Skocz do zawartości
Nerwica.com

cyklopka

Użytkownik
  • Postów

    8 782
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez cyklopka

  1. Klasycznie na "How do you do?" winno się odpowiadać "How do you do?", ma to wyłącznie funkcję powitania, Brytole mają w dupie jak się czujesz i co porabiasz Czy to lepsze niż autentycznie wścibskie pytania i odpowiedzi zawsze pełne narzekania w Polsce? Trudno powiedzieć. Ale skoro już jesteśmy w Polsce to zdecydowanie bezpieczniej narzekać na kogoś/coś/sytuację niż się tłumaczyć i wstydzić
  2. Ja się na chwilę obecną przestałam samo-diagnozować, bo i tak nie wiem w jakim stopniu moje samopoczucie zależy od chemii mózgu, ile od złego nastawienia, a ile od faktycznej zewnętrznej sytuacji i decyzji innych ludzi. To wszystko się ze sobą łączy.
  3. O to to to to to! No ja właśnie jestem starsza od pierwszych paru osób, które się wypowiedziały w temacie, więc jeszcze mi to dowaliło do pieca Ja to tak rozumiem, że psychologia i forum to mają nam pomóc trochę zmienić nastawienie, ale kwestii mieszkaniowych nam nie rozwiążą, ani nie poukładają w głowach osobom trzecim, od których nasze życie jest w jakimś stopniu zależne. A w kwestii nastawienia też zbliżam się powoli do stanu rezygnacji.
  4. Ale jednak wrażliwość nerwicowców lepiej się łączy z bezużyteczną wiedzą/refleksją niż praktycznymi możliwościami. Też bym chętnie trochę tej mojej "oryginalności" zamieniła na większą skuteczność... -- 24 kwi 2014, 21:06 -- monooso, czytam to co piszesz i uderzyło mnie, że jakby moi rodzice byli całkiem zdrowi, to prawdopodobnie wyprowadziłabym się z domu dużo wcześniej, bo byłabym bardziej samodzielna i ambitna. Taki paradoks.
  5. cyklopka

    Spamowa wyspa

    Faraway, obowiązki te same co nauczyciel, tylko nie muszą ci płacić tyle co ustawowo się należy "nauczycielowi". Cudowne, prawda?
  6. Gdybym mogła powiedzieć, że bardzo dobrze mi się mieszka ze znerwicowanymi rodzicami, bardzo lubię mało zarabiać i dużo siedzieć w domu, nie chcę zobowiązań, a już na pewno nie chcę mieć dzieci, że moje życie to mój świadomy wybór i jestem szczęśliwa, to sądzę, że "społeczeństwo" by to zaakceptowało. Tylko ja kłamać nie umiem, to tylko milczę. Kto wie, może nawet niektórzy z "otoczenia" myślą, że tak jest. Akurat ja nigdy nie miałam poczucia, że społeczeństwo mi coś narzuca, kiedy ja chcę robić coś innego. Nie to jest źródłem frustracji, tylko to, że coś się nie udało, jakaś szansa przepadła, albo że czegoś nie potrafię (gdybym wcześniej wiedziała, to teraz bym dała radę). Praca i rodzina nie są mi potrzebne, żeby się nimi chwalić na naszej klasie, tylko żeby się realizować w czymś, co uważam za wartościowe. monooso, a jaki jest twój pomysł na życie poza schematem? -- 24 kwi 2014, 20:41 -- Blue blue ribbon, no to fajnie, że się zrozumiałyśmy. Jakieś światełko w tej niewesołej sytuacji
  7. cyklopka

    Spamowa wyspa

    W sumie dzisiaj twardy dół, ale forum trochę rozbawiło. Dobry wieczór
  8. Jako dziecko/nastolatka nie wiedziałam jeszcze w czym warto się sprawdzić, a w czym muszę się bardziej postarać, byłam zdana na ocenę i (de)motywację tylko ze strony rodziców czy nauczycieli. A przez pierwsze 10 lat dorosłości, jeszcze bywałam bardzo naiwna i myślałam, że mam jeszcze dużo czasu i szczęścia. carlosbueno, no właśnie też ostatnio miałam taką refleksję. Trzeba otworzyć oczy i przestać psioczyć na ludzi, którzy biorą z życia to co chcą, bo wiedzą jak, albo im się akurat udało. Możemy sobie gadać, że są od nas głupsi, że są tylko trybikami w systemie, że nic nie wiedzą o życiu, ale oni mają to czego my nie mamy. Chociażby takie narzekanie na chory kraj, chorą Unię, lewaków, złodziei, urzędasów, ZUS, państwowe posady... Skwitowałam pytaniem czy generalnie w życiu lepiej mieć pensję czy rację. (O rety, ja już chyba nawet w Korwina nie wierzę...).
  9. cyklopka

    ot

    Bo faktem człowiek się spowiada Bogu, a ksiądz tylko ma odegrać swoją rolę. Na tym forum jest znacznie mniej praktykujących katolików, niż ludzi ogólnie na "nie" w tych sprawach, ale dobrze, że tu przyszłaś, bo jednak jakieś kwestie nerwowe też cię trapią. Jeśli potrzebujesz porady katechetycznej, to ewentualnie prywatna wiadomość
  10. Jeśli normalna praca, własne mieszkanie, mąż i dzieci to "iście za stadem", a siedzenie w domu z rodzicami bez pracy/z gównianą pracą* samotnie/w związku, który nie idzie do przodu* z nerwicą/depresją* (niepotrzebne skreślić) "wyróżnieniem", to ja już wolę być tym baranem/lemingiem niż taką zajebiście oryginalną osobą, jaką jestem teraz. A czytając wasze wynurzenia widzę, że tutaj nie jest to szczególnie oryginalna sytuacja życiowa. Trochę mi zeszło lat na zmianę studiów, powtarzanie roku ("bo byłam zbyt zestresowana na egzaminie, a trzeba mówić płynnie w każdej sytuacji" - nie, to nie były studia aktorskie), niezdecydowanego faceta, ogólny nieogar i brak wiary w siebie. Z "dziećmi ze szkoły" nie mam kontaktu od szkoły, bo po **** skoro się nie lubiliśmy, więc **** mnie tam co u nich. Natomiast widzę, że znajomi ze studiów i poznani mniej więcej w tym czasie, mają albo pracę, albo rodzinę, albo jedno i drugie. Kuzynki moje mają tyle dzieci, że tracę rachubę. I młodsi ludzie ode mnie są już po rozwodach... Też już doszłam do tego, że przestaję pokazywać się ludziom na oczy. Jeśli mieli o mnie jakieś lepsze wyobrażenie, to niech im ono zostanie. A jak spotykam kogoś nowego, to zaczynam się jąkać, kiedy pyta choćby gdzie mieszkam, co robię... Tak, to jest presja, bo ludzie się zachowują jakby na prawdę nic ich nie interesowało i nic nie definiowało człowieka oprócz jego pracy/zawodu. My, których to dotyka nie wymyśliliśmy tego sobie. No ja byłam takim "mądrym dzieckiem", że powinnam teraz być co najmniej ambasadorem. A jestem nerwową niezbyt zaradną dorosłą. Rodzice mnie tam trochę pocieszają, że wcale nie są rozczarowani czy coś, ale widzę, że kiedy ich bliscy chwalą się pracą swoich dzieci albo kolejnym wnukiem, to oni nie mają za bardzo co powiedzieć, jedyne co mogą to tylko nazwać moją pracę jakimiś mądrzejszymi słowami i twierdzić, że się w niej realizuję. A szczyt wszystkiego to są jednak ludzie, którzy coś kiedyś źle usłyszeli/zrozumieli i dopisali sobie ciąg dalszy i myślą, że zaraz po studiach dostałam pracę za granicą i spotkałam tam swojego przyszłego męża i teraz się dziwią, co ja robię w Polsce, a mamusia musi delikatnie prostować. Na prawdę, kiedyś wierzyłam, że będę świetnym kierowcą, będę mieć ciekawą pracę, przefajny ślub i będę najlepszą mamą na świecie, a teraz patrzę na dorosłych ludzi, którzy mają normalne życie i podrośnięte dzieci, i widzę, że nie jestem jedną z nich i może nigdy nie będę. Temat idealnie trafiony w dzisiejszy nastrój, bo właśnie mam ochotę sprawdzić co dłużej wytrzyma, głowa czy ściana w "moim dziecięcym" pokoju...
  11. cyklopka

    Spamowa wyspa

    Dobra, to teraz już na serio idę myć buzię i powoli się kładę, tak więc śpijcie dobrze
  12. cyklopka

    Spamowa wyspa

    wieslawpas, no to masz jeszcze o parę godzin gorzej niż ja Ale ja wierzę, że kiedyś będę wstawać rano pełna energii i "robić rzeczy". Nie wiem jeszcze jak do tego dojdę, ale resztki nadziei zostały. monmaria, a ciasta to na śniadanie do kawusi Nawet pomimo tego, że jak zaśpię to prawie nigdy nie mam apetytu... ale co sernik to sernik
  13. cyklopka

    Spamowa wyspa

    U mnie spora kolacja była, dojadam świąteczne jajeczka...
  14. cyklopka

    Spamowa wyspa

    czarnobiała mery, eeeej to chyba dobrze wieslawpas, no już od dłuższego czasu (chyba końca studiów) było tak, że wieczorem wydawało mi się, że chcę/powinnam coś jeszcze robić, więc nie czułam się śpiąca, a bez względu na to o której poszłam spać (23, 1, 2, 5...) i tak czułam się wyspana dopiero koło 10-11, wcześniej tylko wybudzanie się do stanu półprzytomnego i przysypianie. A potem straszne wyrzuty sumienia, że praktycznie pół dnia stracone, bo nic nie mogę pożytecznego zrobić przed południem, kiedy właśnie człowiek jest bardziej świeży i efektywny... i tak w kółko. Natomiast dzisiaj się czuję inaczej, więc może o coś chodzi...
  15. cyklopka

    Spamowa wyspa

    Ja tam lubię słuchać deszczu w nocy, ale tu jakoś nie pada. Chyba zaszaleję dzisiaj i pójdę wcześniej spać, bo mnie ziewa jak nigdy o tej porze. Może cud się stał i tryb mi normalnieje
  16. cyklopka

    Spamowa wyspa

    Czasem na opakowaniu piszą, że się nie dzieli, a lekarz zapisze mniejszą dawkę i rąb człowieku te tablety
  17. Jak sama nazwa wskazuje lęk, przeważnie nieuzasadniony i jego fizyczne objawy.
  18. Po raz trzeci tłumaczę, nie "witaminy pomagają na", tylko niedobór witamin może odbijać się niekorzystnie m.in. na samopoczuciu. Z witaminami B jest trochę podobnie jak z magnezem. I owszem trzeba zadbać o obecność B w diecie. Wiadomo, z jedzenia lepiej się przyswaja niż z tabletów. Natomiast niekonwencjonalne było by myślenie, że pigułka z witaminami jest lekiem na depresję/nerwicę.
  19. Po niefajnych doświadczeniach ciężko jest uwierzyć, że na prawdę nikt cię nie potępia i możesz zostawić to za sobą, ale warto. Sobie samej wybaczyć najtrudniej, ale warto. Piszę "wybaczyć", bo nawet kiedy się jest tylko ofiarą, to poczucie winy jest i nie ma sensu udawać, że go nie ma.
  20. Jak tam jelita drażliwe po świętach? Mnie coś nie posłużyło, chociaż produkty były dobrej jakości i świeżości...
  21. cyklopka

    ot

    Ja się zgłaszam
  22. To było parę lat temu przez dwa tygodnie, zielona herbata była zamiast kawy, i faktycznie poczułam się lepiej, jakoś bardziej świeżo i przytomnie. Sądzę, że organizm uzupełnił jakieś braki, no i sam entuzjazm związany ze zmianą nawyków też pomógł.
  23. Zgodzę się tylko z tym, że to co myślimy o sobie i swoim życiu kształtuje nas. Ale to, że np. celowo ulepszamy nasze postrzeganie rzeczywistości i relacje ze światem, nie znaczy, że myślami zmieniamy rzeczywistość
  24. Cele chyba miałam jak chodziłam do szkoły i myślałam jaki mogę mieć zawód w przyszłości. Kiedy mi odradzono niektóre zawody i kierunki, poszłam na studia dla samego studiowania i celowość się skończyła. "Byle do magisterki". Nauczyłam się odróżniać marzenia od fantazji. Marzenia to coś, do czego dążymy swoimi decyzjami. Fantazje to wyobrażanie sobie rzeczy, których nie ma. Myślę, że to co było kiedyś dla mnie marzeniem, teraz jest już tylko fantazją i trzeba zacząć wracać do rzeczywistości. Ale zawsze chciałam mieć psa. Tak, myślę, że nawet jak mi się w życiu nie uda, to kiedyś będzie przy mnie miejsce dla psa.
×