-
Postów
2 296 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez New-Tenuis
-
Na szczęście, impreza się już skończyła. Ja w tym czasie zrobiłam porządek w domowej apteczce, to znaczy ułożyłam leki z dobrą datą ważności obok siebie, przetarłam szafkę, a te przeterminowane wyrzuciłam. Mam w szafce jakąś niesamowitą ilość Sulpirydu (to znaczy 6 pełnych opakowań), a już go nie biorę... Ponadto, leży tam też Seroxat, Chlorprotixen, Xetanor i Arketis. Leżał jeszcze Olzapin, ale był już przedatowany, więc go wyrzuciłam... Nie ma to, jak chorować na przewlekłą depresję. 1/3 domowej apteczki zajmują psychotropy...
-
Jak byście mogli, to mi poradźcie, co mam zrobić... Kiedy zamknę okno do swojego pokoju, jest duszno i boli mnie głowa, natomiast przy otwartym dostaję szału. Na dworze trwa jakaś impreza, nie wiem, czy gdzieś niedaleko pobliskich akademików politechniki czy nad rzeką obok wałów. Na tej imprezie jest animator, który cały czas pokrzykuje: "I dalej!", "Pozdrawiamy pana Lecha!", "Wszyscy razem!" itp. Utwory, które lecą z głośników to "Czarne oczy", "Jesteś szalona"... Muszę dziś napisać jeszcze 3,5 stron referatu o twórczości jednej pisarki, 1,5 strony referatu o twórczości innej pisarki... Nie mam siły, a jeśli tego nie zrobię, wiem, że będę jutro się denerwować. Ponadto, nie mogę psychicznie wytrzymać słuchania tego disco-polo. Moja mama właśnie poszła do sąsiada, który jest w zarządzie wspólnoty mieszkaniowej, żeby zapytać o cesję, którą podpisała, bo nie wszystkie punkty rozumie... żona tego sąsiada niemal ją wyśmiała i zatrzasnęła jej drzwi przed nosem. Moja mama się z tym sąsiadem umawiała na dziś na popołudnie na taką formalną rozmowę o tej cesji. Cała sytuacja bardzo ją zdenerwowała, poszła teraz zadzwonić do przyjaciółki... A mnie się pocą dłonie i stopy, wali mi serce, jestem zmęczona, ale pobudzona i moje samopoczucie jest bardzo hm... średnie. Co byście zrobili, żeby nie mieć spieprzonego sobotniego późnego popołudnia i wieczoru?
-
Korba, powodzenia, tylko nie bądź dla siebie zbyt surowa i nie ignoruj ostrzegawczych sygnałów ze strony swojego organizmu...
-
brak uczuć, a mnie się wydaje, że Ty masz gdzieś pod spodem nieuświadomioną agresję, której nie umiesz wyładować... i która blokuje wszystkie inne uczucia, a pojawia się pod postacią lęku. Pytanie tylko, do kogo? Pisałaś, że poprawiło Ci się, jak poszłaś na spacer z kolegą z Krakowa... czyli jednak potrzebujesz bliskości drugiej osoby. Korba, jesteś w trudnej sytuacji. A powiedz mi, masz w miarę dobre układy z ludźmi ze swojej pracy? Wydaje mi się, że ciągnięcie zwolnienia i pójście w tym czasie na 7F nie jest nieuczciwe. Przecież naprawdę chorujesz. Na depresję, a to nie jest byle jaka choroba, choć często bagatelizowana, bo jest chorobą mózgu, a nie wiedzieć czemu, część ludzi nie uważa mózgu za organ, część ciała... chyba powinni podciągnąć się z biologii. Co z tego, że niezbadany? To jest taki sam organ jak nerki i wątroba, tyle że bardziej skomplikowany. Twój mózg jest chory. Musisz się leczyć. Jakbyś miała zapalenie płuc, wystawiałabyś się bez przerwy na przeciąg, byle by się "przełamać"?
-
Kurde, tak mi się nagle zaczęły trząść ręce, że wywaliłam kanapkę na klawiaturę i nagle odczułam taką falę gorąca. Do tego, bardzo mocno mnie bolała głowa (ale APAP mi pomógł)... od czego to może być? Myślicie, że to jakiś nerwicowy objaw? Bo bardzo się stresuję sesją na studiach...
-
brak uczuć, to znaczy, że teraźniejsza terapia na Ciebie nie działa. Masz psychiatrę, który prowadzi Twoje leczenie? Nie myślałaś o tym, żeby go zmienić? Wydaje mi się, że powinny jednak istnieć leki, które choć trochę Ci pomogą. Korba, ponoć przy leczeniu Zolpidemem może wystąpić tak zwana "amnezja następcza", która polega na utracie zdolności zapamiętywania nowych informacji. Być może dlatego nie pamiętasz pewnych faktów? Ponadto przeczytałam, że przy leczeniu Fluanxolem mogą wystąpić zaburzenia koncentracji. Może z tego powodu masz te "dziury w mózgu"? Poza tym, sama na własnej skórze się przekonałam, że benzodiazepiny powodują zaburzenia pamięci. Jak często je bierzesz? Benzodiazepiny działają silnie przeciwlękowo, ponieważ hamują aktywność ciała migdałowatego w mózgu, odpowiedzialnego za uczucie lęku. Niestety, oddziałują też negatywnie na receptory pamięci, osłabiają je. Na szczęście, najczęściej nie powodują trwałych zmian w mózgu.
-
brak uczuć, a mnie się wydaje, że Ty piszesz czasem niezrozumiale, w sensie, że nie tych słów, których powinnaś, używasz do opisu swojego stanu. I w mojej opinii za często się w Twoich postach powtarza wyraz "cierpienie", a przez to stają się trochę groteskowe... Wierzę Ci, że jest Ci źle, wiem, co możesz teraz przeżywać, ale opisujesz to wszystko jakbyś miała trzynaście lat... i według mnie, to dowodzi, że bardzo byś chciała być jeszcze dzieckiem, którym ktoś się zajmie. Być może w tym właśnie tkwi Twój problem? Wybacz szczerość, ale tak pomyślałam, a sądzę, że to, co napisałam nie jest obraźliwe.
-
Kasiu, a jakie konkretnie leki w obecnej chwili zażywasz?
-
naranja, z tego, co czytam, jesteś bardzo inteligentną kobietą. Jaka to szkoda, że przez depresję nie możesz wykorzystać swojego potencjału... A może właśnie dlatego, że jesteś taka wrażliwa, że wiesz, co to cierpienie, MOŻESZ BYĆ KIMŚ WIELKIM? Ja uważam, że człowiek uczy się całe życie... a może staniesz się wielką poetką, dziennikarką? Ja wierzę. Według mnie, jesteś naprawdę nietuzinkową osobą. Wiesz, nietuzinkowe osoby mają często pod górkę w życiu. Uwierz mi, to, że w ogóle żyjesz i że piszesz choćby tu, na forum, to naprawdę bardzo ważne. Zdaj sobie sprawę z tego, że jesteś niezwykle zdolna, pisz opowiadania, nawet jak się źle czujesz. Jak chcesz, ja mogę Ci wysłać to, co napisałam podczas swojej pierwszej depresji w liceum. Uwierz mi, nie czułam się wtedy dobrze. A studia skończysz, myślę, że nawet profesorem zostaniesz. Co z tego, że trochę później? Świat byłby uboższy bez Ciebie, naprawdę jesteś wybitnie zdolna. A ja... jutro mam dwa zaliczenia na studiach ciężkie... i tak się boję, że najpierw wypiłam trzy szklanki czerwonego wina, a potem wypiłam (żeby wytrzeźwieć) mocną herbatę "Tylos" z dwóch torebek, parzoną ok. 15 minut. I teraz nie mogę zasnąć. A zamiast się uczyć, oglądałam dziś dramat amerykański, bo nie mogłam się skoncentrować z nerwów. Jutro wstaję o 8:00 (i tak dwa zajęcia opuszczam, bo mam na 8:00, a pójdę na 11:30) i kuję. Boję się... a sobie myślę, że to, jak wykorzystam jutrzejszy dzień tylko ode mnie zależy... I że naprawdę mogę go jeszcze wykorzystać dobrze.
-
Brrr... może jednak zmieńmy temat, bo się zrobiła atmosfera jak w filmie grozy, co? Ja w każdym razie nie polecam, a wręcz odradzam benzodiazepiny. To naprawdę silne dragi! Asiu, to znaczy, że masz w sobie dużo lęku i on Ci przeszkadza w wypłakaniu się, bo cały czas jesteś napięta i w gotowości do walki.
-
Dla mnie to było straszne, widzieć obrazy i słyszeć dźwięki, których nie ma, kiedy już siedziałam przy śniadaniu, a nie spałam. I nigdy wcześniej mi się coś takiego nie przydarzyło.
-
naranja, wydawało mi się, że widzę taki most, a po nim jechało złotowłose dziewczę na koniu, włosy się mieniły w słońcu i wydawały taki metaliczny dźwięk. To mi się wtedy przyśniło, a jak się obudziłam w kółko miałam tę scenę ze snu przed oczami i słyszałam ten dźwięk. Miałam wszystkie mięśnie napięte, bolało mnie całe ciało, cała się pociłam i trzęsłam. I cały czas płakałam. Minęło po jakichś trzech dniach, ale to było okropne, jedne z najgorszych dni w moim życiu, więc nikomu tego nie życzę i chcę Was tylko ostrzec: te leki można od biedy krótkotrwale zażywać do 3 razy na tydzień, ale nie codziennie i nie dłużej, bo strasznie uzależniają i... robią z człowieka warzywo po prostu.
-
_asia_, mam nadzieję, że ten wieczór jest dla Ciebie lepszy niż poranek, że już nie czujesz rezygnacji. Ja nie mogę się wcześniej wybrać na sesję do pani psycholog, bo mam zbyt dużo obowiązków i zajęć i po prostu nie będę miała sił odbierać sobie czasu, który spędzam, by się choć odrobinę odprężyć. Nie będzie to dla mnie pomocne, będzie to kolejna rzecz, którą muszę wykonać, a to nie tak ma być przecież. Dlatego pójdę, jeśli się nie uspokoi do wakacji, bo wiem, że najgorsze jazdy psychiczne mam, gdy nie mam zajęć na studiach... nie umiem sama zapełnić tak wolnego czasu, by się czuć usatysfakcjonowana. Niby się spotkam z kimś, pogadam, obejrzę jakiś film, nawet gdzieś wyjadę... ale wtedy potrafię czuć pustkę... Dopóki mam zajęcia, nic mi się nie stanie, bo się mobilizuję, a to powoduje wycofanie stanów psychotycznych i nerwicowych. A dziś czuję się lepiej, bo dostałam... "babskie sprawy" i może wszystkie te dołki wczorajsze i przedwczorajsze były związane z PMS...... -- 03 cze 2011, 20:41 -- I bardzo dobrze zrobili, poczytaj sobie to: http://narkotyki.esculap.pl/barbiturany.htm#10 Po miesiącu regularnego zażywania benzodiazepin, miałam straszliwe objawy odstawienne, włącznie z halucynacjami... Także ceń swoich lekarzy za przezorność.
-
_asia_, a co było powodem Twojej "histerii"? Może się czymś przejęłaś, zdenerwowałaś? -- 02 cze 2011, 14:55 -- wiola173, hm... ale terapeuta powinien dać pacjentowi oparcie i akceptację, ewentualnie pokazać delikatnie, co pacjent robi źle, a nie mówić "jesteś taki a taki", tak uważam. -- 02 cze 2011, 15:41 -- Sypnęłam się... mam poczucie, że znowu siedzę i siedzę i nie czuję ulgi... Tak bardzo chciałabym się poczuć... spokojna. Jak na razie, czuję, jak jakieś niewidzialne coś wwierca się w mój splot słoneczny i powoduje taki straszny zamęt w głowie. A najgorsze jest... że się boję... Że czuję, że spadam jakoś. Czuję się bezsilna, jak zwykle... Mam nadzieję, że to tylko cykl miesięczny i hormony, jak w zeszłym miesiącu, a nie to, że nastrój depresyjny. A najbardziej boję się ludzi, których znam... że są wobec mnie nieszczerzy, że mnie obgadują i się wyśmiewają. Nie mogę przestać się bać tego, że podczas, gdy ja uważam kogoś za bliską osobę, ten ktoś jest fałszywy... nie mogę...
-
Czuję się niespokojna i zdołowana, zmęczona. Planuję po egzaminach (jeśli dalej się tak będę czuła, tfu, mam nadzieję, że nie) wybrać się do mojej psycholog.
-
Bardzo źle się dziś czuję. Mój dzień zaczął się od tego, że usypiając na pierwszych zajęciach usłyszałam z tyłu: "Ale Aga ma śmieszne majtki". To znaczy, wydaje mi się, że usłyszałam, bo to było cicho i mogło mi się zdawać. Później, chciałam opuścić jedne zajęcia (wykład) i pójść z koleżankami się pouczyć do poprawy kolokwium na inne piętro, ale zaczęłam mieć bardzo silne poczucie, że naruszam im w jakiś sposób prywatność i że się przyczepiłam (mimo że żadna z nich nie dawała mi tego jakoś dobitnie odczuć). Poszłam jednak na ten wykład i z tyłu równocześnie notując, przyuczałam się do poprawy. Facet, który prowadzi wykład, stwierdził nagle, że każdy powinien wiedzieć, kto był jego przodkiem, powinien wiedzieć, jak jego przodkowie wyglądali. A ja sobie pod nosem mruknęłam: "Ale mój dziadek był adoptowany..." On na to: "Proszę?" Ja powtórzyłam to głośniej. Wcale nie chciałam z nim rozmawiać, mruknęłam to sama do siebie i w ogóle, dziwię się, że mnie usłyszał. Potem była poprawa tego kolokwium, udawałam przesadnie wesołkowatą, dziarską. Napisałam chyba nie najgorzej. Usiadłam sobie na piętrze i próbowałam się z komórki połączyć z internetem. Poczułam, że mam straszne wzdęcie i że cos przelewa mi się w brzuchu... Nie udało mi się połączyć z internetem. Później znów spotkałam te koleżanki, z którymi miałam się niby uczyć, zaczęłam sobie z nimi żartować. Tak weszłam na następne zajęcia, znowu z tym facetem od przodków. I on wyleciał z tekstem, że podczas gdy inne państwa w IX wieku były rozwinięte, w Polsce nic nie było poza szlakiem bursztynowym. Ja na to, że króla Popiela myszy zjadły. Moja koleżanka zaczęła się śmiać. A ten koleś: "Proszę?" Powtórzyłam. On coś zaczął gadać o królu Popielu, a moja koleżanka się uśmiechała. On do niej: "A z czego pani się tak śmieje?" Jedna z tych koleżanek, z którymi miałam się uczyć (nie ta, co się śmiała): "A ty lubisz żartować, nie?" Może jestem paranoiczką, ale jakoś miałam wrażenie, że nigdzie dziś nie pasuję i wszystkim jestem wbrew... Jak to napisałam, to wygląda to jak jeden wielki bełkot. Brzuch mnie bolał, denerwowałam się, a i tak małpowałam, starałam się być na siłę wesoła, i co mi z tego przyszło? Zły dzień.
-
W jaki sposób pracuje superwizor? Terapeuta mu przekazuje, co było na sesji czy sesje są nagrywane? Ja jak czytam o tym 7F, mam takie wrażenie, że to jest taka fabryka "przystosowanych" ludzi. Przychodzi "wadliwy model", wychodzi "produkt nadający się". Poza tym, kojarzy mi się to z jakimś więzieniem lub wojskiem. Że pięć osób na jednej sali śpi, że każdy ma jakieś obowiązki, że wszystko na daną godzinę. Przecież tego nawet w pełni zdrowa psychicznie osoba by nie wytrzymała...
-
Korba, to nie jest nic nienormalnego. Też świruję jak nie mam chwili samotności i nie wiąże się to z moim zaburzeniem, tylko z moim charakterem.
-
_asia_, czuję się dobrze, spałam od 22 do 12:30, czyli 14,5 godziny. Musiałam sobie odbić ostatnie wczesne wstawanie, mój organizm w ogóle ma to do siebie, że jak prześpię twardo 8 godzin, jestem niewyspana. Od 10 w górę dobrze się czuję dopiero. A mówi się, że dorosłemu człowiekowi wystarczy 7 godzin snu na dobę. Dla mnie sen jest jedną z najważniejszych rzeczy w życiu, zaraz po jedzeniu... Asiu, na razie się ciesz tym, że wczorajsza terapia była owocna, nie martw się na zapas tym, co może się ewentualnie schrzanić.
-
_asia_, świetnie, że udało Wam się szczerze porozmawiać o Waszej relacji. :-)
-
Nie, nie, ale ostatnio jestem ciągle zmęczona i chyba trochę za mało śpię (muszę bardzo wcześnie wstawać)... Może to przez osłabienie...?
-
_asia_, nie, no, cytat z tej rozmowy się nadaje do czarnej komedii... Ja się czuję osłabiona, dzisiaj jak wstawałam na zajęcia o 6:30, krew mi poszła z nosa, a rzadko mi się to zdarza. Wczoraj miałam atak lękowy w sklepie obok naszego domu i musiałam wyjść na powietrze. Zauważyłam u siebie wielką potrzebę kontaktu z osobami z pokolenia moich rodziców. Z rówieśnikami już się uleżało, już się tak nie spinam... najgorzej reaguję na sygnały odrzucenia ze strony dużo starszych osób. To dziwne, mam wtedy poczucie, że nie zasługuję na uwagę, że jestem irytująca. Takie schizy pojawiły mi się dopiero w tym roku i są bardzo przykre. Mam wrażenie, że to może mieć związek z moim ojcem, z tym, że potrzebuję więcej osób ustatkowanych i bardzo dorosłych, więcej rodziny... Sama nie wiem.
-
antracytowa, nie chodziło mi o niepisanie o Wierze, tylko o niepisanie o polskim kościele katolickim, który oscyluje w niebezpiecznym kierunku. Ja osobiście jestem wierząca, ale niepraktykująca.
-
O, nie. Dość gadania o kościele. Nie jestem katoliczką, nie wciskaj mi tu takich rzeczy i nie próbuj mnie nawracać, bo się we mnie krew gotuje. Jestem za: aborcją, eutanazją, in vitro, homoseksualizmem. Przeciwko: ciemnocie, zabobonom (gadanie o piekle jest jednym z nich) i nietolerancji.
-
Samobójcy wcale nie idą do piekła... Błagam, nie pisz tu takich rzeczy, bo mnie nosić zaczęło.