Mój tata jest chory odkąd pamiętam. Wydawał się czasem dziwnie obcy, ale zawsze był tatusiem. Dwa oblicza... To budziło we mnie niepewność i strach. Bo pamiętam też jak z mamą się kłócili i jak ona go traktowała. Bywało, że spał na podłodze w przedpokoju lub kuchni. Teraz jak widzę u siebie pewne zachowania podobne do tych jego to widzę jak mama mnie za to nienawidzi.
Tak naprawdę to nie wiedziałam co z tatą się dzieje, mama ze mną nigdy nie rozmawiała na ten temat, z resztą w ogóle nie przypominam sobie bym z kimkolwiek rozmawiała jak byłam dzieckiem. Jak trochę dorosłam i mama próbowała to dziwiłam się, że coś ode mnie chce, że ja istnieję, że niby mogę mówić (choć zwykle jest tak, że ona oczekuje, że powiem to co ona chce usłyszeć, a nie to co myślę. Jak mówię to co myślę to w ogóle nie słucha...)
Tak mnie moja rodzina ukształtowała...
Terapia? Byłam w Zagórzu 9 miesięcy. Niewiele mi to dało niestety. Nie potrafiłam mówić.
cytuję tylko fragmencik, który mnie dotyczy (pewnie wiele by ich było w tym wątku, ale nie przeczytałam całego)
Coraz częściej tak mam, od kilku lat. Boję się, że stracę kontrolę, zrobię coś dziwnego lub strasznego.