Skocz do zawartości
Nerwica.com

luthien

Użytkownik
  • Postów

    507
  • Dołączył

Treść opublikowana przez luthien

  1. Tak, to prawda, ktoś kto był tak traktowany przez rodziców nie potrafi czuć się pełnowartościowym człowiekiem i to, że nie potrafi się zaufać ludziom. Wiem, bo ja też to przeszłam. Może nie w takim stopniu jak niektórzy, bo nie byłam bita. Ojciec większość dzieciństwa wyrzywał się na mnie psychicznie, a moja mama nie potrafiła, a może nie chciała mnie obronić. Większość dzieciństwa traktował mnie jak nieposłusznego zwierzaka, ale o tym już pisałam... Nie chcę sobie tego znów przypominać, bo już mam łzy w oczach... Wczoraj pisałam na tym forum pierwszy raz, bo od rana wczoraj nie mogłam sobie ze sobą poradzić. Siedziałam i płakałam. Ale jak wyrzuciłam z siebie to wszystko to mogę uczciwie powiedzieć, że jest lepiej. Dziś całkiem inaczej zaczynam nowy dzień niż wczoraj. Żałuję że wcześniej nie odkryłam tego forum. Bardzo mi pomogło, że mogę porozmawiać z ludźmi, którzy przeszli to co ja. Którzy nie czują się w pełni wartościowymi, bo ktoś całe życie powtarzał im że nic nie umieją i są do niczego. Którzy pomimo tego, że ktoś ich lubi, myślą że to podstęp, że ktoś chce ich wykorzystać. Ja na razie nie potrafię w sobie zwalczyć tej myśli że jestem gorsza od innych, wiem że to nieprawda, ale podświadomie i tak czuję się gorsza... Ja codziennie szukam tych dobrych rzeczy w moim życiu, jest ich pare i to mnie trzyma przy życiu...
  2. Hoyka nie wiesz jak bardzo słowa potrafią ranić, a moi rodzice nie zdają sobie z tego sprawy, że osobę, która jest bardzo wrażliwa można zranić bardzo mocno i szybko. Moja mama miała taką metodę odwracania kota ogonem, że zawsze to ja byłam według niej winna. Najbardziej mnie bolało zawsze to, że za każdym razem gdy tata mnie wyzywał, to brała jego stronę, nigdy nie poparła mnie. Po latach sama zrozumiała, że to on jest toksycznym człowiekiem w naszym domu, ale ja na razie nie potrafię zapomnieć tego, że nigdy mnie nie broniła, jak się nade mną psychicznie znęcał. Bo on nigdy mnie nie uderzył, tylko popychał i trzymał za kark, tak jak bym była nieposłusznym zwierzęciem. Moja mama na to nigdy nie reagowała. Teraz to ją on wykańcza, bo wiecznie jest zazdrosny, choć nie ma o co. Ale tak bardzo potrzebuję miłości, że pomimo tego nadal bardzo ją kocham i teraz bardzo się wspieramy. Chociaż są też kryzysy… Mnie wcale nie potrzeba dużo ciepła, bo osoby, które go nigdy nie zaznały zadowolą się nawet okruchem zainteresowania. Ja wiem że są osoby które mi dają ciepełko, ale ja w duchu wyobrażam sobie, że to tylko kwestia tego, że coś ode mnie potrzebują, a jak już to dostaną, to i tak mnie zostawią samą sobie. Nie umiem się powstrzymać od takiego myślenia. To prawda, że wolę spotkanie z jedną, dwiema osobami, bo tłum mnie przeraża. No chyba, że są to osoby, które znam od lat (jak np. imprezy klasowe). Już jakiś czas temu zauważyłam że jeżeli jestem w gronie dwóch trzech osób, jestem rozmowna, potrafię żartować, mogę nawet pokusić się o stwierdzenie że jestem towarzyska. Jednak gdy liczba osób przekracza pięć, w tym osób których nie znam za dobrze, to zamykam się w sobie i się nie odzywam. Naprawdę, są ludzie którzy mnie doceniają, na studiach, znajomi… ale ja po prostu nie wierzę w siebie, mam wpojone takie przekonanie, że jestem do niczego, ja o tym wiem, ale mimowolnie i tak za każdym razem się skreślam. Nie umiem tego w sobie zwalczyć… [ Dodano: Dzisiaj o godz. 5:25 pm ] Mam nadzieję że właśnie tu znajdę ludzi, z którymi będę mogła porozmawiać o swoich problemach. Bo bardzo tego potrzebuję. Jowita dobrze cię rozumiem, bo moi rodzice też się nie kochają, tak jak to powinno być w rodzinie. Mama chciała się wyrwać z trudnej sytuacji w domu – ojciec alkoholik, rodzina wielodzietna. Ojciec stracił mamę w wieku 10 lat, a potem wychowywała go macocha. Ja kiedyś oglądałam program „Rozmowy w toku”, w którym swoją historię opowiadała córka ś.p. Jacka Kaczmarskiego. Mówiła o tym, że jej ojciec jako dziecko stracił matkę i później gdy się ożenił, to swoją żonę kochał, ale tak jak się kocha matkę. A ona, ta córka, odczuwała z jego strony rywalizację o matczyne uczucia. Gdy słuchałam jej historii, to tak jakby ktoś opowiadał moje życie. Ojciec był zawsze zazdrosny o mnie i tę trochę uczucia jakie okazywała mi mama. Zawsze musiała tylko nim się zajmować, ja jako dziecko zawsze bawiłam się sama, jedynie dziadek mnie kochał, przytulał, bawił się ze mną. Ojciec był i jest bardzo zaborczy w stosunku do mojej mamy, a ja zawsze byłam z boku. Kiedyś macocha mojego ojca mówiła mi, że on chciał mieć syna, nie córkę, ale ja nie wiem czy jakby miał syna, to czy by potrafił go kochać…
  3. Nie boję się ludzi, ale strasznie im nie ufam. Wolę siedzieć w domu niż gdzieś wychodzić i rodzice też całe życie mi zarzucają, że jestem mało towarzyska. Zresztą mój problem na tym w większości polega że to moi rodzice mnie nigdy nie rozumieli. Nigdy mnie nie akceptowali, nie mówili, że mnie kochają, nie przytulali, może dlatego jestem taka aspołeczna. Mam znajomych, przyjaciół, ale jak mnie zapraszają na imprezę, to ja za wszelką cenę zawsze próbuję znaleźć jakiś wykręt żeby tylko nie iść. Jedynie internet pomaga mi w nawiązywaniu kontaktów. W moim domu zawsze było tak, że jak było źle to wszyscy krzyczeli na mnie, całe życie czułam się za wszystko winna. Jak mama była zła na tatę to mnie się za byle co obrywało i odwrotnie. Jak zmarł mój ukochany dziadek, jedyna osoba która na prawdę mnie kochała, to żona mojego dziadka (nie jest moją babcią) powiedziała mi - 13 letniemu wtedy dziecku, że dziadek umarł przezemnie. Nie jestem szczęśliwa i nigdy chyba nie będę, pogodziłam się z tym, ale chciałabym mieć chociaż trochę spokoju. Jedyne stworzenia którym na prawdę ufam to moje zwierzaki, bo tylko one potrafią kochać na prawdę szczerą miłością. Całe życie wszyscy mi wmawiali że jestem złym człowiekiem, mama za to że niby miałam charakter jak siostra taty, żona dziadka za to, że jestem podobna do mojej prababci - jej teściowej. Wiem że najlepszym lekarstwem dla mnie byłaby ucieczka od tego wszystkiego i zaczęcie życia na własny rachunek daleko od nich wszyskich, ale ja nie potrafię, boję się że sobie nie poradzę. Wiem też że powinnam porozmawiać o moich problemach ze specjalistą, ale ja nie potrafię rozmawiać o swoich problemach, bo nie wiem czy ktoś potrafiłby zrozumieć co czuję. Ja po prostu nie potrafię o sobie myśleć jako o wartościowym człowieku. Cokolwiek robię, to wydaje mi się że robię źle i że nikt tego nie doceni. Próbuję sobie wmawiać że jestem dobrym i wartościowym człowiekiem, ale nie może to do mnie dotrzeć. Ludzie mnie lubią, ale mnie się wydaje, że stwarzają tylko takie pozory. Przez całe moje życie (nie za długie jeszcze) wszyscy niby mi bliscy ludzie uświadamiali mi, że jestem do niczego, więc jak ja mam teraz o sobie myśleć? Nadzieję daje mi to, że umiem się jeszcze cieszyć, nawet z drobnej rzeczy, która mi się udaje. Walczę ze sobą, żeby się nie poddać. Walczę ze sobą, żeby myśleć o sobie jak o kimś wartościowym, zasługującym na szacunek innych ludzi...
×