco kompetentny...
-
A nie mówi Ci, jak sobie poradzić z tą niewiedzą?
-
A szkoda, bo właśnie coś takiego mi się marzy Póki co, substytutem jest dla mnie między innymi to forum - rozmowy z wami powiększają moją samo-świadomość i skłaniają mnie do refleksji. Choć czasem muszę uważać, by nie dać się porwać emocjom, zwłaszcza jeśli widzę, że pewne osoby mnie najwyraźniej po prostu nie lubią Od razu źle się poczułem, czytając to...tak ciężko mi się w środku zrobiło, ścisnęło mnie...właśnie tego się obawiam, że to jest trochę jak takie wejście w związek i to w ciemno... Nawet jeśli są to decyzje błędne? Gwoli ścisłości, to jestem już zapisany w jednym miejscu (byłem w ciężkim kryzysie, a tonący brzytwy się chwyta - włączyłem tryb quasi-maniakalny i dokonałem kilku odważnych posunięć); zakwalifikowalem się na terapię i oczekuję na nią :) Co parę miesięcy przychodzę o sobie przypomnieć i zapytać, ale generalnie odpowiedź mam stałą, że czeka się tyle a tyle...czyli jeszcze ok. rok :) Myślałem natomiast, żeby w międzyczasie zapisać się do innej placówki :) Czyli terapia to jest coś takiego ciężkiego, smutnego i poważnego...?
-
Nie, o to samo zapytałem psychiatry Psychoanalityczna jest na kozetce, trochę się różnią :)A myslałaś o Ericksonowskiej? Z tego co zrozumiałem, jest to pewien kompromis między psychodynamiczną a poznawczo-behawioralną. Jest też ciekawa terapia Gestalt.
-
Wiesz, w sumie całkiem miło ją wspominam. Już na drugim spotkaniu wylałem praktycznie swoje najgorsze brudy. W sumie fajnie się czułem. Jednocześnie otworzyła we mnie wiele bolesnych emocji, ale przeżyłem je, nauczyłem się im stawiać czoła i dojrzałem. Powiększyło to mój samo-wgląd i moją elastyczność. Jednakże...odniosłem wrażenie, że się od tej terapii uzależniam (dodam że była prywatna, a ja nie miałem żadnych stałych przychodów...)...obawiałem się, że coraz bardziej będę się uzależniał i to jest zorganizowane w taki sposób, bym chodził (i bulił) przez kilka lat. Jednocześnie postawa psychoterapeutki była dla mnie sugestią, sprawiającą u mnie stopniowy wzrost przekonania, że takie podejście wielo-letniego drążenia jest czymś koniecznym. Że Freud wie najlepiej i musimy się trzymać opracowanego systemu. Im bardziej wchodziłem w praktykowanie psycho-dynamicznej, tym bardziej stawałem się jej wyznawcą. Trochę jak z sektą/religią. Widziałem jednocześnie alternatywne podejście - i było to to samo podejście, które mnie skłoniło do wypróbowania terapii. Było to podejście oparte na kierowaniu się swoją radością/inspiracją. To samo podejście skłoniło mnie, abym podjął wtedy terapię i to samo podejście skłoniło mnie, abym po 3 spotkaniach z niej zrezygnował. Albowiem widzę 2 podejścia terapeutyczne: 1) Trzeba najpierw dokopać się do źródła i dopiero potem będzie można zacząć żyć. 2) Liczy się każdy wybór dokonywany już w danej chwili ( patrz też: fascynuj-cy-energetyczny-sposob-na-podejmowanie-decyzji-t63209.html ). Innymi słowy: czym się kieruję, to wzmacniam. Jeżeli kieruję się poczuciem respektu wobec autorytetu psychodynamicznej, to coraz bardziej się w tym pogrążam. Jeżeli kieruję się frustracją, to tworzę frustrujące okoliczności. Jeżeli kieruję się radością, to tworzę radosne okoliczności. I to drugie podejście generalnie się w dużej mierze sprawdza :) A jednocześnie sprawia, że wszelkie brudy i tak wypływają na powierzchnię. Według pierwszego podejścia, my jesteśmy wierzchołkiem góry lodowej i musimy dokopać się do samego dna. Według drugiego podejścia, to my jesteśmy tym dnem. Czasem jak sobię pomyślę, że mógłbym porozmawiać z terapeut(k)ą i uzyskać większy wgląd w siebie, to czuję radość na widok takiej wizji. A czasem mam/miałem kryzysy i jestem/byłem po prostu bardziej zdesperowany.
-
Rozmów, powiększających mój samo-wgląd :) Boję się, że Uzależnię się od niej (stanę się mniej samodzielny psychicznie) Przesiąknę filozofią terapeuty/terapeutki, która może nie być dla mnie do końca dobra. Mam skłonność do przesiąkania myślami i emocjami od osób i społeczności, z którymi się spotykam. Jako istota kompulsywna, odruchowo przylegam do różnych rzezcy i silnie na mnie oddziałują, zwłaszcza jeśli są mówione z naciskiem. Na przykład pewien psycholog oraz pewien psychiatra mówili do mnie z naciskiem, wg mnie byli wręcz agresywni. Sugerowali, że mam "urojenia", itp. W ogóle odrzucali moje podejście, jakby zakładając że wszystko musi być ze mną nie tak (takie trochę czarno-białe myślenie moim zdaniem) - oczywiście w nurcie Ericksonowskim podejście terapeuty jest inne, toteż ostatnia psychoterapeutka z którą miałem kontakt, zrobiła na mnie dobre wrażenie :)
-
To była terapia psychodynamiczna i odniosłem wrażenie, że ona jest trochę jak...sekta, jak narkotyk...że się od niej uzależniam... Jednocześnie uświadomiłem sobie pewien obiecujący sposób bycia/postępowania, który uznałem za lepszą alternatywę. Uznałem, że albo mogę się coraz bardziej dać wchłonąć terapii psychodynamicznej (niczym czarnej dziurze), coraz bardziej wchodząc w to przekonanie, że muszę drążyć i się zagłębiać, itp...czyli woda na młyn moich obsesyjno-kompulsyjnych skłonności - dopiero gdy dokopię się do sedna, będe mógł zacząć żyć naprawdę albo podejdę do tematu behawioralnie - przyjmując odpowiedni sposób bycia/postępowania i się go trzymając - odważnie kierować się swoją radością Wybrałem tę drugą możliwość :)
-
Wygląda na to, że tak; że jest to jakoś powiązane z Analizą Bioenergetyczną Lowena :)
-
Hehe...a gdzie dowód, że one są dobre? Mam wiele przesłanek, ale nie mam dowodu, a mam również wątpliwości, podsycane przez krytykę ze strony innych osób i odzew (lub jego brak) na pewne rzeczy, które uzewnętrzniam...
-
Myślę, że są różne, w zależności zwłaszcza od tego jaki zakres wiekowy masz na myśli :) Moim zdaniem są... Nie podoba mi się pytanie o to jakie cechy "powinna" mieć kobieta czy też jakie cechy "powinien" mieć mężczyzna. Co to w ogóle znaczy "powinien", "powinna"?
-
Właśnie sobie przypomniałem, że podobnego zmęczenia doznałem, gdy pod wpływem "Potęgi Teraźniejszości" całkiem niedawno przez chwilę uwaznie obserwowałem swoje tzw. "ciało bolesne". Przez krótką chwilę poczułem jak zbierają mi się łzy i poczułem pewne odprężenie, ale jednocześnie zmęczyla mnie ta krótka chwila obserwacji i później pozwoliłem sobie rozluźnić ten mięsień uważności. Podobnie teraz mam wrażenie, że to ćwiczenie mnie jednocześnie odprężyło i zmęczyło...i mam ochotę na razie odpocząć od tego typu rzeczy...
-
O kurde...właśnie spróbowałem Wibracji dna miednicy... [videoyoutube=oo7bDYacGtw][/videoyoutube] Niesamowite uczucie...było to z jednej strony relaksujące, ale z drugiej strony frustrujące...w pewnym momencie byłem tak sfrustrowany, że chciałem przestać i przestałem. Czułem, że w środku mi się coś ściska, nie chciałem z tym już dłużej wytrzymywać, więc przestałem. Jednakże bardzo mnie to ćwiczenie rozluźniło...i jednocześnie podekscytowało tak, że miałem ochotę uśmiechać się i uderzać się palcami po czole (co też zrobiłem). Już kiedyś doświadczałem podobnych stanów - po raz pierwszy ok. 10 lat temu, za sprawą tzw. "seansu hipnotycznego": Link do strony: http://www.czasnaebiznes.pl/blog/piotr/radio_2006-10-23 Link do nagrania: http://www.cneb.pl/download/radio/Radio_CNEB_2006-10-23_Seans_hipnotyczny.mp3 Różnica była taka, że tamto czyniłem na siedząco i oprócz rozluźnienia, radości i ekscytacji, czułem również silne mrowienie w nogach i głowie. Myślę, że podobnym elementem może być tutaj sposób oddychania. Po kilku takich "seansach" zacząłem wprowadzać się w podobny stan, korzystając z odpowiedniej muzyki (skocznej, radosnej, sugestywnej) - między innymi: DPM - Wyprzedzić czas ("A teraz, gdy już wszystko mam, nieważne jak wyprzedzić czas") DPM - Przeżyj to sam Kalwi & Remi - Explosion Przypominam, że to wszystko miało miejsce wiele lat temu. Niedługo później poznałem swoją byłą dziewczynę. Zakochałem się. Rozmawialiśmy przez internet a ja już miałem wpojony ten sposób oddychania. Jedno połączone z drugim wprawiało mnie w mega niebotyczny stan. Aż niemal mdlałem ze szczęścia...czułem się cudownie, fantastycznie... Niestety krótko później sytuacja się popsuła, a związek stał się traumatyczny. Wówczas te metody przestały mi pomagać. Tylko sprawiały, że czułem się jeszcze gorzej. Z czasem stwierdziłem też, że otworzyłem się na takie bolesne doświadczenia właśnie poprzez wchodzenie w takie niebotyczne stany. Postanowiłem się zablokować, żeby się chronić na przyszłość. Nie bardzo wiem, co robić w przypadku wyłaniania się we mnie takiej silnej frustracji (jakbym się dusił w środku) podczas wykonywania ćwiczenia...zmuszanie się mimo wszystko wydaje mi się kontr-intuicyjne...jednocześnie jeśli uwolnię się od tego, pozostanie mi opłakać 10 ostatnich lat mojego życia...
-
Co sądzicie o następującym sposobie podejmowania decyzji: "Gdy podejmujesz decyzję, zamiast przyglądać się dostępnym opcjom i ich konkretnym konsekwencjom, przyjrzyj się energiom i stanom bycia, z których wybierał(a)byś każdą z tych opcji; następnie zapytaj siebie: której z tych energii chcesz więcej w swoim życiu?" ? Osobiście zastanawiam się, na ile wysłanie niniejszego posta wypływa u mnie z radości a na ile z frustracji...i nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie... Mam wrażenie, że gdybym miał się tego trzymać, to nie wstawałbym z łóżka...ale może coś źle widzę...
-
Jak w temacie: czy waszym zdaniem istnieją sytuacje, w których warto kierować się negatywnymi emocjami? Jeśli tak, to jakie? W jakich warto a w jakich nie warto? A może nigdy nie warto? Jeśli nigdy nie warto, to po co istnieje możliwość kierowania się nimi?