noszila
Użytkownik-
Postów
548 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez noszila
-
Są różni lekarze, ale niestety jak widać dużo takich, którzy dosyć pochopnie wypisują recepty na silne leki o działaniu niekiedy wręcz masakrującym moim zdaniem organizm. Również przychyliłabym się tutaj do nerwicy. Zmienić lekarza.
-
Poczucie obrzydzenia i niesmaku do gatunku ludzkiego
noszila odpowiedział(a) na temat w Pozostałe zaburzenia
monooso popadasz w jakąś paranoję! Każdy z nas jako człowiek ma to do siebie, że codziennie mijając różnych ludzi czy to w pracy, czy w sklepie, czy na spacerze, odruchowo zerkamy na innych, czasem przyglądamy się chwilę, czasem dokonujemy przelotnych ocen. To nie jest zbrodnia i nie oznacza, że mamy nawzajem wobec siebie złe intencje. Inaczej się po prostu nie da. Wyjdź na spacer w jakieś dosyć zatłoczone miejsce. A jak wrócisz to spróbuj sobie przypomnieć wszystkich ludzi, których spotkałeś, to jak wyglądali, jakie mieli na sobie ciuchy, jakieś gadżety, kolor włosów, torby, plecaki, byli w parach czy w pojedynkę, w okularach, w czapce - wszystko! Myślisz, że Ci się to uda? Wątpię. A wiesz dlaczego? Bo taki rzut oka na innych jest przelotny. Rzadko się zdarza, żeby ktoś zapadł nam w pamięć na dłużej. Musi się jakoś odbić w naszej pamięci, nie wiem, jakiś przechodzień który nagle zacząłby tańczyć na ulicy. Ale nawet na takiego niewiele osób mogłoby zwrócić uwagę. Każdy jest zajęty SWOIMI sprawami. Pisząc o tych reakcjach ludzi na siebie naprawdę dajesz nam do zrozumienia, że uważasz się za kogoś tak szalenie ciekawego i wartego uwagi, ba! nawet kogoś ponad innych, że nie dosyć, że pół miasta zna Cię na pamięć i rozpoznaje po pierwszej sekundzie widzenia to jeszcze wszyscy ci ludzie reagują na Ciebie w jakiś sposób sugerujący, że zaprzątasz ich myśli. Otrząśnij się naprawdę, bo to do niczego dobrego nie doprowadzi. Czy Ty nigdy nikomu się nie przyglądałeś? Nie oceniałeś kogoś w myślach? To nie zbrodnia! Każdy ma do tego prawo. Bo "na to są gały, żeby się patrzały". Nikt by nie spojrzał - źle, bo traktują mnie jak powietrze. Patrzą? - katastrofa, bo mnie nie lubią pewnie i krzywo się gapią. monooso, ręce mi opadają... -
anna_222 tak działają niektórzy lekarze, ja również dostałam sulpiryd kiedy poszłam do psychiatry, bo potrzebowałam skierowania na terapię a on przy okazji zasugerował mi lek. Wizyta trwająca może z 10 minut, pierwsza u tego akurat lekarza, nie znaliśmy się wcześniej, wystarczyła żeby przepisać sulpiryd. Spróbowałam. Po tygodniu odstawiłam ze względu na uporczywe skutki uboczne. Ale zgadzam się z Tobą, że nie ma co się wpędzać od razu w tak poważne środki.
-
pasożyty a zaburzenia psychiczne .
noszila odpowiedział(a) na margarita200 temat w Pozostałe zaburzenia
Z tekstów, które czytałam wynikałoby, że istnieje taka możliwość, ponieważ niektórych pasożytów nie da się wykryć w kale, lecz robi się badanie krwi w celu wykrycia przeciwciał na toksyny pasożytów. Poza tym, istnieją takie stworzonka, które jako swoje siedlisko wybierają niekoniecznie żołądek, ale najczęściej wątrobę lub jelita, mózg. Są to informacje wychwycone z różnych tekstów tematycznych w sieci, nie wiem więc jak to wygląda na 100% w przypadku np. candidy. -
Haha ja też bym chciała ale po tym wszystkim co tu pisałam to czasem trochę wstyd
-
Łaaaa! Nie wiedziałam, że jest tu taki temat ze zdjęciami :) wiecie co? Patrzę na te zdjęcia, na te twarze i jakoś tak fajnie na serduchu, że są tacy ludzie tutaj. Wspaniali jesteście :) i niech mi tu ktoś powie, że jest brzydal to dostanie po głowie!
-
No właśnie, bo niekiedy uczucie przychodzi dopiero z czasem, kiedy pozna się bliżej charakter, osobowość, zainteresowania tej drugiej osoby. I wtedy najczęściej pojawia się ta prawdziwa miłość, oparta na znacznie ważniejszych czynnikach niż uroda, która nie dosyć, że jest pojęciem szalenie względnym, to jeszcze bezsprzecznie zmiennym i na dodatek przemijającym.
-
Może tak być, ale może też anna_222 rozczarowała się kilkukrotnie i stąd ta niechęć i rozgoryczenie, kiedy widzi wokół szczęśliwe związki lub związki nie do końca szczere, w których widzi wykorzystanie drugiej osoby. anna_222 piszesz " już mi się nie chce tak jak kiedyś spotykać,umawiać się z facetami.Brak mi już nadzieji..." Też nie chce mi się już tego robić. Wystarczyłoby wejść na pierwszy lepszy portal randkowy i nie ma problemu znaleźć chętnych na spotkanie, ale właśnie brak tych chęci bo też np. z mojej strony jest niepokój, strach wręcz, że przeżyte historie będą się powtarzać, że nie pojawi się nikt, kto przełamie nurt fałszywych znajomości, że będą tylko tacy, którzy potwierdzą przykre doznania i dorzucą kolejne.
-
Leki nie są jakimś cudownym wynalazkiem, który usuwa z życia wszystkie problemy. Po łyknięciu pigułki świat wcale nie staje się inny, tylko Twoje postrzeganie go zmienia się ALE uważaj, bo nie zawsze na lepsze. Leki mają całe mnóstwo skutków ubocznych i dobieranie ich nie jest sprawą prostą. Zgodzę się z beladinem, że powinieneś poważnie porozmawiać ze swoim lekarzem o terapii. A jeśli go nie przekonasz, to zmień lekarza, albo faktycznie idź prywatnie i zadziałaj.
-
Poczucie obrzydzenia i niesmaku do gatunku ludzkiego
noszila odpowiedział(a) na temat w Pozostałe zaburzenia
Oj zwierzęta nie mają takich zapędów, nie dokonują takich czynów, nie wyśmiewają, nie ranią, etc. monooso, czy Ty nikomu nie dajesz szansy, tylko wchodząc w jakieś towarzystwo z góry towarzyszy Ci przekonanie, że nie jesteś mile widziany? Skąd takie myśli? Piszesz "Od razu jak wchodzę w nowe towarzystwo to z automatu widać po ich zachowaniu niechęć do mojej osoby" - jakież to ich zachowanie sugeruje Ci tak negatywne odczucia wobec Ciebie? -
No ale w czym Ci przeszkadza czyjeś bycie (w Twojej ocenie) żałosnym?
-
Mówi się "przyciągnij wyglądem, zatrzymaj charakterem", ale czasem właśnie w różnych sytuacjach poznajesz czyjś charakter i dopiero wtedy nagle zakochujesz się i wygląd nabiera barw też, wiem po sobie a podobno nie ma brzydkich kobiet, są tylko zaniedbane heh więc trzeba je oddzielić od siebie inni twierdzą też, że kobiety dzielą się na "dobrze ubrane" oraz "dobrze, ŻE ubrane" A co do drugiej części Twojej wypowiedzi (specjalnie ją oddzieliłam), to wybacz, ale jeśli Ty tak poddajesz analizie ludzi, z góry posądzasz ich o złe intencje i poddajesz ocenie ludzi typu "facet brzydki jak noc" to uważam, że masz problem z zawyżoną samooceną. Nie wygląda to też ładnie, jeśli uważasz, że ludzie którzy jednocześnie mają powiedzmy przeciętny typ urody ale są majętni, pozyskali partnera tylko i wyłącznie dzięki swoimi materialnym zasobom. Odbierasz tym ludziom z góry szansę na posiadanie jakichkolwiek ciekawych cech charakteru! Mam nawet odczucie, że przemawia przez Ciebie swego rodzaju zawiść i zazdrość w stosunku do kobiet, które związały się z dobrze sytuowanymi mężczyznami. Mylę się?
-
Proszę Cię, to my (czyli użytkownicy forum z zaburzeniami) też tacy jesteśmy i nic nie poradzimy? Możemy każdy nasz czyn uzasadniać i rozgrzeszać problemami natury psychologicznej?? -- 20 paź 2014, 13:43 -- A w jaki sposób wyrażają tę rzekomą obietnicę? Bo skoro użyłeś cudzysłowu, to zapewne nie chodziło o wyrażenie słowne wprost. Bo jeśli powtórzysz, że Twoim zdaniem ubiór i makijaż jest wystarczającą "obietnicą" to w porządku, toleruję Twoje zdanie, masz do niego prawo, ale nie przekonuje mnie to i jednak zostaję przy swoim. Bo jeśli mam się ubrać w parciany worek po kartoflach, to uznana zostanę za feministkę albo dziwaczkę i każdy powie "no nie dziw się, że nie masz faceta, weź się jakoś inaczej ubierz, pomaluj, do fryzjera idź". Z kolei jesli zastosuję się do tych wskazówek to zgodnie z Twoim zdaniem w tej kwestii od razu wyrażę "obietnicę" sexu, tak? Nie ogarniam.
-
A może jest coś, tylko nie przyszło Ci do głowy, że mogło to mieć aż taki wpływ na Ciebie? A jakieś podobne zaburzenia w rodzinie?
-
Idealnym byłby związek, w którym (jak przedstawiają piękne wzniosłe cytaty w sieci) mąż, kochanek i przyjaciel to jedna i ta sama osoba. I pogratulować tym, którzy taką relację zbudowali, bo na pewno włożyli w nią niemało pracy i ciągle ją doskonalą. Ale życzę Ci znalezienia takiej osoby. Ale w większości przypadków to utopia. Zbyt często wydaje nam się, że samo zakochanie wystarczy na całe życie, na niezapłacone rachunki, wysoki czynsz, spłaty rat, chorowite dzieci, dokuczliwą teściową, wiecznie zmęczonego małżonka.
-
Ja również miałam z tym problem kiedy chodziłam do szkoły, jeszcze za czasów podstawówki. W domu sytuacja alkoholowa, z kolei w szkole docinki ze strony uczniów, brak zrozumienia u niektórych nauczycieli. Był czas, kiedy nie chodziłam do szkoły bo nie byłam w stanie, codziennie rano przed wyjściem, jeśli już udało mi się zjeść śniadanie, zaraz biegłam do toalety. I tyle było z próby udania się do szkoły. Znachor dobrze to opisał, emocje znajdują swoje ujście w różnych cielesnych objawach; w Twoim wypadku padło akurat na wymioty. Trzeba popracować nad emocjami, udać się na terapię. -- 20 paź 2014, 13:34 -- Jejjku gdzie są psycholodzy-terapeuci pracujący w takich nurtach? Jak takich szukać?
-
Buahaha biedni mężczyźni z ich wrażliwością, faktycznie, on tak pewnie kocha swoją narzeczoną/żonę, że nie chce jej ranić i mówić o swoich potrzebach bzykania się poza domem, bo nie zniósłby widoku jej łez, jej żalu, smutku, a ból który zadałbym tym swojej kobiecie odczuwałby sam jako mękę Poza tym boi się biedaczek, że nie będzie miał mu kto ugotować, wyprać i po nim posprzątać jeśli laska z portalu nie okaże się lepsza od obecnej i dostatecznie głupia. Jesteś bigamistą? To by wiele tłumaczyło Dziękuję, że nazwałeś rzeczy po imieniu i użyłeś słowa wykorzystują beladin, lubię cię naprawdę
-
No i chyba właśnie do tego jest raczej potrzebny przyjaciel. Przytaczając słowa PM Cool Lee: "w związku nie akceptuje się czyichś wad i z tego zaufania i wsparcia wychodzi zawsze to samo czyli kłótnie a potem rozstanie, sorry ale ja tak to widzę.Przyjdą problemy to "połówka" cię zostawi dla kogoś innego a kumpel czy przyjaciel jak zwał tak zwał zostanie na zawsze" Podpisuję się pod tym.
-
Życie wyobraźnią. Jak wrócić na ziemię?
noszila odpowiedział(a) na nana0011 temat w Pozostałe zaburzenia
Na pewno? Wydawało mi się, że w prawie każdej pracy można lub nawet trzeba się doskonalić, żeby utrzymać się na stanowisku? -
Boimy się pójść do lekarza ze względu na fobię. Ja bym dodała jeszcze, że niektórzy terapeuci mają na to teksty w stylu "musisz wychodzić do ludzi, to ci pomoże, trzeba się przymuszać"....jakby to było takie proste.
-
Taaa, jest takie powiedzenie: "krowa, która dużo ryczy mało mleka daje" i tyle
-
Widzisz, tylko ja chyba nie wierzę w zaufanie i szacunek między ludźmi. I wina chyba jednak tkwi we mnie. Jestem zerem, które nie ogarnia najprostszych elementów życia zostawmy to. Chyba muszę się z Tobą zgodzić...
-
Ojoj, mówię nawet przed pierwszą różą, ale odbiór bywa różny. Tak, bo w drugim miesiącu znajomości (nie związku, znajomości!) myślał już w którym lokalu urządzimy wesele i ustalał kiedy poznam całą jego rodzinę. Twierdził, że będę wspaniałą żoną i że będziemy mieć 2-3 dzieci. Sama nie wiem jak ja to robię, że na takich 'dziwnych' trafiam. Ciągnie swój do swego czy coś? -- 19 paź 2014, 21:05 -- Ehh no widzisz właśnie, mam te 26 lat...i mało i dużo, zależy jak na to patrzeć. Może się to wydać komuś dziwne, ale jeśli już miałabym z kimś wejść w związek, to taki spokojny, na powoli, bez wielkich słów, bez deklaracji, opierający się na swobodnych spotkaniach, spacerach, wspólnym oglądaniu filmów, spotkaniach w grupie znajomych a nie tylko 'prowadzaniu się we dwoje za rączkę po parku złączonych ze sobą ustami jak jamochłony'...... związek oparty na rozmowach o wszystkim i o niczym, ale nie o ślubie, dzieciach, domu, dalekiej przyszłości. Czemu to odrzucam? Bo się tego boję, bo nie uważam, że się do tego nadaję, bo nie widzę siebie w roli ani żony, ani matki.
-
Mam 26 lat. No właśnie nie jestem pewna. Tzn. może jestem pewna że nie chcę z nikim być, ale to dlatego, że nie wierzę w siebie, czuję się gorsza od innych, niezaradna życiowo, niezdolna do realizacji tych wszystkich spraw związanych ze związkiem, ot choćby taka głupia rzecz właśnie, że zamiast gotować obiad wolę grzebać przy aucie. Jakiś wrodzony defekt. Czasem mam potrzebę bliskości, 'posiadania' kogoś, wejścia w bliższą relację, ale to taka chyba niedojrzała potrzeba bo ona jest tylko od czasu do czasu, na chwilę, w danym momencie, czyli coś takiego hmm jak to ująć żeby się dobrze wyrazić....fajnie byłoby mieć kogoś ale tylko na chwilę, kiedy akurat miałabym taką potrzebę, ale też żeby nie było to nazbyt nic poważnego z przyszłością bo nie widzę siebie w takiej roli. Wiem, że drugi człowiek to nie jest rzecz, książka, którą można wziąć z półki kiedy mam ochotę, przejrzeć a potem odstawić do następnego razu. Ale tak to właśnie odczuwam. Dlatego tez z nikim nie jestem bo zakrawałoby to na wykorzystywanie człowieka do własnych celów i uprzedmiotowiania. -- 19 paź 2014, 20:48 -- Jak tak patrzę, to masło maślane....
-
Oooo cała lista moich adoratorów! Właśnie tacy do mnie zagadują, a potem jebut! wszystko w bombki strzelił wychodzi w praktyce szybko. Ajaj ale nielogiczne zdanie ^^ wybaczcie, już sama nie ogarniam siebie. Może ja sobie 'zmyśliłam' to, że nie mam potrzeby posiadania partnera, wejścia w związek? Może to jest takie auto-tłumaczenie się, że skoro nikt nie chce ze mną być (bo lekko pewnie nie jest) to sobie wtłoczę w łeb, że to JA nie chcę nikogo i wtedy będę mieć poczucie kontroli nad sytuacją?