Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Rozdział III Poniedziałek zaczął się od tego, że Sylwia nie usłyszała budzika. Nie dlatego, że spała głęboko. Przeciwnie. Budziła się kilka razy w nocy. Raz po koszmarze, którego rano nie potrafiła sobie przypomnieć. Drugi raz, kiedy wydawało jej się, że ktoś chodzi po mieszkaniu. Za trzecim razem siedziała już na łóżku i patrzyła w ciemność, nie wiedząc, dlaczego właściwie się obudziła. Kiedy w końcu zasnęła, budzik zadzwonił po kilkunastu minutach. Nie wyłączyła go. Telefon ucichł dopiero wtedy, kiedy rozładowała się bateria. Do pracy dotarła spóźniona. - Wszystko okej? - zapytała Justyna. - Tak. Po prostu zaspałam. Nie chciała tłumaczyć niczego więcej. W pracy łatwiej było jej udawać, że wszystko jest normalne. Miała zadania, telefony, dokumenty. Rzeczy, które należało zrobić niezależnie od tego, ile spała i co śniło jej się poprzedniej nocy. Przez kilka godzin rzeczywiście funkcjonowała jak dawniej. Dopiero około południa Karolina zauważyła, że Sylwia od kilkunastu minut patrzy na ten sam dokument. - Sylwia? Nie odpowiedziała. - Sylwia. Drgnęła i podniosła wzrok. - Co? - Skończyłaś? Sylwia spojrzała na ekran. - Tak. Karolina zerknęła na monitor. - To jest pusty dokument. Przez chwilę patrzyły na siebie w milczeniu. Sylwia parsknęła cicho, ale nie było jej do śmiechu. - To chyba jednak nie skończyłam. Karolina nic nie powiedziała. Wieczorem Łukasz napisał. Łukasz: Spotkamy się jutro? Sylwia długo patrzyła na wiadomość. Chciała się zgodzić. Naprawdę chciała. Myśl o nim była jedną z niewielu rzeczy, które jeszcze potrafiły wywołać w niej coś przypominającego ciepło. Ale zaraz potem pojawiło się napięcie. Wyobraziła sobie jego dłoń, dotyk, bliskość. I nagle wszystko w niej się spięło. Sylwia: Nie dam rady. Jestem zmęczona. Odpowiedź przyszła po kilku minutach. Łukasz: Jasne. Odpocznij. Odłożyła telefon. Najpierw poczuła ulgę. Chwilę później żal. Nie rozumiała siebie. We wtorek obudziła się przed piątą. Tym razem pamiętała sen. Stała na schodach. Na dole ktoś był. Nie widziała twarzy, tylko ciemną sylwetkę. Słyszała oddech. Potem poczuła dłoń na karku. Obudziła się z krzykiem. Przez kilka sekund nie wiedziała, gdzie jest. Serce waliło jej w piersi, oddech rwał się, a całe ciało było napięte jak po ucieczce. Zapaliła światło. Pokój był pusty. Została w nim aż do rana. W pracy była rozdrażniona. Justyna dwa razy zadała jej to samo pytanie. Za drugim razem Sylwia odpowiedziała ostrzej, niż zamierzała. - Przecież już ci mówiłam. Justyna zamilkła. Sylwia natychmiast poczuła wyrzuty sumienia. - Przepraszam. - Spokojnie. - Naprawdę przepraszam. - Nic się nie stało. Ale Sylwia przez resztę dnia czuła napięcie w klatce piersiowej. Jakby coś w niej nie chciało się uspokoić. Koło Karolina postawiła przed nią kubek kawy. - Od dwóch dni pytam cię, czy wszystko okej. Sylwia podniosła wzrok. - I od dwóch dni odpowiadam, że tak. - Wiem. - To po co pytasz? Karolina westchnęła. - Bo widzę, że nie jest. - Jestem niewyspana. - Sylwia odwróciła wzrok. - To śpij. - Genialne. - Sylwia zaśmiała się krótko. - Wiem. Mam jeszcze kilka takich porad. Przez chwilę obie się uśmiechały, ale zaraz potem Karolina spoważniała. - Może powinnaś z kimś porozmawiać. - Z kim? - Z terapeutą. - Nie. - Sylwia natychmiast pokręciła głową. - Nawet nie wiesz, co chciałam powiedzieć. - Wiem. - Sylwia... - Nie potrzebuję terapii. Karolina przez chwilę patrzyła na nią uważnie. - Dobrze. Nie naciskała. Sylwia wiedziała jednak, że temat nie zniknął. Tego samego wieczoru położyła się na kanapie. Nie zapaliła światła. Nie włączyła telewizora. Przez chwilę próbowała czytać, ale po kilku stronach zorientowała się, że nie pamięta ani jednego zdania. Odłożyła książkę. Telefon leżał obok. Zawibrował. Nieznany numer: Pamiętasz, jak się bałaś? Sylwia przeczytała wiadomość kilka razy. Tym razem nie poczuła paniki. Pojawiło się coś innego. Ogromne zmęczenie. Odłożyła telefon i położyła się na kanapie. Przez kilka minut patrzyła w sufit. Nie płakała. Nie była nawet szczególnie przestraszona. Czuła tylko pustkę. Jakby ktoś wyjął ze środka wszystko, co mogłoby zareagować. W środę w pracy pomyliła dwa nazwiska podczas rozmowy z klientem. Potem jeszcze raz. Kiedy się poprawiła, mężczyzna zażartował: - Chyba ciężki dzień. Sylwia spojrzała na niego. Przez sekundę nie rozumiała, co powiedział. - Przepraszam. Dopiero później zauważyła, że od kilku minut ściska długopis tak mocno, że pobielały jej palce. Puściła go. W południe Karolina zapytała, czy zje z nimi lunch. - Nie jestem głodna. - Zjadłaś coś rano? - Kawę. - To nie jest jedzenie. - Wystarcza mi - Sylwia... - Naprawdę nie jestem głodna. Karolina spojrzała na nią, ale tym razem również odpuściła. Po pracy Łukasz zaproponował kawę. Sylwia się zgodziła. Siedzieli w małej kawiarni niedaleko jej domu. Łukasz opowiadał o pracy, a ona słuchała. Była przy nim spokojniejsza niż sama ze sobą. W pewnym momencie powiedział: - Jesteś bardzo zmęczona. - Trochę. - Chcesz pogadać? - Nie. Nie powiedziała tego ostro. Jej głos był po prostu pusty. Łukasz skinął głową. - Dobrze. Nie próbował jej przekonywać. Po prostu został. Sylwia spojrzała na niego i przez moment poczuła wdzięczność. Potem jednak znowu pojawiła się pustka. Jakby wiedziała, że powinna czuć więcej. W nocy śniły jej się schody. Tym razem była na górze. Na dole stała mała dziewczynka. Nie widziała jej twarzy, ale wiedziała, że to ona. Chciała zejść. Nie mogła. Ktoś trzymał ją za nadgarstek. Obudziła się z bólem ręki. Usiadła i spojrzała na skórę. Nie było żadnego śladu. A jednak przez dłuższą chwilę miała wrażenie, że czyjaś dłoń nadal zaciska się na jej nadgarstku. Do rana już nie zasnęła. W czwartek rano spojrzała w lustro i przez moment nie rozpoznała własnego odbicia. Trwało to może sekundę. Potem wszystko wróciło. Lęk pojawił się i nie znikał. Nie wiedziała, że to dopiero początek. W pracy Justyna przypadkiem strąciła stos dokumentów. Papier rozsypał się po podłodze. - Cholera, przepraszam. Sylwia odwróciła się gwałtownie. - Możesz uważać?! Zapadła cisza. Justyna spojrzała na nią zaskoczona. - Okej. Sylwia natychmiast poczuła wstyd. - Przepraszam. Naprawdę. Justyna pokiwała głową. - Dobra. Karolina nic nie powiedziała. Dopiero po chwili położyła rękę na biurku Sylwii, ale nie dotknęła jej. - Chodź ze do łazienki. Sylwia skinęła głową. W łazience zamknęła się na kilka minut. Oparła dłonie o umywalkę. Nie rozumiała, dlaczego zwykły dźwięk spadających papierów wywołał w niej taką reakcję. Nie rozumiała też, dlaczego od kilku dni wszystko wydawało się zbyt głośne. Drzwi. Telefon. Kroki na korytarzu. Nagle odwracała głowę, jakby ktoś ją wołał. Po południu dostała kolejną wiadomość. Nieznany numer: Bardzo dobrze pachniałaś wtedy. Telefon wypadł jej z ręki. Tym razem poczuła strach. Prawdziwy i gwałtowny. Rozejrzała się po pokoju. Justyna siedziała przy swoim biurku. Karolina rozmawiała przez telefon. Nikt na nią nie patrzył. A mimo to Sylwia przez chwilę miała wrażenie, że ktoś stoi tuż za jej plecami. Odwróciła się. Nikogo. W piątek nie poszła na lunch z Justyną. Nie miała siły. Po pracy wróciła prosto do domu. Zdjęła płaszcz i rzuciła go na krzesło. Potem położyła się na kanapie. Nie zapaliła światła. W mieszkaniu zaczynał panować nieporządek. Na stole stały kubki. W zlewie piętrzyły się naczynia. Ubrania leżały na podłodze w sypialni. W łazience od kilku dni wisiał ten sam ręcznik. Sylwia to widziała. Nie miała jednak siły nic z tym zrobić. Wcześniej bałagan ją denerwował. Teraz był po prostu częścią mieszkania. Wieczorem zadzwonił Łukasz. Nie odebrała. Po kilku minutach napisał: Łukasz: Martwię się. Patrzyła na ekran. Sylwia: Niepotrzebnie. Mam gorszy czas. Po chwili przyszła odpowiedź. Łukasz: Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, jestem. Przycisnęła telefon do klatki piersiowej. Chciała poczuć coś więcej. Tęsknotę. Ciepło. Bezpieczeństwo. Cokolwiek. Znowu była tylko pustka. W sobotę o dziesiątej rano ktoś zapukał do drzwi. Sylwia nie ruszyła się z kanapy. Pukanie powtórzyło się. - Sylwia? Karolina. Sylwia zamknęła oczy. - Otworzysz mi? Nie odpowiedziała. - Mam klucze. Po chwili zamek przekręcił się. Karolina weszła do środka i zatrzymała się w przedpokoju. Przez kilka sekund nic nie mówiła. Spojrzała na kuchnię. Na naczynia. Na niepozbierane ubrania. Na zasłonięte okna. Potem na Sylwię. Leżała na kanapie w tych samych spodniach, w których wróciła poprzedniego dnia. Włosy miała związane niedbale, twarz bladą, pod oczami ciemne cienie. Karolina zamknęła drzwi. - Od kiedy tak wyglądasz? Sylwia wzruszyła ramionami. - Nie wiem. Karolina usiadła obok. - Jadłaś? - Chyba. - Co? Sylwia milczała. Karolina spojrzała na stół. - Dobra. Nie pytała więcej. Otworzyła okno. - Co robisz? - Wietrzę. - Zimno. - Wiem. Przez kilka minut sprzątała tylko najgorszy bałagan. Wyrzuciła śmieci, zebrała naczynia, otworzyła kolejne okno. Nie komentowała. Kiedy wróciła do pokoju, Sylwia nadal leżała na kanapie. - Pokażesz mi telefon? Sylwia spojrzała na nią. - Po co? - Chcę zobaczyć wiadomości. - Karolina... - Nie będę niczego usuwać. Chcę tylko wiedzieć, z czym masz do czynienia. Sylwia długo milczała. W końcu podała jej telefon. Karolina czytała wiadomości po kolei. Jej twarz stopniowo się zmieniała. - Jak długo to trwa? - Nie wiem. - Sylwia. - Kilka dni. Karolina przewinęła ekran. - Z różnych numerów? Sylwia skinęła głową. - I nie wiesz, kto to jest? - Nie. Karolina odłożyła telefon. - Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? - Nie chciałam, żebyś się martwiła. - Sylwia wzruszyła ramionami. Karolina spojrzała na nią. - To się nie udało. Sylwia spuściła wzrok. - Wiem. Przez chwilę siedziały w ciszy. Potem Karolina powiedziała: - Pamiętasz, co mówiłam o terapii? Sylwia od razu pokręciła głową. - Posłuchaj mnie. Sylwia milczała. - Nie mówię, że jesteś chora. Nie mówię, że ktoś ma cię naprawić. Ale nie śpisz, prawie nie jesz, przestajesz wychodzić z domu, reagujesz na zwykłe rzeczy jak na zagrożenie. I ktoś wysyła ci wiadomości, których nie powinnaś dostawać. Sylwia zamknęła oczy. - Nie chcę terapii. - Wiem. - Naprawdę nie chcę. - Rozumiem. - Karolina mówiła spokojnie. - Ale może nie musisz jej chcieć. Może wystarczy, że spróbujesz. Sylwia długo milczała. - A jeśli nie pomoże? - Wtedy będziemy szukać dalej. - A jeśli powiem terapeucie, że nie wiem, co się ze mną dzieje? - To mu powiesz. Sylwia spojrzała na nią. - Nie chcę opowiadać o dzieciństwie. - Nie musisz pierwszego dnia. To zdanie zostało z Sylwią na dłużej. Nie musisz. Nie musisz wiedzieć. Nie musisz pamiętać. Nie musisz wszystkiego powiedzieć. W końcu skinęła głową. - Możesz znaleźć kogoś? Karolina odpowiedziała dopiero po chwili. - Mogę. Karolina została jeszcze kilka godzin. Zrobiła Sylwii coś do jedzenia, choć ta zjadła tylko kilka kęsów. Wstawiła pranie i pozbierała rzeczy z podłogi. Nie próbowała jej pocieszać ani mówić, że wszystko będzie dobrze. Po prostu była. Kiedy wychodziła, zatrzymała się przy drzwiach. - Jutro do ciebie zadzwonię. - Dobrze. - Sylwia skinęła głową. - I umówię cię. - Dobrze. - Tym razem Sylwia nie zaprotestowała. Drzwi zamknęły się. Sylwia została sama. Stała przez chwilę w przedpokoju i słuchała ciszy. Potem spojrzała na telefon. Nie było nowych wiadomości. Po raz pierwszy od kilku dni. Usiadła na kanapie. Nie poczuła ulgi. Nie poczuła też strachu. Tylko pustkę. Ale gdzieś pod nią pojawiło się coś jeszcze. Ciche, ledwie wyczuwalne napięcie. Bo po raz pierwszy od dawna zgodziła się, żeby ktoś spróbował jej pomóc. A to oznaczało, że będzie musiała zacząć mówić.Nawet o rzeczach, których nie pamiętała.
-
Rozdział II Drugi tydzień zaczął się zwyczajnie. W poniedziałek Sylwia spóźniła się do pracy siedem minut. Karolina spojrzała na zegarek, kiedy Sylwia weszła do pokoju. - Siedem minut. - Wiem. - Zaczyna się. - Co? - Upadek cywilizacji. Najpierw siedem minut. Potem osiem. Za miesiąc przyjdziesz w południe. Justyna, która właśnie otwierała jogurt, pokiwała głową. - Potwierdzam. Tak to się zaczyna. Sylwia zdjęła płaszcz. - Dobrze wiedzieć, że mogę liczyć na wasze wsparcie. - Zawsze - powiedziała Karolina. - Szczególnie kiedy można się z kogoś pośmiać. Poranek minął szybko. Telefony, dokumenty, kawa wypita trochę za szybko. W połowie dnia Sylwia zorientowała się, że od kilku minut czyta tę samą wiadomość na ekranie. Nie pamiętała, kiedy zaczęła ją czytać. Odłożyła telefon. - Wszystko dobrze? - zapytała Justyna. - Tak. - Zawiesiłaś się. Sylwia uśmiechnęła się. - Myślami byłam gdzie indziej. Nie dodała, że przez krótką chwilę nie wiedziała nawet, gdzie dokładnie była. Wieczorem Karolina zadzwoniła. Rozmawiały o pracy, zakupach i o tym, że Mariusz po raz kolejny zostawił kubek przy komputerze. - On uważa, że kubki same wracają do kuchni - powiedziała Karolina. - Może kiedyś wrócą. - Nie. Mamy kota. Kot go nauczył, że wszystko można przewrócić, ale niczego nie trzeba sprzątać. Sylwia roześmiała się. Lubiła te rozmowy. Zwyczajne. Bez pytań, na które nie znała odpowiedzi. Bez konieczności tłumaczenia, dlaczego czasami nagle milknie. Kiedy się rozłączyła, zobaczyła na telefonie wiadomość od Łukasza. Łukasz: Miłego wieczoru Odpisała. Nie spotkali się tego dnia. I dobrze jej z tym było. W nocy obudziła się przed trzecią. Nie wiedziała dlaczego. Przez chwilę leżała nieruchomo. Potem poczuła zapach. Mokre drewno. Tak przynajmniej jej się wydawało. Usiadła. Zapach zniknął. Spojrzała na zegarek. 2:47. Przez kilka minut próbowała zasnąć. Bezskutecznie. Nie pamiętała żadnego snu. Tylko schody. I żółte światło. We wtorek w pracy Sylwia była zmęczona. Karolina zauważyła to od razu. - Mało spałaś? - Trochę. - „Trochę” to ile? - Nie wiem. - To bardzo konkretna jednostka czasu. Sylwia uśmiechnęła się. - Obudziłam się w nocy. - Koszmar? - Chyba. - Sylwia wzruszyła ramionami. Karolina przez chwilę nic nie mówiła. Nie dopytywała. Sylwia była jej za to wdzięczna. Po południu poszła po zakupy. Stała przy półce z pieczywem, kiedy nagle poczuła zapach, który przypomniał jej noc. Odwróciła głowę. Nic. Tylko mężczyzna przechodzący obok z drewnianą skrzynką. Sylwia przez moment stała bez ruchu. Potem ruszyła dalej. Przy kasie zorientowała się, że zapomniała kupić połowy rzeczy, po które przyszła. Tego wieczoru wyjęła kopertę. Leżała w szufladzie od kilku dni. Biała. Z jej imieniem. SYLWIA. Przypomniała sobie wiadomość. Jeszcze nie otwieraj. Wtedy myślała, że chodzi o pudełko. Teraz już nie była pewna. Usiadła przy stole. Przez chwilę obracała kopertę w palcach. W końcu ją otworzyła. W środku była karta. Z jednym zdaniem. " Pamiętam twój zapach. Pamiętam dotyk skóry." Najpierw nic. Potem poczuła zimno. Nie wiedziała od kogo była wiadomość. A jednak jej żołądek ścisnął się tak mocno, że musiała oprzeć łokcie o stół. Sylwia przymknęła oczy. Przez sekundę zobaczyła siebie stojącą na schodach. Nie jako dorosłą kobietę. Niższą. Mniejszą. Nie zobaczyła twarzy. Obraz zniknął. W środę rano zrobiła kawę i zostawiła ją na blacie. Potem poszła się ubrać. Kiedy wróciła, nie pamiętała, czy już piła. Wzięła kubek do ręki. Kawa była zimna. - Świetnie - mruknęła. W pracy kilka razy łapała się na tym, że odpływa. Nie na długo. Sekundy. Może kilkanaście. Raz Justyna opowiadała jej historię o sąsiadce, a Sylwia nagle zorientowała się, że słyszy dopiero ostatnie zdanie. - ...więc powiedziałam jej, że jak jeszcze raz zadzwoni do mnie o szóstej rano, to sama przyjdę jej ten budzik wyłączyć. Sylwia zamrugała. - Co? Justyna spojrzała na nią. - Nic. Opowiem ci jeszcze raz. - Nie, pamiętam. Nie pamiętała. Ale nie chciała o tym mówić. Po pracy Łukasz zaproponował spacer. Zgodziła się. Nie dlatego, że miała ochotę na ludzi. Właśnie dlatego, że przy nim przez ostatnie dni łatwiej było jej nie myśleć. Szli powoli. Rozmawiali o filmach i pracy. W pewnym momencie Sylwia potknęła się o nierówną płytę chodnika. Łukasz złapał ją za przedramię. Sylwia wyrwała rękę. Natychmiast. Oboje zamilkli. - Przepraszam - powiedział. - Nie. - Myślałem, że upadniesz. - Wiem. Spojrzała na swoje ramię. Serce zaczęło bić jej szybciej. Nie dlatego, że Łukasz ją przestraszył. Właśnie to było najgorsze. On niczego nie zrobił. A jej ciało zareagowało, zanim zdążyła pomyśleć. - Wszystko okej? - zapytał. - Tak. - Na pewno? - Tak. - Nie przekonała nawet siebie. Tej nocy sen był wyraźniejszy. Korytarz. Żółte światło. Drzwi. Czyjaś dłoń. Sylwia stała nieruchomo. Ktoś był za nią. Czuła jego oddech na szyi. Nie widziała twarzy. Usłyszała tylko: - Cicho... Obudziła się gwałtownie. Usiadła na łóżku. Przez chwilę nie mogła złapać oddechu. Potem spojrzała na swoje ramię. Miejsce, którego dotknął wcześniej Łukasz, pulsowało dziwnym, tępym bólem. Dotknęła go. Nic. Skóra była normalna. Ale przez kilka minut nie mogła się pozbyć wrażenia, że czyjaś dłoń nadal tam spoczywa. W czwartek rano napisała do matki. Sylwia: Będziesz dzisiaj w domu? Odpowiedź przyszła po kilku minutach. Mama: Tak. Przyjedziesz? Sylwia zawahała się. Sylwia: Może po pracy. Nie napisała dlaczego. Nie napisała o kopercie. Nie wspomniała o snach. Kiedy po południu pojawiła się u matki, wszystko wyglądało tak jak zawsze. Ten sam przedpokój. Te same meble. Ten sam zapach domu. - Zjesz coś? - zapytała mama. - Nie, dzięki. Jadłam - Na pewno? - Tak. Rozmawiały o zwyczajnych rzeczach. O zakupach. O pracy. O pogodzie. Sylwia próbowała słuchać. Aż przeszła przez korytarz. I nagle się zatrzymała. Zapach. Ten sam. Mokre drewno. Serce przyspieszyło. Spojrzała w stronę schodów. Przez krótką chwilę zobaczyła żółte światło. Mrugnęła. Zwykła lampka. Nic więcej. - Sylwia? - Tak? -Odwróciła się. - Pytałam, czy chcesz herbatę. - Tak. Poproszę. Matka przyjrzała jej się przez moment. - Dobrze się czujesz? - Jestem zmęczona. To samo zdanie. Coraz częściej używane. W piątek rano Karolina postawiła przed nią na biurku kawę. - Nie pytam, czy spałaś. Sylwia spojrzała na nią. - Dlaczego? - Bo widzę. Sylwia uśmiechnęła się słabo. - Śniło mi się coś. - Co? - Nie wiem. Po chwili dodała: - Chyba ktoś tam był. - Chcesz o tym mówić? - spytała Karolina ciszej. - Nie. - Okej. I znowu nie naciskała. Przez resztę dnia pracowały jak zwykle. Justyna narzekała na klienta. Karolina opowiadała o kocie. Sylwia śmiała się z nimi. A potem, około południa, znalazła w swojej torbie długopis. Czarny. Nie należał do niej. Patrzyła na niego przez chwilę. Nie wiedziała, skąd się tam wziął. Wieczorem spotkała się z Łukaszem. Tym razem siedzieli w samochodzie. Rozmawiali długo. Sylwia czuła się dobrze. Naprawdę dobrze. W pewnym momencie spojrzała na niego i sama pochyliła się, żeby go pocałować. Łukasz odpowiedział. Kiedy po chwili położył dłoń na jej policzku, jej ciało zareagowało natychmiast. Odsunęła się. Za szybko. Uderzyła plecami o drzwi. Łukasz cofnął rękę. - Sylwia? Oddychała płytko. - Nie chodzi o ciebie. - Wiem. - Naprawdę. - Wiem. Patrzył na nią spokojnie. Nie próbował jej dotknąć. Nie pytał. Po chwili powiedział tylko: - Możemy siedzieć. Sylwia skinęła głową. I właśnie wtedy poczuła łzy pod powiekami. Nie dlatego, że była przy nim źle. Właśnie dlatego, że chciała być przy nim dobrze. Nie rozumiała, dlaczego bliskość, której pragnęła, potrafiła w jednej sekundzie zamienić się w coś, przed czym całe jej ciało chciało uciec. W nocy znowu śniła. Tym razem zobaczyła więcej. Schody. Korytarz. Drzwi. Czyjąś dłoń na jej ramieniu. I siebie. Małą. Stojącą nieruchomo. Nie wiedziała, ile miała lat. Nie wiedziała, kto stał za nią. Ale tym razem usłyszała własny głos. - Nie, proszę... Obudziła się. Była 4:13. Usiadła i spojrzała na drzwi sypialni. Przez chwilę miała irracjonalne wrażenie, że ktoś stoi po drugiej stronie. Nie ruszyła się. Minęła minuta. Druga. W końcu wstała i sprawdziła. Nikogo nie było. Zamknęła drzwi na klucz. Dopiero potem pomyślała, że wcześniej nigdy tego nie robiła. W sobotę nie wychodziła z domu. Posprzątała kuchnię. Wstawiła pranie. Umyła łazienkę. Zrobiła zakupy przez internet. Przez kilka godzin była zajęta zwyczajnymi rzeczami. I właśnie ta zwyczajność zaczynała jej pomagać. Dopóki nie otworzyła szuflady. Koperta nadal tam była. Kartka również. Wyjęła ją. Sylwia poczuła zimno. Nie rozumiała czemu wywołuje ona tyle emocji. Dopiero niedługo miała zacząć to odkrywać. W niedzielę rano Łukasz napisał: Łukasz: Jak się czujesz? Sylwia długo nie odpowiadała. W końcu odpisała: Sylwia: Nie wiem. Odpowiedź przyszła szybko. Łukasz: To też jest odpowiedź. Uśmiechnęła się. Nie spotkali się. I tym razem Sylwia sama tego chciała. Nie dlatego, że nie chciała Łukasza. Właśnie dlatego, że zaczynała rozumieć, że potrzebuje trochę przestrzeni. Usiadła przy stole. Obok leżała fotografia. Na komodzie stało drewniane pudełko. Telefon zawibrował. Nowa wiadomość. Sylwia spojrzała na ekran. Nie od Łukasza. Nie od Karoliny. Nie od mamy. Numer był nieznany. Wiadomość miała tylko dwa słowa. Nieznany numer: Pamiętasz zapach? Sylwia przestała oddychać. Przeczytała ją drugi raz. Potem trzeci. Przez chwilę siedziała nieruchomo. W kuchni było cicho. I wtedy coś w niej drgnęło. Nie obraz. Nie scena. Zapach. Najpierw wilgoć. Ciężka, zimna. Potem błoto. Mokre buty. Ziemia. I papierosy. Sylwia zamknęła oczy. Oddychała powoli. I wtedy pojawił się jeszcze jeden zapach. Czyjś. Męski. Nie potrafiła go nazwać. Nie był mocny. Był blisko. Tak blisko, jakby ktoś stał tuż za nią. Nagle zobaczyła fragment. Otworzyła oczy. Telefon wypadł jej z dłoni. Przez chwilę siedziała bez ruchu. Nie wiedziała, co właśnie sobie przypomniała. Nie wiedziała nawet, czy to było wspomnienie. Ale tym razem była pewna jednego. Ten zapach znała. I nie należał do Łukasza. Po raz pierwszy poczuła, że ktoś z zewnątrz próbuje dotknąć czegoś, co do tej pory należało wyłącznie do niej. I właśnie to przestraszyło ją najbardziej.
-
Dzienne Wrony - Nocne Darki (czynne 24 h na dobę)
Żaba Monika odpowiedział(a) na Dryagan temat w Off-topic
Ja zmienilam pismo odkad mieszkam za granica, bo polskiego nie umieli odczytac. Po polsku tez chyba pisalam takie "s", zreszta nie pamietam. Choc tak szczerze mowiac, to juz malo uzywam recznego pisania. -
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
No to chyba tak, jak kazdy. Nie da sie nie placic podatkow, chyba ze sie mieszka gdzies samemu na bezludnej wyspie, albo panstwo siedzi na surowcach naturalnych, z ktorych moze zasponsorowac szkolnictwo, policje, infrastrukture, administracje, wojsko itd. - Dzisiaj
-
Sylwia obudziła się później niż zwykle. Telefon leżał na podłodze obok łóżka. Sięgnęła po niego. Kilka powiadomień. Żadne ważne. Przewinęła ekran. I wtedy zobaczyła wiadomość od nieznanego jeszcze numeru. Łukasz: Przeżyłaś wczorajszy wieczór? Uśmiechnęła się. Przez chwilę patrzyła na ekran, zastanawiając się, co odpisać. W końcu odpisała. Sylwia: Jeszcze tak. Odpowiedź przyszła szybko. Łukasz: To dobrze. Już się bałem, że Mariusz zabił cię swoją kiełbasą. Sylwia roześmiała się sama do siebie. Sylwia: Była blisko. Po chwili telefon znów zawibrował. Łukasz: To może kiedyś uratuję cię przed kolejnym grillem. Sylwia przeczytała wiadomość dwa razy. Nie dlatego, że była szczególnie wyjątkowa. Po prostu miło było ją dostać. Pisali przez większą część dnia. Nie bez przerwy. Czasem mijała godzina, zanim któreś odpisało. Rozmawiali o filmach. O muzyce. O tym, że Łukasz nie potrafi gotować, a Sylwia twierdziła, że to „poważna wada charakteru”. -Potrafię zrobić jajecznicę. -To nie jest gotowanie. -Jest. -Nie. -Kiedyś ci udowodnię. Sylwia uśmiechnęła się do telefonu. Nie zauważyła nawet, kiedy minęło południe i wieczór.
-
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Na dodatek dla rodzin wielodzietnych wydano 160 mln z w roku 2025 (wszystkie dodatki rodzinne - 833 mln). Dla porownania, za te kwote (160 mln) mozna wybudowac 1 szpital lub 3-4 km autostrady, kupic 2-3 pociagi lub okolo polowy mysliwca F-16. Na 800+ wydano 65 mld zl. Fundusz alimentacyjny - 974mln zl Wiec te wydatki socjalne konkretnie na rodziny wielodzietne nie sa zawrotne w skali panstwa tak naprawde, na dodatek zasilkow rodzinnych wyplaca sie coraz mniej: W 2025 r. wypłacono zasiłki rodzinne w kwocie 833,4 mln zł, tj. o 234,1 mln zł (21,9%) mniej niż przed rokiem. Zasiłki rodzinne miesięcznie pobierało średnio 263,0 tys. rodzin, czyli o 78,4 tys. (23,0%) mniej niż w 2024 r. Zmniejszenie liczby świadczeniobiorców wynika z zamrożenia progów dochodowych, przy jednoczesnym wzroście wynagrodzeń (zwłaszcza płacy minimalnej), co sprawiło, że dochód większej liczby rodzin przekroczył obowiązujące kryteria dochodowe. https://publikacje.new.stat.gov.pl/portal-publikacje/swiadczenia-na-rzecz-rodziny-w-2025-r Bajki o mnozacej sie i niepracujacej patologii siedzacej na zasilkach, a wszyscy inni sa biedni, bo musza na nich robic, nie znajduje w potwierdzeniach w danych, ale zapewne wzbudzaja polityczne emocje i poczucie krzywdy. -
Zawsze to powtarzałem i będę powtarzałem. Stać mnie na dziecko to je mogę mieć. Nie stać to nie mam. Nie chcę od państwa żadnych dodatków i kuszących propozycji programowych na ich tworzenie. Pseudo programy na których tylko państwo zarabia bo się interes kręci bo jak się urodzi to już ruch w interesie większy. Nie chce żeby państwo dawało. Wolę żeby nie zabierało. Chcę godnie zarobić, stabilnie żyć i mieć dostęp do przywlugujacych każdemu obywatelowi świadczeń. NFZ nie funkcjonuje to o jakim my godnym płodzeniu i wychowywaniu dzieci możemy mówić. Człowiek dla dziecka zrobi wszystko i rządzący o tym wiedzą. Upodlą obywatela który się posunie do wszystkiego żeby dziecku były dobrze. Rodzice wezmą drugi etat żeby było "lepiej". Finansowo lepiej pozornie. No bo skoro mogą tyle pracować no to dawaj dalszym kręceniem śruby. Lata 90 i 2000 pokazały pięknie jakie są skutki. Rodzice za granicą zasuwali a dziecko się chowało samo. Jakiś grosz był ale co z tego jak rodzic mało dostępny. No i mamy, depresje, traumy i inne zaburzenia bo sobie nie radzą w późniejszym wieku. Jednak nie wszystko stracone bo pokolenia lat 90 i 2000 są pomimo tego wystarczająco kreatywne. Mało tego.... dzięki nim na rynku pracy mniej patologii bo nie godzą się na głodowe stawki jak dawniej bywało. Mówi się, że o pracownika ciężko. Chyba bardziej trudno o dobrego pracodawcę. Pracowników nie brakuje. Współpracuję często z takimi właśnie ludźmi i jakimś trafem z nimi się idzie najlepiej godadać. Czysta przyjemność jest współpracować z takimi osobami. Jak coś nie wiedzą to służę pomocą i wspólnie można góry przenosić. A co do paliwa to nas pięknie rozgrywają. To właśnie jest obraz współczesnej wojny. Trump musi się oglądać pod Putina bo te go lata temu grubo sponsorował więc dług wdzięczności ma. Za kurtyną się układają ich niecne plany
-
W sobotę Sylwia obudziła się po 8. Przez chwilę patrzyła w sufit. Miała dziwne wrażenie, że śniła o czymś ważnym. Nie pamiętała o czym. Sięgnęła po telefon. Żadnych wiadomości. Tylko przypomnienie: 17:00 - Karolina impreza. Przetarła oczy. - Sobota - powiedziała cicho. Wstała. W przedpokoju zatrzymała się przy komodzie. Pudełko. Spojrzała na nie. Przez chwilę próbowała sobie przypomnieć, dlaczego poprzedniego wieczoru stała tutaj tak długo. Nic. Wzięła je do ręki. Przez sekundę poczuła niepokój. Odłożyła. - Później. - mruknęła sama do siebie... Przed południem zadzwoniła mama. - Jak się czujesz? - Dobrze. - Na pewno? Sylwia uśmiechnęła się. - Czemu wszyscy ostatnio pytają mnie, czy na pewno? - Bo brzmisz na zmęczoną. - Jestem zmęczona. - To odpocznij. - Właśnie zamierzam. Porozmawiały jeszcze chwilę. O obiedzie. O pogodzie. O tym, że w przyszłym tygodniu mama chce pojechać na zakupy. Zwyczajna rozmowa. Kiedy się rozłączyły, Sylwia przez moment patrzyła na telefon. Nie wiedziała, dlaczego nagle zrobiło jej się smutno. Nie wydarzyło się nic złego. A jednak łzy napłynęły jej do oczu. Otarła je szybko. - Bez przesady. - zezłościła się sama na siebie. Na głupie łzy, które nie powinny były się pojawić. Poszła zrobić kawę. O 16:38 stała już przed lustrem. Nie wiedziała, co założyć. W końcu wybrała jeansy i prosty, jasny sweter. Wzięła torebkę. Przechodząc obok komody, spojrzała na pudełko. Tym razem coś ją tknęło. Otworzyła szufladę. Wyjęła kopertę. Przez chwilę trzymała oba przedmioty w dłoniach. Pudełko. Koperta. Dwa zupełnie różne ciężary. Kopertę schowała z powrotem. Pudełko zostawiła na wierzchu. Nie wiedziała dlaczego. O 16:58 zaparkowała przed domem Karoliny. Już z daleka widziała światło w oknach. Z ogrodu dochodziły głosy. Muzyka grała cicho. Sylwia wysiadła z samochodu. Zanim zamknęła drzwi, przez moment stała nieruchomo. Miała dziwne wrażenie, że powinna zawrócić. Nie wiedziała dlaczego. Potrząsnęła głową. - Przecież idę do Karoliny. Ruszyła w stronę furtki. Drzwi otworzyły się, zanim zdążyła zapukać. - Jesteś! - Karolina uśmiechnęła się szeroko. - Jestem. - Wchodź. Sylwia przekroczyła próg. W środku było ciepło, głośno i zupełnie normalnie. Mariusz krzątał się przy stole. Ktoś śmiał się w salonie. Z kuchni pachniało jedzeniem. Karolina zdjęła jej kurtkę. - Poznajcie się. Sylwia odwróciła głowę. Przy drzwiach do salonu stał mężczyzna, którego wcześniej nie widziała. Karolina wskazała na niego. - To Łukasz. - Cześć. - Łukasz wyciągnął rękę. Sylwia uścisnęła ją. - Sylwia. - Karolina zdążyła już o tobie opowiedzieć. - Uśmiechnął się. Sylwia spojrzała na Karolinę. - Mam nadzieję, że same dobre rzeczy. - Prawie same — odpowiedziała Karolina. - Ej! Wszyscy się roześmiali. Sylwia również. I pierwszy raz od kilku dni poczuła, że napięcie w jej ciele naprawdę odpuszcza. Nie wiedziała jeszcze, że ten wieczór zapamięta na długo. Nie przez pudełko. Nie przez kopertę. Nie przez nieznany numer. Tylko przez człowieka, który właśnie podał jej rękę i zupełnie zwyczajnie powiedział: Miło cię poznać. - Zostaw kurtkę tutaj. Mariusz zaraz zacznie wszystkim tłumaczyć, że jego grill ma określone zasady. - Ma zasady? - Oczywiście. - Jakie? - Nie pytaj. Jeszcze nie skończył ich wymyślać. Sylwia roześmiała się. Mariusz odwrócił się od grilla. - Słyszałem. - I bardzo dobrze - odpowiedziała Karolina. - Sylwia, powiedz jej coś. - Nie znam sytuacji wystarczająco dobrze. - Rozsądna kobieta - stwierdził Mariusz. - Widzisz? Już się dogadaliście. - Karolina pokręciła głową. Na początku Sylwia rozmawiała głównie z Karoliną. Znała ją najlepiej. Wiedziała, kiedy żartuje, kiedy coś ją naprawdę bawi, a kiedy udaje obojętność. Reszta była dla niej jeszcze trochę obca. Było kilka osób, których nie znała. Znajomy Mariusza z pracy. Koleżanka Karoliny. Para mieszkająca kilka domów dalej. I Łukasz. Siedział przy końcu stołu. Nie próbował zwracać na siebie uwagi. Kiedy ktoś coś mówił, słuchał. Czasem się odzywał. Czasem tylko się uśmiechał. Sylwia zauważyła to dopiero po jakimś czasie. - Ty jesteś zawsze taki cichy? - zapytała, kiedy przypadkiem zostali obok siebie przy stole. Łukasz spojrzał na nią. - Nie. - Czyli tylko dzisiaj? - To zależy od ludzi. Sylwia uniosła brwi. Uśmiechnął się. - A ty? - Ja jestem bardzo rozmowna. Łukasz spojrzał na nią przez chwilę. - Tego jeszcze nie wiem. Sylwia roześmiała się. Później wszyscy przenieśli się do ogrodu. Wieczór był ciepły. Karolina przyniosła kolejne talerze. Mariusz po raz trzeci sprawdzał grill. - Mówiłam ci, że możesz usiąść - powiedziała Karolina. - Wszystko mam pod kontrolą. - Właśnie tego się boję. Sylwia siedziała z kubkiem w dłoni. Obok niej usiadł Łukasz. - Mariusz zawsze taki jest? - Nie wiem. - Karolina mówiła, że tak. - To pewnie tak. Przez chwilę obserwowali go w milczeniu. - On naprawdę traktuje kiełbasę jak projekt życia - powiedziała Sylwia. Łukasz parsknął śmiechem. - Też to zauważyłem. Rozmowa zaczęła się zupełnie zwyczajnie. O pracy. O mieście. O tym, gdzie dobrze zjeść. Łukasz opowiedział jej o małej restauracji, do której chodził od kilku lat. Sylwia powiedziała, że nigdy o niej nie słyszała. - To może dobrze - odpowiedział. - Dlaczego? - Będę miał czym cię zaskoczyć. Sylwia spojrzała na niego. Uśmiechnęła się. Później ktoś włączył muzykę. Karolina zaczęła tańczyć z Mariuszem. Justyna, która również przyszła, próbowała ich naśladować i po minucie prawie wpadli na krzesło. Wszyscy wybuchli śmiechem. Sylwia śmiała się razem z nimi. Tak mocno, że bolał ją brzuch. I właśnie wtedy poczuła coś dziwnego. Przez sekundę wszystko ucichło. Nie naprawdę. Po prostu jakby dźwięki odsunęły się gdzieś dalej. Widziała ludzi. Poruszali ustami. Śmiali się. Ale ich głosy brzmiały odlegle. Sylwia zamrugała. Łukasz coś do niej powiedział. Nie usłyszała. - Co? - Pytałem, czy chcesz jeszcze coś do picia. - A. - Uśmiechnęła się. - Tak. Poproszę. - Wszystko dobrze? - Tak. Łukasz wstał. - To zaraz wracam. Sylwia patrzyła za nim. Dźwięki wróciły. Normalnie. Jakby ktoś przekręcił pokrętło. Spojrzała na Karolinę. Ta właśnie coś mówiła do Justyny. Nikt niczego nie zauważył. Sylwia odetchnęła. Kiedy Łukasz wrócił, podał jej kubek. - Proszę. - Dzięki. - Nie ma za co. Usiadł. Przez chwilę oboje milczeli. - Ładny wieczór - powiedziała Sylwia. - Owszem. - Dawno nie byłam na czymś takim. - Na grillu? - Na czymś, gdzie ludzie po prostu siedzą i niczego nie muszą. Łukasz spojrzał na nią. - To dobrze trafiłaś. - Chyba tak. - Sylwia uśmiechnęła się. Około dwudziestej drugiej część osób zaczęła się zbierać. Ktoś pożegnał się z Karoliną. Ktoś obiecał, że następnym razem przyniesie ciasto. Mariusz sprzątał stół. Sylwia pomogła Karolinie zebrać kubki. - Podobało ci się? - zapytała Karolina. - Bardzo. - Naprawdę? - Naprawdę. - To dobrze. - powiedziała Karolina z uśmiechem. - Co? - Nic. - Znam cię. - Sylwia zmrużyła oczy. - Wiem. - Co kombinujesz? - Nic. - Karolina. - Nic! Obie się roześmiały. Kiedy Sylwia wychodziła, Łukasz stał przy samochodzie. - Jedziesz już? - Tak. - Szkoda. Sylwia spojrzała na niego. - Dlaczego? - Dobrze się rozmawiało. - Wzruszył ramionami. Sylwia poczuła ciepło na policzkach. - Mi też. Łukasz wyciągnął telefon. - To może... - Zawahał się. - Masz ochotę kiedyś powtórzyć tę rozmowę? Bez trzydziestu osób dookoła? - Może. - Sylwia uśmiechnęła się. - To chyba nie jest „nie”. - Nie jest. Wymienili się numerami. Bez wielkich słów. Bez obietnic. Po prostu. Kiedy Sylwia wsiadła do samochodu, jeszcze raz spojrzała w jego stronę. Pomachał jej. Odpowiedziała tym samym. Potem odpaliła silnik. I pierwszy raz od kilku dni wracała do domu z myślą, która nie dotyczyła nieznanego numeru, kartki ani pudełka. Myślała o tym, że ktoś jej się spodobał. I ta myśl była zaskakująco przyjemna.
-
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
A tutaj artykuly, ktore mi wyskoczyly gdy szukalam informacji na temat ilosci rodzin wieloletnich na zasilkach (nie ma takich jasnych danych): https://forsal.pl/artykuly/11318882,swiadczenia-na-rzecz-rodziny-i-dodatki-rodzinne-wieksze-wydatki-za-t.html https://www.bankier.pl/wiadomosc/Rodziny-wielodzietne-zarabiaja-wiecej-niz-rodziny-mniej-liczne-8568704.html Czyli zasilki pobiera coraz mniej ludzi, a eodziny wielodzietne zarabiaja zwykle wiecej od rodzin z jednym dzieckiem lub bez dziecka. 134 tysiące rodzin pobiera tzw. dodatek z tytułu wychowywania dziecka w rodzinie wielodzietnej (przysługujący na trzecie i kolejne dziecko) Czyli te rozmnazajace sie patologiczne rodziny, ktore powstaly w wyniku 500+ nie znajduja potwierdzenia w danych, bo nastapilby wzrost bezrobocia i wzrost pobieranych zasilkow, a jest na odwrot (bo bezrobocie tez spadlo od tego czasu). -
Witam. Nie było mnie długo ale śledziłem forum. Zresztą nie tylko to. Wiele innych. Nic się nie zmienilo. Jestem na lekach i na szczęście tracę powoli popęd. Jeśli już pojawia się to zaraz karce się myślami że to nie dla mnie i wszystko wraca do normy. Wniosek jaki mi się nasuwa to taki ze miałem rację. Rozmiar a zwłaszcza mój jest nie do przyjęcia. Bardzo często widziałem posty również na zagranicznych forach na temat rozmiaru. Kobiety w nich pisały jak dyskretnie zakończyć związek bo partner ma małego. Wszyscy pisali tylko nie mów mu tego niech myśli że przez coś innego kończy się relacja. Nie można ranić uczuć. Może się uda i nie domyśli się. Kurde ale ja mając mikro czytam to. To jak to ma się do tego że nie ma znaczenia? Przecież ma. Piszą to kobiety które później udają że liczy się chemia a rozmiar można pominąć. Przecież czytalem coś zupełnie innego. Po takich wpisach tylko utwierdzam się w tym że miałem rację. Po co ten cały cyrk? Ja wiem ze seks jest nie dla mnie. No cóż tak musi być. Po co się oszukiwać.
-
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Jest rano, wybaczcie skladnie bez sensu. Diesel w UK 1.99, zwykla benzyna 1.74. Kurs funta 5.09zl. -
O kurde ,tez mialam takie skojarzenie z tym drzewem.. Zjezdzam sobie po zdjeciach w dół...a tu nagle takie coś Mocne
-
Normalnie aniołek kto by pomyślał, że mi później rogi wyrosną
-
Cześć wszystkim, jestem nowym użytkownikiem tego forum. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie
-
Dołączył do społeczności: King_2025
-
Ja piszę tak "s" cały czas.
-
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Ale co Ty porownujesz, US mają własne rafinerie, a ceny za benzynę u nich i tak wzrosły od ataku na Iran. W UK cena za litr benzyny podskoczyła do 1.99 funta. Oczywiscie, że to jest globalny cen wzrostu cen, nie wiem jak mogłeś to przeoczyć. Zła wiadomość jest taka, że ten stan będzie się pogarszał. https://www.theguardian.com/money/2026/sep/28/price-of-diesel-on-uk-forecourts-reaches-all-time-high https://www.bbc.co.uk/news/articles/cly41rdkrleo https://www.bbc.co.uk/news/articles/c5y48rz2nddo -
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Na PiS głosowało ponad 30%, w Polsce nie ma tak wysokiego bezrobocia. -
Każdy wygląda dobrze jeżeli ma zrobione dobre zdjęcie?
Dalila_ odpowiedział(a) na mateus temat w Schizofrenia
LOL -
Aresztant.
-
Bo wysłała to jako mema. To jedyny mem jaki kojarzę. Ty kojarzysz dużo więcej jak to możliwe nie wyrosles z memow? :d przykład: snickers jedzony do góry nogami
-
Najnowsze tematy
-
Ostatnio zaktualizowane