No ja się też cieszę, że odważyłem się postawić ten pierwszy krok i okazało się, że później już z górki. A 2 lata temu też odważyłem się na pójście do lekarza z inną sprawą, która mi ciążyła i także okazało się, że luzik. Ha a wcześniej miałem mniej stresu związanego z operacją nogi niż przy myśli o pójściu do dentysty
Trudno mówić o hiper zacieszu, bardziej chodzi o fakt, że się nie boję a w dodatku po zaleczeniu drugiej dziurki będę miał odkamienianie i rozjaśnią mi się zęby i tego nie mogę się doczekać No i jest to jakiś powód do oczekiwania w ekscytacji, jakiś pozytywny bodziec w tej apatii.
Więc ja znalazłem coś, do czego mam choć odrobinę serca i szykuję się na certyfikat CAE z angielskiego - planuję zdawać w maju i zatrudnić się w szkole korepetytorskiej. Doświadczenie mam z korkami i pracą z dziećmi na świetlicy.
@Doktor Indor @shadow_no to gratuluję i zazdroszczę. Dla mnie praca zwykle zawsze oznaczała tylko konieczność walki ze stresem i lękiem. Rzadko kiedy czułem, że robię coś sensownego, przydatnego co dawało mi satysfakcję i poczucie, że ktoś inny z tego korzysta. Natomiast najbardziej stresujące momenty w życiu wydarzyły się właśnie w pracy.