Leczenie w szpitalu psychiatrycznym działa w dwie strony - jedna strona to personel, który próbuje cię ustabilizować i strona druga - czyli ty - który dajesz coś z siebie, aktywizujesz się, rozmawiasz z innymi, słuchasz się, nie wywyższasz i podchodzisz do innych z kulturą i szacunkiem. Jeśli brak twojego zaangażowania lub jest on niemożliwy ze względów oczywistych (nie chcę bo nie, albo nie chcę bo człowiek już dawno się poddał) nic nie ruszy. Szkoda dziewczyny, oczywiście, że tak, ale to nie jest wina personelu tylko innych czynników. W mojej miejscowości dziewczyna rzuciła się pod pociąg i ucięło jej nogi. Kilka lat później wróciła na oddział na wózku inwalidzkim. To są ciężkie tematy i doświadczenia, system nie jest idealny, ale jednak wielu ludziom szpital uratował życie. W tym mnie. Chociaż przeszłam horror na oddziałach nieraz. Już dawno mogłabym gnić w ziemi ale jednak jestem tutaj.