Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

mickey180

Użytkownik
  • Zawartość

    4
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Hej wariott!! Problem w tym, że ja realizowałem największy życiowy cel jak byłem z nią i ten fałszywy(z czego juz daje sobie sprawe) powód jej odejscia własnie był moim celem - nauka.Chciałem się uczyć jak najwięcej by coś osiągnąć, by znaleźć dobrze platna prace, by nie tylko egzystowac w tym swiecie, ale moc zyc jak wielu ludzi. Co nie oznacza ze ja zaniedbywalem z powodu tego celu., Jak juz pisalem jej sie to podobalo,ze mysle dobrze o naszej przyszlosci i wogole. Widzisz kiedy teraz ona odeszla i kiedy nie mam znajomych na miejscu, kiedy wpadlem w taki stan to juz nie potrafie a przynajmniej na razie realizowac tego celu.Zbliza sie kolokwium a ja za wiele nie umiem i nie wiem jak bedzie.Choc ostatno czulem sie lepiej i cos tam robilem, a to dzieki temu, ze niektorzy ludzie po przczytaniu mojego posta odezwali sie do mnie. Poki co niestety wciaz nie potrafie w pelni realizowac tego celu. U mnie wrecz przeciwnie do Ciebie, wszyscy wierzyli, ze mi sie uda i udalo po smierci taty skonczyc studia, a teraz nie potrafie z powodu jednej dziewczyny zreazlizowac, czy tez skonczyc plany.Choc wierzyli we mnie to teraz sie wszyscy odwrocili, cala rodzina, bo mysleli ze w ten sposob daja mi konpniaka mnie zmobilizuja,ale wyszlo odwrotnie. No coz zobaczymy co przyniesie czas i wasza pomoc. [ Dodano: Sob Lis 25, 2006 8:35 pm ] Hej Zuzko25 i wszyscy! Przeczytalem wszystko co napisalas Zuzko. Bardzo sie ciesze,ze jestes kolejna osoba ktora wogole zainteresowala sie tym tematem i napisala cos. Wypadaloby wogole napisac do was wszystkich na czym teraz stoje. Wiec niby czuje sie znacznie lepiej, ale nie do konca. Zaczely chyba wreszcie dzialac leki, ale przedwszystkim to, ze niewiele osob(ale zawsze ktos), ktore nawet nie pisza na mojego posta skontaktowalo sie ze mna i klikaja,czy tez smsuja, a nawet rozmawiaja - nie pozawalajac mi w ten sposob dusic sie w tych 4 scianach i myslec. OCzywiscie wasze posty to tez bardzo duzo, czuje ze nie jestem sam, jednak zrozumcie - te 4 puste sciany i przeczytanie kilkakrotnie tego samego posta nie zawsze pomaga. Mimo lepszego samopoczucia, tak ze moglem nawet sie troche pouczyc wreszcie i nie myslec o niej,funkcjonowac jakos w pracy, ostatnio miewam coraz czestsze "ataki", kiedy wszystko nagle wraca jak bumerang. Dzieje sie to zwlaszcza kiedy wychodze na ulice idac do sklepu, gdzie widze mlodych ludzi usmiechneitych idacych razem zwarta grupka, czy tez nawet 2 osoby ktore ida razem i ze soba gadaja, kazdy z kims zawsze gada, a ja Jesli nie mam w tym momencie(a zwykle nie mam)z kim pogadac to jest strasznie. Wtedy tylko mysl o smierci i polknieciu tych tabletek daje mi swiety spokoj. I zaczyna sie wewnetrzna walka, a wtedy nie mogac funkcjonowac normalnie wszystko chrzanie. Tak bylo ostatno w pracy, popelnilem powazny blad, ale tylko dzieki pani ktora odchodzi wkrotce na emeryture, nie wylecialem z roboty, bo wziela to na siebie. Tak wogole to wczoraj polknalem na "probe"(bo sie zdenerwowalem probojac pomoc jednej z czlonkow tego forum) 20 Stilnoxow + alkohol, ale dzis sie obudzilem, co prawda bardzo bardzo dlugo spalem a po przebudzeniu okropne bole glowy,brzucha, wymioty. Tak wiec mozg moj dzisiaj za dobrze nie pracuje. To byla glupota,ale nastepnym razem moze byc jeszcze gorzej. Tak wogole to bylem w miedzy czasie u innego lekarza jeszcze, a ten zmienil mi leki(przy okazji zdobylem kolejne bezno na sen). Ten lekarz z kolei kiedy tak normalnie rozmawialismy i tlumaczylem to co wy tu piszecie, ze rozumiem iz ona nie jest tego wearta i takie tam rzeczy stwierdzil po moich wypowiedziach(a akurat wtedy czulem sie normalnie), ze jednak to nie jest depresja, sa to jedynie ataki stanow depresyjnych, ale trzeba bedzie pobrac leki i przejdzie. No ale te bumerangi kurcze wracaja. sluchajce ja wiem, ze jestem mlodym, inteligentym czlowiekiem, ponoc i przystiojnym(to nie moja opinia!),mam(mialem) cel w zyciu i nie warto, a jednak brak tej 2 strony(nie chodzi o dziewczyne) przyjaciela do ktorego mozna pojsc pogadac,zadzwonic, czy tez pojechac nawet jesli jest daleko i mile spedzic czas to dla mnie w tej chwili jest najwieksza udreka. Piszecie,ze trzeba wychodzic, no i co z tego jak wyjde nawet pojde do jakiego baru czy pubu to po prostu nie potrafie podejsc zamienic slowa z jakas dziewczyna, zreszta wieksaosc jest zajetych albo jest z wlasnym towarzystwem. Ja tez bym tak chcial. No a z kolei co przeciez nie podejde do goscia pijacego piwo i zaczne z nim gadac,by sie wkrecic w jakies grono. To nie jest takie proste. Popatrzcie sami jak wy kogos poznawaliscie, przewaznie gdzies z jakims znajomymi czy 1 znajomym szliscie i jakos w gronie tak razniej inaczej .Kurcze ja tu naprawde nikogo nie mam. Moj jedyny kolega albo nie ma czasu,albo zajrzy tylko na chwile, bo wolny czas spedza z dziewczyna i nie chca nigdzie isc ze mna. Zostaliscie mi wiec tylko Wy, ludzie poznawani przez internet, ktorzy sa otwarci na 2 czlowieka i wierza, ze ten siedzacy po 2 stronie niekonicznie musi byc jakims glupkiem, czy tez bardzo chory. Zrozumcie, po prostu tak mi sie ulozylo zycie - teoretycznie niczego mi nie przeciez nie brakuje, nie moge narzekac , ale jednak chciec pojsc np na kregle, a nie miec z kim, czy wyjsc do kina itp to jest dla mnie problem. Tak wiec zrozumcie moj problem to nie tylko to ze nie mam ukochanej osoby, ze ja utracilem(choc to tez cholernie wciaz boli!) w danej chwili, ale rowniez brak wlasnie przyjaznych dusz, z ktorymi moglbym jakos spedzac czas jak to wszyscy mlodzi. Tak wiec dzis jest weekend i bumerang zaatakowal znowu(ja to w weekendy niezjazdowe), ale piszac tu chwilowo odsuwam swoje czarne mysli, bo wierze, ze mnie wreszcie w pelni zrozumiecie i napewno jakos pomozecie. Zuzo25 jesli chodzi o pieska juz dawno rozwazalem taka mozliwosc, ale wiesz ja dojezdzam do pracy przeszlo godzine, tak wiec wiekszosc dnia mnie nie ma i nie mialby kto z tym psem wychodzic. PRzeciez jakbym dobral fajna rase i znim wychodzil to sobie zdaje sprawe ze od razu dzieki temu mnostwo fajnych osob moglbym poznac, bo kazdy podszedl cos tam zagadal. Co do twojego pomyslu z psychoterapia to musze ci powiedziec ze probowalem po smierci taty i po 5 sesjach zrezygnowalem, bo nie dawalem rady, choc wszystko co piszesz i wierzysz na jej temat jest napewno dobra - niesetty nie kazdy daje rade przez to przejsc. Jesli chodzi o terapie grupowa to trwa 10 tygodni i jest w szpitalu psychiatrycznym, tak wiec odrzucam ta mozliwosc choc mialem ja juz proponowana. Zbyt dlugie zwolnienie lekarskie, dodatkowo pobyt w takim szpitalu odbije sie na pracy - zaklad moze i pewnie by zwolnil mnie. Tak wiec sluchajcie piszcie na forum co o tym wszystkim myslicie, ale przedewszystkim zarpaszam na priv. Z gory dziekuje za wszystko
  2. Madrze piszesz Adas - przebywaj z przyjaznymi ludzmi, tylko ze problem w tym ze ja takich wogole nie mam. Nie mam z kim przebywac, pogadac, tylko Wy i to forum mi zostaliscie:( Internet to caly moj swiat. Czuje sie znacznie lepiej,ale tylko dzieki tabsom uspokajajacym no i tez dzieki temu co tu czytam i ze niektorzy z was napisali do mnie jeszcze na priwa i gadaja ze mna przez gg.I to sa te male rzecz z ktorych sie ciesze:) Ale jak wyjde z pustych scian sam to wszystko prsyka,wracaja mysli i wogole.Wciaz jestem w punkcie wyjscia i oddalbym wszystko by sie ruszyc do przodu Pozdrawiam
  3. Witajcie wszyscy! Dziekuję za to, że się zainteresowaliście tym co napisałem. Postaram się do każdego z osobna odpisać. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, co piszecie, ze nie warto, że będą lepsze dni i wogóle.W końcu już tyle przeszedłem ciężkiego. To mnie jednak wciąż przerasta, nie mam jeszcze na tyle siły bywyrzucić te cholerne tabsy. Ponoć "Samobójstwo nie jest kwestią wyboru, następuje, gdy cierpienie przekracza siły do walki z nim" a teraz tak jest u mnie.Co prawda nie przekracza jeszcze i dzięki wam mam nadzieję że nie przekroczy. Naprawdę potrzebuję teraz wsparcia, muszę mieć komuś się wygadać, wyżalić, bo inaczej będzie źle.A naprawdę nie mam tu żadnych znajomych, a poprzez rodzinę nie moge liczyć że kogś poznam, bo już dawno próbowałem. chciałbym nie tylko móc napisać maila wyżalającego, ale i pogadać przez gg czy telefon czy też smsa, tylko dzięki temu mógłbym przetrwać ten cholerny ciężki czas, a wierzcie mi że wczoraj to normalnie wychodziłem z siebie. Gdybym miał inne towarzystwo w pracy, ale mam kobitki po 50 które nie bardzo rozumieją co jest grane i wogóle. No więcej nie będe się rozpisywał. Po prostu chcę was poznać, zaprzyjaźnić się skądkolwiek jesteście bo tylko w was już nadzieja. Oczywiście ja też chętnie wysłucham i może coś doradzę, gdyż zawsze byłem otwarty na 2 człowieka i jak widać płacę za to wysoką ceną nie mając przyjaciół, znajomych, dziewczyny.Wracam codziennie do 4 pustych ścian i totalna pustka.nie tak prosto zająć się nauką czy czymkolwiek. Ale już dzięki wam wierzę i liczę na was. Zmykam tymczasem do pracy, mam nadzieję że będzie dziś lepiej,bo wczoraj wiele nie pracowałem, a jedynie płakałem i się cały pociłem z nerwów. Czekam na kolejne sygnały od was Pozdrawiam wszystkich
  4. Witam wszystkich! Pewnie moderator usunie tego posta, ale zaryzykuję. Poszukuję pomocy i niestety wszyscy znajomi uciekają od problemu.Ja jestem chory na depresję,to już wiem na 100%.Problemy z nią się zaczeły kiedy w wieku 20 lat jak zaczynałem studia zginął mój tata i zostałem sierotą(mama zmarła jak miałem 11 lat).Wtedy oczywiście nastąpiły początki choroby,ale przy pomocy psychiatry i cioci,która choć mieszka daleko ode mnie robiła wszystko,bym to przetrwał - przetrwałem.Podjąłem również pracę.Mimo myśli samobójczych potrafiłem się mobilizować, osiągac dobre wyniki na studiach, wszystko dla rodziców.W 2003 dodatkowo poznałem dziewczynę i choć z daleka układało nam się naprawde super.Po roku chodzenia z nią lekarz stwierdził, że nie potrzebuję leczenia i pozwolił odstawić lek,ja też zresztą widziałem, że już się nie denerwuje i nie dołuję. Dziś mam 26 lat,do niedawna byłem wesołym,szczęśliwym człowiekiem,ambitnym,mającym określone cele w życiu i chcącym je zreazlizować. Jeździłem do niej na weekendy i w wolne dni,a ona do mnie.Owa dziewczyna o 5 lat młodsza,nagle z dnia na dzień zostawiła mnie.Nigdy nie mówiła,że coś ją boli, poza odległością nas dzielącą,ale umówiliśmy się że już w styczniu jak zda maturę to przyjdzie i zamieszka ze mną i zobaczymy jak będzie dalej.Dodatkowo przy odejściu potraktowała mnie jak nieznaczące 0,mówiać zę ona nigdy nie chciała się uczyć,zdać matury.To że się uczyła to była moja wina,bo wywierałem na nią presję psychiczną. Nigy tego wprost ani mnie ani siostrze ani mamie nie mówiła,sama mówiła to dobrzę ze mnie mobilizujesz,że chcesz bym zdobyła lepsze wykształcenie.Dodatkowo przy odejściu powiedziała,że w moim życiu nie ma miejsca dla dziewczyny,bo chce się uczyć i podjąłem kolejne studia podyplomowe,a kiedy spotkania kiedy zabawa?Po cóz to ciągle się uczyć, kobieta potrzebuje czułości ciepła dotyku, a ja tego nie potrafię dać.Czy to tak źle że chcę się uczyć, że chcę znaleźć lepszą pracę by można było normalnie żyć a nie wegetować?Nagle poznałą tego gościa i z dnia na dzieńsobie po porstu odeszła i zrównała mnie do 0.Bolą mnie jej słowa.Od wtedy kompletnie się załamałem. Dodatkowo przez cały ten okres aż do minionego weekendu dawała mi nadzieję, pisząc na gg,że może wróci i wogóle.W weekend powtórzyła jednak wszystko, że jestem bezwartościowym człowiekiem,bo nie potrafię docenić co ona daje,tylko widzę wykształcenie myśląć o przyszłości.Dodatkow powiedziała,że te lata nie miały żadnego znaczenia dla niej, po prostu nikt się nią nie intersował i się dobrze bawiła,a teraz bawi się znacznie lepiej i choć nowego faceta nie kocha to on jest o wiele lepszy bo potrafi docenić kobietę.Wszyscy wokół,cała rodzina tłumaczy mi,że ta dziewczyna ma umysł nastaloatki,że się tak zachowuje chce po prostu poszaleć.PRzyjaciół nie mam,miałem tylko jej znajomych,bo na swoiuch przyjaciołach zawiodłem się po śmierci taty.Ja ją jednak bardzo kochałm i kocham.Nie potrafię się odkochać.Gdzie wyjdę widzę ją, myślę o niej.jak siedzę w domu i próbóję się czymś zająć dzieje się to samo.Dodatkowo cały się trzęsę, serce mi kołacze i kłuje, poce się - typowe dla deprsji.Lekarz psychiatra przepisał ten lek co kiedyś,ale nie ma żadnej poprawy, a wręcz przeciwnie gorzej.Mam myśli samobójcze praktycznie codziennie,rodzina tylko mówi weź się w garść, nie przesadzaj,przytaczają inne problemy.Ale moja psychika jest jaka jest.Naprawdę chciałbym normalnie żyć,ale te myśli o niej cały czas wracają,lek na uspokojenie nic nie daje.Dodatkowo to,że cały czas myślę choć nie chcę powoduje iż w pracy nie funckjonuje normalnie i mam już 2 ustne upomnienia od kierownika.Następna będzie nagana i może wyrzucenie z pracy.Teraz rozumiem dokładnie młodych, którzy targnęli się na swoje życie, to nie jest prawda że samobójca nic nie mówi.W wielui wypadkach ta jak ja szukają pomocy,ale każdy co Ty gadasz i wogóle.Mam już 140 leków nasennych i planuję poważnie się zabić,napisałem też listy pożegnalne. Wciąż jednak jest we mnie jeszcze troche tego silnego dawnego ja(może i dzięki lekom)i wierzcie mi jednak,że wolałbym żyć,ale jak bez przyjaciół,wsparcia ze strony rodziny?Pomożecie mi jakoś?ja możecie to napiszcie również do mnie na mojego maila,może się zaprzyjaźnimy, może jak będę miał z kim pogadac,popisać to będzie zupełnmie inaczej.Proszę pomóżcie.To nie jest użalanie się nad sobą a wołanie o pomoc człowieka Pozdrawiam i przepraszam że się rozpisałem
×