Hoyka nie wiesz jak bardzo słowa potrafią ranić, a moi rodzice nie zdają sobie z tego sprawy, że osobę, która jest bardzo wrażliwa można zranić bardzo mocno i szybko. Moja mama miała taką metodę odwracania kota ogonem, że zawsze to ja byłam według niej winna. Najbardziej mnie bolało zawsze to, że za każdym razem gdy tata mnie wyzywał, to brała jego stronę, nigdy nie poparła mnie. Po latach sama zrozumiała, że to on jest toksycznym człowiekiem w naszym domu, ale ja na razie nie potrafię zapomnieć tego, że nigdy mnie nie broniła, jak się nade mną psychicznie znęcał. Bo on nigdy mnie nie uderzył, tylko popychał i trzymał za kark, tak jak bym była nieposłusznym zwierzęciem. Moja mama na to nigdy nie reagowała. Teraz to ją on wykańcza, bo wiecznie jest zazdrosny, choć nie ma o co. Ale tak bardzo potrzebuję miłości, że pomimo tego nadal bardzo ją kocham i teraz bardzo się wspieramy. Chociaż są też kryzysy…
Mnie wcale nie potrzeba dużo ciepła, bo osoby, które go nigdy nie zaznały zadowolą się nawet okruchem zainteresowania. Ja wiem że są osoby które mi dają ciepełko, ale ja w duchu wyobrażam sobie, że to tylko kwestia tego, że coś ode mnie potrzebują, a jak już to dostaną, to i tak mnie zostawią samą sobie. Nie umiem się powstrzymać od takiego myślenia.
To prawda, że wolę spotkanie z jedną, dwiema osobami, bo tłum mnie przeraża. No chyba, że są to osoby, które znam od lat (jak np. imprezy klasowe). Już jakiś czas temu zauważyłam że jeżeli jestem w gronie dwóch trzech osób, jestem rozmowna, potrafię żartować, mogę nawet pokusić się o stwierdzenie że jestem towarzyska. Jednak gdy liczba osób przekracza pięć, w tym osób których nie znam za dobrze, to zamykam się w sobie i się nie odzywam.
Naprawdę, są ludzie którzy mnie doceniają, na studiach, znajomi… ale ja po prostu nie wierzę w siebie, mam wpojone takie przekonanie, że jestem do niczego, ja o tym wiem, ale mimowolnie i tak za każdym razem się skreślam. Nie umiem tego w sobie zwalczyć…
[ Dodano: Dzisiaj o godz. 5:25 pm ]
Mam nadzieję że właśnie tu znajdę ludzi, z którymi będę mogła porozmawiać o swoich problemach. Bo bardzo tego potrzebuję.
Jowita dobrze cię rozumiem, bo moi rodzice też się nie kochają, tak jak to powinno być w rodzinie. Mama chciała się wyrwać z trudnej sytuacji w domu – ojciec alkoholik, rodzina wielodzietna. Ojciec stracił mamę w wieku 10 lat, a potem wychowywała go macocha. Ja kiedyś oglądałam program „Rozmowy w toku”, w którym swoją historię opowiadała córka ś.p. Jacka Kaczmarskiego. Mówiła o tym, że jej ojciec jako dziecko stracił matkę i później gdy się ożenił, to swoją żonę kochał, ale tak jak się kocha matkę. A ona, ta córka, odczuwała z jego strony rywalizację o matczyne uczucia. Gdy słuchałam jej historii, to tak jakby ktoś opowiadał moje życie.
Ojciec był zawsze zazdrosny o mnie i tę trochę uczucia jakie okazywała mi mama. Zawsze musiała tylko nim się zajmować, ja jako dziecko zawsze bawiłam się sama, jedynie dziadek mnie kochał, przytulał, bawił się ze mną. Ojciec był i jest bardzo zaborczy w stosunku do mojej mamy, a ja zawsze byłam z boku. Kiedyś macocha mojego ojca mówiła mi, że on chciał mieć syna, nie córkę, ale ja nie wiem czy jakby miał syna, to czy by potrafił go kochać…