-
Postów
1 550 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Verinia
-
Napisałam, że nie zależy mi na pracy terapeuty. W wielu dziedzinach, zawodach biorą pod uwagę papier psychologii.
-
28 lat prawiczek, brak seksu, bliskości, intymności
Verinia odpowiedział(a) na Hurricaner27 temat w Seksuologia
też się zgadzam. a co do grzechu? przecież można okraść sklep, mieć mnóstwo rzeczy i iść do spowiedzi, a na koniec niebo. można se pożyć bez wyrzutów. -
czasem wystarczy coś powiedzieć, ale raz dostałam mandat i kazałam policajntowi szybciej pisać, bo się spieszę na zakupy
-
no ja swoje przeczytałam xD
-
Uwielbiam muzykę grunge, rock, nu metal, rave, techno, alternatywny pop, blues, psychodeliczny rock i wiele innych nieokreślonych. Nirvana, The Doors, M. Manson, Lana del rey, Billie Eilish, Melanie Martinez, David Bowie, Korn, Janis Joplin i mnóstwo innych artystów ukształtowało moje poczucie stylu. Kiedyś w sumie (kilka lat temu) uwielbiałam kwieciste sukienki: długie maxi i krótsze. Wgl takie dziewczęce stroje i dodatki. Teraz dodatki są nadal "dziewczyńskie": kokardki, spinki, klamry, chustki, opaski, apaszki, skarpety z kokardami lub falbanami, czasem jakieś balerinki i sukienki noszę, ale np. czarne lub w panterkę mam taką super rozpinaną długą z rozcięciami. także sukienki lubię, ale bardziej w stronę ektrwagancką. Kiedyś kupiłam taką zajebistą w kolorze ibntensywnej fuksji, długa, cudowny materiał, taki trochę jedawbno - satynowy - no piękna. Muszę ją znaleźć na Haloween i maska kosmity. Będzie idealnie. Założe też korone/diadem. Teraz ubieram się głównie w koszulki zespołów/artystów tych, których wymieniłam. Czasem jak znajdę jakąś koszulkę z ciekawym napisem np. ostatnio ta fioletowa z napisem: dark aura Do tego jakieś chokery, łańcuchy czasem, kolczyki w czterech miejscach. A chciałabym mieć w nosie kółeczko, ale mam wiecznie katar lub zatkany nos. Miałąm kiedyś w brwi ale czułam, że bardzo się wyróżniam i zdjęłam. Buty na sportowo: adidaski albo jakieś takie w stylu emo. Lubię dresy, lubię grubsze leginsy. Mój styl to taki luźny: swetry lubię, zwłaszcza takie ciekawe. Mogą mieć dziury. Skórzana kurtka jest must have u mnie lub płaszcz. Mam też cieplejszą, luźną koszulę w kratę. Ostatnio trochę rozdarłam górkę koszulki Korn, a jest ona oversize i teraz widać ramiona, ale spoko to wygląda dla mnie. Mam też okulary przeciwsłoneczne w których wyglądam według mamy jak satanistka xD Mam kilka spinek do włosów: wielkie spinki z krzyżem. No wygląda to trochę jak gotycki dodatek. Dodatkowo eksperymentują z makijażem. Mam nawet ciemnobrązowe lub bordowe pomadki, dzięki którym wyglądam mroczniej i dodatkowo zrobię mocne oko. Czasem nie robię mocnego mejkapu i sobie zakładam opaske z pereł powiedzmy. Styl: grunge, rockowy, sportowy z dodatkiem glamour ALe serio z tych sukienek kwiatowych w końcu czuję się dobrze w ciuchach, bo współgrają z moim upodobaniem do ludzi z epoki grunge, no i też słucham takiej muzyki. Za glanami akaurat nbie przepadam.
-
xD Brzydota, fleja, odruch wymiotny. Chyba musisz się zaopatrzyć w worek w razie pawia. Radzę nie wychodzić do domu, póki piękno i styl nie wróci,a dziewczyny nie zaczną chodzić w bidrówkach, różowych majtkach i ślicznych topach. A ja lubię modę grunge. Założę osobny wątek o stylu. Sory @Dalila_ trochę skradam pomysł xD
-
I już sporo osób mówiło, żebym szła na taki kierunek, że to totalnie moje powołanie. Nie oznacza to oczywiście, że będę terapeutą, bo ni będę, ale może znajdzie się jakaś posadka, która będzie korzystała z mojego wykształcenia. Marzę. znudziłyby Ci się w pewnym momencie te wszystkie słodycze xD ale jak jest coś nowego, to się zastanawiasz, czy.... no ale jak mieszkam sama, to nie mam tego wszystkiego w zasięgu kilkunastu metrów.
-
Czyli robiłeś kursy kwalifikacyjne i egzaminy zawodowe po liceum? Ja sobie też zazdroszczę xD Myślę, że w przyszłym roku spróbuję tych studiów, bo zawsze chciałam, by był u nas kierunek psychologii. To jest od niedawna. Jak nie będzie hospitalizacji, ani jakichś większych zjazdów i górek to idę. Zwłaszcza, że coś tam już wiem.
-
Wyjdziesz i trzymam kciuki Dzisiaj czuję się dobrze. Wstałam o 11, i już prawie 17. Udało mi się w piżamie jeszcze ogarnąć mieszkanie: mycie naczyń, śmieci i pozamiatanie pokoju i kuchni i takie tam. Pomalawałam się i uczesałam. Jeszcze nic jedałam, obok mam mandarynki. Może zrobię omleta, albo racuchy, bo mam kilka jebłek. Mam ochotę na takie coś Zaraz poczuję głód i coś popichcę. Może jeszcze zrobię jakąś pastę, albo jajeczno - tuńczykową, albo jakąś twarogową. Albo makaron z serem. Nie wiem. NIe mam pomysłu. Może pójdę do sklepu, tylko muszę mieć plan, co mogę zrobić na jakiś obiad nie wiem. Ale chyba zrobię te racuchy.
-
nigdy nie miałam, ale sobie zamówię thanks xD
-
Proponowano mi chyba ten lek, ale stanowczo odmówiłam. Wiem, co ten lek może zrobić z człowiekiem i widziałam chłopaka, który z energicznej i towarzyskiej osoby zastygł i siedział ciągle w łóżku. Był totalnie przychamowany przez ten lek. Nie da się opisać ludzi, którzy zaczęli to brać, bo musieli - w szpitalu. Dodatkowo wpisy ludzi, którzy nie mogli zebrać się do wstania z łóżka. Obojętnieli, byli zamuleni jak tampon w pipie. Mam nadzieję, że u Ciebie tak nie będzie. Jak masz już to brać, to bierz i obserwuj. Może Tobie to potrzebne i posłuży. Tyje się po tym, ale Ty jesteś szczupła i pewnie dobrze się odżywiasz. Tylko serio zwróć uwagę, czy nie stajesz się zbytnio ospała i spowolniona, bo chyba nie tak chcesz się czuć. Pozdro. NIe chcę zniechęcać do leku, ale mówię, co widziałam na własne oczy u wielu osób i jest to lek który jest często w szpitalach podawany. Ja nie brałam i nie wezmę nigdy.
-
Tak w zasadzie napisałam komentarz w spoób użycia swojej empatii, choć początkowo miałam chęć Tobą trochę potrząsnąć. Nie zrobiłam tego, bo nie wiem kto siedzi za drugim ekranem i pisze, więc wstrzymałam się przed szybką oceną, bo czekam na więcej informacji i totalnie zgubiłam się w temacie, gdy piszesz, że Chat coś tam pisał. Jak to wgl się stało? Kazałeś mu napisać swój post? Prosze o wytłumaczenie.
-
Czyli wspomagałeś się AI do napisania posta? To ja już nic nie rozumiem. Wyjaśnij.
-
Mi np. wujek raz na świętach Bożego Narodzenia powiedział podczas prywatnych życzeniach, przy dzieleniu się opłatkiem, że stać mnie na więcej (miał na myśli moją pracę). Może chciał mnie zmotywować do studiów lub znalezienia czegoś ambitniejszego, ale wiecie... tak, mam ambicję. Wgl to uwielbiam się czegoś uczyć, robię kursy tak dla siebie i z myślą może o przyszłości, nie wiem. Jednak obecnie mam taką pracę, że jest krótka, zwięzła i mam mnóstwo czasu dla siebie i sporo wolnego, bo teraz rodzice są finansowo ustawieni na całe życie tak jak i my - mój brat i ja. Nie muszę szukać pracy, która będzie wymagała ode mnie 8 godzinnej obecności, co jest powszechne, ale ja się przyzwyczaiłam do takiego trybu. Wstaję bardzo wcześnie w dniach pracy, wracam koło 13, dorzucam towar do auta z tatą i mam wolne. A teraz jak już mieszkam sama to odpada mi codzienne robienie obiadu dla wszystkich i ogarnianie wielkiego domu. No ale co przyniesie przyszłość, tego nie wiem. Czy jak rodzice się zestarzeją, to czy będę się tym zajmować z jakimś pracownikiem, czy wyjadę gdzieś, np. do brata. Nie wiem. Kuszą mnie studia psychologiczne w moim mieście, od dawna o tym myslę, tylko czy podołam 5 lat nauki? A co jak przyjdzie deprecha i brak sił do czytania czegokolwiek? Od liceum marzyłam o studiach psych. i zrobiłam kilka kursów psychologicznych. Może się kiedyś zdecyduję, ale muszę mieć pewność, że mój stan jest stabilny, żeby nie zakończyć tych studiów. Ten rok i przyszły będzie sprawdzianem mojego zdrowia psychicznego. Bo tak, mam ambicje, by iść wyżej, ale w kierunku, których kocham, tylko czy uda mi się robić coś, co kocham, jeśli jestem naznaczona chorobą psychiczną. Czy gdzieś mnie wezmą? Nie wiem. Na ten moment skupiam się na życiu tu i teraz. Póki mam środki do życia, mieszkanie, to jest dobrze. I wierzę w przyszłość, która się do mnie mocniej uśmiechnie. NIgdy nie jest za późno na zmiany.
-
Hmm... Grzegorz, przeczytałam całą Twoją historię, jest długa. Pierwsza część Twojej opowieści - byłam tutaj współczująca, bo rodzice nie traktowali Cię tak, jak powinni byli. Wiele tu niesprawiedliwości - siostra lepiej traktowana, dostaje płatne studia, a Ty chodzisz w jednej bluzie. Alkohol w domu nie pomaga, niszczy rodzinę, a chłodna i nieczuła matka jest tutaj cholerną wiedźmą. Szkolna przemoc, wyśmiewanie - to odbija się na tym, jak po wielu latach nawet postrzegamy ludzi. Brak doświadczeń z płcią przeciwną - ciągnie się do późniejszych lat i brak umiejętności z poznawaniem ludzi. Samotność - bez rodziny i nikogo kompletnie - robi z mózgiem przykre rzeczy, bo każdy z nas potrzebuję kogoś z kim może pogadać. Bezdomność? No to tutaj już życie na krawędzi. Wiesz, raz "z ciekawości" zagadałam do bezdomnych i chciałam poznać jak żyją i ich samych. Kilka dni piłam z nimi, żebrałam pod sklepem i spałam na klatkach. Największym moim szczęściem był powrót do własnego domu i łóżku. Choć byli to dobrzy ludzie i jeden z nich nawet mnie bronił przed jakimś dziwnym gościem. Niestety się pobili i trzeba było przerywać tę krwawą akcję. Takie sytuacje są tam niestety na porządku dziennym. Byli to dobrzy ludzie, tylko zagubieni. Często pracowali, a po śmierci np. żony, stoczyli się. Zawsze lubiłam rozmawiać z ludźmi spoza marginesu i często rzucałam im kasę, zamiast np. księżom xD No dobra... Co tam jeszcze? Więzienie? Tutaj nie sprecyzowałeś co się stało, ale nie musisz. Kiedyś dostawałam groźby przez internet, jakieś dziwne telefony do mojego ex z prywatnego numeru, a nikt nie znał jego numeru, nie podawałam nikomu, nikt nas nie kojarzył razem. Groźby mnie przerażały przez dwa lata, choć była to jedna groźba przez insta. Bałam się. Co do przemocy, to też miałam trudne dzieciństwo. Prześladowanie w szkole - też to przeszłam. Co do związków - od młodych lat już zaczynałam romanse i to intensywnie, więc tutaj różnica. Natomiast nie zmienia to tego, że sama nie mam nikogo obecnie (długi związek za sobą) i nie chcę, bo muszę wszystkie rany zagoić i potrzebuję jeszcze czasu w swojej przestrzeni. Co do zawierania przyjaciół? Wiesz, tutaj muszę trafić na swojego. I jakoś tak mam, że potrafię rozmawiać, poznawać, ale żeby ktoś głębiej mnie poznał, to mam blokadę, albo wewnętrzny filtr, albo potrzebę własnej przestrzeni. Na rodzinę mogę liczyć, a moja mama to anioł, dlatego przykre jest to, że Twoja matka tak Cię potraktowała. Rodzice są od tego, żeby wychowywać, a jak sami nie są wychowani, to lipa. OGROMNA KURWA LIPA - dla dziecka. Krzywdzą je bez wyrzutów sumienia i samoświadomości jak ten człowiek się ujształtuje, jakie traumy z nim pozostaną do usranej śmierci, jak ciężko mu będzie zrobić sobie obiad, czy pozmywać lub umyć się. To nie jest przegrane życie, to życie jakie Ci sprezentowano przez osoby totalnie zrujnowane. I tak, masz rację, państwo powinno interweniować i pomóc. Państwo jednak zwykle ma wyjebane, a dzieci wchodzą w dorosłość z ogromnym brakiem, ogromnym cierpieniem i brakiem wsparcia. Twoja fobia społeczna - gratuluję, że ją pokonałeś i ja też ją pokonałam... Trwało to lata, ale się udało. Pewnie nie chcesz rad, tzn może chcesz, ale może to ja nie umiem doradzać, bo nie jestem kimś, kto powinien je dawać. Masz już jakieś tam doświadczenia z pracą. Widać, że się starasz i próbujesz. Nie będę osobą, która powie Ci, że wszystko się ułoży i że poznasz dziewczynę, paczkę ziomków. Nie powiem Ci tego, bo nie wiem jak się potoczy Twoje życie i nie wiem w jakim kierunku ja sama zmierzam. Nie będę prawić morałów o alkoholu. Nie dam Ci recepty na życie, nie dam tabletki na szczęście. Nie ma uniwersalnej rady. Dobrze, że się wygadałeś. Tutaj jest właściwe miejsce do pisania o takich rzeczach. Zostań z nami, pogadaj z nami. Może tutaj jest taki start dla Ciebie? Życzę miłości do siebie przede wszystkim, bo radzisz sobie od samego początku sam. Poznaj swoje dobre cechy, możesz zacząć od tego. Na pewno masz wiele zalet, co ja już widzę i ładnie piszesz, a ja to bardzo szanuję. Cmok!
-
O mojej mamie mówią zawsze: Ty masz taką młodą mamę?! xD Jest piękna, ale co do makjażu, to zawsze jej radzę unikać ciemnych powiek, ale ona tak lubi Ma fajne piegi. No i jest piękna, a dzięki swojemu ogromnemu sercu i komunikatywności w lekkim wydaniu, umiejętności słuchania i tolerancji, mądrości i ma wiele super cech, to jest też dla mnie najpiękniejsza. Często mówią, że jestem bardziej do taty, ale czasem, że do mamy. Mam podobnie, tzn. mogę dostrzec czyjeś piękno, jeśli jego np. twórczość rezonuje ze mną na głębokim poziomie i tak mam jedynie z zagranicznymia dziewczynami. A jak poznaję, to właśnie ten moment poznawania jest kluczowy, by dostrzec w kimś całokształt - piękno. To można nazwać trochę sapioseksualizm (?) tzn. tak po części, bo się nie znam. Jednak intelekt, dusza, wnętrze - to bardzo ważne dla mnie, choć obiektywnie mogę powiedzieć, że ktoś ma ładne rysy twarzy dla mnie. Ale jak mnie jego osobowość, styl bycia irytuje, no to nie powiem, że jest atrakcyjny. No, była inteligentna i taka autentyczna - tak ją widziałam, choć mało oglądałam.
-
Do klubu bym nie poszła na trzeźwo, i nie wiem, czy bym poszla pod wpływem. Mam te czasy już za sobą i źle mi się kojarzą. Jeśli chodzi o sam taniec wśród osób dobrze mi znanych: lubię puszczać muzykę Billie Eilish z kuzynkami, które też są fankami. Umiem się wygłupiać, to mój naturalny dar i na Halloween będzie akcja jakaś. Jeśli chodzi o pojęcie "zabawa" na imprezach, to właśnie zależy od ludzi. Ile razy byłam mocno pijana lub mniej na jakiejś domowce znajomych, a jednak się dobrze nie bawiłam i żałowałam, że się tam znalazłam. Nie mój świat. Ja naprawdę jestem wybredna, bo całe moje przeszłe życie było pełne żałosnych ludzi (było też wspaniali ludzie) i nawet cudowny alkohol nie pomagał w niczym, a często nawet przeszkadzał. Alkohol blokuje ci jedynie kontrolę, dzięki czemu możesz czuć się odważniejszy. Oczywiście, potrafił namówić mnie, by iść sama do klubu, ale nie jest to bezpieczne, a alko często zamazywalo mi pojęcie zagrożenia jakie może być, gdy nagle wsiadam sama w pociąg i jadę do modnego miejsca na tańce. A jak są jakieś spotkania rodzinne, to ja się dogaduję dużo lepiej z młodszymi kuzynkami, niż tymi starszymi lub reszta rodziny..no ale to moja rodzina i nie spodziewam się już, że zostanę zrozumiana, bo to niemożliwe. Umiem się bawić i robię to w różnych sytuacjach dnia codziennego. Nie muszę mieć okazji, żeby sobie pośpiewać, ale brakuje mi osob, takich artystycznych dusz, które mogłyby mi dać poczucie wspolnoty, zrozumienia i czegoś nauczyły. I wtedy nawet momenty milczenia są warte więcej niż huczna impreza przy tandetnej muzyce na fulla wśród pijanych, tępych mord. Do klubu nie wejdę, chyba że na koncert lub miejsca z techno lub rockiem.
-
No i jest tyle fajnych historii w pracy, można pożartować z klientami, a zwykle kobiety mówią, że słodycze oczywiście nie są dla nich, tylko dla dzieci. I mówi tak, co druga babeczka, w co ciężko mi uwierzyć, ale przytakuję no i faceci często sypią żartami i opowiadaniami, przez co praca leci 2x szybciej i milej
-
Wszystkim tym, co zawiera dużo cukru w składzie - słodycze no i czasem jakieś paluszki, chrupki, chipsy, ale głównie... Ciastka, słodycze wszelakiej maści, placki itp. I dodam tez, że często zmienia się asortyment, czyli często jest dużo nowych rzeczy
-
Nnno to gitarrra