poem
Użytkownik-
Postów
1 202 -
Dołączył
Treść opublikowana przez poem
-
[videoyoutube=1OYw7FPB7CE][/videoyoutube]
-
Czytałam Bukowskiego Listonosza i Najpiękniejszą dziewczynę w mieście, tą drugą nie w całości, to nie na moją psychikę...
-
Moi rodzice rozwiedli się kilka lat temu, nie wiem dlaczego tak późno. Nigdy właściwie nie byli razem. Rozwód był "przełomowym" zdarzeniem - wyprowadziłyśmy się do innego mieszkania, bez taty... i bez psychiatryka za oknem.
-
No no, pewnie że tak :)
-
czasem się trzeba odhaczyć na liście obecności
-
Ja coś ostatnio mało offtopuję witajcie
-
Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?
poem odpowiedział(a) na d65000 temat w Seksuologia
drogę w krzaki ? si i drogę do serca <3 -
Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?
poem odpowiedział(a) na d65000 temat w Seksuologia
trzeba było skręcić w krzaki Żeby zdrożyć w krzaki to najpierw trzeba znać drogę -
Ja trzeci... ale nie tak mocno...
-
Zamiast właściwego wyskakującego okienka wyskakuje okienko z informacją o zablokowanym wyskakującym okienku... Ha-ha-ha.
-
Nie rzygam. Kiedyś się zdarzało ale - to złe słowo - zmądrzałam.
-
Tak wstępnie proponuję spotkanie w piątek 30 sierpnia :-) ewentualnie sobota - jak tam będzie Wam pasowało.
-
Jak to jest? Wiemy, że to droga donikąd, ale... idziemy w to dalej. Mnie tam ciągnie... Gdybym miała własne mieszkanie, sama czy ze znajomymi - bez tej kontroli rodzinnej, zewnętrznej, pewnie bym w to wpadła głębiej.
-
Po powrocie uświadomiłam sobie, że było niewiele takich momentów, kiedy czułam, że chciałabym się schować ze wstydu - tak jak w szkole właśnie. Też zasługa tego, że kilka osób poznałam wcześniej, nie wiem czy w tym tłumie ktoś chciałby zawiązać kontakt akurat ze mną i odwrotnie. Pewnie czułabym się ogólnie mówiąc źle. I chyba nawet nikt nie pytał czemu nic nie mówię, ooo za takie pytanie to bym się pogniewała. To była druga noc. Uległam namowom, żeby zostać, ale - tu bez pretensji do nikogo, z akcentem na uległam - żałowałam. Byłam zła, że nie zaufałam SOBIE i znowu nie wzięłam odpowiedzialności za to co robię. Ok, nie licytujemy, ale... czułam jak spadam. Chciałam się schować, a nie miałam gdzie. Chcąc nie chcąc, zwracałam na siebie uwagę w ten negatywny sposób. Nadal jednak tą pierwszą dobę wspominam dobrze. Zadziwiliście mnie swoim szaleństwem na parkiecie, pierwszy raz od lat tańczyłam, może nawet pierwszy raz w życiu nie czułam się tym bardzo skrępowana.
-
Miałam ochotę na marynowaną paprykę, na zrobienie jej, o czym powiedziałam mamie, bo sama nie umiem... Liczyłam na pomoc. Usłyszałam całą litanię jakie to trudne, kosztowne i w ogóle, no, nie da się.
-
Chyba każdy człowiek czasem popełni coś głupiego, tylko nie każdy jako tako potrafi znieść to uczucie. Ja nie potrafię.
-
Muszę przyznać rację Nie chodzi o mądrość...
-
I jak w takiej sytuacji mam "przyjąć" to, że ktoś mnie lubi za coś czego ja nie znoszę... Ja też częściej zazdroszczę rzeczy niematerialnych. Pieniądze można zarobić, oczywiście jeśli się ma pracę. Głupia jestem to piszę głupoty Nie wiem co to za argument, jest nieadekwatny...
-
refren, przeczytałam Twoją wypowiedź te kilka miesięcy temu i teraz ponownie i masz naprawdę sporo racji, dopiero teraz to zrozumiałam.
-
Miałam na myśli to, że zazdrość wywołuje taki zestaw uczuć. Taka życiowa zazdrość, nie o kogoś, z kim jestem związana. Często mi się wydaje właśnie, że jestem przeciętna i nic tego nie zmieni. Głupia i pusta. Cokolwiek zrobię jest tylko czynem, nie mną. Chwilami zdarza mi się lepsze samopoczucie, zaczynam wierzyć, że może być lepiej. Prędzej czy później to mija.
-
Schudłam. Mam płaski brzuch pierwszy raz od kilku lat. Wreszcie!... I czuję satysfakcję. Przeraża mnie to, że jestem z tego zadowolona. To przecież przypadkiem tak, nie starałam się schudnąć. Ale po cichu o tym marzyłam.
-
No ja myślałam, że "myszy" to będą harcować na forum pod nieobecność "kota"
-
Mi było raz fajnie, raz niefajnie, ale to ja. Tak obiektywnie mówiąc to atrakcji nie brakowało
-
Ja jestem tak okropnie niewyspana, na zlocie, czyli przez 2 noce, spałam po 4 godziny, chyba nadmiar wrażeń
-
To niszczące uczucie dość często mi towarzyszy z różnym nasileniem. Taka mieszanka złości, żalu, poczucia bycia gorszą, nic nie wartą, przy tym poczucie opuszczenia, wrogiego nastawienia od i do ludzi. Wycofuję się, zamykam, zapadam i myślę tylko jak mogłam sądzić, że jestem w czymś dobra, gdy jestem strasznie, okrutnie marna. Mam (choć ta potrzeba wydaje mi się być obca) taką potrzebę bycia jedyną, najważniejszą - albo wcale nie być (jakoś sztucznie mi to brzmi, bo nie wiem "skąd mi się to wzięło" - może dlatego, że jak jest ktoś inny to na pewno jest lepszy). Nie chodzi o perfekcjonizm czy ambicje. W zasadzie każde moje staranie o coś kończy się poczuciem "znowu coś udaję". Skończę tak bez puenty trochę, ale mam taki temat do przemyślenia, chciałabym się tym podzielić, spojrzeć inaczej. Wysyłam zanim znowu się rozmyślę z założenia tego wątku.