Skocz do zawartości
Nerwica.com

Przemek_Leniak

Użytkownik
  • Postów

    405
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Przemek_Leniak

  1. Tak powiadasz? to zacytuję " II Psychopatologia - 138 godzin Prezentowana jest w ujęciu różnych perspektyw teoretycznych z wiodącą - psychodynamiczną, wraz z propozycją strategii terapii. Wprowadzenie (4 godziny) Psychozy (26 godzin) Zaburzenia osobowości (56 godzin) Zaburzenia charakteru (12 godzin) Perwersje (6 godzin) Zespoły lękowe (20 godzin) Zaburzenia jedzenia (6 godzin) Uzależnienia (4 godziny) Nadużycia, przemoc, uraz (4 godziny)" pomijając kwestię "ujęcia róznych perspektyw teoretycznych z wiodąca psychodynamiczną" - co jest jednak bełkotem to jednak jest to ciekawy program i stanowczo chyba wykraczający poza to co opisałaś no chyba że sa to zajecia ze spania i chrapania Zastanówmy się czy psychoterapeuta powinien się choćby ogólnie orientować w objawach i mechanizmach chorób psychicznych? bo może nie? może wystarczą mu reguły settingu i techniki psychoterapii czyli w sumie 10 godzin nauki Ja mam wrażenie że wiedzy psychoterapeutów wykraczającej poza owe 10 godzin jest zwyczajnie nie widać a może się dobrze ukrywają a jednak coś wiedzą? a może coś więcej umieją niż widać? może jak mówią jest głębokie i szerokie tymczasem zsettingowany pacjent jest maltretowany technikami manipulacji w imię paradygmatu psychoanalitycznego czyli hmm pewnego rodzaju bóstwa dostatku dla psychoterapeutów
  2. och dlatego tak Was lubię że macie ten inny punkt widzenia plusika za suchary notuję - doskonały bon mot
  3. ja lubię kobiety i lubię na nie patrzeć ale podobają mi się też dzięcioły napisz czy i jak bardzo lubisz szpinak
  4. No troszkę przemyślałem Twój wpis. Subiektywne odczucie poprawy jest oczywiście ważne. Ważniejsze jest jednak to co piszesz o uświadomieniu sobie swoich motywacji i w miarę bezpiecznym weryfikowaniu przekonań. Wrócę jeszcze do tego bo to jest dość wymierna korzyść faktycznie terapeutyczna. Natomiast hmm piszesz o czymś dalej co nazwałbym poczuciem zaopiekowania się tobą. Ktoś poświęca ci uwagę czujesz się słuchany... To także istotne Natomiast wspomniałeś o relacji rodzic-dziecko - to nie jest dobra relacja terapeutyczna lecz relacja patologiczna jednak. Zacytuję tu jeszcze ten fragment: Oboje piszecie o potrzebie opieki jaka odczuwa pacjent psychiatryczny i ja się pod tym podpisze bo też odczuwam taka potrzebę. Tyle że relacja rodzic -dziecko czy nauczyciel-uczeń to nie jest dobra relacja terapeutyczna. Sama opieka o czym wspominałem gdzie indziej jest domena pielęgniarstwa Pielęgniarstwo nie idzie jednak w relacje rodzic-dziecko a odwrotnie Odwrotnie znaczy stara się akcentować nie podległość pacjenta a jego podmiotowość, autonomię i służebną wobec pacjenta rolę opiekuna. Służebność nie oznacza przy tym przejęcia za pacjenta wszelkiej odpowiedzialności a tylko wspieranie go czy zastępowanie go tam gdzie jest to niezbędne. Podobne zasady ma psychologia kliniczna ale nie psychoterapia. Lekarza pielegniarkę czy psychologa będzie interesował wasz stan bo tak jest skonstruowany ich zawód. Psychotreapeuty nie interesuje on zaś w najmniejszym stopniu - również z powodu takiej a nie innej konstrukcji tego zawodu. To że psychoterapeuta was "słucha" i robi wrażenie empatycznego jest jedynie sztuczką stricte techniczną. Pokarze to na przykładzie by lepiej wam to wyjasnić. Kiedy rozmawiacie z lekarzem on słuchając was zbiera potrzebne mu informacje które analizuje pod tym kątem jaki go interesuje i dostajecie od niego w zamian po pierwsze jego ocenę czyli diagnozę a po drugie propozycje konkretnego leczenia Lekarz was słucha a nie jedynie słyszy dlatego otrzymujecie konkretną i bywa przydatną odpowiedź. Dlatego też lekarz was dopyta gdy brak mu jakiejś istotnej informacji. Psychoterapeuta robi coś zupełnie innego - traktuje słuchanie was zupełnie instrumentalnie. Kiedy zadaje wam pytania otwarte zupełnie nie interesuje go co odpowiecie a jedynie to żebyście zaczęli coś mówić. Nie zbiera on żadnych informacji treściowych bo są mu do niczego zupełnie nie potrzebne Nic bowiem wam nie może na ich podstawie zaoferować. A nie może bo nie ma po temu żadnej wiedzy ani żadnego instrumentarium. Psychoterapeuta owszem słyszy (acz nie zawsze) ale nie słucha. Możecie mu mówić o swoich lękach lub objawach ale on nic dla was w zamian nie ma. Funkcja tego słuchania psychoterapeuty jest inna niż w przypadku lekarza. Nie mając wiedzy ani narzędzi psychoterapeuta nic wam nie może dać zwrotnego. Może jednak i to właśnie robi posiedzieć i posłuchać robiąc przy tym wrażenie że to co mówicie ma jednak jakieś znaczenie. Techniki robienia tego wrażenia są dość proste i znając je można się nieźle bawić obserwując pracę psychoterapeutów. No ale wróćmy do tego co pisaliście o potrzebie bycia wysłuchanym - tak jak najbardziej ten czysto techniczny zabieg słyszenia co mówicie przez psychoterapeutę zaspokoić może potrzebę bycia wysłuchanym jaką ma pacjent i to już samo w sobie jest korzystne (bo została zaspokojona potrzeba) a dokładniej to jest protetyczne. Poza tym zaspokojeniem potrzeby bycia wysłuchanym ma to jeszcze inną funkcję całkiem realną. Otóż mówiąc zazwyczaj mówimy o czymś dla nas ważnym a mówiąc o rzeczach ważnych werbalizujemy potrzeby i problemy (trochę to masło maślane). No ale inaczej jest gdy nawet mamy wewnętrzną świadomość problemów i potrzeb a inaczej gdy sami się słyszymy jak o nich mówimy - werbalizacja po prostu pomaga wiele rzeczy sobie uświadomić a przez to samemu przepracować. No i tak to gadanie do psychoterapeuty ma właśnie głównie funkcje autoterapii paszczowej. Psychoterapeuta może stosować wspomniane już techniki udawania że słucha np takie jak powtarzanie tego co powiedzieliśmy własnymi słowami (w bogatszej wersji we własnej interpretacji) To choć jest prostym chwytem też ma czasem korzystne funkcje bo protezuje informację zwrotną a w wersji bogatszej pozwala spojrzeć na własny nasz problem od nieco innej strony... Empatyczność psychoterapeuty także jest kwestia techniki ale również odpowiada na nasze potrzeby także tu nie ma się czego za specjalnie znów czepiać. Pozostaje jednak problem niewłaściwej acz lubianej przez psychoterapeutów relacji podległości. No niestety nie jest to fajne bo buduje w pacjencie oczekiwania niemożliwe do realizacji i obniża jego skłonność do samoopieki a czasem buduje patologiczną zależność Zabezpiecza jednak psychoterapeutę - pozwala mu łatwiej grać rolę zwyczajnie
  5. Ale ja mam w dupie po prostu kwestię tego czy jestem sprawiedliwy wobec tej grupy zawodowej. Tak mam w dupie jak opisana psychoterapeutka i cały niestety zespół tego oddziału miał mnie. Daje takie świadectwo o tym co widzę jakie uczciwie wobec siebie dać mogę. W tamtej sytuacji by poradzić sobie z nią dość dużo zrobiłem. Po pierwsze pogadałem sobie o tym z telefonem zaufania gdzie zresztą usłyszałem sporo o biednej psychoterapeutce która mogła się faktycznie przestraszyć i narobić syfu... po wysłuchaniu tych solidarnościowych pierduł otrzymałem jednak dość sensowne rady co jako pacjent zrobić powinienem. Jak wspominałem już ex post poszedłem najpierw do psychologa w Centrum Interwencji Kryzysowej a potem do znanej mi od dawna psycholog w gminie Zadbałem o siebie z dobrym dość skutkiem. Nie mniej na moje postrzeganie psychoterapeutów bedzie to miało już zawsze wpływ. Twierdzę że mogą być zdecydowanie szkodliwi i to nadzwyczaj łatwo. Co więcej sądząc z wątku w jakim piszemy nie jest to obserwacja i stanowisko odosobnione. Hmm ująłbym to sumarycznie tak To my jesteśmy pacjentami potrzebującymi pomocy a nie psychoterapeuci Kiedy otrzymujemy zamiast niej chłam nie mamy żadnego obowiązku dopatrywać się w sobie winy za ów chłam Mamy zwyczajnie prawo do tego byśmy otrzymali profesjonalna pomoc I za każdym razem gdy się tak nie dzieje mamy również prawo głośno o tym mówić
  6. Hmm to że byłem akurat w dobrym stanie to była okoliczność bardzo szczęśliwa jednak no do jasnej ciasnej nie może chyba tak być że pregabalina przyjmowana przez pacjenta chroni go przed teoretycznie terapeutycznym działaniem psychoterapeuty Szkody jakie może spowodować ignorancja i nieprofesjonalizm takich szamanów naprawdę mogą być poważne Nikt nie idzie po pomoc psychiatryczną by poczuć się gorzej przecie Tymczasem jesteśmy traktowani jak przedmioty właśnie dlatego że zajmują się nami ludzie bez niezbędnych kwalifikacji Głupia jak głupia - na pewno nieprofesjonalna i niekompetentna. Ale w powyższej sytuacji poza tym że spotkałem kogoś takiego zetknąłem się również z "solidarnością" zespołu terapeutycznego skierowana przeciwko jednak mnie To już systemowa patologia niestety. Tak pomóc nikomu zwyczajnie nie można ale ciągnąć kasę z NFZ na takie coś się jak widać udaje... No nic z prób naprawy świata zrezygnowałem juz jakiś czas temu Bardziej interesuje mnie jak w tak funkcjonującym systemie znaleźć pomoc której po prostu potrzebuję?
  7. Owszem choć akurat nie psycholodzy a właśnie psychoterapeuci. gdzieś to chyba zresztą nawet opisałem ale mogę opowiedzieć raz jeszcze w ostatnim zaostrzeniu choroby planowałem udać się na oddział zamknięty nie doszło do tego ale dostałem na izbie przyjęć nowy lek który bardzo poprawił moje bieżące funkcjonowanie korzystając z okazji chciałem jednak się gruntowniej podleczyć i poszedłem na oddział dzienny Była w tym taka idea że owszem fajnie że leki ale bez rehabilitacji czy właśnie terapii ciągle jestem w tym samym miejscu U mnie dość jasne są przyczyny choroby - w sensie tego co do niej doprowadziło i co ją zaostrza To okoliczności w dużej mierze ode mnie niezależne ale w dużej mierze nie oznacza że całkowicie. Niestety choroba powoduje że nawet tego co mógłbym zrobić nie jestem w stanie zrobić Bo każda próba w tym kierunku powoduje zaostrzenie objawów. Są to objawy dość mocno mnie niepokojące i mające postać psychotyczną - tak jak natrętne myśli mordercze dotyczace czasem bardzo konkretnych osób. W rozmowach z psychologiem uzyskałem radę by najpierw jednak zająć się chorobą jako najistotniejszym w tej chwili problemem. Tak więc jestem sobie na tym oddziale dziennym - uczciwie pracuję nad sobą uczestnicze w zajeciach etc etc No i w którymś tam momencie (a wcale nie szybko bo po ok 3 tygodniach) przychodzi moment kiedy na psychoterapii mogę wreszcie opowiedzieć o moich problemach czyli tym z czym na ten oddział przyszedłem No to opowiadam o tych myślach morderczych i... Słyszę od psychoerapeuty coś co mnie wyrzuca z butów dosłownie czyli że kłamię konfabuluję kreuję się na kogoś kimnie jestem i do tego grupa tez mi nie wierzy w związku z czym powinienem się zamknac i to przemyśleć. ale nie żeby był to koniec - było zabawniej bo psychoterapeutka słysząc mój opis objawu który wystapił jakieś pół roku wcześniej odbiera ten opis jako moją groźbę wobec niej i wprost mówi do mnie tak "Nie życzę sobie żadnej relacji z panem". Postanowiłem ten wypadek omówić na takim codziennym raporcie oddziału do czego doszło po kilku dniach. Psychoterapeutka wyparła się sytuacji. Zespół olał problem. A ja dałem sobie spokój z tym oddziałem dziennym i poszedłem w tepędy do psychologa w CIK by choć trochę zapobiec skutkom tego pokazu profesjonalizmu i psychoterapii dla mojego zdrowia. Co się zresztą nawet udało. No i teraz tak byłem pacjentem oddziału dziennego psychiatrycznego gdzie miałem się podleczyć Sam oceń czy psychoterapeuci podpadli mi słusznie czy może to ja robię z igły widły pzdr
  8. dobry argument! bardzo dobry nawet! tego nie będę mógł potraktować lekko bo to jest istotne faktycznie i hmm przekonujące jednak musze to przemyśleć
  9. No bo zawód nie jest wcale taki znów fajny po pierwsze kasa - nie czarujmy się 64 tys za te 1200 godzin (czasem nieco więcej) to jest jednak sporo po drugie cóż za tę kase dostajemy jednak szczątkową wiedze merytoryczną ale oczywiście i dyplom który pozwoli nam sobie to odrobić (taką mamy nadzieję) czy jednak na pewno pozwoli? nfz płaci circa 200 za godzinę i tyleż to kosztuje na rynku to sporo ale gdzie tam temu do prywatnej wizyty u psychiatry która może kosztować 850 zł Ile godzin zrobimy dziennie? powiedzmy 6 i zainkasujemy te 1200 dniówki czyli circa 24 tys miesięcznie koszty by się nam zwróciły po 3 miesiącach niby... więc ok pewnie warto pytanie jak my psychicznie to zniesiemy - trzeba jednak być mocno gruboskórnym a jest tylko gorzej gdy faktycznie chcemy komuś pomóc to nie jest praca z prostymi pacjentami mającymi proste problemy praktyka to całkiem coś innego niż warunki idealne można się dość szybko wypalić kiedy się widzi nieskuteczność czegoś co miało być takie super i kasa może nam nie wystarczyć
  10. Zasadniczo nie krytykuje tu psychologii Jest to co prawda nauka niemedyczna ale jednak nauka - konkretnie taka która bada procesy psychiczne człowieka w kontekście kulturowym - bada dzięki naukowym w miarę metodom oraz temu że my swoje procesy psychiczne wyrażamy albo paszczą albo naszymi wytworami albo zachowaniem. Ponieważ bada to formułuje również wnioski robi opisy np naszych typowych i nietypowych procesów psychicznych. W rezultacie psycholog pracując z nami jest w stanie rozpoznać nasze odstępstwa od normy czy przeciętnej a nawet zasugerować nam jakie zmiany powinniśmy wprowadzić by do tej normy powrócić. To jest realnie pomocne i nie chodzi tu jedynie o to że nas ktoś wysłucha robiąc zatroskaną minę. Także i terapia grupowa ma ewidentne zalety choćby takie jak mnogość interakcji i informacji zwrotnych o tym jak jesteśmy postrzegani my nasze problemy czy nasz sposób myślenia. Poza tym jednak bycie ród ludzi chorych którzy pracują nad sobą bardzo motywuje. Krytykuje jedynie psychoterapię jako proceder udający terapię jedynie.
  11. Tak sobie pomyślałem że mając fatalne doświadczenia z procederem psychoterapii podejmę się jej krytyki Psychoterapia nie wzieła się znikąd wymyślił ja Freud Już tu niejaki Popper cały dorobek Freuda opisał niegdyś jako wzorcowy przykład pseudonauki argument którego użył jest taki "konstrukcja (Freudyzmu) jest taka, że jest on w stanie „wyjaśnić” każdy fakt i nie da się w związku z tym wymyślić dla tej teorii eksperymentu lub choćby obserwacji, która byłaby w stanie ją obalić." Moimi zdaniem jest to argument słuszny i zasadniczo odnosi się do wszelkich postfreudyzmów czyli także wszystkich obecnych "uznanych naukowo" nurtów psychoterapeutycznych. Obecnych "uznanych naukowo" bo było wiele różnych nurtów tak odjechanych że pomijając kwestię ich faktycznej niefalsyfikowalności uznano je za zyskredytowane. Dla przykładu Terapie hipnotycznej regresji do przeszłego życia Aroma- i koloroterapie Terapia zazdrości o członek (pomysł samego Freuda) etc (za długo by wymieniać) Tyle że hmm powyższe wyjdzięte z mody nurty psychoterapii niczym się zasadniczo od "uznanych naukowo" nie różnią A przede wszystkim nie różnią się skutecznością Poważnie - leczenie waszej psychiki za pomocą dźwięku gongów będzie mieć podobna skuteczność do dajmy na to nurtu behawioralno-poznawczego Jedno i drugie przede wszystkim zajmie wam czas -a zgodnie z badaniami sam jego upływ odpowiada za 40% skuteczności terapii ( a powazniej mówiąc to te 40% to czynniki pozaterapeutyczne czyli niezależnie od udziału w terapii) w jednym i drugim wypadku nawiążecie "wieź terapeutyczną" - czyli bijący w gongi bezie tak samo udawał jak psychoterapeuta że was rozumie i jest pełen empatii - a to kolejne 30% skuteczności terapii wasza nadzieja na to że gongi lub psychotreapia pomoże wam to kolejne 15% ostatnie 15% to wreszcie same techniki psychoterapeutyczne (lub dźwięk gongów) no i teraz tak psychoterapia ma właściwie jaka skuteczność? kto znajdzie odpowiedź zasłużył na pączka cóż bowiem znaczy skuteczność? i tu zaczyna się typowa juz blablologia której skrót jest circa taki nie wiadomo co znaczy skuteczność i jaka jest ale liczy się że ludzie sa zadowoleni i płacą dobrze i owszem 75% ofiar psychoterapii jest zadowolona co nie znaczy wcale że cokolwiek zdrowsza w każdym razie na to czy jesteście zadowoleni z gongów czy z psychoterapii to kwestia na którą same gongi lub psychoterapia ma jedynie 15% wpływ Skoro jednak tak to dlaczego jest jak w tym artykule? https://swps.pl/centrum-prasowe/informacje-prasowe/35962-wiekszosc-polek-i-polakow-chce-regulacji-psychoterapii2 Ano dlatego że mylimy psychoterapię z podobnie brzmiącą fizjoterapią Ta ostatnia jest jednym z zawodów medycznych i dziedziną naukowa psychoterapia zaś oczywiście niczym takim nie jest jest współczesnym szamaństwem ściemą za dużą kasę ok zapraszam do dyskusji oczywiście
  12. no nie aby być psychoterapeuta wystarczy dyplom magisterski z czegokolwiek np archeologii i 1200 godzin nauki czyli circa semestr szkolny potem jeszcze stricte komercyjny egzamin i jedziesz z robieniem głupa z chorych ludzi i dlatego tak ta żenada wygląda jak wyglada 9 lat nauki - rozśmieszasz mnie pzdr
  13. hmm no to ci zazdroszczę... ale faktycznie w tym co piszesz coś jest bo wcale nie zawsze rozwiązaniem sytuacji jest zwiększenie dawki nasze choroby są niestety długoterminowe a nie każde pogorszenie samopoczucia w tym czasie jest zaostrzeniem choroby ja mam jakieś nieszczęście do psychoterapii chyba bo nie trafiłem jeszcze na coś mi dającą ale choruję niecałe 3 lata dopiero i pewnie sporo przede mną bo za specjalnie w zdrowieniu się nie posunąłem
  14. moja eks ogląda "Morderstwa w Paryżu" gdzie głowna postać to chora na schizofrenię profilerka kryminalna i przyszło mi do głowy że właśnie z popkultury czerpiemy wyobrażenia o chorobach psychicznych no i znalazłem taki tekst https://www.medexpress.pl/pacjent/schizofrenia-mit-popkultury-65129/
  15. To jest faktycznie problem. Sam dobrze na leki reaguję i bardzo mnie to cieszy. Ale znam sytuację od drugiej strony kiedy masz pacjenta i nie masz jak mu pomóc bo wszystko co miałeś nie działa jak trzeba... To bardzo stresujące jest również dla medyków
  16. No być może ktoś myli objawy niedoborów z depresją ale hmm z moich doświadczeń wynika że jednak trudno pomylić takie objawy myśli samobójcze, natrętne myśli mordercze, hipesomnia, to nie są objawy lekkiego obniżenia nastroju takich objawów jest zresztą niestety sporo więcej i hmm jesli by myśleć o leczeniu tego suplementacją metali to chyba jednak ołowiu że tak podle sobie zażartuję. Nie mam ahedonii ale znając ją z opisów innych pacjentów także uważam ją za objaw ciężki i mocno upierdliwy. Tak prawdę mówiąc jakoś nie spotkałem osób leczących się psychiatrycznie które by tego na prawdę nie potrzebowały - raczej spotykałem ludzi którym leczenie mogłoby pomóc a po nie z jakichś względów nie sięgnęli. hmm jakbym tak w początkach mojej choroby chciał sprawdzać swoje wyniki ogólne zanim posłuchałem lekarza i wziąłem leki myślę że w dupie głębokiej bym był... przepraszam cię ale w tym co piszesz widzę jakąś chęć negacji choroby na zasadzie nie nie jestem świrem tylko mi tego czy tamtego brakuje a jak sobie uzupełnię to będzie ok - no nie jest to tak po prostu Oczywiście że choroby tarczycy mogą dać objawy psychiczne dość banalnie jednak jest to wykluczyć i jak sama zauważasz robi się to standardowo
  17. Tak na marginesie nieco ograniczanie pielęgniarstwa do czynności technicznych i pomocniczych jest niebezpieczne dla zawodu bo zobacz kształci się takich stricte technicznych opiekunów medycznych jak ja dość dużo a w zatrudnieniu są jednak circa o 50% tańsi od pielegniarki a skoro robią to samo... to czy nie wystarczy jedna pielegniarka na oddział żeby robiła zastrzyki domięśniowe?
  18. w mojej pracy jako technika wety robię sporo rzeczy stricte technicznych np sprzątam - i tu kilka słów o tym technicy en masse nie rozumieją zdecydowanie owego sprzątania domagając sie tego by zakładać kaniule co ponoć jakoś bardziej ich nobilituje zawodowo dla mnie sprzatanie jest jednak zachowywaniem odpowiednich reżimów sanitarnych to różnica dość zasadnicza sprzątając sobie w domu kuwety moich kotów nie stosuję żadnych wygórowanych reżimów bo mi to niepotrzebne ale w gabinecie czy przychodni to inna skala problemu tu mam chore zwierzęta w dużej liczbie - dość często zakaźnie i mam zadbać o to by się nawzajem nie pozarażały tak więc kuwety musza być nie zwyczajnie tam sprzątnięte ale zdezynfekowane to dotyczy oczywiście całego sprzętu a nie tylko kuwet - misek kojców wszelkich sprzętów wewnątrz tych kojców wszelkich moich sprzętów takich jak mopy szczotki odkurzacze parownice etc wszelkiego sprzętu medycznego i wszystkich powierzchni i zakamarków gdzie ewentualny zarazek by się przyczaił czyli nie chodzi o jedynie to by zetrzeć kurz czy usunąć kupę czy siki tak żeby wizualnie i węchowo nie było ich znać to zupełnie inna praca niż zwykłe sprzątanie oczywiście są różne miejsca szczególne jak sala operacyjna czy pokój socjalny czy izolatka czy poczekalnia czy gabinety - i stosuje się tam różne reżimy Jak masz poważnie traktującego to technika w gabinecie to masz dużo bezpieczniejsze środowisko pracy zwyczajnie Ja pracując mam wiedze o tym jakie pomieszczenie kiedy było dezynfekowane i kiedy powinno być kolejny raz i nikt poza mną sobie tym głowy już zawracać nie musi zwyczajnie. Oczywiście poza tym karmię zwierzęta wyprowadzam je jeśli trzeba i to jest również moja wyłączna działka Wiem ile kiedy i co kazde zjadło wiem czy sika czy i jaka robi kupę a czasem nawet wiem co żyje w kupie która robi bo ją najzwyczajniej w świecie badam mikroskopowo To już jest wiedza którą dzielę się z lekarzem tak jak każdorazowo informuje go o wszystkim co powinien wiedzieć a co zaobserwowałem opiekując się zwierzętami Oczywiście wykonuję zabiegi zlecone - podaje leki, rehabilituję, bywa wykonuję badania w laboratorium. pracuję tez w gabinecie i poczekalni - to specyficzna praca asysta lekarzowi polega na przytrzymaniu zwierzęcia podczas badań i prostych zabiegów tyle że jak robisz to naprawdę dobrze to skupiasz się nie tylko na wygodzie i bezpieczeństwie swoim i lekarza ale też na komforcie zwierzęcia To bardzo robi robotę - im lepszy komfort zwierzęcia tym po prostu łatwiejsza i przyjemniejsza praca dlatego zaczyna się ją już w poczekalni nawiązując tam z klientem i zwierzęciem pierwszy kontakt często też jest się osobą która już po wizycie tłumaczy klientowi z lekarskiego na ludzki co się właśnie odjaniepawliło i człowiek zdecydowanie nie narzeka na brak zakładania kaniul czy w ogóle na brak roboty oczywiście można się jeszcze dokształcić np z dietetyki i udzielać w tym zakresie porad klientom można być dodatkowo groomerem czy fizjoterapeutą albo behawiorystą (celem czego kończy się studia) i robisz to mając średnie wykształcenie dzięki któremu masz uprawnienia - behawiorysta nie ma żadnych podobnie jak nie wiedzieć czemu zootechnik ba w pracy w terenie stajesz właściwie felczerem a pielegniarka jakby nie patrzeć ma wykształcenie jednak wyższe i zdecydowanie większe kwalifikacje zawodowe a postrzegamy ja jako w sumie rodzaj mebla szpitalnego to niesłuszne moim zdaniem
  19. Tak sobie myślę jak to pokazać na moim własnym przykładzie? Może tak - jednym z problemów jakie postawiła przede mną choroba są myśli mordercze. Ja nie wiem czy to objaw czy cokolwiek innego - wiem że je mam o że dezorganizują moje funkcjonowanie w bardzo wysokim stopniu. Lekarz postara się je opanować lekami postawiwszy najpierw ogólną diagnozę chorobową. Problem zniknie albo jedynie się zmniejszy. Co mogłaby zrobić dla mnie pielęgniarka? Otóż mogłaby znając już diagnozę lekarską (która jej mówi zdecydowanie więcej niż mnie) wyjaśnić mi jaka jest funkcja chorobowa takich myśli - dlaczego się pojawiają. Mogłaby ocenić z zewnątrz jakie zagrożenie stanowią i zaproponować co robić z nimi gdy się pojawią. Akurat nie miałem okazji do rozmowy o tym z pielęgniarką. Przypadkiem podczas rozmowy z innym lekarzem usłyszałem o kompensacyjnej funkcji takich myśli i dopytałem o to psychologa - co zdecydowanie mi pomogło bo rozumiejąc czym sa mogłem sie przestać bać ich realizacji. Także cóż rozmowa z pielęgniarką w odpowiednim momencie mogła mi sporo dać zwyczajnie realnie mogła pomóc mi w chorobie
  20. No więc ja w sumie też nie wiedziałem. W pracy technika weterynarii mamy owszem też jakąś ilość narzędzi ale zupełnie inny jest kontakt z pacjentem. W sumie podobnie jest jedynie przy pacjentach z ciężkimi zaburzeniami neurologicznymi kiedy konieczne jest asystowanie im podczas jedzenia uruchamianie tak by mogły iść etc - to jednak dość rzadkie przypadki. Oczywiście także konstruuje się plany działań choć hmm... Przykładowo mam psa który jest w sumie zdrowy ale niezsocjalizowany i nie założę mu szelek czy obroży ponieważ po prostu boi się tego i usiłuje się bronić gryząc - miałem taki przypadek. Planuję więc jak go nakłonię do zaufania do mnie i chodzenia na uwięzi. Dość prostą metoda jest zabawa - w tym wypadku zadziałała - trwało to z miesiąc ale dało efekt który zmienił życie tego psa. Trzeba to było jednak obmysleć i potem zrealizować konsekwentnie - patrząc czy działa i modyfikując jakby co plan i działania... podobnie jest nawet z prozaicznym badaniem przez lekarza kiedy jest technik to jego zadaniem jest zadbać by pies przeszedł badanie bezpiecznie i z minimalną ilością stresu to osiągalne ale wymaga planu i cóż doświadczenia znajomości behawioru psa sposobów komunikacji z nim sposobów relaksacji go etc etc Są oczywiście technicy w tym dobrzy i kiepscy Tyle że podbudowa teoretyczna w pracy technika jest znacznie słabsza niż ta którą otrzymuje pielęgniarka. Na pomysł planowania działań musiałem wpaść sam chcąc po prostu uzyskać lepsze efekty swojej pracy. Podobnie z robieniem dokumentacji opiekuńczej. Tego zwyczajnie nie ma w programie kształcenia techników - dokształcasz się więc widząc swoje braki w praktycznej pracy, samemu tworzysz sobie narzędzia które ci pracę ułatwiają etc Nie mniej pracując już jakiś czas dostrzegałem podobne do moich działania w ludzkiej medycynie A teraz kiedy się ucze na tego OMa dowiaduję się że ma to solidną podbudowę teoretyczną już przez kogoś kiedyś wypracowaną. To zdecydowanie wpłynie na moją pracę jako technika wety - ułatwi ją bardziej niż byłem to w stanie sam obmyśleć. Bo łatwiej jest zmodyfikować coś co już istnieje niż stworzyć od podstaw. No ale wspomniałem że na którymś etapie własnej choroby psychicznej - jeszcze nie mając pojecia o pielęgniarstwie i jego metodach - także sam wpadłem na pomysł że mogę wspomóc leczenie samoopieką I zacząłem patrzeć na siebie jak na swojego pacjenta weterynaryjnego To jednak dość trudne z kilku powodów - po pierwsze brak wiedzy specjalistycznej - po drugie duża trudność w samodiagnozie opiekuńczej szczególnie gdy ma się upierdliwe objawy zakłócające zwyczajne funkcjonownie. W ogóle samodiagnoza to jest rzecz mało osiągalna zresztą. Tak więc owszem bardzo by mi pomogło gdyby profesjonalista ocenił moją sprawność osobistą i społeczną patrząc z zewnątrz wypunktował potrzeby i problemy I mając potrzebną wiedze wskazał środki zaradcze i metody do ogarniecia tej kuwety Tak by leczenie coś dało a nie jedynie pozwoliło usunąć objawy i pozostawać nadal w sytuacji która chorobie zwyczajnie sprzyja Pomogłoby to mi realnie bardziej niż grzebanie w mojej zamierzchłej przeszłości w poszukiwaniu dziecięcych traum ba pomogłoby mi to bardziej niż wracanie do problemów z życia dorosłego w których okazuje się niepotrzebnie dopatrywałem się związków z obecną chorobą Mógłbym się skupić na tym co realnie wpływa na moją chorobe co ją zaostrza co pozwala mi nad nią zapanować czyli kurdę na zdrowieniu po prostu Nie chce tu deprecjonowac roli psychologa - owszem zauważam wysoką skuteczność korzystania z pomocy psychologicznej Sam jako technik wety mam bardzo dobre doświadczenia z pracy z behawiorystami zwierzęcymi. Są to jednak zdecydowanie różne podejścia jedno medyczne drugie jednak pozamedyczne. Mając medycznie zdefiniowane obszary nad którymi powinienem pracować mogę dużo z psychologiem osiągnąć. Nie mając ich działa się jak niewidomy we mgle. Jeszcze ciekawiej jest z psychoterapią Tak jak fizjoterapia jest skuteczna kiedy robi robotę w zdiagnozowanych juz problemach fizykalnych tak i psychoterapia mogłaby odgrywać analogiczna rolę Jednak tak nie jest ze względu na całkowite oderwanie psychoterapii od indywidualnych uwarunkowań pacjenta No chyba nie zaprzeczycie że nasza psychoterapia jest próbą dopasowania każdego pacjenta do apriorycznego schematu zwanego nurtem psychoterapii
  21. hmm no nie jestem dobrego zdania o psychoterapeutach bo powiem że myślę że powiedzieć innymi słowami to co usłyszałaś i to raz na jakiś czas to dałabyś jednak radę a w sumie czym jest więcej niż takie papuganctwo cała psychoterapia? siedzisz słuchasz i robisz czasem za papugę i cyk 300 za godzinę co do zadań lekarza i pielęgniarki tak oczywiście nawet bym rzekł że sa czasem przeciwstawne a mianowicie: pielęgniarka ma zadanie utrzymać pacjenta przy życiu pomimo leczenia go przez lekarza
  22. To w niczym mnie nie zaskakuje jako technik najwięcej czasu zajmowałem się socjalizacją dzikich psów przejście na salę operacyjną i asysta lekarzowi była dla mnie zatem sporym stresem ale bez przesady znowu... I hmm mój zawód jest naprawdę sporo szerszy niż zawód pielęgniarki bo to nie tylko kwestia ilości gatunków ale również tego że w sumie technicy sa jedynym personelem pomocniczym w weterynarii a prócz tego jednak również profesjonalnymi (w teorii oczywiście) hodowcami specjalistami od DDD etc etc Da się? otóż oczywiście nie da się - nie możesz być najlepszym we wszystkim masz jednak podstawowe przygotowanie by być co najmniej dobrym w większości z tych dziedzin w czym się wyspecjalizujesz zależy głównie od ciebie i warunków w jakich pracujesz tak czy inaczej nie jest to poziom jaki prezentują en masse psychoterapeuci bo owszem mogą się zdarzyć albo tacy z powołaniem albo mający wiedze zawodową po studiach lekarskich pielęgniarskich czy psychologicznych ale już nie pedagogicznych nie mówiąc o technologach żywności czy fizykach jednak nie bez powodu tak się dziś bronią by każdy magister od byle czego mógł być psychoterapeutą bronią się bo jest czego bronić - a konkretnie dostępu do dużej kasy dla jednak ludzi wykształconych w tej dziedzinie gorzej niż przeciętny hydraulik w swojej a przypomnę ci że postawiłaś ich ponad pielęgniarki z jakiegoś powodu i moim zdaniem nie miałaś w tym racji zwyczajnie i to chcę powiedzieć tak wolałbym się skonsultować z pielęgniarką psychiatryczną niż tracić czas z psychoterapeutą po pedagogice
  23. Ok w kształceniu ogólnym 320 godzin nic poza ogólnym pojęciem ci nie daje dlatego widzę problem w uzyskaniu pomocy od ogólnie kształconej pielęgniarki środowiskowej Co do staży czy praktyk - również zgoda choć powiem ci że można je zrobić również całkiem uczciwie przykładem jest np moja była żona - jak ja również technik weterynarii zrobiła sobie ona praktyki w gabinecie małych zwierząt gdzie szyła nawet pooperacyjnie powłoki skórne ale również i praktykę w wiejskiej praktyce z całym tym wędrowaniem po stadach krów: inseminacją, korekcją racic etc Specjalizację można zrobić byle jak ale można również solidnie tak czy siak masz choćby teoretyczną wiedze zdecydowanie większą niż przeciętny psychoterapeuta ba ja mam zawodową wiedzę circa 4 razy większą po samej szkole kształcącej techników weterynarii ba jako opiekun medyczny będę sie kształacił 3 razy dłużej niż ów psychoterapeuta i hmm przypuszczam że będę naprawdę 3 razy profesjonalniej prześcielał łózka niż on grzebie w twojej głowie innymi słowy licząc na psychoterapeutów oddajesz mózg ignorantom jednak acz drogim ignorantom
×