-
Postów
14 806 -
Dołączył
Treść opublikowana przez Lord Cappuccino
-
Nie wiem, może Activia podziałała również na zasadzie efektu Placebo. Ale fakty są takie, że na klomipraminie (Anafranilu SR) - i tu mogę potwierdzić jeden z nielicznych namacalnych, osobiście zaobserwowanych, skutków tego leku - miałem straszliwe zaparcia. Co potwierdza zresztą większość użytkowników tego leku, że po Franku defekacja jest prawdziwą męką. A po Activii jakoś poszło z dym... tzn. z wodą klozetową. To normalne, że takich rzeczy, podobnież jak przeczyszczaczy, Xenny Extra, Korzenia Rzewienia i tych wszystkich dupereli nie można wcinać za długo, bo jelita się rozregulują.
-
No właśnie guzik. Nie ma na świecie ani jednego testu pozwalającego dokładnie zmierzyć stężenie neurotransmiterów w mózgu. W ogóle jaka jest norma tego stężenia? To się opiera na domysłach. Zbychu coś pisał, że naukowcy z Polski niedawno opracowali jakąś rewolucyjną metodą mierzenia poziomu dopaminy. Twoje przeczucia mogą być słuszne. -- 21 lis 2011, 18:30 -- W ogóle to antydepresyjne działania Inhibitorów MAO, czyli prekursorów współczesnych leków przeciwdepresyjnych odkryto przypadkiem. Nie chcę skłamać, ale pierwotnie to miały być leki dla kobiet ciężarnych albo na jakieś autoimmunologiczne i gastryczne dolegliwości. Potem się okazało, że w testach wyszło, iż rzekomo powodują poprawę u pacjentów z depresją (a I-MAO jak sama nazwa wskazuje hamują wychwyt zwrotny monoamin biogennych wspomnianych wcześniej), więc podjęto ten trop, że to zbyt niskie stężenie nor, dop i ser odpowiada za depresję i stworzono trójcykliczne leki przeciwdepresyjne (nieselektywne), a później ssri.
-
U nas internista może wypisywać psychotropy. Ponoć od przyszłego roku, tj. 2012 ma się to zmienić i tylko lekarz danej specjalności będzie mógł przepisywać leki ze swojej działki. Czyli psychotropy wyłącznie neurolog/psychiatra. Ale ta ustawa jest w powijakach i to tylko zasłyszana przeze mnie plotka.
-
Bo te wszystkie leki przeciwdepresyjne (mao, tlpd, ssri i reszta) opierają się na HIPOTEZIE, że depresja i pokrewne zaburzenia afektywne/lękowe są spowodowane deficytem monoamin biogennych w mózgu, tj. dopaminy, noradrenaliny, a głównie serotoniny. A tę hipotezę w wielu przypadkach można o kant dupy potłuc, bo przecież rozróżnia się depresję endogennę (spowodowaną czynnikami fizjologicznymi, zmianami w mózgu) i psychogenną (spowodowaną czynnikami psychologicznymi). Ale lekarz ma w dupie czy masz depresję czy jej nie masz, czy to zwykła jesienna apatia, czy smutek, czy depresja psychogenna - i tak dojebie Ci antydepresant, bo nic innego nie ma do zaoferowania (no chyba, że elektrowstrząsy albo lobotomię). Ostatnio gdzieś był artykuł, że kilkadziesiąt procent antydepresantów jest przepisywanych osobom, które w ogóle nie mają depresji tylko dlatego, że się tam na coś skarżyli u psychiatry - jakieś problemy egzystencjalne, zawodowe, rodzinne, finansowe i tak dalej. Jedyne leki których wyraźny efekt działania widać od razu to chyba tylko te wszystkie zamulacze i nasseniacze pokroju anksjolityków, benzodiazepin, zolpidemu. Ale to kurestwo uzależnia. Ja już od dawna podejrzewam u siebie deficyt dopaminy. Bo cóż z tego, że serotonina mi ustabilizuje nastrój, stonuje, wyciszy, zapewni błogostan jak to jest jedna wielka iluzja? To dopamina odpowiada za napęd, kreatywność, energię twórczą, a wielu ludziom właśnie brak motwacji i energii życiowej - czują się zbyt zmęczeni, wiecznie ospali, jakby żyli w amoku. Lekarz też już się skłania w tę stronę, więc zrobię rzut na neuroleptyki w low doses (w high doses działają odwrotnie i blokują dopaminę), agonistów dopaminy i zobaczymy. Zgoda, z tym się w pełni zgadzam i od zawsze to powtarzam. Zioła są ok i mają potwierdzoną skuteczność działania. Może mieszanka mięty, melisy, dziurawca nie pierdyknie Cię w objęcia Morfeusza tak szybko jak dwa tabsy Stilnoxa, ale jednak. Natomiast homeopatia to wierutna bzdura. -- 21 lis 2011, 18:08 -- A co do amfetaminy to z nią jest chyba tak, że ona uwalnia neuroprzekaźniki - głównie dopaminę, noradrenalinę, słabiej serotoninę, dochodzi do ich nadprodukcji, nasila ich przewodnictwo i hamuje wychwyt zwrotny. Co pobudza cały układ nerwowy do większej aktywności, działa euforyzująco, zwiększa wydolność organizmu. Ale organizm nie może nonstop pracować na 300% wydajności, więc po pewnym czasie gdy cały zapas nor i dop zostanie zużyty pojawia się nazajutrz kryzys - dysforia, migrena, zmęczenie, ogólne osłabienie organizmu i tak dalej. Jeśli jest inaczej to niech user amfy mnie wyprowadzi z błędu.
-
To nie ma znaczenia. Tam jest woda, cukier i alkohol. Niekoniecznie w takiej kolejności i niekoniecznie wszystkie naraz. NIC WIĘCEJ tam nie ma. Brak jakiejkolwiek substancji aktywnej, która wywierałaby jakikolwiek wpływ na organizm. Z początkowych ziół, roślin, minerałów, substancji pochodzenia organicznego, syntetyków nic nie zostaje po tylu etapach rozcieńczania. Skuteczność homeopatii oparta jest tylko i wyłącznie na WIERZE, że to działa. Więc jak ktoś wierzy w starego, siwego dziadka siedzącego na chmurce to zapewne łatwo przyjdzie mu uwierzyć, że woda jest inteligentna, posiada pamięć, i podczas produkcji leku homeopatycznego dochodzi do magicznych, mistycznych, ezoterycznych przemian energetycznych niepoznanych dotychczas nauce, które odpowiadają za niebywałą skuteczność homeopatii. Wiara czyni cuda. Choć jeśli użyłem już takiej analogii to muszę nadmienić, że akurat wiara w i stosowanie homeopatii jest sprzeczne z nauką KK. Ale to już temat na inną dyskusję. I błagam - mechanizm w jaki homeopaci wyjaśniają rzekomą i domniemaną skuteczność swoich preparatów jest sprzeczny z podstawowymi prawami fizyki i zależnościami chemicznymi, których uczą już w szkole podstawowej. JOALIS swoje receptury opiera na większości założeń i "dokonań" homeopatów. To logiczne, że jeśli WIERZYSZ w skuteczność tych preparatów to odczujesz SUBIEKTYWNĄ poprawę stanu swojego zdrowia. Ale to w dalszym ciągu jest płacenie tym firmom za "nic". Możesz sobie w domu sporządzić miksturę opartą na wodzie, cukru czy spirytusie, dosypać ziółka z pobliskiego pola - rozcieńczyć milion pińscet sto dziewińcset razy według wskazówek zawartych w internecie na vortalach homneopatycznych i wyjdzie Ci na to samo. Posłużę się nieco humorystycznym i niedokładnym metodologicznie przykładem: Gdyby to było tak piękne jak przedstawiają homeopaci, tzn. że rozcieńczone do granic (nie)możliwości leki działają równie skutecznie co substancje pierwotne, to rozcieńczony alkohol dawałby równie mocnego kopa co zwykła, czysta gorzoła. Jaka byłaby wtedy ekonomia w piciu, gdyby woda była tak inteligentna i pamiętała, że miała styczność z alkoholem etylowym. I gwoli ścisłości jeśli chodzi o branżę psychiatryczną jestem podobnego zdania co Rob. Z jednej strony mamy korporacje, koncerny, lobby farmaceutyczne, dla których liczy się tylko kasa, a z drugiej strony mamy szarlatanerię, która zgarnia wszystkich zdesperowanych, zawiedzionych konwencjonalnymi środkami, rozpaczliwie szukających pomocy i żeruje na ich krzywdzie oferując im cuda na kiju, bo dla nich też liczy się tylko kasa. To jak być między młotem, a kowadłem. Preparaty - już nie ważne w tej chwili czy konwencjonalne czy alternatywne - które mi pomogły, mogę wymienić na palcach jednej ręki (a to i tak przyniosły ulgę tylko w niewielkim stopniu). Cóż, zobaczymy co będzie po neuroleptykach IIG (jeśli się na nie zdecyduję w najbliższej przyszłości) - nie chcę się sugerować porażką Roba w tym względzie - i wolę je sam przetestować na własnej skórze. Nie jest tajemnicą, że jestem radykalnym, ortodoksyjnym racjonalistą, który tępi pseudonaukę jak pchły na futerku swojego kota, ale ostatecznie i tak każdy z nas tutaj dąży do zdrowia i każdy z nas próbuje różnymi środkami osiągnąć ten cel, hę? Szkoda, że jak na razie wielu bezskutecznie. A nasze różnice są czysto ideologiczne i światopoglądowe, więc nie traktuj ich ad personam i nie bierz do siebie, szkoda nerwów na takiego zgorzkniałego młodzieńca jak ja. Jedyne co na mnie ostatnio pozytywnie podziałało ku mojemu zaskoczeniu to Activia firmy Danone (a spodziewałem się, że to tylko chłyt marketingowy), choć ona akurat pomogła mi w... innych dolegliwościach niż psychiatryczne, o których nie będę się tutaj szerzej rozpisywał bo mogłoby to zostać uznane, zwłaszcza przez kogoś aktualnie spożywającego posiłek, za niesmaczne.
-
_asia_, Mylisz się w swej ocenie i jesteś w głębokim błędzie. Nie jestem przeciwnikiem medycyny naturalnej jako takiej. Wręcz uważam że ziółka są niekiedy zbawienne - choć działają oczywiście znacznie subtelniej niźli syntetyki, to przynajmniej działają w ogóle. Ludzie od dawna znają i wykorzystują właściwości roślin w naturoterapii i ziołolecznictwie. Jestem natomiast przeciwnikiem ciemnogrodu, zacofania, głupoty, frajerstwa, naiwności, szarlatanerii i pseudonauki. Gdybyś nie była taką ignorantką to posprawdzałabyś statut Narodowego Funduszu Zdrowia ws. refundacji leków homeopatycznych w Polsce, Kodeks Etyki Lekarskiej, dekrety i uchwały Naczelnej Izby Lekarskiej, statut prawny homeopatii w wielu krajach Unii Europejskiej (i nie tylko), stanowisko czołowych, najstarszych i najbardziej prestiżowych stowarzyszeń medycznych w USA i UE ws. homeopatii, artykuły wielu prywatnych podmiotów, światowej klasy profesorów, docentów, lekarzy, którzy na łamach swoich witryn skutecznie obalają mit homeopatii - i nie kwestionowałabyś oczywistych oczywiści. Ale tak jak mądrze stwierdził shinobi - "niektórych to nie zniechęci, a wręcz utwierdzi w przekonaniu, że warto". Bo WIERZYSZ, że to działa. Na tej samej zasadzie działa moc Jezusa, cudów, magii, krasnoludków, wróżki zębuszki, niewidzialnego różowego jednorożca i latającego potwora sphagetti. Opiera się to na EFEKCIE PLACEBO. Tylko ja za wodę z cukrem, aby zafundować sobie autosugestię nie wyłożyłbym kilkaset złotych z ciężko zarobionych pieniędzy. Ostatnim razem jak podsunąłem Ci oficjalne dane ze stron najbardziej miarodajnych i wysoko postawionych ośrodków badawczych z USA i UE to stwierdziłaś, parafrazując, że "oni i tak nie wiedzą wszystkiego, mylą się, dane są często dziurawe, czasami za oficjalną doktryną kryje się więcej" i tego typu podobna demagogia wypłynęła z Twojego otworu gębowego. Ta spiskowa teoria dziejów przypomina nieco sposób myślenia paranoika, ale cóż: nie mój cyrk - nie moje małpy. Czuję jedynie niesmak, że w XXIw. zdarzają się przedstawiciele ponoć najinteligetniejszego gatunku na kuli ziemskiej, którzy leczą się... zwykłą wodą cukrem, nad którą odprawiono magiczne rytuały i inkantancje, i wierzą w skuteczność tego misterium. Nawet Kościół Katolicki - choć nie darzę szczególną sympatią tej instytucji - ma rację uważając homeopatię za oszustwo, zabobobon, szarlatanerię i praktykowanie okultyzmu. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zdjęła z anteny reklamę bodaj najpopularniejszego leku homeopatycznego w naszym kraju, a mianowicie Oscillococcinum (na pewno musiałaś o takowym słyszeć), gdyż w tej reklamie Boiron - koncern produkujący ów specyfik przekonywał, iż jest on skuteczny, pomaga, leczy grypę, przeziębienie i takie tam. KRRiT zdjęła z antenty tę reklamę, gdyż po złolżonej uprzednio skardze uznaną ją za niezgodną z prawem, nieetyczną i nieprawdziwą - gdyż nigdy nie udowodniono skuteczności tego leku. Poza tym, według homeopatów, aby lek homeopatyczny zadziałał w środowisku pacjenta nie mogą być obecne tzw. "blokady w leczeniu homeopatycznym", czyli: - niekorzystne warunki mieszkaniowe, np. wilgoć w domu, mieszkanie na terenach bagnistych, a także brak harmonii energetycznej w pomieszczeniach - niedostateczne warunki higieniczne - elektrosmog (masowe zanieczyszczenie falami elektromagnetycznymi, np. pochodzącymi z telefonu komórkowego, anteny satelitarnej, poduszki elektrycznej, ekranu komputera itp.) - narażenie na naturalne promieniowanie żył wodnych i innych formacji geo- i hydromagnetycznych - nieprawidłowe odżywianie (zbyt obfite posiłki, za dużo mięsa, tłuszczu, cukru, soli, alkoholu, zbyt mało warzyw, owoców i produktów naturalnych, łykanie niepogryzionych kawałków itd.) - siedzący tryb życia w dusznych pomieszczeniach - pasywny ruch (np. jazda samochodem) - niedobór wysiłku fizycznego - nadmierny wysiłek fizyczny lub umysłowy - zbyt rzadkie przebywanie na świeżym powietrzu - stres psychiczny - nocne życie - używki, narkotyki - nadużycia seksualne - hazard - niedostatek - hałas - nierozwiązane problemy wewnątrzrodzinne i międzyludzkie - brak wypoczynku - przewlekłe stany zapalne, blizny pooperacyjne, obumarłe korzenie zębowe - zbyt liczne szczepienia niemowląt i małych dzieci - zbyt częste leczenie antybiotykami, kortykosterydami czy lekami rozszerzającymi oskrzela Jakie to wygodne! Czyli w razie czego jeśli preparat homeopatyczny nie zadziała to homeopata ma świetną wymówkę: "Lek nie zadziałał panie bo żeś pan masz za duży charmider za oknem, widzisz ile TIR'ów? A hałas jest jedną z blokad energetycznych!" Poza tym czytając podwyższe odnoszę wrażenie, że chyba żaden Polak przy obecnej kondycji gspodarczej kraju nie jest w stanie wyeliminować wszystkich "blokad w leczeniu homeopatycznym" ze swojego życia. Ja zapytam na przekór: Jeśli to wszystko wielka ściema, to jaki jest sens promowania preparatów homeopatycznych i tym podobnych? Odpowiedź jest bardzo prosta: PIENIĄDZE. Zbijanie pieniędzy na ludzkiej głupocie i naiwności. Czasami odnoszę wrażenie, że to Twoją i polakity misją jest promowanie tych wszystkich dziwacznych wynalazków jak chociażby Joalis, bo firmy je produkujące udzielają Wam prowizji od zysków dla swoich konsultantów. A opis medykamentów sygnowanych przez Joalis rozbawił mnie do rozpuku, cytuję z oficjalnych stron zajmujących się dystrybucją: "Firma JOALIS produkuje suplementy diety o działaniu informacyjnym, na nośniku wykonanym na bazie spirytusu. Tak pisze o tych preparatach ich twórca dr Josef Jonasz w najnowszej swojej książce "Detoksykacja w praktyce". "Pamiętam, jak doktor Jonas postawił przede mną buteleczkę preparatu do detoksykacji, mówiąc, że zawarte są w nim informacje o toksynach szkodliwych dla zdrowia i przyczyniających się do powstawania chorób. A informacje te zapisane są w preparacie podobnie jak na dyskietce". "Metoda kierowanego i kontrolowanego oczyszczania organizmu z toksyn polega na wprowadzeniu do organizmu preparatów zawierających hologram danej toksyny". Zaraz dsotanę mdłości od tego pseudonaukowego bełkotu. Te wszystkie preparaty Joalis to de facto leki homeopatyczne, a przynajmniej w dużej mierze zahaczają o homeopatią i czerpią z jej niechlubnego dziedzictwa. Kulki z cukrem nasączone wodą w preperatach homeopatycznych też w magiczny sposób "pamiętają" w jakich substancjach zostały zanurzone, pamiętają ułożenie dipoli etc. Jedno słowo: żenada. I ludzie płacą pieniądze za taką ściemę.
-
Jak się człowiekowi dłuży w niedzielny wieczór to nawet w nosie sobie pogrzebie albo zacznie liczyć kafelki na podłodze z nudów. Chociaż nieskromnie powiem, że inteligentni ludzie się nie nudzą czego wynikiem jest powyższy post zerżnięty fragmentarycznie po kawałku z pewnego wolnego, otwartego źródła wiedzy onlajn. Koniec OT.
-
Garstka faktów o homeopatii: Cały ten proces [sukcesywne rozcieńczanie - przyp.] homeopaci nazywają dynamizowaniem. Rozcieńczanie trwa zazwyczaj tak długo, że w roztworze nie pozostaje nic z początkowej substancji. Twierdzenia o skuteczności homeopatii przekraczającej efekt placebo nie mają oparcia w dowodach naukowych i przeprowadzonych badaniach klinicznych nad jej skutecznością. Choć niektóre badania dały pozytywne wyniki, to systematyczne przeglądy wszystkich opublikowanych badań klinicznych nie udowodniły skuteczności homeopatii. Co więcej, badania kliniczne o wysokiej jakości wskazują na mniej pozytywne efekty, a większości badań z pozytywnymi wynikami nie udało się powtórzyć lub wykazano problemy metodologiczne, które nie pozwalają na uznanie ich za jednoznaczny dowód na skuteczność homeopatii. W zależności od stężenia preparaty homeopatyczne mogą nie zawierać ani jednej cząsteczki substancji aktywnej, a efekty lecznicze takich środków (poza efektem placebo) byłyby sprzeczne z podstawowymi prawami fizyki. Współcześni homeopaci wierzą w pamięć wody, co ma powodować trwałe zmiany roztworu, w którym była rozpuszczana dana substancja. Nie ma jednak zweryfikowanych obserwacji ani praw natury potwierdzających to zjawisko. Powyższe fakty oraz stosowanie w homeopatii leków, które nie zawierają aktywnych składników farmakologicznych, są powodem tego, że homeopatię uznaje się też za pseudonaukę lub szarlatanerię a nawet określa mianem "okrutnego oszustwa". Nie jest znany sposób, w jaki środek homeopatyczny miałby leczyć. Sceptycy oraz przeciwnicy homeopatii tłumaczą pewną skuteczność leczniczą środków homeopatycznych efektem placebo lub jako rezultat myślenia magicznego. Preparaty homeopatyczne są uważane ogólnie za bezpieczne (ze względu na to, iż składają się wyłącznie z cukru czy alkoholu), poza nielicznymi wyjątkami. Homeopaci są krytykowani za narażanie pacjentów poprzez dawanie porad, aby unikać stosowania metod medycyny konwencjonalnej, np. szczepionek, antybiotyków i leków antymalarycznych. W Polsce produkty lecznicze homeopatyczne zostały wprowadzone do ustawy o prawie farmaceutycznym i według Ministerstwa Zdrowia mogą być przepisywane pacjentom przez dyplomowanych lekarzy medycyny, ale homeopatia nie została wymieniona jako specjalizacja lekarska, natomiast Rada Naczelnej Izby Lekarskiej uznała praktykowanie homeopatii przez lekarzy medycyny i lekarzy dentystów za błąd w sztuce lekarskiej, a przepisywanie przez nich preparatów homeopatycznych za nieetyczne i niegodne profesji medycznej. Nie istnieje żadna teoria naukowa, która wyjaśniałaby możliwość wpływu bardzo rozcieńczonych roztworów na układ odpornościowy lub jakiekolwiek procesy przebiegające w organizmie pacjenta. Preparaty homeopatyczne często nie zawierają cząsteczek aktywnej leczniczo substancji i są czystymi rozpuszczalnikami. Typowa, jednorazowa dawka leku homeopatycznego to ok. 1 μl. Zakładając, że wyjściowy roztwór substancji aktywnej, który homeopata dwadzieścia razy rozcieńczał w proporcji 1:100 (potencja 20C), miał stężenie 1 mol/l, okaże się, że w preparacie końcowym stężenie tej substancji wynosi 1/(10020) = 10−40 mol/l. W jednym mikrolitrze preparatu znajdzie się zatem średnio 10−6 • 10−40 = 10−46 moli substancji, czyli 10−46 • 6,022 • 1023 = 6,022 • 10−23 cząsteczek substancji leczniczej. Innymi słowy, szansa na spotkanie choćby jednej z nich w przyjętej dawce wynosi w przybliżeniu jak 1 do 1,66 • 1022, co oznacza 1 cząsteczkę leczniczą na 17 tryliardów dawek. Wiele substancji homeopatycznych przygotowywanych jest w rozcieńczeniach znacznie większych. Na przykład preparat oscillococcinum oznaczony jest jako 200C, co oznacza rozcieńczenie 1:10400. Według współczesnych oszacowań liczba atomów w obserwowalnym wszechświecie wynosi około 1080. Oznacza to, że liczba atomów w nim jest za mała (ponad 10300 razy za mała), aby uzyskać wymienione stężenie, jeśli mamy do czynienia z co najmniej jedną cząsteczką substancji aktywnej. Podane stężenie nie jest więc faktycznym stężeniem, a jedynie wskazaniem, że procedura rozcieńczania 1:100 została przeprowadzona 200 razy. Oznacza to, że od pewnego momentu przetwarzano preparat pozbawiony początkowej substancji. Sugerowany przez homeopatów mechanizm działania leków homeopatycznych spotyka się z krytyką przedstawicieli współczesnej nauki, np. prof. Marek Kosmulski, kierownik Katedry Elektrochemii Politechniki Lubelskiej, w artykule pt. Czy zmierzch Homeopatii? zamieszczonym w biuletynie Okręgowej Izby Lekarskiej w Białymstoku twierdzi, że: "(...) roztwór w stężeniu poniżej 1 μg/dm3 nie da się w żaden kontrolowany sposób utrzymać. Nie da się również takiego stężenia zweryfikować, gdyż leży ono poza zakresem dostępnych metod analitycznych. Tak zwanych roztworów homeopatycznych nie tylko nie można uzyskać, lecz nawet teoretycznie nie można rozpatrywać, czy jakikolwiek składnik jest w nich zawarty". Uwagi krytyczne prof. Andrzej Gregosiewicz rozpatruje na przykładzie preparatu homeopatycznego oscillococcinum firmy Boiron: "Homeopatów nie martwi jednak, że „lek” zawiera NIC. Oto bowiem, jak mówią, w trakcie „dynamizacji” kacze molekuły odcisnęły takie piętno na cząsteczkach wody, że te ostatnie zamarły ze zdumienia w określonej, „leczniczej” polaryzacjo-konfiguracji. W tej „skonfigurowanej leczniczo” wodzie pracownicy firmy Boiron moczą („nazywają to impregnacją”) granulki cukru. Woda po jakimś czasie odparowuje i z tą chwilą cząsteczki cukru biorą na siebie pełną odpowiedzialność za przechowywanie „informacji” o „ułożeniu dipoli”. Zagadka: znaki plus będą skierowane do sufitu, czy do podłogi?" Prof. Andrzej Gregosiewicz domaga się ponownego, krytycznego rozpatrzenia ustawodawstwa farmaceutycznego dotyczącego leków homeopatycznych. „Działalność prof. A. Gregosiewicza zmierzająca do uświadomienia społeczeństwa, że homeopatia nie ma nic wspólnego z medycyną (poza zjawiskiem placebo) oraz wykreślenie art. 21 z ustawy Prawo farmaceutyczne została poparta przez Prezydium Okręgowej Rady Lekarskiej w Lublinie”. Romuald Krajewski w artykule pt. Ani udowodnić, ani obalić, opublikowanym w „Gazecie Lekarskiej”, dokonuje podsumowania, że: "(...) „lek” jest z punktu widzenia chemicznego bardzo czystym cukrem nasączonym bardzo czystą wodą i ma działać na zasadzie, której nie da się wytłumaczyć poznanymi mechanizmami." Rozporządzenie Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej (Dz. U. Nr 31, poz. 302) w sprawie specjalizacji lekarzy i lekarzy stomatologów nie wymienia homeopatii jako specjalizacji lekarskiej. Preparaty homeopatyczne nie są refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Ze względu na brak naukowych dowodów potwierdzających skuteczność homeopatii Rada Naczelnej Izby Lekarskiej negatywnie ocenia ordynowanie leczenia homeopatycznego. Wprowadzenie definicji produktów homeopatycznych do ustawy o prawie farmaceutycznym umożliwia stosowanie ich przez lekarzy. Tym niemniej Rada Naczelnej Izby Lekarskiej wyraziła opinię, że w związku z tym, że produkty homeopatyczne nie mają potwierdzonej naukowo skuteczności, stosowanie ich przez lekarza może być uznane za sprzeczne z Kodeksem Etyki Lekarskiej. W oświadczeniu z dnia 4 kwietnia 2008 negatywnie oceniła zjawisko stosowania homeopatii oraz pokrewnych metod przez niektórych lekarzy i lekarzy dentystów, a także organizowanie szkoleń w tym zakresie dla personelu medycznego. Konstanty Radziwiłł – prezes Naczelnej Izby Lekarskiej – podkreślił, że dokument z 4 kwietnia 2008 charakteryzował stanowisko samorządu lekarskiego i nie posiadał statusu uchwały, oraz stwierdził, że: "Nasza opinia jest jednoznaczna i wielokrotnie powtarzana: homeopatia nie jest metodą naukową i lekarze nie powinni takich środków przepisywać. To narażanie pacjenta na zbędne wydatki i marnowanie pieniędzy publicznych". Zatem rzekoma i domniemana skuteczność homeopatii opiera się na efekcie placebo i myśleniu magicznym. Czym jest efekt placebo zapewne większość wie, a czym jest myślenie magiczne? Myślenie magiczne – pojęcie z zakresu psychologii i psychiatrii określające taką treść rozumowania, w którym (w przekonaniu podmiotu) myślenie jest tożsame z działaniem. Myślenie magiczne charakteryzuje się katatymiczną oceną rzeczywistości i katatymicznymi dążeniami i pragnieniami oraz związaną z tym wiarą w zabobony, majacymi na celu zapobieganie nieszczęściom. Myślenie magiczne jest charakterystyczne dla myślenia przedoperacyjnego u dzieci, cywilizacji prymitywnych, schizofrenii oraz nerwicy natręctw.
-
MCS - zespół nadwrażliwości chemicznej
Lord Cappuccino odpowiedział(a) na _asia_ temat w Medycyna niekonwencjonalna
Ja mam swoich profesorów, Ty masz swoich naturoterapeutów. Z mojej strony uważam dyskusję za skończoną. Ironia z mojej strony faktycznie była zbędna. Upraszam o wybaczenie. -
MCS - zespół nadwrażliwości chemicznej
Lord Cappuccino odpowiedział(a) na _asia_ temat w Medycyna niekonwencjonalna
Spoko. Jak będę się kiedyś zastanawiał nad zakupem nowego proszku do prania to wyślę Ci go pocztą do zdiagnozowania, bo w końcu "ma się tego nosa", co? Chciałbym powinszować postępu w terapii... Wersja1 Wersja2 ...ale brak konsekwencji, stanowczości, trudności decyzyjne, ambiwalentne uczucia, rezygnacja, świadczą, że ta terapia nie przebiega jednak tak dobrze jak mogłoby się wydawać. -
MCS - zespół nadwrażliwości chemicznej
Lord Cappuccino odpowiedział(a) na _asia_ temat w Medycyna niekonwencjonalna
MCS bardzo łatwo można obalić przy udziale niezależnej, bezstronnej komisji medycznej podczas tzw. ślepej albo podwójnie ślepej próby. Człowiekowi na zmianę podawane są różne związki i substancje chemiczne. Badany nie wie co jest substancją toksyczną, a co zupełnie niegroźną, neutralną, powszechnie występująca np. w przyrodzie. Nawet można mu powiedzieć, że wdycha śmiertelnie trujący gaz, a w rzeczywistości wypełnić pomieszczenie czystym, świeżym powietrzem. I vice versa. Powiedzieć mu, że dana substancja jest niegroźna, a w rzeczywistości podać mu jakąś toksynę. Albo w ogóle nie mówić mu z jakiego rodzaju substancją ma styczność i obserwować reakcje jego organizmu. Tak jak mówiłem: wykonywano wiele takich badań na pacjentach ze zdiagnozowanym rzekomym MCS i reagowali oni równie gwałtownie przy kontakcie z groźnymi, jak i niegroźnymi substancjami. W obu przypadkach pojawiały się objawy, które wymieniłaś, tj. "migrena, nierówne bicie serca, mdłości, panika, lęki, problemy z oddychaniem, niepokój, silna mgła umysłowa, zmęczenie, agresywność, kłopoty z koncentracją, słabość i uczucie omdlewania, suchość w jamie ustnej, silna derealizacja i depersonalizacja, kłopoty z pamięcią". Tak działa placebo i siła sugestii autorytetu. Więc chcesz powiedzieć, że Ty cierpisz na jakąś inną wersję MCS? Może MCS 2.0? Życzę w takim razie miłego wieczoru i równie serdecznie pozdrawiam. No i więcej rozsądku i samodzielnego myślenia życzę, a mniej ślepej wiary. Bo bywa ona złudna. -
MCS - zespół nadwrażliwości chemicznej
Lord Cappuccino odpowiedział(a) na _asia_ temat w Medycyna niekonwencjonalna
Dalej lękajcie się substancji promieniotwórczych, rakotwórczych, wysoko przetworzonej, zmodyfikowanej genetycznie żywności z zabójczymi barwnikami, konserwantami i aromatami, wszechobecnych straszliwie niebezpiecznych chemikaliów i związków chemicznych, smogu elektromagnetycznego emitowanego przez telefony komórkowe, stacje przekaźnikowe, satelity, skażonej gleby, skażonej wody z ujęcia miejskiego, skażonego powietrza, spalin, pestycydów, odpadów przemysłowych, smogu, produktów ubocznych z fabryk, kwaśnych deszczy i cholera wie czego jeszcze. Dalej sami diagnozujcie u siebie zespoły nadwrażliwości chemicznej, syndromy chronicznego zmęczenia, syndrom wojny w Zatoce Perskiej, boleriozę, celiakię, fibromalgię, alergie i migreny niejasnego pochodzenia. Najlepiej przeprowadźcie się do lasu, zbudujcie chatkę, załóżcie ekologiczną plantację, własną hodowlę trzody i trzymajcie się z dala od technologii i chemii. Na pewno doprowadzi Was to do zdrowia i szczęścia. A i to nie zagwarantuje Wam, że nagle nadzorca lasów państwowych w pobliżu Waszej chatki nie pierdyknie wysypiska śmieci albo składu odpadów radioaktywnych. Uważam, że to żaden wstyd przyznać, że cierpi się na nerwicę histeryczną, hipochondrię czy zaburzenia somatoformiczne. Ale ludzie wolą desperacko zaprzeczać temu co jest oczywiste i tworzyć choroby, zespoły, syndromy usprawiedliwiające ich i rzekomo udowadniające, że ich problem nie leży w psyche tylko w soma. Czy to się komuś podoba czy nie będziemy żyć w świecie, gdzie jest wszechobecna technologia i chemia - na tym polega postęp i rozwój cywilizacyjny. Szamani, znachorzy, uzdrowiciele, naturoterapeuci, spece od medycyny alternatywnej, homeopaci, bioenergoterapeuci i cała ta wszelkiej maści szarlataneria przedstawia Wam najprawdziwszą prawdę objawioną i czyni to oczywiście z czystej dobroci serca, aby zapewnić Wam zdrowie i dostatnie życie. Natomiast złe rządy, chciwe i zachłanne korporacje, pozbawione skrupułów koncerny farmaceutyczne i przekupni, konwencjonalni lekarze działający na rzecz lobby farmaceutycznego chcą Wam trzymać w nieświadomości, jedynie żerować na Waszej krzywdzie i wysysać z Was jak najwięcej szmalu. Ten diabelski plan wprowadzają w życie już od maleńkości szpikując Was zabójczymi szczepionkami i antybiotykami! Ja bym ukrył się w dżungli. Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie. Rozumiem, że homeopaci i koncerny wytwarzające leki homeopatyczne oferują swoje magiczne wyroby - czyli !WIELKIE NIC! bez kszty susbtancji aktywnej (zwykłą wodę z cukrem!) w aktrakcyjnych cenach albo rozdają je za darmo? Hm. Wydawało mi się, że ceny preparatów homeopatycznych są dwukrotnie lub często parokrotnie wyższe aniżeli ceny tradycyjnych medykamentów dostępnych w aptece. Podobnie rzecz się ma z preparatami ziołowymi (odsyłam chociażby do e-sklepów Grzegorza Sroki i o. Klimuszki - ceny mogą przyprawić o zawrót głowy). I kto tu zarabia na czyjej głupocie i naiwności? A podejście holistyczne jest od dawna krytykowane przez środowiska medyczne. I wyobraź sobie, że nie jestem malkontentem i ignorantem, bo wiem, że konwencjonalni lekarze w przeszłości popełniali omyłki i odstawiali babole. Tak jak dawniej alergię, astmę, migrenę, celiakię, fibromialgię uznawano za dolegliwości histeryczne czy wynik hipochondrii, tak obecnie są to powszechnie uznawane jednostki chorobowe - odpowiednio T78.4, J45, G43, K90.0, M79.7 w ICD-10. Jednak MCS w dalszym ciągu mnie nie przekonuje i podchodzę do tego zagadnienia z dużą dozą sceptycyzmu. Na pewno nie przekona mnie paru specjalistów z jutjuba, którzy medycynę kończyli chyba na podwórku albo w komórce pod schodami i garstka austryjackich populistów o niejasnych kompetencjach, kwalifikacjach i uprawnieniach. Ja też mogę założyć sobie własną stronę internetową, kanał na YouTube, zebrać w swoich szeregach kilkuset pomyleńców, paru lekarzy, którzy ukończyli medycynę w prowincjonalnej placówce przysypiając na zajęciach i radośnie obwieścić całemu światu, że zdiagnozowaliśmy nową chorobę, którą konwencjonalni lekarze próbują zataić przed społeczeństwem. A mianowicie SNDP (Syndrom Niedopchnięcia), który objawia się smutkiem, apatią, awersją seksualną i bywa mylony z tym, i tym przez konwencjonalnych lekarzy. Co z tego wynika? Nico. I to nie była bynajmniej aluzja czy wycieczka osobista - to po prostu moje grubiaństwo i cynizm wyłążące z buciorów. Największe, najstarsze i najbardziej prestiżowe organizacje z USA i Unii Europejskiej twierdzą, że taka choroba jak MCS nie istnieje - to znaczy, że na tę chwilę nie istnieje. To odpowiedz mi na drugie pytanie: dane personalne lekarki, która zdiagnozowała rzekome MCS w Polsce, jaki kod choroby i jakie rozpoznanie wpisała do dokumentacji medycznej - karty pacjenta, historii choroby (skoro taka choroba jak MCS nie figuruje w ICD-10), za wykonanie jakiego świadczenia zapłacił jej Narodowy Fundusz Zdrowia, jakie testy i badania wykonała, aby zdiagnozować MCS, czy posiada uprawnienia alergologa/immunologa? Co do amalgamatu - nie opieram się na ślepej wierze, tylko na faktach. A te są na chwilę obecnę są zbyt rozbieżne i kontrowersyjne bym mógł wyrobić sobie własne zdanie. Szerzej zagłębię się w ten temat to wtedy udzielę Ci odpowiedzi co o tym sądzę. Mam nadzieję, że to wystarczy na Tripple Kill, Tripple HeadShot albo Hat-trick'a. -
Zdrastwujtie rebiata, to już koniec świata! Wiola urżnięta, smacznie chrapią jej wilczęta. Jaka z tego płynie peunta? Niech dzowni do agenta... (pogrzebowego), każdy kto na jej drodze stanie! Lecz ona na tym nie poprzestanie, i spuści mu tęgie lanie. I świt, nowy dzień nastanie, a denat w ciężkim stanie, na OIOM'ie wnet wyląduje, będzie jęczał, wył i klął w trzy ch.uje.
-
MCS - zespół nadwrażliwości chemicznej
Lord Cappuccino odpowiedział(a) na _asia_ temat w Medycyna niekonwencjonalna
MCS (Multiple Chemical Sensitivity) jest kontrowersyjną diagnozą i nie zostało uznane przez AMA (American Medical Association) za organiczne schorzenie spowodowane ekspozycją na środki chemiczne. Gwoli ścisłości American Medical Association, założone w 1847 i zarejestrowane w 1897, jest największym stowarzyszeniem zrzeszającym lekarzy medycyny (z tytułami M.D. i D.O.) oraz studentów medycyny, w całych Stanach Zjednoczonych. Fenomen zjawiska MCS (zespołu nadwrażliwości chemicznej) jest szczególnym przejawem naszej technofobii i chemofobii w szeregach naszego społeczeństwa. Został on odrzucony jako fizyczna, usystematyzowana jednostka chorobowa przez American Academy of Allergy, Asthma, and Immunology (organizacja zrzeszająca blisko 6500 alergologów, immunologów i powiązanych specjalistów z całego świata), American Medical Association (największa organizacja zrzeszająca lekarzy i studentów medycyny w USA), California Medical Association (Kalifornijskie Stowarzyszenie Medyczne, które zrzesza ponad 35000 profesjonalnych lekarzy ze stanu Kalifornia), American College of Physicians (druga największa organizacja zrzeszająca lekarzy w USA, 130000 członków), International Society of Regulatory Toxicology and Pharmacology (Międzynarodowe Towarzystwo Regulacji Toksykologii i Farmakologii). Ponadto takiej jednostki klinicznej jak MCS nie ma w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-10 i nie została zatwierdzona przez WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) jako poprawna diagnoza medyczna. Zatem nic dziwnego, że mało który lekarz w Polsce słyszał o tej "chorobie", skoro nie jest jest ona uznawana przez prestiżowe organizacje medyczne na całym świecie i de facto... nie istnieje. W przeprowadzonych ślepych próbach na pacjentach z domniemanym MCS wykazano, że reagowali oni równie często i gwałtownie podczas ekspozycji na prawdziwe środki chemiczne, jak i podczas ekspozycji na placebo - zupełnie nieszkodliwe substancje (włączając czyste, świeże powietrze). Co doprowadziło do sformułowania końcowych wniosków, iż MCS ma podłoże psychologiczne (hipochondria). U pacjentów z domniemanym MCS u których zastosowano leki przeciwdepresyjne z grupy SSRI zaobserwowano radykalną poprawę ich stanu, co pozwala sądzić, iż MCS bywa mylone z depresją i zaburzeniami lękowymi. W razie czego dysponuję odnośnikami do źródeł (w języku angielskim) na stronach ww. organizacji potwierdzających te badania. Dla mnie to taki sam kit i humbuk jak Syndrom wojny w Zatoce Perskiej. Medycyna psychosomatyczna (oparta notabene w swoich fundamentalnych założeniach na psychoanalizie, którą już dawno uznano za niefalsyfikowalną i pseudonaukową teorię) ma wiele takich fajnych jednostek chorobowych wyssanych z palca. Niektórzy nie potrafią stawić czoła prawdzie i przyznać, że problem niestety stanowi w dalszym ciągu nerwica histeryczna, hipochondria, somatyzacja, nadwrażliwość, przeczulica na punkcie własnej osoby, egocentryzm, zbyt duże zaabsorbowanie własnym stanem zdrowia, technofobia i chemofobia - strach przed chemikaliami. Zresztą gdybyście wnikliwiej poczytali to wiedzielibyście, że Ci Wasi "eksperci" od MCS też twierdzą, że w większości przypadków ten rzekomy i domniemany syndrom ma podłoże psychologiczne i jest związany z długotrwała ekspozycją na stres przekraczająca indywidualne możliwości adaptacyjne jednostki, a nie leży zaś w fizjologii organizmu. -
Można się uzależnić od drugiej osoby?
Lord Cappuccino odpowiedział(a) na temat w Odpowiedzi i pytania do psychologa
Termin obsesja (łac. obsessio) w nomenklaturze medycznej oznacza zupełnie co innego niż w mowie potocznej. W terminologii psychiatrycznej obsesja to inaczej myśl lub ruminacja natrętna - często element zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego. W mowie potocznej terminu obsesja używa się do opisania czyiś dużych zainteresowań (np. "mieć obsesję na punkcie komputerów"), bądź zafascynowania jakimś obiektem graniczącego z obłędem. Istnieje uzależnienie od drugiego człowieka, czasami nacechowane nałogową lub "obsesyjną" miłością. Istnieje współuzależnienie, czyli uzależnienie od osoby uzależnionej od środka psychoaktywnego - najczęściej alkoholu. Istnieje osobowość zależna, którą cechuje przesadna potrzeba bycia pod opieką i uzależnienie od osób najbliższych w stopniu utrudniającym, bądź uniemozliwiającym samodzielne funkcjonowanie w społeczeństwie. -
Polscy naukowcy stworzyli metodę mierzenia stężenia dopaminy
Lord Cappuccino opublikował(a) temat w Schizofrenia
A także będzie można diagnozować depresję spowodowaną deficytem dopaminy, albo w drugę stronę - zaburzenia psychotyczne spowodowane nadmiarem dopaminy. Świetna sprawa. -
bigfish pewnie chciał tym zakomunikować, że będzie jadł za dwóch, albo jest jeden, ale w dwóch osobach, albo wszędzie go pełno.
-
Bighfish - jesteś dwa razy na liście. Na miejscu 4 i 15. Poprawiam: 1. samara22 2. Sabaidee 3. wiola173 4. bigfish 5. tahela 6. Ślicznotka (70%) 7. Skalamax 8. Przemek vel Niezdiagnozowany (nie ma ludzi zdrowych - są tylko chorzy i niezdiagnozowani /Mad) 9. Alienated 10. 2Proof 11. Minia 12. Mad_Scientist (?) 13. Lady_B (?) 14. KeFaS (?) [gdyby stawiał opór porwanie wchodzi w grę /Mad]
-
Oznacza to mniej więcej tyle, iż wiadomość została pomyślnie wysłana, ale nie została jeszcze odebrana przed adresata. Jeśli użytkownik zaloguje się na forum i przeczyta tę wiadomość, wówczas zostanie ona automatycznie przeniesiona z folderu "Do wysłania" do folderu "Wysłane".
-
Większość tzw. "narkotyków "(m.in. psychodelików) naukowcy i lekarze na całym świecie starają się wykorzystać w terapii zaburzeń psychicznych (i nie tylko) - z różnym skutkiem. Można nie być entuzjastą tego typu metod, ale nie można ich lekceważyć. A nuż ktoś dokona jakiegoś rewolucyjnego odkrycia i nastąpi przewrót w konwencjonalnej psychiatrii.
-
Nie jestem pewien czy dobrze rozumiem. Przecież tutaj większość to "chorzy". W czym rzecz? Próbowałeś wybrać się na któryś ze zlotów poznaniaków? Albo wyraziłeś chęć uczestnictwa w zlocie ogólnokrajowym? Spróbuj zintegrować się z ludźmi z forum.
-
A czy tak trudno użyć Google lub Wikipedii? ->>> http://pl.wikipedia.org/wiki/Akatyzja Poza tym zgadzam się ze Zbychem, winowajcą może być deficyt dopaminy.
-
Potwierdzam. TLPD wywierają wpływ kardiotoksyczny. Miałem to samo na Anafranilu 1tabl. 75SR. misiek_1, ale z Ciebie górnik.
-
KeFaS, DMT okrzyknięto jednogłośnie "jedną z najpotężniejszych substancji psychoaktywnych". A jak substancja jest z całą pewnością najpotężniejsza (chodzi mi o psychodeliki)?
-
Monia Ale kto mówił o regularnym dawaniu sobie w żyłę i doprowadzanie się do agonalnego stanu? Sprawa jest prosta. Ziarno musi trafić na podatny grunt. Jeśli ktoś zaczyna ćpać, gdyż cierpi na depresję, chroniczny smutek, nie potrafi odnaleźć się w świecie, nie radzi sobie z problemami życiowymi - i narkotyki stają się jego solucją i szuka w nich ukojenia, aby załagodzić, zneutralizować, czy wręcz wyeliminować przykre odczucia - no to mamy prostą drogą do nałogu, uzależnienia (analogicznie jak w przypadku alkoholu i alkoholizmu). Ale to nie oznacza, że zdrowi ludzie nie sięgają po tego typu substancje z powodów wcześniej przeze mnie wymienionych. Np. amfetaminę stosuje się jako używkę, środek dopingujący w sporcie, jako środek poprawiający koncentrację i zdolność uczenia, substancję zwiększającą wydolność organizmu w wojsku, w lecznictwie w USA, jako środek odchudzający (gdyż zabija uczucie głody i przyspiesza metabolizm). Więc to nie jest tak, że ćpają tylko ludzie chorzy. Poza tym agonalny stan to dość subiektywna kwestia. Czy agonalnym stanem jest utrata kontroli nad własnym ciałem, zaburzenia percepcji, pseudohalucynacje, fraktale, iluzje, CEVy, nienaturalnie podwyższony nastrój, stan zbliżony do manii, nienaturalna poprawa wydolności organizmu - jednocześnie przyjmując, że nie ma zagrożenia zdrowia czy życia? Myślę, że po tego typu substancje na pewno nie sięgają osoby, które boją się utracić kontrolę nad własnym ciałem czy psychiką, osoby skrupulatne, chcące być panem sytuacji, bojące się nieznanego, no i generalnie nie będące entuzjastami farmakologii, syntetyków i tak dalej. Choć te substancje, które akurat wymieniłem, są pochodzenia roślinnego.