Powiem jedno, całe badanie polegało jak to u psychiatry na wywiadzie, padały pytania typu czy ktoś w rodzinie się leczył psychiatrycznie, dlaczego nie pracuję, na czym polegają objawy obsesyjno - kompulsyjne itp. Biegła sądowa to starsza pani, zresztą bardzo sympatyczna, która jak zobaczyła grubość moich akt i dokumentacji leczenia zebranych na przestrzeni mojego 31 letniego życia to widziałem po niej, że była lekko wcięta, ale takich osób lub gorszych przypadków jak ja ona na co dzień ogląda dziesiątki.
Powiedziałem jej całą prawdę o objawach, które uniemożliwiają mi funkcjonowanie społeczne i zawodowe i na każde jej pytanie lub stwierdzenie miałem kontrargument, więc nie zagięła mnie na niczym. Powiedziałem jej jakie są moje obserwacje samego siebie na podstawie minionej dekady i zresztą całego życia, że przez ten czas podejmowałem wiele prób by sobie pomóc w cierpieniu i przywrócić do jako takiego stanu używalności, od całej masy farmakoterapii, poprzez szpitale aż po oddziały dzienne, powiedziałem, że na psychoterapiach rozpracowałem większość problemów typowo psychologicznych ale na genetyczne uwarunkowania i przyczyny biologiczne zaburzeń psychicznych lekarstwa i terapii nie ma i wiem, że te stany będa mi towarzyszyć do końca życia ! Lekarka na to nic nie odpowiedziała, odebrałem to jako potwierdzenie tego co powiedziałem, że z chorób i zaburzeń psychicznych, które są na podłożu genetyczno - biologicznym się nie wychodzi nigdy. Teraz czekam na wzewanie na rozprawe sądową i na ostateczny wyrok, czy będe miał za co wegetować, czy podobnie jak zawiliński ostanie mi sie tylko sznur.