Skocz do zawartości
Nerwica.com

luthien

Użytkownik
  • Postów

    507
  • Dołączył

Treść opublikowana przez luthien

  1. Dobrze cię rozumiem, ja miałam tak samo, powoli z tego wychodzę. Zaczynam się uczyć swojej wartości. Nie ważne, że masz zaległości, ważne że się starasz i chcesz żyć. Wszystko jest do nadrobienia, najważniejsze jest to żebyś chciała. Pozdrawiam serdecznie.
  2. Mnie też się czasem wydaje, że wszyscy dookoła się ze mnie śmieją. Wszystko dlatego, że po prostu czuję się gorsza od innych. A najgorsze jest to że takie myśli są bardzo natrętne. A co do fizycznych objawów, to drgawki, ból brzucha, duszności przed rozmową (nawet telefoniczną), spotkaniem itp.
  3. Wiem co przeżywasz. Ja jeszcze kilka lat temu też panicznie bałam się ludzi. Walczę z tym już od kilku lat i jakoś zaczynam z tego wychodzić, pomalutku. Ty też musisz przezwyciężyć strach, metodą małych kroczków, bo nie możesz od siebie wymagać, że za trzy dni obudzisz się zdrowa. Musisz sobie uświadomić, że wychodzenie z tej choroby, to długi proces. Ale nie łam się dodatkowo tym, że to dość długo trwa, musisz cieszyć się każdym nawet najmniejszym sukcesem, który osiągniesz. Wierz mi to bardzo pomaga. Mam nadzieję, że zasięgasz też rady specjalisty. hmm... mnie też nigdy nie wspierali. Nawet dziś, gdy mówię mamie, jakie szkody wyrządziło ich "wychowanie" na mojej psychice, ona do końca mi nie wierzy, mówi czasem, że to moje widzi mi się. Jednak musisz zrozumieć, że rodzina nie jest świadoma tego, jak to jest być chorym. Nie rozumie, że ciebie nawet słowo może doprowadzić do kryzysu (u mnie tak jest). Ja staram się po prostu nie brać do siebie tego co oni mówią, wiem że to nie łatwe, ale spróbuj. Bo najważniejsze jest spróbować, jeżeli ci się uda będziesz miała jeden mały sukces, który pomoże ci doprowadzić do kolejnego. I to będzie początek drogi do lepszego życia. Wystarczy spróbować. Wystarczy odbić się od dna, a dalej jest już łatwiej. Całym serduchem jestem z tobą. Buziole.
  4. tak, ja też to mam niestety... i nie potrafię znaleźć na to rady...
  5. Próbuję. Czasem mi to wychodzi czasem nie. Coraz częściej myślę czy coś jest korzystne dla mnie czy tylko dla innych. Potrafię w niektórych sytuacjach postawić na swoim i moi znajomi też widzą te zmiany, bo nie daję się tak łatwo zmanipulować jak kiedyś. Mam nadzieję, że jak skończę studia, to w pracy dam sobie również tak dobrze radę jak na studiach, chociaż zdaję sobie sprawę, że praca dla kogoś z moim stanem psychicznym jest nieporównanie cięższa. Bo cały czas mi się wydaje, że robię źle i że nic mi nie wychodzi. Niestety są sytuacje, które powodują załamanie. Właśnie w ostatni piątek takie przeżyłam. Wystarczyło, że poczułam się mało doceniona, a już wracając do domu wieczorem brakło mi powietrza i nie potrafiłam powstrzymać się od płaczu. Jednak dzięki Bogu takie kryzysy trwają coraz krócej. Lekarstwem na nie jest znalezienie jakiegoś pozytywu w swoim życiu.
  6. Problem z wiekszoscią ludzi jest taki ze gdy cos nie potrafią wyjasnic racjonalnie to juz zakładają ze takiego racjonalnego wyjasnienia nie ma i nie pozostaje nic innego jak szukac w tym działania sił nadprzyrodzonych bądz innych mniej lub bardziej naciąganych.To wynika u tych ludzi tylko z jednego : z ich niewiedzy.Możesz traktowac sobie te swoje "wizje" jako przeczucia lub co tam ci sie żywnie podoba.ja tez lubie uatrakcyjniac pewne wydarzenia czy sytuacje.Ale wyjasnienie jest zwykle duzo bardziej prozaiczne.Kiedys uwaazano ze nerwica jest opętaniem przez szatana.Dzis juz wiemy ze ma ona tyle wspólnego z diabłem co ja z erą wikingów. Nie odpowiedziałeś na moje pytanie o miłość. Nie umiem pewnych rzeczy wytłumaczyć, ale nie twierdzę, że są jakieś siły nadprzyrodzone czy coś innego, bo nie wiem co to jest. Nie mam żadnych wizji, kiedyś miewałam sny. Ciągłe tłumaczenie sobie wszystkiego racjonalnie odziera życie z całego uroku. Bo pozwól że jeszcze raz wspomnę w tym wypadku o miłości. Miłość też tłumaczysz sobie racjonalnie?? A co z fantazją, zmysłami, nigdy nie pozwoliłeś sobie na trochę nieracjonalności??
  7. Oczywiście, że nie wszystko można racjonalnie wytłumaczyć np. miłość - dlaczego zakochujesz się w tej a nie innej osobie. Kierujemy się pewnymi cechami, które nam się w danej osobie podobają, ale reszta?? Przecież na świecie jest pełno brunetów o brązowych oczach, zabawnych i miłych, a ja wybieram tego jednego. Dlaczego?? Czy to da się racjonalnie wytłumaczyć??
  8. Nie możesz tracić nadzei, a może całkiem niedługo zjawi się ta odpowiednia osoba i wszystko się ułoży. Życzę ci tego z całego serducha. Nie powinieneś rezygnować, bo możesz przegapić coś bardzo ważnego. Ja też ciągle czekam na tego jedynego, ale nadzieji nie tracę. Pomyślności.
  9. Mnie UP wysłał na kurs kiedyś i tam były zajęcia typu jak zachować się na rozmowie o pracę itp. I jak prowadząca ten kurs mówiła o uległości i o tym, że jedne osoby mogą zdominować inne w pracy, to do mnie powiedziała, że po mnie od razu widać, że jestem uległa i podatna na wpływ innych ludzi i że nie umiałabym się obronić przed wykorzystywaniem w pracy. Niestety to prawda, bo zrobię prawie wszystko o co mnie ktoś poprosi. Chociaż ostatnio trochę się to zmienia i zaczynam wreszcie być asertywna. Najpierw patrzę czy coś jest dla mnie dobre, a nie tylko dla innych. Mam taką fajną kumpelę, która jest bardzo asertywna i uczę się od niej. Ale nadal jak ktoś ma przekonujące argumenty to nie umiem się wybronić...
  10. hmm... wiesz jeżeli chodzi o mnie, to mnie najbardziej raniły negatywne opinie moich rodziców, bo jednak jacy nie są, to do pewnego wieku to najważniejsze osoby w naszym życiu. A jeżeli chodzi o negatywne opinie innych ludzi, no to trochę dołują, nie zaprzeczam. Tylko o tyle to się zmieniło teraz, że taka opinia nie jest tragedią, pozłoszczę się z godzinę, później przemyślę i mi mija. A w ostatnią sobotę nawet siebie samą pozytywnie zaskoczyłam, bo mnie jakiś obcy facet za byle co zaczął opieprzać, to mu oddałam tym samym. Jeszcze z trzy lata temu "podkuliłabym ogon pod siebie" i nic bym nie powiedziała. A teraz umiałam mu się przeciwstawić. Wiem, że większość ludzi uznałaby, że nie ma się czym szczycić, ale dla mnie to dużo, bo kiedyś nie umiałam przeciwstawić się innej osobie. Nie umiałam głośno wypowiadać swojego zdania.
  11. No tak, ale ja m.in. w taki sposób poznaję swoją wartość, przez to że ktoś inny mnie doceni. Inni mają świadomość swojej wartości, ja nie, więc muszę się jej nauczyć. Tego powinni uczyć rodzice w dzieciństwie, chwaląc dziecko za jego osiągnięcia. Mnie nie chwalili (wręcz przeciwnie), więc sama się teraz uczę swojej wartości m.in. na uczelni.
  12. I mnie właśnie o to chodzi, o wpływ takich snów na moją psychikę. Pal licho czy to zbiego okoliczności czy coś innego, bo każdy sobie to tłumaczy inaczej. Mnie przede wszystkim chodzi o to, że takie "zbiegi okoliczności" cholernie odbijały się na mojej psychice.
  13. Ja staram się czasem jak najdłużej wytrzymać, ale tracę wątek rozmowy wtedy, bo myślę tylko o tym żeby wytrzymać jeszcze trochę. Mnie się wydaje, że ludzi to denerwuje, bo u mnie dochodzi jeszcze niska samoocena. Ale nikt mi jeszcze nie powiedział, że mu to przeszkadza, że ja w oczy nie patrzę.
  14. Właśnie, że nie było tak jak napisałeś. Te sny były wyjątkowo realne i pamiętałam każdy ich szczegół. Były tak realne że byłam totalnie po takiej nocy zmęczona. Po zwykłym śnie człowiek się tak nie czuje. Ja nie wiem czy to jest przypadek czy coś innego, ale wiem że jak taki sen niby się sprawdzał stasznie mi to na psychikę działało. I tyle.
  15. Ja miałam straszne wyrzuty sumienia, że nie mogłam zapobiec tym wydarzeniom. A zwłaszcza po śmiertelnym wypadku kolegi. Załamałam się wtedy na maxa. Ale po jakimś czasie zrozumiałam, że przecież mnie się dokładnie nie śni to co się stanie, więc nie jestem tym ludziom w stanie pomóc. Dlatego jestem zadowolona, że kilka lat temu skończyły się te sny.
  16. Tak, dobrze was rozumiem. Ja dobrze czuję się w towarzystwie dwóch trzech osób. Jak jest więcej to zamykam się w sobie i nic nie mówię. Na tłocznej ulicy też się źle czuję, bo mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą. Nie lubię rozmawiać z obcymi osobami. Jak z kimś rozmawiam to żadko patrzę prosto w oczy, nawet jak to jest ktoś kogo dobrze znam, ale mu po prostu nie ufam. Dlatego ludzie pewnie myślą, że jestem dwulicowa i fałszywa. Ale co ja na to poradzę, że nie potrafię dłużej patrzeć w oczy niż kilka sekund, bo jest to dla mnie cholerny wysiłek. Pomogły mi studia. Teraz jak ktoś mnie zaczepi i chce pogadać, to nie czuję nagłej paniki, umiem już bez strachu rozmawiać z obcymi, ale zostało mi jeszcze coś takiego, że boję się co sobie o mnie myślą, jak ze mną rozmawiają. Jakoś pomalutku zaczynam dawać sobie z tym lękiem radę...
  17. Jesteś silna i dasz radę. Tyle w życiu przeszłaś i się nie poddałaś, to teraz tym bardziej musisz walczyć o szczęście. Pomyśl że niedługo może wszystko się ułoży i będzie tak jak tego chcesz. Co do mieszkania w małej miejscowości to dobrze cię rozumiem, bo mieszkam na wsi, gdzie wszyscy wszystkich znają i więdzą więcej o człowieku niż on sam. A jeszcze do tego wiedzą lepiej od ciebie co powinnaś zrobić, a co nie. Mnie też to bardzo męczy. Trzymaj się cieplutko, jestem z Tobą.
  18. ghia dobrze że o tym napisałaś, bo ja np. nie miałam o tym pojęcia. Dzięki.
  19. Tak, ja miałam coś takiego jak byłam młodsza. Po skończeniu liceum pamiętam, jak śniło mi się, że na swoim podwórku rogrzebywałam grób i widziałam w tym śnie kości ludzkie. Rano dowiedziałam się, że tej samej nocy w tragicznym wypadku zginął mój kolega z liceum. Albo jak śniło mi się, że moja babcia wchodzi po schodach z zapaloną gromnicą i śpiewa pieśni żałobne, tydzień później odkryto u niej raka szyjki macicy. Takich przykładów mogłabym tu podać setki. Teraz to chyba się skończyło. I dobrze, bo takie sny strasznie mnie męczyły, rano wstawałam tak zmęczona jakbym w ogóle nie spała. Wydaje mi się, że te sny się skończyły kiedy w miarę doszłam do siebie, bo tak teraz kojarzę, że wtedy też skończyły się u mnie lęki nocne i zaczęłam się wysypiać. Ja czułam silny ucisk na klatce piersiowej. Mnie po ostatnim "dołku", który przeszłam latem włosy wychodziły garściami, nie mogłam sobie daćz tym rady, teraz na szczęście jest lepiej. Ale to może być prawda, że w ten sposób wyniszczamy sami siebie.
  20. Popieram, bo ja jak słucham muzyki idąc przez miasto, to ta muza tak jakoś mi pomaga, że nie czuje się gorsza od innych ludzi, tak jakoś pozytywnie mnie nakręca to słuchanie muzyki, że też właśnie mam ochotę się uśmiechnąć do kogoś nawet obcego i czuję mniejszy lęk patrząc komuś prosto w oczy. Mniej po prostu przeraża mnie zatłoczona ulica. I na prawdę świat wydaje się piękniejszy. Do listy dokładam jeszcze moje kochane zwierzaki, które potrafią mnie rozczulić i wtedy zaraz czuję się lepiej. Potrafią mnie rozbawić i za to bardzo je kocham.
  21. Jedno słowo MIŁOŚĆ (tylko jak ją znaleźć???)
  22. Właśnie dużo pomogły mi w tym studia, bo nikt mi nie pomaga, wszystko robię sama i teraz przekonuję się że potrafię wiele rzeczy zrobić sama, a nie jak zawsze mi ojciec powtarzał "ty to nic sama nie potrafisz zrobić" teraz wiem, że potrafię bardzo wiele... mam jeszcze czasem coś takiego, że jak idę coś załatwić, to się strasznie denerwuję, bo boję się że nie dam rady, że ten ktoś nie potraktuje mnie poważnie (bo właśnie tak mnie całe życie traktowała rodzina, ich modne powiedzonko "dzieci i ryby głosu nie mają"). Ale zdarza mi się już to tylko w niektórych sytuacjach. Chociaż są dni, że jak idę przez miasto zatłoczoną ulicą, to wolałabym być niewidoczna i wydaje mi się, że wszyscy na mnie patrzą i w środku śmieją się ze mnie. co do czucia się wartościowym, to też studia mi pomagają, bo jak mi powie wykładowca, że jestem dobra w czymś, albo oceni najwyżej mój projekt czy pracę, to wtedy wiem że jednak coś znaczę na tym świecie. Ale na początku studiów nie było tak kolorowo, bo ciągle wydawało mi się, że jak ktoś mnie pochwalił czy dostałam dobrą ocenę, to ten ktoś się nade mną litował i nie oceniał mnie rzetelnie, ale dzięki Bogu z biegiem lat to się zmienia. I mam nadzieję że kiedyś nadejdzie chwila, że nie będzie już dnia, w którym w siebie zwątpię...
  23. bethi zgadzam się z tobą w pełni. Ja nadal z moimi rodzicami mieszkam, a moje relacje z nimi teraz gdy jestem dorosłą osobą są trochę lepsze, bo po prostu nie daję się ojcu. A on teraz gdy jestem dorosła traktuje mnie inaczej, bardziej liczy się z moim zdaniem. Jednak zamęcza moją mame i ona po latach zrozumiała, co ja czułam jak mnie tak tratował. Dlatego teraz relacje z mamą mam można nawet powiedzieć bardzo dobre. Planujemy nawet wyprowadzić się z domu, uciec od ojca... bo czasem jest nie do wytrzymania. Dużo mi dało rozpoczęcie studiów, bo teraz ojcu mogę udowodnić, że jestem samodzielna, że wszystko załatwię sama i że daję radę. Na studiach też uczę się swojej wartości, bo na jednej z lepszych uczelni w polsce mam dobre wyniki (i w takich momentach właśnie następuje długie zastanowienie, co mam o sobie napisać, bo ja po prostu nie umiem rzetelnie siebie samej ocenić, często zaniżam tę ocenę). Mam nadzieję też że uda mi się założyć rodzinę, boję się bardzo o to, że mogłabym tak samo traktować moje dzieci jak mój ojciec traktował mnie. Boję się tego bardzo... Ale na prawdę nie zdawałam sobie sprawy, że rozmowa z wami tu na forum tak mi pomoże. Dzisiaj drugi dzień z rzędu obudziłam się spokojna i może nawet zadowolona. Dziękuje za ciepłe przyjęcie, potrzebowałam tego.
  24. tekla, chociaż cię nie znam podejrzewam, że jesteś wartościowym i dobrym człowiekiem, a szkoda by było gdyby takiego człowieka zabrakło na świecie!! masz problemy, ale odebranie sobie życia to nie jest rozwiązanie!! ja wczoraj też miałam taki dzień, a dzisiaj obudziłam się silniejsza i z większą chęcią pokonania moich problemów. życzę ci moja droga tego samego. pomyśl ile stracą inni ludzie, kiedy ciebie zabraknie, naprawdę!! musisz z całych sił chcieć odbić się od dna, musisz znaleźć w sobie siłę, bo jak już się odbijesz, chociaż tylko trochę, to dalej będzie łatwiej. przekazuje ci pozytywne wibracje, trochę moich sił, które ja odzyskuję po wczorajszym poważnym kryzysie. uwierz że może być lepiej niż jest dzisiaj, ja to wiem.
×