Skocz do zawartości
Nerwica.com

Doktor Indor

Użytkownik
  • Postów

    1 846
  • Dołączył

Treść opublikowana przez Doktor Indor

  1. W sumie Nigdy o tym nie myślałem w ten sposób, w sensie nie wiązałem brain zapsów z ruchem oczu, ale faktycznie tak jest właśnie jak się skręca oczy. Jak biorę grzecznie to nie mam zapsów. Jak nie wezmę jeden dzień to mam na wieczór delikatne. Jak nie wezmę dwa dni to już bardziej. Powyżej czterech nigdy nie wytrwałem.
  2. Ja wymieniam. Jak samochód pokazuje że trzeba go zatankować to też wymieniam, a co.
  3. Urzekł mnie ten piękny utwór muzyczny, a jego szczotka na głowie wręcz zauroczyła
  4. Kolega miał w klasie takiego chłopaka, na którego nauczycielka mówiła „mój siusiaczek”. Dziś to chyba byłoby trochę nieodpowiednie, ale to było w czasach, gdy dzieci nie miały jeszcze praw.
  5. Ej, ale ja chyba nie chciałbym mieć ksywy Siurek Penis, to brzmi dumnie. Czy szlachetny Ch*j. Ale Siurek?
  6. Współczuję To się dzieje samo, oni testują granice i jak im się pozwoli (bo np. się boisz), to będą tobą pomiatali. Miałem w technikum takiego jednego, ale ja byłem spokojny do momentu, gdy się odpaliłem. Jak się odpaliłem i się na niego rzuciłem to potem omijał mnie do końca szkoły. No ale rozumiem że strach może sparaliżować. Ja się boję do momentu w którym się nie odpalę, wtedy coś mi się w głowie przestawia. Potem się wycwaniłem i jak mi ktoś podpadł, to ładne i krótkie wierszyki o nim układałem, które dotykały jego kompleksów i czułych punktów. Grupa podłapywała, śmiali się z tego (bo wierszyki były zabawne i celne), więc śmiali się też z niego, on robił się malutki, a ja miałem spokój. Rękoczyny też były, ale raczej w celu ośmieszenia kogoś, jednemu np. na jego urodziny zdjąłem w kiblu deskę klozetową i mu na łeb założyłem. Tak w ramach prezentu. A inni w śmiech bo wyglądał jakby deska pasowała Do końca szkoły miał ksywę „sedes”. A trzeba było się do mnie nie rzucać, to i spokój by miał, i może nawet kolegę by we mnie znalazł. Nie wiem czy jestem z tego dumny. Robiłem to, co musiałem, żeby przetrwać w środowisku, które próbowało mnie zdominować. Czyli w sumie to, co każdy. Patrząc wstecz ta szkoła była mocno patologiczna, choć z drugiej strony gdyby nie moje problemy psychiczne, to dobrze bym ją wspominał. Źle wspominam podstawówkę. A na studiach to już w ogóle luz, było super, miałem swoją ekipę, no ale nie dałem rady – po części przez wieczne napady lęku a po części przez to, że postanowiłem się szybko usamodzielnić i pracowałem, studiując zaocznie. Ile można pociągnąć bez weekendów (bo spędzasz je od 8 do 21 na uczelni)… Patrząc wstecz trzeba było spróbować studiować dziennie. Problem jest bardziej złożony – grupy rządzą się swoimi prawami i wygrywa w nich silniejszy. I prawdę mówiąc sam nie wiem jak taki problem rozwiązać. Interwencja z zewnątrz (nauczyciela) też nie rozwiązuje sytuacji, a może ją tylko pogorszyć. Izolowanie patologii od normalnych? Tylko co z tymi, którzy nie są patologią, a po prostu strach przed odrzuceniem przez grupę pcha ich do takich zachowań, a są za mało dojrzali (bo są dziećmi), żeby to zobaczyć…
  7. Wiesz co, taki komentarz byłby zabawny, gdyby nie dotyczył mojej potencjalnej śmierci, na którą ty jesteś gotowa. Celowo przekręcasz to, co powiedziałem, bo nie wierzę, że tego nie zrozumiałaś. Ale trudno. Kiedyś skończysz i 30, i 40, i może twoje poglądy faktycznie się zmienią. A może nie. „Pa”.
  8. Może miks wszystkiego? Zaczęło się od domu, dzieciństwa, braku ojca, a to, co było w szkole, było tylko samospełniającą się przepowiednią – zachowywałeś się zgodnie z tym, co wierzyłeś na swój temat, a dzieci (które są bezlitosne) wyłapały to i wykorzystały (ofiara w grupie spełnia funkcję, spaja grupę przeciwko ofierze, więc każda grupa dzieci szuka swojej ofiary – okrutne, ale z mojego doświadczenia tak właśnie jest). U mnie to było trochę inaczej bo ja nigdy nie byłem ofiarą. Ja byłem po prostu niewidzialny. Natomiast poczucie niższości i gorszości towarzyszyło mi odkąd pamiętam. Nie minęło, po prostu nauczyłem się je ignorować, nadkompensować, walczyć o swoje pomimo niego (czasem z tego drugiego ekstremum – mam problem ze zdrową asertywnością, u mnie to od razu przechodzi w agresję, ale to w dorosłości – jako dziecko bałem się absolutnie wszystkiego, co biorąc pod uwagę doświadczenia z domu absolutnie nie dziwi). Pamiętam, że myślałem, że lepiej byłoby być dziewczyną. Laski miały w szkole jakieś swoje grupki, przyjaciółeczki, chłopaki tak się ze sobą nie trzymali. Dopiero potem zrozumiałem, że bycie laską byłoby jeszcze gorsze – intrygi, jedna knuje przeciwko drugiej a udają takie przyjaciółeczki… koszmar.
  9. No nie ma. A cywil powinien mieć prawo się ewakuować z sytuacji, która zagraża jego życiu. Nie wybiórczo – kobiety i dzieci. Mężczyźni również. Nie chce bawić się w żołnierzyka i ginąć za kraj, to widocznie ten kraj nie jest dla niego tego wart. Jeśli okaże się, że dla większości nie jest, no to cóż – trzeba było inaczej tym krajem zarządzać, to by ludzie chcieli za niego ginąć. Wróg atakuje kraj, ale to własny kraj robi z obywatela niewolnika w walce o nieswoje ideały. Kto jest w tej sytuacji większym wrogiem? Dla ciebie agresor. Dla mnie mój własny kraj. Bije to z twoich postów. Nie chce mi się już. Sorry. Nie wszystkie. Wiele jest tragedii, gdy kobiety faktycznie kochają swoich mężów, ale zbrodniczy kraj (w tym przypadku Ukraina) rozdziela te rodziny, mordując im mężów. A że niektóre takie są… no są, co poradzisz. Byle w porę się zorientować, z kim mamy do czynienia. Moim zdaniem „w porę” jest wtedy, gdy nie mamy jeszcze z tą osobą dziecka i możemy odejść. Potem jest już za późno. Ja właśnie chyba już też.
  10. Kosztem innych, równie niewinnych obywateli. To wina mężczyzny że jest mężczyzną a nie matką z dzieckiem, albo samym dzieckiem? Mniej chce żyć? Nie uważam, że jesteś empatyczna, choć ty zapewne za taką się uważasz. Twoja empatia jest wybiórcza. O to, że mam pieprzone prawo do życia i żaden bydlak, żaden śmieć, nie ma moralnego prawa odbierać mi tego prawa w imię jakichś swoich wartości – które są jego wartościami, a nie moimi. Dla ciebie ważniejszy jest kraj – no i spoko. A dla mnie nie. Dla ciebie ważniejsze jest społeczeństwo, matki z dziećmi – a dla mnie najważniejsze jest życie moje i moich bliskich. Tylko że ja nie chcę wymusić na tobie mojej moralności, a ty cały czas próbujesz wymusić na mnie swoją – i cieszysz się, że zbrodnicze państwo, które w pierwszej kolejności wysłałoby mnie jak śmiecia do walki za swoje wojenki, stoi na tym stanowisku, co ty. Jest na tym świecie masa osób „empatycznych”, niech one sobie giną za innych, za kraj, za sąsiadów, jak mają ochotę. Ode mnie trzy ch… w bok. Jak będę się musiał zrzec obywatelstwa to je sobie bierzcie, nienawidzę tego kraju, który wiecznie rzuca mi kłody pod nogi, tych ludzi dookoła, z którymi muszę koegzystować we wspólnej przestrzeni, bo nie da się ich uniknąć. Na mięso mnie za nich nie przerobicie. Nie rozumiesz tego, nie zrozumiesz – twój problem. Jestem już zmęczony tłumaczeniem ci rzeczy oczywistych. Wszystko zostało już powiedziane. Nie rozumiesz – trudno. Ja nie wiem ile z tego jest obiektywną prawdą a ile po prostu sobie wkręciłeś, uwierzyłeś w to, bo może tak jest wygodniej, niż np. się rozczarować (co jest normalnym elementem życia, ja na przykład nie dalej jak wczoraj / dzisiaj rozczarowałem się osobą, którą uważałem może jeszcze nie za przyjaciółkę, ale na pewno za bliższą koleżankę niż inni).
  11. Błędnie zakładasz, że życie obcego dziecka miałoby być dla mnie ważniejsze, niż życie moje (już nawet pomijając życie moich bliskich). Że nie mam dzieci? Owszem, mój wybór. Zmusić mnie skurwysyny nie zmuszą do niczego nawet jeśli takie osoby jak ty będą im przyklaskiwały. Wiesz co, Dalila, powiem szczerze – rzygać mi się chce.
  12. Patrząc na to, jak to teraz wygląda, jak dzieciaki stały się uzależnionymi od socjali zombie wpatrzonymi w swoje smartfoniki, to nie byłbym tego taki pewien. Może to po prostu nie byli znajomi dla ciebie – może powinieneś mieć znajomych pasujących charakterem i temperamentem do ciebie. Jeśli będziesz się próbował na siłę dostosować do czegoś, co nie jest dla ciebie naturalne, i będziesz udawał kogoś, kim nie jesteś, to to się nigdy nie uda. No, najprościej szafować życiem innych… Byle nie swoim… To jest tak obrzydliwe, że aż słów mi brak. Gówno mnie obchodzi, kto będzie za kim płakał. Nawet jakby nikt za mną nie płakał (a by płakał bardzo). To zupełnie nie o to chodzi
  13. Aha, więc w ten sposób wartościujesz cudze życie. Ma dziecko, to ocalić. Nie ma dziecka, to niech zdycha. Jeszcze lepiej. Wydaje mi się, że różnica między nami wynika z tego, że ja nie uważam się za część tego społeczeństwa i tego narodu. Nienawidzę tych ludzi, których mijam dookoła. Ty działasz jakoś na rzecz innych, ja zastrzegłem w Poltransplant, że nie chcę oddawać narządów. Ludzie za bardzo mnie skrzywdzili. Dlatego wizja oddawania życia za „ziomków” jest dla mnie abstrakcyjna i zbrodnicza. Ja tu poza dwiema osobami i czterema kotami (ważniejszymi dla mnie niż każdy dzieciak świata) nie mam nikogo, za kogo miałbym oddawać moje życie. Widziałaś, co napisałem o dronach, więc nie będę się powtarzał – jesteś na tyle bystra, żeby zrozumieć, co miałem na myśli.
  14. Jak ja miałem 34 lata to byłem jeszcze w terapii, i pamiętam co mi terapeuta wtedy powiedział: „Skupia się pan na rozpamiętywaniu przeszłości tak bardzo, że umyka panu to, co jest teraz. Może za 10 lat ten okres będzie tym, za którym będzie pan tęsknił”. Wtedy stwierdziłem, że kłamie. Bo za czym tu tęsknić. Dziś widzę, że coś w tym było. Tylko wcale nie jestem mądrzejszy i nie doceniam tego, co mam tu i teraz. A byłeś obiektywnie gorszy? Czy to była samospełniająca się przepowiednia? Czułeś się gorszy, więc ludzie to wyczuwali i tak cię z tego powodu traktowali? Ja tak miałem całe życie ale wiem, że nie byłem obiektywnie gorszy, po prostu sytuacja w domu tak mnie zaprogramowała. Jak wchodziłem w nowe otoczenie to przez chwilę było dobrze. Potem znów przestawałem się liczyć. Ale to minęło z wiekiem, chyba po prostu ja się zmieniłem, choć raczej nie na dobre – po prostu teraz rozpycham się łokciami. To też nie jest zdrowe.
  15. A często widzisz, żeby się to działo na ulicy? Z mojego doświadczenia, jeśli ktoś się w kogoś usilnie nie wpatruje, tylko zerknie na sekundę, i przeniesie wzrok gdzie indziej, to nic takiego się nie dzieje. W ogóle tylko raz widziałem taką sytuację, i to był ktoś chory na coś, przewrażliwiony na punkcie tego, że ludzie się na niego patrzą. A jak z kimś rozmawiasz to też nie patrzysz w oczy? Co by było jakbyś spróbował, nawet na chwilę? W sklepie jak ci kasjerka mówi kwotę, albo o coś pyta. Dałbyś rade?
  16. Doktor to doktor, sztuka jest sztuka
  17. Myślisz, że da się jakoś zamknąć ten okres, uświadomić sobie, że tych ludzi już nie ma i tych czasów już nie ma? Bo to chyba to jest głównym problemem, nie? Że mimo upływu lat dalej myślisz o tym jak o teraźniejszości… Chyba że nie?
  18. Nie wszystkie kobiety mają coś, czego ty nie masz, i nie wszyscy młodzi faceci, wierz mi. Też byłeś kiedyś młodym facetem (jeśli teraz nie jesteś, bo nie wiem ile masz lat). Było dobrze czy jednak czegoś brakowało? A kobiety to mają, jeśli są piękne i młode. Inaczej los jest bezlitosny. A nawet jak są piękne i młode, to też ma swoje wady – nie wiesz, kto jest twoim przyjacielem, a kto się z tobą zadaje tylko po to, żeby cię przelecieć (niekoniecznie zgodnie z twoją wolą). Ty to prawo popierasz. Ciężko mi uwierzyć, że oko by ci nie drgnęło, jakby twoi znajomi mężczyźni byli przymusowo przerabiani na mięso armatnie i ginęli z pourywanymi kończynami jak parszywe psy na śmietniku. Jeśli tak, to tym lepiej, że tego nie rozumiem i nie zrozumiem. Bzdura. Biologia nie przeszkadza kobiecie być operatorem drona, czy strzelać z karabinu. To nie kwestia biologii tylko podejścia społeczeństwa do życia mężczyzn vs życia kobiet.
  19. Boisz się konfrontacji wzrokowej? Że ty spojrzysz na kogoś, ktoś na ciebie, i może np. ktoś zapyta „co się gapisz”?
  20. U mnie szczerze mówiąc bliżej 4/10. Był potencjał na fajny film, aktorzy tak jak mówisz świetni, ale moim zdaniem potencjał został zmarnowany. Ale jest też szansa że jestem na ten film za głupi.
×