-
Postów
367 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Nie lubię świtu
-
To jest nieprzysiadalność^^
-
https://youtu.be/q4AI_BpUcDA?is=W9sx2Hq4YQGbIUwq
-
Już wyczytałem, dziękuję ( u mnie był to dzień, o lęku nic nie powiem, od dawna nie mam z nim problemów ale na depre jest spoko, tyle, że zaznaczam, ja jestem w tym nowy, od wielu lat mam jednego psychiatrę z którym dobrze mi się współpracuje, jak się zrąbało w życiu momentalnie zadzwoniłem i nawet dobrze pocierpieć nie zdążyłem
-
Dzięki, nie można i do Shadow'a, nowy użytkownik sprawdził
-
Co jest że mną nie teges, nie mogę napisać na priv, ajuto
-
Bywało, że rozmawialiśmy na temat, ale masz rację stanie się wedle życzenia szanownej gospodyni
-
Większość kariery zawodowej spędziłem za biurkiem kierując autokary z ludźmi w różne strony Europy, od 2 lat kiedy na dobre wróciłem do żywych robię ludziom domy, rękoma żeby było jasne na architekta/inżyniera już za późno. Kiedyś uwielbiałem czytać, później przez kilkanaście lat nie mogłem się do tego odpowiednio wyciszyć, tra dże dy, z czasem pojawiły się audiobooki, YT, Spotify, podcasty, aktualnie wracam do tradycyjnej książki. Chyba nigdy nic sensownego nie napisałem x) umiem dobrze mówić, trochę rozmawiać, więc znośnie komunikuję się za pomocą tekstu. Btw co Cię interesuje na YT, wspominałaś, że aktywnie poszukujesz, może coś podbiorę albo podrzucę.
-
Tak czułem z tą samodzielnością emocjonalną, cholera wie czy jest już duża ale dojrzewa; buty zrób, choć już się domyślam; spodenki noś (ja też bym nie chciał żeby ktoś oglądał moje majty i też zakładam spodenki ); zwrócił ; co ja widzę w Twoich oczach hmm... uważność, ale... - zwykle jestem hej do przodu jednak boję się zbyt pewnie interpretować, te oczęta sprawdzają to na co patrzą, swoje waży to spojrzenie, bawi i przestrasza, nie wiem czy tumani:p Daruję sobie jasełka, coś Ci powiem o ich kolorze ekhm "...oto w chłodny dzień ocalała zieleń ze zmarzniętych drzew..." I właśnie tak powstał czokapik
-
Zaburzenia lękowe, czy to aby na pewno, to? Proszę o pomoc!
Nie lubię świtu odpowiedział(a) na LilyOfTheValley temat w Nerwica lękowa
Nie wiem czy podobny ale miałem etap kiedy przestałem pracować, to był pik mojej własnej nerwicy, nieustające napięcie które doprowadziło do somatu z jakim nie byłem w stanie funkcjonować. Było mi strasznie, kiedy zacząłem dochodzić do siebie, nie chciałem być niczyim ciężarem, zawsze chciałem maksymalnej samodzielności a zarabianie pieniędzy to przecież taka podstawa. Zresztą, praca to nie tylko kasa, to swego rodzaju higiena ciała i umysłu, człowiek nie jest się w stanie zająć tylko rzeczami złymi lub dobrymi, robota to dobry reset, przynajmniej w moim przypadku. Najbardziej zgubny był ten somonapędzający się mechanizm: jestem chory, niezdolny jestem niczym - ergo jedno nasila drugie. Co pomogło? Terapia, leki - miejmy to odwalone - później analiza procesu jakim jest dla mnie szukanie pracy i same jej wykonywanie, uznałem, że najwyżej się nie nadam i mnie wyrzucą, zamknę drzwi i zaraz nikt nie będzie pamiętał, pomogła mi też pewna osoba którą złapałem za spódnicę w jej własnej pracy, żeby na początku wychodzić z domu, później udawać, że pracuję a na końcu pracować. Koniec końców wziąłem telefon i zadzwoniłem do znajomego czy może nie przyda mu się jakaś pomoc w firmie, super się zaprezentowałem (pamiętam tylko że gadałem o swoich minusach, musiałem mu wszystko wyśpiewać żeby mieć czysciutkie sumienie) i na drugi dzień byłem w pracy, to na próbę, to na zobaczymy to na stałe. Czym jestem starszy tym bardziej wierzę w najprostsze prawdy - chcesz iść do pracy to do niej idź, pójdź i pobądź, w jednej nie będą zadowoleni, w drugiej nie będziesz zadowolona Ty a w trzeciej po paru latach przyjdzie Ci refleksja, że jeszcze 5h do końca i z czego było kiedyś to wielkie halo i tak słabo płacą a koleżanka obok to tępa dzida co Cię tylko wk***ia. Choć zawód można też polubić:p Oczywiście to nie jest szczególnie zachęcające, ale skuteczne. No i podkreślam, sam miałem etap kiedy nie było możliwe najmniejsze nawet działanie i musiałem się podleczyć, żeby móc zacząć. Trzymam kciuki, cokolwiek postanowisz -
Słuchać słucham ale to czy się zasugeruje to już inna historia:o Co do Twego słuchania to odnoszę wrażenie, że przechodzisz taki etap kiedy chcesz i zaczynasz słuchać siebie samej (mam na myśli historie o kontaktach z ludźmi, konwenansach, wyglądzie czy wewnętrznym dialogu który ze sobą prowadzisz na tematy wszelakie), spoko to jest, jestem pewien, że samej Ci ze sobą dobrze bądź przynajmniej lepiej, fallow the inner voice nawet nie ograniczałbym tego do Junga i teorii cienia, raczej wybrzmiewa z tego całe "ja" człowiek zbliża się wtedy do zupełności, harmonii. Moda i brwi hmm, no są co do brwi to preferuję te naturalniejsze, grubsze, gęstsze no taki max to Gośka Socha - jednak to dobrze jak baba czy chłop mają po parze brwi a nie jakiś monoline na wale nadoczołodołowym rodem z doliny Neandertal a moda, mieszać trzeba, jeno z umiarem, płetwy do kościoła, gniazda z ptakami na głowie to nieee, wszystko w granicach rozsądku. Pielęgnacja koreańska, google poszło w ruch, znam etapy takie jak: demakijaż - stan permanentny oczyszczanie twarzy i peeling. Lubię mieloną kawą się ubabrać i umyć, ładnie pachnie, czyści jak calgon i nawilża skórę, tylko wtedy czuję się natłuszczony x) a zarazem czysty; dobra, dosyć tego pisania, to ostatni akapit który kończę, choć nie jest ostatni w kolejności i czytając "10 krem z filtrem UV" przeczytałem krem z fiu**mi UV, dosyć pozdrawiam Baleriny ale glany, mózg rozjebany A sukienki są spoko i nieco wygineły, szkoda. Lubię patrzeć na was kobiety w sukienkach, jest w tym coś lekkiego, kobiecego, efemerycznego... I bez podtekstów, skończyłem z tym w przedszkolu, bóg zna moje grzechy i pamięta te fruwające spódniczki, naoglądałem się Gigi La trottola i byłem po złej stronie mocy nie żałuję, koleżanki się śmiały i było pięknie.
-
Nooo to tak, ojciec mój, człowiek w kryzysie wieku średniego od kiedy pamiętam, zaproponował wypad na deskę/narty, dopiero się uczył, był mega zajarany: jedziemy będzie dobrze, wypożyczysz sprzęt, weźmiesz lekcję i jazda... No dobra, to co, że nie mam o tym pojęcia, to co, że pewnie nie mają na moje nogi rozmiaru wiązań, wio. Po przekopaniu całego magazynu wypożyczalni, znalazły się jedne (wspomniane wiązania), właśnie na deskę, deska też się znalazła, czarna z mega czachą jakiś czas później stałem na szczycie (szczyt jakieś 30 metrów) trasy do nauki jazdy, trasie zakończonej, krótszą, ogrodzoną kolorową wstążką, traską... Szkółka jazdy dla kaszlaków ja, czacha, wiatr we goglach i przestraszony instruktor, on już biedny wyczuł psychopatę, coś tam gadał: wstawanie, hamowanie skręcanie, siadanie... Ja sobie wstałem, kierunek na dół i heja, te pierwsze 20 metrów chujowo ale stabilnie, później wstążka, migające dzieci, ogrodzenie i rów. Mnie się podobało ale wiązaniom i przedstawicielom władzy na stoku już mniej, deska przeżyła. Później stary postanowił zaatakować tamtejszą czarną trasę, że niby dla prosów i wypierdzielił na jakiejś hopce aż czapkę z denka zerwało i o tak, tata ma dziś fazę na lotnictwo, lata na prześcieradle ze śmigłem a ja biorę leki i chce żyć, także nasza historia o bombardowaniu ruskich pozycji na froncie to wątpliwa, choć nie niemożliwa pieśń przyszłości
-
Verinia ciekawie o sobie mówi, jest w to zaangażowana, jakby miała takie "ekstra, jak by to podkreślić, pokazać innym co widzę i czuję" taki sposób odbioru świata mi pasuje, może jest w tym coś znajomego, nie wiem. Was, "aktywnych forumowiczów" - też lubię, nie pamiętam co Twojego ostatnio czytałem Dalila ale skończyło się jakąś wizualizacją w stylu: jadę z Tobą autem jako pasażer, wszystko trzęsie się jak w hinduskiej taksówce, łapiesz się uchwytu a to laska dynamitu itd, no jest trochę chaos jest także zabawnie i śmiesznie ale trzeba uważać co się do Ciebie mówi, tak żeby nie musieć nagle wysiąść, gdzieś w szczerym polu:p koniec projekcji. A no i wracając, to trzeba Verinii oddać jej oczy, "te oczy"... Nie będę kłamał
-
Nie lubię świtu ma około 20 lat, Onet ale pokoju nie pomnę, coś z psychologią. Szczerze, nie lubię kiedy robi się rano i kończy się ta niespieszna, spokojna pora, światło rzadko jest wtedy przyjemne, przejaskrawione (chyba że w słoneczny dzień ), trzeba podnieść głowę znad książki, zatrzymać film czy audiobooka albo wracać do domu. Lubię dzień, ale świtu nie; dziewuchy zawsze go lubiły, to takie proste i ok, cieszę się, że jest mój.
-
Awersja do psychoterapii. Jak się przełamać?
Nie lubię świtu odpowiedział(a) na czarna rzodkiew temat w Psychoterapia
Ze swojej strony polecam terapię. Jeśli zadziała i poczujesz, że to Ty i jest ok, super - jeżeli nie to będzie szczególne doświadczenie w życiu. Jak pisała osoba wyżej, nie każdy terapeuta musi Ci pasować to raz a dwa to on jest w pracy a Ty na terapii, więc nie wymagają od siebie przynajmniej na starcie, po prostu spróbuj. Moja własna terapia była pozbawiona jakichś momentów olśnienia, natomiast od lat dowiaduje się o sobie ciekawych rzeczy na podstawie tego co zaszło w jej trakcie. Nie wiem jaką jesteś osobą, przykładowo u mnie musiało zaskoczyć "ja chcę" i gdyby ktoś mnie zmuszał to pewnie nic by z tego nie wyszło, powodzenia w pracy ze sobą -
Mam pytanie o pregabalin. A więc: rozpocząłem w sobotę, pierwszym tabsem to się naćpałem fest, bo było mi po prostu dobrze już po 2 godzinach. Kolejne to raczej wypłaszczenie emocji i taki stan neutralny. Chciałem zapytać, czy może ktoś brał ten lek w momentach zjazdów związanych z ciężkimi sytuacjami w życiu? Pani psychiatra stwierdziła, że mam epizod depresyjny i trzeba mnie wesprzeć bo po co się męczyć i ok, to się udało, tylko ja mam sporo do przemyślenia, decyzje do podjęcia, emocje do przetrawienia i takie tam a siedzę, wpierniczam orzeszki i zacieszam, to już tak zostanie? Czy proces będzie zawieszony do momentu odstawienia? Proszę o wasze spostrzeżenia
-
Pewnie pytasz dziewczyny ale to zabawny temat, dawno o tym nie myślałem: buty bo najłatwiej, zawsze muszę mieć jakąś białą parę butów na deskę, ostatnio kupiłem zwykłe dc i są spoko, uwielbiam dżordany, są ekstra wygodne, ale prawie tysiak za buty to :f obecnie mam jedne, które się do czegoś nadają i jedne, które nie nadają się do niczego. Chyba nigdy nie nosiłem butów dla dorosłych, może do komunii Czapy: ogólnie lubię - zimą jakieś beanie zwisające jak u krasnala a latem daszek, raczej full cap i zawsze do tyłu, ostatnio kupiłem taka z misiem Puchatkiem w croppie ,góra to zwykle czarny t-shirt, choć ostatnio podobają mi się takie stylizowane na stare w wypranych kolorach, cholera wie jak to się nazywa. Lubię koszule, choć czym jestem starszy to mniej w nich chodzę, od flaneli przez bawełnę po te z lnu, zawsze zawijam rękawy +pincet do męskości, lubię swoje przedramiona kiedy są widoczne, zawsze coś na nich jest: zegarek, rzemienie, jakieś coś, jest mi wtedy ze sobą przyjemnie. Na dupę spodnie wszelakie, bojówki, jeansy, joggery itd nie chodzę w dresach, krótkie spodenki z jakiegoś porządnego materiału to mój dres na chillout w domu, lubię je też nosić kiedy jest ciepło. Zimą lubię takie puchaaate kurty np na snowboard, choć sam nie jeżdżę, raz jechałem i rozjechałem szkółkę dla maluchów nvm, marzy mi się kurtka HH jaką w filmie Babylon AD miał główny bohater, Torop, czy jakoś tak, szukam jej od czasu do czasu od ponad dekady... Z marnym skutkiem. Lubię też skóry ale takie z kapturem, nieco luźniejsze i neutralne, nie tak charakterystyczne jak np ramoneski, tego bym raczej nie założył, obecnie nie posiadam żadnej, same podróby:p i co tam więcej, skarpetki też białe tylko bez falbanek, choć nie próbowałem... Zwykle jednolite, mogą być szare aby nie były w jakieś wzory rodem z koca w rosyjskiej chacie. Majty to bokserki, strasznie fajne mają w medicine, ostatnio były jakieś z górami, podróżami, lasami, całą szufladę tego mam a typowych męskich gaci nie znoszę. Eksperymentów raczej nie czyniłem, miałem kiedyś bawełniane rajstopy ale to było bardzo dawno i miały klapę na fistaszka także bez śmiacia proszę A co do Junga to jedną z moich ulubionych piosenek od lat jest forty six & 2, if u know what i mean
-
Pewne braki u faceta, a związek z kobietą.
Nie lubię świtu odpowiedział(a) na Śmojda temat w Psychologia
Tak mi przyszło do głowy... Masz swój typ, towarzyszki, partnerki, członka drużyny - jeden ciort - to zamień swoje wrażenie na temat ogółu na coś użytecznego, jak Cię laska oceni po wykształceniu, statusie mieszkaniowym czy prawku to już wiesz, że to nie Twoja bajka i nie tracisz waszego wspólnego czasu - druga rzecz, Shadow próbował Ci delikatnie zasugerować, że na dziś, z nastawieniem które wyłania się z Twoich słów, sam sobie jesteś największą przeszkodą, zamiast wymagać od świata i rodzaju żeńskiego zacznij od tego na co sam masz wpływ, ułatw sobie proces. Kończąc, potrzebny jest akt woli, pierwszy krok, skoro coś Cię pcha w stronę kobiet to musisz tego dotknąć, wtedy będziesz miał własne doświadczenia i wnioski. Ludzie piszą tu o sobie i swoich przemyśleniach dość otwarcie, może któraś dziewucha Cię interesuje albo przynajmniej uśmiechasz się kiedy widzisz jej posty, dołącz do rozmowy, napisz na priv, nie zjedzą Cię, powodzenia -
Pewne braki u faceta, a związek z kobietą.
Nie lubię świtu odpowiedział(a) na Śmojda temat w Psychologia
Nadrobiłem, już znam temat i wybacz Śmojda - trochę kobiet poznałem i mam taką teorię, że to też ludzie każdy z nas jest inny i nie ma co zbytnio generalizować, że dziewczyny są dziś takie a siakie. Jedno Ci powiem, żeby nie wiem co tam sobie wymyślił człowiek to jak go trafi głupieje zupełnie i to jest ok Łał Verinia, podoba mi się to co napisałaś, powodzenia -
Pewne braki u faceta, a związek z kobietą.
Nie lubię świtu odpowiedział(a) na Śmojda temat w Psychologia
Każdy dorosły musi a przynajmniej powinien, żeby nie robić kłopotu sobie i innym. Bezpieczeństwo powinno być wzajemne, np jestem duży, pewny siebie i zaradny, chętnie spełniam swoją rolę, ale potrzebuję żeby ewentualna partnerka widziała w pierwszej kolejności mnie, później to co mam do zaoferowania. Wtedy przestaje to być festiwal potrzeb, wyobrażeń i traum a zaczyna się rezonowanie ze sobą, wtedy może być fajnie, po ludzku, prawdziwie, po coś. W przeciwnym razie to jest konstrukt mający z założenia wypełnić nasze braki a nie związek. Zapomniałem o czym był wątek ale post mnie zjeżył -
Dzięki za odpowiedzi, fajnie to ujęłyście. Verinia i Melodiaa O to właśnie mi chodziło, bardziej niż o sam wygląd. Nie o bycie idealnym albo wiecznie uśmiechniętym, tylko o taki sygnał, że człowiek jest zadbany, obecny, życzliwy, przynajmniej neutralny i nie niesie na twarzy samego ciężaru. Podoba mi się też to rozróżnienie, że życzliwość nie musi oznaczać bycia miłym dla każdego za wszelką cenę. Bardziej chodzi o bazowe nastawienie do ludzi, ale z granicami. Mogę ale nie muszę i nie jestem bezbronny/bezbronna. No i tak, higiena, czyste ubrania, zapach, pielęgnacja — niby proste rzeczy, a mocno wpływają na odbiór. Może “aura” to trochę właśnie połączenie tego, jak człowiek wygląda, jak się czuje ze sobą i jaką energię wysyła innym.
-
W moim wieku, blisko 40stki uważam, że fajnie jeśli ludzie nie wyglądają generycznie. Bez względu na lata, fajnie jak mamy świeże, pachnące praniem ciuchy - to podstawa - a jeśli idzie o glow up to może energia jaka od nas emanuje? Ostatnio o tym myślałem, że w sumie sam zobaczyłbym w sobie ciężar i zmęczenie, to nie jest atrakcyjne raczej nie przyciąga więc... Uśmiech?