Skocz do zawartości
Nerwica.com

aardvark3

Użytkownik
  • Postów

    726
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez aardvark3

  1. Przykre to, ale nie Ty pierwsza i nie ostatnia jestes lowiona na "rozwod w toku", "nic nas juz nie laczy", "to byla pomylka" itp basnie z mchu i paproci. Postaraj sie powoli uwalniac od goscia emocjonalnie bo jestes na najlepszej drodze do zlamanego serca. Pewnie bardzo mloda jeszcze i wierzaca ze skoro Ty jestes w porzadku to inni tez. Zona pewnie nie ma pojecia ze sprawa rozwodowa w toku
  2. Szminkowalam tego trupa 11 lat, wyszlam poharatana, patologicznie nieufna, cyniczna. Teraz jakby sie trup trafil to albo skremuje albo pogrzebie. Amen. Czasu coraz mniej, szkoda zycia na zmarnowanie i jakies polprawdy, polzwiazki. To juz lepiej byc samej bo zagrozenie zerowe, nie ma dylematow. Czlowiek ktory jest wolny jest spokojny. Tylko w sercu i w duszy zieje pustka.
  3. Moim teoretycznym zdaniem poczucie bezpieczenstwa w zwiazku to podstawa. Inaczej nie ruszy sie z miejsca czyli nie ma postepu. Doswiadczenie w tym temacie mam znikome, ale potrafie sobie wyobrazic sytuacje odwrotne do tych, ktore mnie spotykaly. Ze w przypadku jakichs problemow, klopotow (niewazna przyczyna) - bede miala swiadomosc, ze partner mnie nie zostawi samej sobie i nie powie: to nie jest moj problem, radz sobie sama, ja nie jestem temu winien/za to odpowiedzialny, mnie to nie obchodzi itp. Albo nie zrobi karczemnej awantury bo cos sie wydarzylo co zaburzylo jego (wzgledny) spokoj. Dotychczas staralam sie omijac trudne tematy w zwiazku wiedzac, czym to sie moze skonczyc. Balam sie ich poruszac nawet, tzn czasem probowalam tak manipulowac, przez ogrodek, badac teren, czekac na dobra atmosfere... Doskonale te sytuacje pamietam. Juz wtedy mialam swiadomosc (ale nie chcialam sie przed sama soba przyznac) ze nic z tego nie bedzie. Ze nie czuje sie bezpiecznie skoro nie moge mowic wprost o waznych sprawach. I to byl blad, bo powstala sytuacja ktora dzis nazywam "szminkowanie trupa". Jesli nie ma szczerosci, otwartosci, zaufania to nie jest zwiazek tylko wlasnie taki trup. Nawet nie trup zwiazku tylko nadziei na niego. Zwiazku nie bylo i nie bedzie bo nie moze byc w takich warunkach. Tylko wspolne mieszkanie dwoje ludzi i dzielenie czegos tam (nieruchomosci, pracy, dzieci, nazwiska itp). A - powtorze zdanie - jesli nie ma otwartosci, szczerosci, zaufania to poczucie bepieczenstwa nie istnieje.
  4. Najblizszych tak. Ale skoro opinia tych wlasnie jest krzywdzaca i powoduje toksyczne implikacje - to ci wtedy z opinia obcych? Jesli krzywdzi swoj, to obcy co - moze nawet zabic? To jest taki oprosty sylogizm bo i tak do konca owego mechanizmu nie rozumiem a zrozumiec chce.
  5. No tak. Wieksza czesc zycia mam z tym problem, na szczescie mam tez tego swiadomosc.
  6. Ketmia - wlasnie po to to robie, dzieki za zrozumienie. Bardzo potrzebuje tych zmian dla samej siebie. To po pierwsze. Po drugie - dla potencjalnego zwiazku, jesli taki sie zdarzy. Nie od szczescia to zalezy ale od trafienia na odpowiedniego czlowieka. Duzo mniej zaburzonego, o poczuciu rownowagi wewnetrznej, wlasnej wartosci - kogos, kto po prostu jest, bez wzgledu na cokolwiek. Kto nie "przestraszy sie i nie ucieknie" na widok pierwszej lepszej trudnosci (a od kiedy zycie jest proste i latwe, ja sie pytam?). Kto nie osadza, nie ocenia, nie krytykuje ani nie porownuje. I wlasnie przypomnial mi sie taki cytat, ktory kiedys zacytowala mi przyjaciolka (sa to slowa ks. Malinskiego): "Żcze ci, abyś miał człowieka, który cię nie sprzeda nawet wtedy, gdy bedzie mógł dobrze na tym zarobić. Abyś mógł spokojnie iść obok niego nie bojąc się, że cię zepchnie z drogi. Abyś mógł go puścić spokojnie przed sobą wiedząc, że ci nie zatarasuje przejścia. Abyś mógł go zostawić poza sobą bez strachu, że ci wbije nóż w plecy. Abyś miał człowieka, który za tę lojalność wobec ciebie nie zagarnie ci twojej wolności, twojego czasu - ciebie samego. i to chyba wyczerpuje temat...
  7. aardvark3

    Filmy i seriale

    Nie sadze. Jest za to slynna (jak sie okazalo) scena grzebania zabitych za pomoca czolgu. I ukrzyzowania czolgisty. Oraz wiele innych - sama sceneria, gra aktorska (hiperrealistyczna), praca kamery... Ale mimo drastycznosci zapachnialo mi propaganda bo film jest tendencyjny. Mialam kiedys okazje rozmawiac z Afganem (rosyjskim zolnierzem ktorego tam skierowano). Stwierdzil, ze na takiej wojnie przestaje sie byc czlowiekiem jesli sie przezyje. Nie wiem, co moglo sie porobic z psychika zolnierzy, ktorzy byli swiadkami takich scen lub brali w nich udzial. Mimo wszystko - jest to historia. Gineli ludzie. Czy slusznie, czy nie...
  8. Candy - otoz to, otoz to! Tam byl emocjonalny palac. I pamietam jak wieczorami jezdzilo sie do tesciow, kilkanascie osob zasiadalo przy ogromnym, okraglym stole i pomagalismy tesciowej w chalupnictwie. To byla rozrywka, czasem przekomarzalismy sie kto lepiej, szybciej zrobi, wiecej... Ale nie zlosliwie tylko sympatycznie, nikt sie nie obrazal tylko byla okazja do wspolnej pracy. Wspolnej. Mnie tego nie nauczono w rodzinnym domu. Jak sie za cos zabralam z ktoryms z rodzicow to bylo ze zle robie i albo odchodzili zeby na to nie patrzec albo odsuwali mnie od zajecia. I potem mowili ze ja sie do niczego nie nadaje. Wywolanie ich zlosci czy niezadowolenia bylo pozniej roztrzasane na forum rodzinnym (ciotki, wujki i inne ch*jki). Co bym nie zrobila nie tak - wszyscy wiedzieli i albo mnie krytykowali, albo sie smiali. Przywyklam do tego ale jeszcze bardziej sie w sobie zamknelam. Pisze to dlatego, ze zawsze obawialam sie podswiadomie tego w kontaktach z innymi ludzmi. Co bedzie jak powiem albo zrobie cos co im sie nie spodoba, nie spasuje, bedzie wbrew ich oczekiwaniom albo nawet krzywdzace przez przypadek? Co bedzie, gdy ich opinia o mnie nagle stanie sie negatywna, niepochlebna? Mowi sie ze cudza opinia o nas nie ma znaczenia, ze ludzie i tak mysla swoje i maja swoje zdanie cokolwiek bysmy nie zrobili - ale w moim przypadku to nie bylo to co ktos o mnie mysli - tylko co moze zrobic jak mysli negatywnie, jak zrobilam cos nie po jego/jej mysli. Teraz to mi sie wydaje glupie i bezsensowne, bo takie jest. Ale przez lata w to wierzylam i autentycznie sie obawialam.
  9. veganka - dzieki. No coz, trzeba miec nadzieje ze ktos o podobnym podejsciu sie trafi. Zaczynam odrzucac swoja wieloletnia postawe pt "przypadek beznadziejny".
  10. Leci sledz w jednym bucie przez pustynie i spiewa: Na ch*j mi lodowka kiedy sie nie gole.
  11. aardvark3

    Filmy i seriale

    Dzis mam wlaczony tryb pracoholika wiec ogladac raczej nic nie bede
  12. Ketmia - przez wiele lat zartowalam, ze moja samochodowa pasja bierze sie z tego, iz mialam za malo zabawek w dziecinstwie Pewnie cos w tym jest, nie tylko sam zart. Podobnie ze wszystkimi brakami i niedosytami z dziecinstwa, potrzebami, ktore nie zostaly (a powinny naturalna koleja rzeczy) zaspokojone. Czlowiek smiejac sie nazywa to "infantylizmem wtornym" a w rzeczywistosci ma racje. Tylko cholernie glupio przyznac sie doroslej osobie, ze wlasnie nadrabia dziecinstwo. Bo przeciez ci ciezko pracujacy, pierwsi po Bogu, wypruwajacy sobie zyly, poswiecajacy swoja mlodosc i kariere rodzice nie mogli byc zdolni do takich zaniedban! Jak juz sie oczy otwieraja to mamy lepszy wglad w nasze wewnetrzne dziecko i to, czego nie otrzymalo. A ze nie wiemy jak sie za to zabrac, czesto bladzimy po omacku i przesadzamy. Nadmierna dbalosc o swoja przestrzen chociazby, niechec do dzielenia jej, nieumiejetnosc wlasciwej koegzystencji. Uczymy sie metoda prob i bledow co zajmuje nam sporo czasu podczas gdy dzieci z rodzin zdrowszych (gdzie w domach bylo poszanowanie prywatnosci) maja gotowca zaraz na wejsciu w zycie. No coz, jest jak jest. Jako osoba zaburzona potrzebowalam normalnosci ale nie umialam jej szukac. Przy czym ustalmy ze "normalnosc" to pojecie umowne, oznaczajace minimum dysfunkcji i to, co dziecko powinno otrzymac od rodzicow. Mala dygresja: gdzies czytalam (zdaje sie u Bradshawa) ze rodzice z wysokim poziomem leku sa najbardziej toksyczmy bo przenosza go na dziecko, ktore oprocz koniecznosci uporania sie ze swoim lekiem musi tez walczyc z przeniesionym na niego lekiem rodzicow. Pisalam o moim sp pierwszym mezu i jego rodzinie. I jaka tam panowala atmosfera. I teraz powiem cos bardzo dziwnego - oni (rodzice i 4 dzieci) mieszkali przez lata w jednej izbie ok 30 m kw. Ale na tym malenkim skrawku kazdy mial swoje miejsce ktore nalezalo tylko do niego. To jest lozko/szafa/ksazka/zabawka Piotrka a to Antka. To jest mamy a to taty. Dla mnie bylo to jakies dziwne ze na takiej malej przestrzeni oni koegzystuja zgodnie i to sie czulo, to bylo widac! Paradoks? Nasz dom byl duzy a nie bylo miejsca dla nikogo, chyba tylko dla matki bo ojca i tak nigdy prawie nie bylo. Ja zas mialam tylko jedna opcje - godzic sie na wszystko i podporzadkowac. I chyba u wiekszosci z nas tak bylo. Stad nasze dylematy dzisiaj. Ale pozniej wybieralam partnerow ktorzy mieli w dupie moja potrzebe przestrzeni, zagarniali ja dla siebie, probowali pokazac gdzie moje miejsce - jesli juz mnie wpuscilas na swoja przestrzen to dalas przyzwolenie na zagarniecie jej wiec nie miej pretensji. Jesli zas weszlas na moja przestrzen to pamietaj, ze jest moja a ty masz tylko warunkowe pozwolenie na korzystanie z niej. Tak to odbieram patrzac wstecz. Braklo zbalansowania i zdrowego podejscia. -- 07 sty 2014, 09:28 -- Ketmia - ja jak Columbo nawracam Uzylas okreslenia: wyrozumialy partner. A ja sobie zadalam pytanie: wyrozumialy czyli jaki? Jaka ma byc jego postawa? Co ma robic a co nie bym mogla go nazwac wyrozumialym. Dla osoby malo zaburzonej nawet nie ma pytania - wie z gory co to znaczy. U mnie od dziecinstwa byl brak owej wyrozumialosci, oczekiwania i wymagania. Jak pojawily sie trudnosci - pozostawianie mnie w nich samej sobie, obwinianie o nie lub nawet kara. Wszyscy odwracali sie wtedy ode mnie - bez wzgledu na to, czy bylam przyczyna tych trudnosci czy nie. Wystarczylo, ze byly, ze cos sie niedobrego, nieoczekiwanego zdarzylo. Bo mialo byc wszystko jak w podreczniku. Zero problemow. Idealnie. A jak nie jest idealnie to moze lepiej zamkniemy oczy i nie bedzie tego widac. I zastrzezemy sobie przyszla niewiedze - jak nie bedziemy wiedziec to tak, jakby problem nie istnial. Dokladnie tak! Patrzac wstecz - tylko to widze. I jeden wyjatek. Tylko jeden albo az jeden. Przywyklam do tego, ze w problemach zostawiano mnie na pastwe losu i radz sobie sama my mamy swoje sprawy. Czasem dla lepszego samopoczucia interlokutora zostalam jeszcze opierd*lona ze sciagnelam na siebie niepowodzenie. Tak w domu rodzinnym jak i w moich zwiazkach. A jesli juz jakas pomoc, wsparcie przyszla - to nie za darmo. Cena jak cena ale odsetki... Wymowki, krytyka, wypominanie, szantaz emocjonalny, wymuszanie czegos "bo ja pomoglem/am wtedy". Bylam cos warta tylko wtedy, gdy wszystko bylo w porzadku. Tylko wtedy nie bylo ryzyka odrzucenia. I kiedy w bardzo powaznym problemie, ktory jego wogole nie dotyczyl - powiedzialam, ryzykujac ze strace tego czlowieka ktory juz byl mi bardzo bliski... On przy mnie zostal i ta wiez sie przez to wzmocnila. Powiedzal, ze skoro jestesmy razem to problemy tez sa wspolne niewazne kto popelnil blad. Naprawimy to razem. Peka mi serce kiedy o tym wspominam. Czyli jeszcze jakies emocje we mnie sa. Ale tamto bylo. Nie wroci. Jesli bedzie to cos innego - tylko bardzo bym chciala, zeby ten ktos mial podobna postawe. Nie zrazal sie byle niepowodzeniem a powazny problem pomagal rozwiazac bez moralizowania i krytykanctwa. Zebym sie nie obawiala mowic o tych problemach, o trudnosciach bo tak naprawde nie potrafie byc otwarta jesli o to chodzi. Mam tendencje do ukrywania gdy cos jest nie tak, pokazywania ze daje sobie doskonale rady (mam mniejsze ryzyko odrzucenia jak nie mowie o tym) a nawet jak jakas trudnosc sie przydarzy to spoko, dla mnie to tyle co dla byka ziemniak. Umniejszam w opowiadaniach skale problemow a w glebi duszy czesto ledwie daje rady i mam dosc.
  13. aardvark3

    Filmy i seriale

    U mnie kolejna ciezka artyleria - cala seria "Faces of Death". Ale jak mnie doly puscily i zabralam sie za robote to moge wszystko ogladac bez wiekszych reperkusji mentalnych. Bo mam leb zajety projektowaniem.
  14. Zgodnie z opinia moich rodzicow to ja zylam w raju i wiele dzieci daloby wszystko zeby miec to co ja. Te slowa sprawily, ze uwierzylam ze jest mi super dobrze a narzekanie to grzech smiertelny i obraza boska! Skoro byl to moj jedyny punkt odniesienia... Bywalam u kolezanek (bardzo rzadko) ale jak tylko probowalam jakichs porownan (bo Anka ma wlasny pokoj) to byla morda i "to idz do jej rodzicow niech ci dadza pokoj, tam ci bedzie lepiej". Kilka takich tekstow i wiedzialam ze cokolwiek bym nie powiedziala, zrobila w najlepszym wypadku zostane zlekcewazona. To i podobne sytuacje wytresowaly we mnie postawe: nie mam wplywu na nic, nie mam mocy sprawczej, moje slowa nie znacza nic. Czy czegos chce, czy nie chce - to nie ma znaczenia. Moge sie wypowiedziec na ten temat ale powinnam sie liczyc z atakiem, kara za upominanie sie o swoje, wyartykulowanie swoich opinii i potrzeb. Tez w jednym pokoju z rodzicami, na szczescie we wlasnym lozku (jednak jest jakis plus ) do 20 roku zycia. A byly w domu wolne pokoje zamkniete na klucz. Zreszta chyba juz o tym wspominalam, nie chce powtarzac sie jak stolec. I tez kontrola, grzebanie w rzeczach, otwieranie korespondencji (i odpytywanie kto to napisal, skad jest, jakich ma rodzicow - glownie znajomosci z kolonii) itp itd nie chce mi sie nawet pisac o tym bo znacie to pewnie z wlasnych doswiadczen. Moj eks notorycznie naruszal przestrzen kazdego z domownikow, grzebal w rzeczach ale nie z potrzeby kontroli tylko bral sobie co mu pasowalo. Jak k*rwa w komunie. Doszlo do tego ze porzadniejsze rzeczy syna (bo glownie jego ciuchy sobie bral bez pytania) zaczelam trzymac u siebie w szafie bo tam nie zagladal. Jakas paranoja normalnie! Eksio wzial cudzy ciuch i go wyplamil, zniszczyl a ja musialam syna czystego i schludnego do osrodka wyprawic. Tak zniszczyl mu kurtke skorzana. Teraz mam wrecz chorobliwa potrzebe przestrzeni zyciowej. I tutaj tez masz racje - potrzebny nam ktos duzo mniej zaburzony, niz my.
  15. veganka - podobnie jak ja po przemianie. Bardzo, a to bardzo cenie sobie swoja niezaleznosc, samostanowienie i "wolnoc Tomku w swoim domku" ze nawet nie wyobrazam sobie kogos tutaj. Byc moze nie doroslam/dojrzalam jeszcze do dzielenia sie przestrzenia. W moim poprzednim zyciu wyznacznym toksycznymi zwiazkami (w tym dziecinstwem) moja przestrzen nie istniala a te resztki ktore z trudem sobie wydeptalam byly systematycznie naruszane. Marzy mi sie taki uklad (choc to nie jest do konca zwiazek w tradycyjnym rozumieniu) ze ja u siebie, on u siebie - czesto sie spotykamy, wyjezdzamy czasami razem na wakacje, pomoc obustronna, przyjazn, zaufanie. To wszystko co w zwiazku stacjonarnym tylko bez mieszkania razem. Nie zarzekam sie niczego bo nie wiemy co nas w zyciu spotka i jakie jeszcze niespodzianki ma w zapasie Ale na dzien dzisiejszy moja opinia jest taka jak wyzej. Inzynier nie dla mnie, jestem humanista, realista i pragmatykiem
  16. Niby lepiej, lepiej ale zabralam sie za robote z optymizmem - i powoli zaczelam tracic sens tego co robie. Czulam ze nie mam energii, pomyslow i tak na sile to robie zeby nie skapcaniec do reszty. Przyszedl taki moment ze chcialam pochowac te materialy, usiasc, moze film dokonczyc ale nawet mysl o tym filmie byla: po co? Ale nie usiadlam. Zmusilam sie do dalszego przegladu wzorow i nagle znalazlam odpowiedni i... przeszlo. Nie do konca ale odnalazlam odrobine radosci w procesie tworzenia. Jedna praca mi nie wyszla ale natychmiast pomyslalam (jak zwyklam kiedys, w dobrych czasach) ze to nawet dobrze bo bede eksperymentowac z 3D wiec i tak nie bedzie widac. Ze mod podge nie powinnam rozcienczac a jesli juz to uzyc bardzo miekkiego pedzla. Jestem w trakcie czterech projektow ktore dzisiaj zaczelam na dobre (byly przygotowane: malowanie, struktura itp), pomysly przychodza z wielkim trudem, to jak orka na kamienistym ugorze. Zawsze jak zaczynalam to otwieralo mi sie cos w glowie i pomysly byly z automatu, nie moglam sie od nich odgonic. A tym razem ciezko jest. Przezyjemy. Wazne, ze jestem w stanie robic cokolwiek.
  17. aardvark3

    Filmy i seriale

    http://www.imdb.com/title/tt0846774/ "Purgatory" (Czysciec) - rosyjski film wojenny (o wojnie w Czeczenii) z 1998 roku. Szczegolnie jedna scena, dla ktorej nie powinno sie ogladac tego filmu. Koszmar, horror... Nie polecam, rozwali kazdego.
  18. Bo wlasnie o to chodzi w zwiazku, a nie o podtrzymywanie dysfunkcji. O rozwoj. Progres. Mnie sie to zdarzylo tylko raz, bardzo dawno i trwalo krotko. I chyba nie bylam przygotowana na tak wiele na raz. Mniejsza o to, to juz przeszlosc. Dopiero teraz zaczynam ja wlasciwie rozumiec i korzystac z wiedzy, ktora on mi przekazal. I nie pojde juz na zadne ustepstwa. Zbyt wiele mnie kosztowaly. I byly tylko bladzeniem po omacku, zadnego postepu a wrecz regres czasami. Jesli cos osiagnelam to wbrew wszystkiemu, syzyfowa praca i pod gorke. Nie lubie gdybania ale jako ostrzezenie na przyszlosc poczytuje sobie swiadomosc, ze gdybym byla z wlasciwym czlowiekiem to nie stracilabym tak wiele chociazby materialnie.
  19. Szklanka jest w polowie pelna To jakis postep bo przeciez byla pusta. Moze cos w necie, odpisz, pozmieniaj co nieco zeby nie bylo dokladnie tak samo, dodaj jakies wodolejstwo... Zeby dopelnic ta szklanke. Powodzenia.
  20. Bezwarunkowo - mam na mysli bez stawiania warunkow, jak w dziecinstwie czy w naszych toksycznych, przeszlych zwiazkach. Ze ktos nie stara sie przyciac nas na swoja modle, na obraz i podobienstwo wlasnych wyobrazen - o dziecku czy o partnerze mowa. Bede cie kochac ale masz byc taka jak ja chce. O to mi chodzilo. A kocha sie okreslone osoby, nie kazdego. I to calkiem zrozumiale. Kochasz swojego partnera za taki a nie inny zbior cech, za jego podejscie, za to co w Tobie wyzwala jego obecnosc w Twoim zyciu. Czyli na upartego - nie jest to tak calkiem bezwarunkowe. Milosc do dziecka bezwarunkowa, sama wspominasz - czy jednak nasi rodzice potrafili kochac nas bezwarunkowo? Tak, jak rodzic kocha dziecko? To nie sa sprawy ani jasne, ani proste. Ani tym bardziej jednoznaczne. -- 05 sty 2014, 17:45 -- Chcialabym kiedys jeszcze powiedziec, ze kocham kogos, ze jest mi bliski bo czuje sie z nim bezpiecznie, ufam mu, szanuje go za to kim jest i ciesze sie, ze przy nim moge byc soba w lepszym wydaniu. Ze jego obecnosc katalizuje we mnie wiele dobrych cech i zachowan. Za to, ze moje wady nie sa dla niego przeszkoda ale przyprawa do tej jedynej i niepowtarzalnej mnie. Za to, ze moge liczyc na jego wsparcie w kazdej sytuacji. No, k*rwa, przynajmniej wiem, jakiego osobnika szukam. Zadnych taryf ulgowych! Zadnych przemilczen. Nie ma ze jakos to bedzie bo nigdy nie jest. -- 05 sty 2014, 17:49 -- No jak to nie kochasz tatusia i mamusi? Za to, ze sa rodzicami. Nie za nic. Dziecko musi kochac rodzicow zawsze, ale rodzice moga kochac dziecko jak postepuje zgodnie z wytycznymi Bo tak jest w dekalogu, biblii i ch*j jeszcze wie gdzie!
  21. Siedzi facet w pracy i nagle slyszy glos w glowie: - Rzuc prace. Sprzedaj dom. Wez pieniadze i jedz do Las Vegas. Ignoruje go, ale glos ciagle wraca. - Rzuc prace. Sprzedaj dom. Wez pieniadze i jedz do Las Vegas. Mijaja dni, tygodnie, miesiace, glos nie ustepuje. - Rzuc prace. Sprzedaj dom. Wez pieniadze i jedz do Las Vegas. W koncu sie wkurzyl, i stwierdzil, ze nie moze tego dluzej zniesc i posluchal tajemniczego glosu. Rzucil prace, sprzedal dom, kupil bilet do Las Vegas i wzial wszystkie pieniadze ze soba. Gdy tylko samolot wyladowal glos w glowie powiedzial mezczyznie: - Idz do kasyna. Facet idzie do kasyna. Glos mówi dalej: - Znajdz stól z ruletka. Znalazl stól z ruletka. Glos mówi: - Postaw wszystko na 17 czarny. Stawia wszystko na czarna 17-tke. Krupier kreci kolem. Wypada 36 czerwone. Glos w glowie mówi: - ku**a.
  22. U mnie tak samo - potrafie byc kreatywna az sie sama sobie dziwie, kilka- a czasem nawet kilkadziesiat projektow zaczynam i wciaz jestem w ciagu tworczym (prace koncze, z niewielkimi wyjatkami ktore leza i czekaja ale ja juz tak mam ze potrzebuje "dojrzec", poza tym nie spieszy sie, nie wystawie ich wczesniej na rynek niz na wiosne) - i nagle pierdut! Para uchodzi i pustka we lbie, niechec, apatia, zadawanie sobie pytania na cholere to wszystko... Ale jestem typem ktory w jeden dzien zrobi tyle co inni w miesiac (a potem moge siedziec i baki zbijac). Musze jednak miec do tego 100% przekonanie, wene i energie. Dzis np mam bardzo kreatywne podejscie tylko jak nie urok to sraczka - znajoma mnie zaprosila na kolacje a nie pojde uj*bana farbami czy - co gorsze, bo nie zmyjesz tak szybko - pastami postarzajacymi. Albo ciagnacy sie smrod lakieru/rozpuszczalnika itp. Nic wiec nie robie, jutro tez jest dzien.
  23. Bo nauczono nas jedynie postawy: utrzymac dysfunkcje za wszelka cene. Tak bylo w naszych domach rodzinnych. To wlasnie bylo wzorcem zwiazku, wiezi, partnerstwa. Podtrzymywanie, pielegnowanie, holubienie dysfunkcji. Nie znalysmy innej rzeczywistosci. Dlatego nie umialysmy wybrac tych, ktorzy wydobeda z nas to co najlepsze i pozwola nam sie rozwijac - tylko tych, ktorym pomagalysmy utrzymac ich dysfunkcje. W domu rodzinnym nie pozwolono nam sie rozwijac, nie pozwalano na indywidualnosc bo bylo zaburzenie i nim sie nalezalo zajac a nie kreowaniem jednostki. A co, jesli ta jednostka sie rozwinie, zrozumie zaburzenie i zacznie z nim walczyc albo jeszcze gorzej - naprawiac je i leczyc? Zrozumialam to stosunkowo niedawno, kolejna iluminacja. Zabolalo, i to bardzo gdy uswiadomilam sobie ile potencjalu zmarnowalam. Ale tylko na chwile - bo skoro nie znalam innego zycia to mowic o zmarnowaniu byloby okrucienstwem. Upieczonego chleba nie odpieczesz, wypowiedzianych slow nie wtloczysz z powrotem do ust. Dokonanych czynow nie odkrecisz. Ale moge wyciagnac wnioski z tych czynow. Wtedy i tylko wtedy nie pojda namarne. Dosyc juz zmarnowalam. Nie stac mnie na to. Nie mam az tak wiele czasu . Candy: W moim przypadku bylo toczka w toczke tak samo. Zero wymagan - juz o tym pisalam ale sie powtorze; wymagania sa zabronione, to dowod na bycie ksiezniczka i egocentryczka, wykorzystywanie innych, cos bardzo zlego i grozacego odrzyceniem (czytaj: smiercia, unicestwieniem - bo dziecko tak odbiera odrzucenie a te odczucia sa nie doroslego "ja" tylko "ja-dziecka"). Bagatelizowanie zachowan nawet karygodnych (balam sie zwrocic uwage a jak ktos to zrobil truchlalam ze strachu ze obroci sie to przeciwko mnie), albo obracanie w zart. Faktem jest, ze kiedy po latach pozwolilam sobie na bardzo taktowna uwage na dosc wazny temat uslyszalam stek oskarzen i skonczylo sie awantura. Swoim zachowaniem i brakiem reakcji spowodowalam ze bylam obwiniana o plamy na sloncu. Nie stawianie granic - bo jak to? Granice w zwiazku? To ma byc wiez a nie jakies granice. Oczywiscie bardzo toksycznie pojeta byla ta wiez w moim wydaniu.A nie mialyscie przypadkiem takich prawie-euforycznych mysli: przeciez jakos to bedzie dam sobie rady, nie takie bryly przed nami byly? W chwilach wlasnie takich niefajnych sygnalow ktore mogly byc zlym prognostykiem? A moze jestem przewrazliwiona (w domu rodzinnym ciagle to slyszalam, i ze przesadzam, i ze wydziwiam, i ze nic mi sie nie dzieje etc)? Kazdy ma swoje wady. On ma akurat takie - to co, mam go zostawic bo to czy tamto? TAK. Trzeba bylo tak zrobic to teraz nie cierpialabym na depresje czy co to k*rwa jest! Ale nie zrobilam bo mialam wczytany schemat: pielegnacja i utrzymanie zaburzenia. I gdybym sie nie ocknela, nie opamietala - nie wiem czym mogloby sie to skonczyc. Moze nawet tragicznie. Zaslugiwanie na milosc, szacunek, akceptacje, aprobate - jak najbardziej. To bylo moje drugie imie - a moze nawet pierwsze... Nie macie pojecia jak bardzo pomaga mi pisanie tutaj, jaki to wazny i skuteczny katalizator przemyslen.
  24. Reiben - wlasnie wyszlam z takiego dola niemocy, trzymalo mnie z przerwami od miesiaca. Nie chcialabym wiecej tego doswiadczyc, ciemnosc, przepasc bez dna, brak sil i energii na cokolwiek, nie widac sensu jakiegokolwiek dzialania i gdyby nie obowiazki wykonywane automatycznie z odpowiedzialnosci (i braku kogos innego kto moglby to za mnie zrobic) to pewnie nie zrobilabym nawet tego. Ale to sa rutynowe, mechaniczne dzialania. Obnizony apetyt albo zapychanie sie byle czym. Proby obejrzenia filmu koncza sie utrata zainteresowania, To samo z ksiazka. Ogolnie szybko trace zainteresowanie, probuje nieraz na sile cos robic. Zajac sie czyms a najlepiej tym, co szybko daje efekty. Czasami to pomaga - na dluzej, na chwile a bywalo i tak ze wyciagnelam sie dzieki temu z dolka. Moze pogadac z kims tez by pomoglo ale akurat nie bardzo mam z kim. A nie chce gadac do sciany albo widziec w kims zniecierpliwienie bo go nie interesuja moje sprawy a ma akurat cos wazniejszego na oku. Na forum jest OK bo my tu wszyscy z podobnej gliny. Forum bardzo mi pomoglo bo moge sie chociaz wygadac i troche doly popuszcza jak czlowiek wyartykuluje swoje emocjonalne wyboje.
×