Skocz do zawartości
Nerwica.com

deader

Użytkownik
  • Postów

    4 886
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez deader

  1. Nieciekawie :/ Mnie wkurza że życie jest tak krótkie, owszem momentami czuję się do dupy, ale generalnie właśnie myśl o tym że kiedyś zatopię się w nicości mnie wkurza
  2. Może i tak. A może i nie Od kiedy zacząłem łykać psychotropy to mam wrażenie że właśnie piwo działa na mnie bardziej usypiająco niż wcześniej, natomiast wysokoprocentowe alkohole - nie mają tak potężnego efektu "jebnięcia kowadłem przez łeb". Ale generalnie staram się "nie przeginać pały" żeby sobie przypadkiem nie zaszkodzić, na szczęście nie mam już potrzeby totalnego "uwalania się" jak na początku, a jak mam ochotę wieczorem na drinka to leję sobie 50kę czy 25kę whisky z colą i mi starcza Może naiwnie, ale też rozsądnie. Zdaje mi się że w praktyce wypicie sobie jednego piwka przy braniu SSRI (a już tym bardziej jesli tylko raz na jakiś czas) nie powinno być szczególnie niebezpieczne, ale opinia profesjonalisty to nie jest Ponoć z benzo alkohol na niektórych działa bardzo mocno, a ty zdaje się chyba łykasz jakieś czasem..? Mam dość podobne podejście, ale jednak mam też swoją wewnętrzną "czerwoną lampkę". Może być to związane z tym że każde z nas bierze inne leki a także ma inną "wytrzymałość" na takie czy siakie substancje.
  3. Na każdego leki działają ciut inaczej, stąd różnice w odczuwaniu ich efektów. Ja na przykład nie odczuwam szczególnie wpływu alkoholu na samopoczucie, przynajmniej; nie negatywnego. Co prawda też ostatnimi czasy bardzo, bardzo ograniczyłem picie (jakoś tak samo z siebie wyszło, bez żadnego spinania czy przyrzekania czegokolwiek) ale - tydzień temu na wieczorze kawalerskim kumpla piłem wódkę prawie równo z chłopakami i rausz był bardzo pozytywny. W dodatku przez świadomość że biorę leki bardziej się kontrolowałem z ilością więc rano obudziłem się totalnie bez kaca i żywczyk. Natomiast jak kumpel do mnie wieczorem wpadł na piwko ostatnio to musiałem go po jednym piwie i niecałej godzinie pożegnać bo tak mi się spać od niego zachciało że jej!..
  4. maciekpoznan, przy obecnym trendzie podnoszenia progu wieku emerytalnego to jestem przekonany że emerytury to ja najzwyczajniej w świecie nie dożyję Inna sprawa że przy obecnym pędzie świata niewykluczone że za te 40-50 lat fluoksetynę czy jakiś inny nowy turboantydepresant będą rozdawać jak dzisiaj zupki bezdomnym...
  5. deader

    Pod Trzeźwym Aniołem

    Czyli jak moi znajomi ćpają 6 lat a ja 3 lata to jestem dwa razy mniejszym ćpunem? Nawet jeśli faktycznie o to littleMi chodziło to wręcz wykazuje dwie rzeczy: że ma poważny problem z alkoholem oraz znajomych z takim samym (a nawet może większym) problemem...
  6. Hehe ja mam dokładnie tak samo Mój szef bogobojny antysemita - a jednocześnie oszukujący żyd
  7. Ja też się nad tym wielokrotnie zastanawiałem i nie rozumiem tego podejścia. Może teraz wszystkich zszokuję, ale mam własnie na odwrót niż "normalni ludzie" - "bardziej żal" mi zabitego człowieka dorosłego niż dziecka. Czemu? Bo dziecko jeszcze nie wie co może w życiu zobaczyć, natomiast człowiek powiedzmy 20-letni już tak. I bardziej jest mi żal kogoś kogo zabito w wieku 20 lat, bo ten człowiek może już miał plany na przyszłość, może miał już swoje dziecko, może chciał wyruszyć w podróż dookoła świata albo zostać najsłynniejszym aktorem porno. Dziecko tymczasem ginie w pewien sposób "niewinne", nie obarczone jeszcze tym wszystkim. Więc od historii Madzi z Sosnowca dużo, duuuuużo bardziej ruszają mnie dużo mniej medialnie rozdmuchane morderstwa, najczęściej zajmujące margines gazety czy onetu typu "23-latek zadźgany przez pseudokibica". Mogę chyba wręcz powiedzieć że im młodsza ofiara tym mniej mi "żal" bo jak luk_dig pisze - jak umrze trzymiesięczne dziecko to można zrobić nowe. Jak umrze 20-letnie dziecko to często już biologicznie nie ma na to szansy.
  8. Hehe, to dobrze Czy jestem zadowolony? Tak. Czy jest bezproblemowa? O, w mordę, wręcz przeciwnie Szef - neurotyk, antysemita, antyamerykanin, prawicowy kapitalista do szpiku kości. Klienci - tępi, wredni, marudzący, chcący wszystko 'na wczoraj". Płaca - poniżej średniej krajowej i to dość sporo. Z drugiej strony - dojazd zajmuje 30 minut z czego 15 minut autobusu i 15 minut spaceru. Płaca - pozwala mi się utrzymać samemu na "swoim". Ekipa w robocie - bardzo fajna. Robota - czasem potrafi dać intelektualną satysfakcję przy przeróżnych "wyzwaniach". Tak więc oczywiście - nie jest jak we śnie. Ale nie jest też jak w horrorze. Bywa, ale nie jest Nieraz narzekam na swoją robotę, klientów, szefa - na każdy element który mi w danej chwili nie pasuje. Ale mam świadomość że mogło być gorzej - mogłem nadal zasuwać na czarno jako pomocnik drwala. Więc generalnie, mimo tych wszystkich minusów - nie pozwalam żeby przesłoniły mi plusy. Minusów może jest i więcej, ale plusy więcej "ważą", że tak się wyrażę...
  9. Może po prostu popatrz nieco inaczej - może i stwierdzam zanik powera, ale skup się nie na tym że stwierdzam jego zanik co podkreślam pogodzenie się z tym faktem Na tym się skup jeśli faktycznie tak się moimi postami wspierałeś Poza tym liczę na to że to kwestia nadejścia jesieni i cała ta szarobura otoczka mnie przytłacza, za pół roku odżyję jak słońce wróci Ja mam podobnie jeśli zarzucę wieczorem nieco benzo - następny dzień lub dwa są wtedy zawsze jakby "fajniejsze". A ponoć benzo i alkohol mają coś wspólnego w działaniu.
  10. Trochę tak (tzn - uważam że to sztuczne definicje, a nie że rozminęliśmy się wypowiedziami). To moim zdaniem wynik ludzkiej potrzeby szufladkowania wszystkiego w strachu przed czymś niezaszufladkowanym :) Człowiek renesansu, erudyta, humanista - to są dla mnie bardzo bliskoznaczne pojęcia, niepraktyczne tak naprawdę. Miały sens kiedy w danej chwili pojawiała się nowa myśl, nurt, ale po latach czy wiekach - te pojęcia zlewają się w jedno. I dobrze. Ja uważam że najważniejsza jest prostota. Wyszukiwanie coraz to bardziej skomplikowanych nazw, charakterystyk, kategorii itd - jest moim zdaniem mocno bezsensowne. Humanista, erudyta, ścisłowiec, poeta - mnóstwo nazw, a tak naprawdę wszystko sprowadzić można do podstawowego rozróżnienia: na ludzi tępych i nie-tępych :) I mała jest dla mnie różnica czy nie-tępy człowiek będzie bardziej nie-tępy w zakresie matematyki, geografii, czy budowy organów kościelnych. Po prostu - jak ktoś nie jest tępy, to o wszystkim z nim pogadasz, bo nawet jak o czymś nie wie, to mu o tym powiesz i zaczniecie rozgryzać temat. A z tępakiem nie pogadasz o niczym. To tak jak dzieciaki mają problem z określeniem swojej osobowości i podpinają się pod subkultury, które "za nich" ich określają. To jest w pewnym sensie pójście na łatwiznę. Ja nie poszedłem na żadne studia, po zdaniu matury opierdalałem się kilka lat w dorywczych robotach aż trafiłem do drukarni (ja, "humanista"!), nie mając kompletnie o drukowaniu pojęcia. Zaczynałem od zamiatania a obecnie jestem kierownikiem jednoosobowego działu druku wielkoformatowego A prace typu budowa miałem w swojej "karierze" wcześniej. Tak więc to wcale nie jest kwestia przesądzająca.
  11. Ja tak samo, też jeszcze z miesiąc-dwa temu miałem motorek w dupie. No ale ja mam pewnie trochę inaczej bo wiem że nigdy nie będę już doświadczał takiego powera jak kilka lat temu ćpając spida, miałem kilka lat na pogodzenie się z marazmem. Fluo mnie ostatnio trochę "podkręciła" ale znów power mi "siada". Tyle że, no właśnie, to nie pierwszy raz power mi ucieka. Przesrane.
  12. deader

    Pod Trzeźwym Aniołem

    Jak na mój gust to pierwszą oznaką że nie jest to "początkowy" problem to fakt że swoje picie od 3-4 lat określasz jako "od niedawna". "Od niedawna" to ja rozumiem miesiąc czy dwa. A nie cztery lata.
  13. Mi ostatnio też, ale doszedłem do wniosku że niestety, widać nie jestem jednym z tych ludzi którzy mają "autonapęd" i lepiej się pogodzić ze swoją niemrawością niż ciągle "tęsknić za powerem" :/
  14. Za wikipedią: "Humanizm renesansowy wypracował wzorzec „człowieka renesansu”, który swoją kreatywność rozwija w wielu różnych dziedzinach, osiągając w ten sposób pełnię człowieczeństwa." Nie wiem czemu koniecznie dopinać do tego bycie padawanem jakiegoś mistrza, zgłębienie każdej możliwej dziedziny w 101% i tak dalej. "Rozwijać swoją kreatywność w wielu różnych dziedzinach" - jak najbardziej dzisiaj można, można więc uznawać się (jeśli się tak postępuje) za "człowieka renesansu", czy, jakbym to dzisiejszym językiem określił - antydebila Zamykanie "człowieka renesansu" w jakichś ściśle specyficznych, określonych ramach jest wybitnie matematyczne, czyli niehumanistyczne, czyli przeczące samemu sobie :)
  15. Kobieta może nawet nie mieć cycków, byleby miała sympatyczną buźkę. Co mi po lasce o ciele Dody i twarzy zdefasonowanej żelazkiem? Wystarczająco dużym szokiem jest dla mnie poranne spojrzenie w lustro, po co dokładać sobie horroru od razu po przebudzeniu..?
  16. Ludzie boją się umierać. W Rosji życie boi się ludzi. Ogórki są zielone. Jestę filozofę.
  17. carlosbueno, czyli właściwie jeszcze łatwiej było być człowiekiem renesansu w epoce kamienia łupanego kiedy było jeszcze mniej dziedzin do opanowania?
  18. No z tak "poprawnym" pismem to humanistką raczej się określać faktycznie nie możesz Poza tym zawsze mi się wydawało że "człowiek renesansu" to ma pojęcie o, powiedzmy, przytoczonych - medycynie i architekturze, ale sam wcale nie musi być lekarzo-architektem. Jest takie powiedzenie: "jak coś jest do wszystkiego to tak naprawdę jest do niczego" i ja się z tym całkowicie zgadzam. Mam pojęcie jakieś o medycynie, wiem jakie mam w sobie bebechy; mam pojęcie o architekturze, o tym że w projektach wieżowców ujmuje się czynnik wychyłu pod wpływem wiatru; i tak dalej - ale budowanie wieżowców czy przeprowadzanie operacji pozostawiam architektom i chirurgom. Zaryzykowałbym stwierdzenie że "ludzi renesansu" wedle twojej definicji to nie było ani jednego w historii, bo według ciebie taka jednostka powinna umieć zrobić coś we wszystkich dziedzinach wiedzy - a wyedukowanie się podczas jednego żywota w tylu dziedzinach, teoretycznie i praktycznie, jest po prostu wysoce fizycznie nieprawdopodobne, zważywszy na długość ludzkiego życia i ograniczoną pojemność mózgu :) "Człowiek renesansu", "humanista", to człowiek który wie o wielu rzeczach, niekoniecznie zaś musi mieć coś bezpośrednio z nimi do czynienia.
  19. A ja się jestem w stanie założyć ze gdyby tematyka wywodu z przytoczonego fragmentu książki nie dotyczyła tego "nietykalnego" kto-wie-czy-bytu, to by śmiech poleciał. I tu wam wierzącym współczuję, bo nie umiecie się śmiać z żartów komika-ateisty; tymczasem ja z żartów komika-katolika śmiać się potrafię, nawet jak "mnie atakują": [videoyoutube=TXtVzj9y-bo][/videoyoutube]
  20. deader

    Filmy i seriale

    Dla mnie point and click to gry obsługiwane myszą na pececie, a nie gra w którą pocinam na konsoli sterując bohaterem bezpośrednio Walking Dead od Telltale to dokładnie ten sam gatunek co Heavy Rain - ciekawe czy jakby tenże wyszedł na pecety kiedyś to też by go ktoś nazwał "point and clickiem"
  21. Srutu-tutu. Przecież wręcz na odwrót właśnie. Ja tam siebie uznaję za właśnie tego typu humanistę - przez pół dnia zapieprzam przy maszynie w drukarni a drugie pół mam na swoje zainteresowania, najczęściej zupełnie się nie pokrywające z moją sferą zawodową (no chyba że uznać za taką sytuację to że czytam książki, które czasem sam składam do druku ). Specjalizujesz się w jednej rzeczy żeby dzięki niej fundować rozwój swojego "humanizmu", w takim kierunku który cię interesuje. No chyba że dla ciebie sprzątaczka-humanistka to pojęcia sprzeczne, bo, pfff, jak humanista może zajmować się tak przyziemnym jak sprzątanie? U nas w firmie babka która przychodzi zmywać podłogi pisze wiersze wieczorami. Pewnie są do kitu, ale stanowią dowód że się da.
  22. refren, nawet żart musisz atakować? Jedyne co tym udowadniasz to że wierzący nie mają poczucia humoru
  23. deader

    Filmy i seriale

    Doookładnie. W TWD zombie są tylko tłem. Zresztą najlepsze filmy o zombie były tak naprawdę o ludziach. Tak w ogóle najlepsze filmy są o ludziach, Gwiezdne Wojny też nie są filmem o wojnie pomiędzy Imperium a Rebelią, tylko filmem o Luke'u, Hanie, Lei... Filmy które tego "nie rozumieją" kończą wyśmiane i poniżone bo próbują skupić się na np. efektach (np. wszystkie filmy Emmericha ) Ta gra jest fenomenalna, mimo ze jej rodzaj (point & click) nie brzmi zachecajaco. Weź nie odstraszaj ludzi Żaden tam point and click, tylko interaktywny dreszczowiec
×