To, że mam jakiś tam nastrój a dzieje się wokół mnie dużo złych rzeczy, co mnie niejako gniecie. To, że wchodzi zima i niema szans na zmianę, na impuls odebrany od koloru kwiatów budujący optymizm z którym można iść zwojować świat. Tylko sepia sanki, bałwanki, pełne wódki szklanki. A ja gdzie, gdzie w tym wszystkim ja? Chyba ominęło mnie niezauważenie parę pór roku bym powiedział, może to lata na palcach koło ucha idą bezszelestnie, niezauważenie zabierając barwy z kwiatów, zostawiając sepie i cały ten kontrast.