Ubolewam nad tym, że niektórych spraw po prostu nie da się załatwiać małymi kroczkami. Po prostu trzeba w pewnym momencie przekroczyć rubikon, klikając przycisk "Wyślij". A chciałoby się jeszcze mieć po drodze jakieś etapy pośrednie, jakieś kontinuum, z możliwością wycofania się w razie czego...zamiast tak od razu skakać w nieznane, na głębokie wody, które trudno ogarnąć umysłem, trudno wyobrazić sobie wszelkie konsekwencje swojego działania...pozostają tylko 2 opcje:
Zaufać intuicji i zaryzykować
Kierować się lękiem i zamknąć się w swoim neurotycznym świecie
A rozum? Rozważanie za i przeciw? Nie wiem co to, słyszałem tylko o tym jakieś plotki ludzi, którzy twierdzą że takie dziwy widzieli.