Cześć. To akurat jest jedynie Twoje osobiste naginanie rzeczywistości. Równie dobrze można nagiąć ją w drugą stronę zmieniając kolejność i stwierdzić, że po złych okresach przychodziły lepsze. To takie trochę bezproduktywne analizy, które de facto niczego wiarygodnego Ci nie sprzedają. Piszesz, że zmarła Ci bliska osoba. Większość ludzi na Ziemi straciło kogoś bliskiego w ostatnich kilku latach, nie mówiąc już o całym ich dotychczasowym życiu.
No ja też tego nienawidzę. I co w związku z tym? Co Ci to da, że będziesz siedzieć w domu i rozkminiać strukturę funkcjonowania świata ludzi? Ile pożytecznych rzeczy zrobiłaś dla cierpiących ludzi w ostatnim tygodniu(które wymagają jedynie Twoich chęci, a nie np. finansów)?
Czyli jednak potrafisz czerpać pozytyw z tego, co Cię otacza. Ile możliwości doświadczania innych bodźców wprowadzających człowieka w spokojniejszy nastrój wypróbowałaś i co to było? Dlaczego boisz się śmierci skoro życie nie jest dla Ciebie czymś satysfakcjonującym?
Do czego potrzeba jest Ci ta wiara skoro kierujesz się w życiu logiką?