aardvark3
Użytkownik-
Postów
726 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez aardvark3
-
Czy ktos tu wspomnial "Stary Wars"? Sentyment do tego filmu umrze wraz ze mna - i do takiego wlasnie, ze starymi efektami (ponoc robionymi przez kilka miesiecy - no coz, CG zmienilo bieg historii i dodalo fajerwerkow ale co do jakosci - mozna polemizowac). Lubie sobie czasem obejrzec dla relaksu. Od razu mi kilkadziesiat lat ubywa (mentalnie, bo grawitacja nadal ta sama ) Dzisiaj zas bedzie o fest pokreconych filmach japonskich (na ktorych nie wiadomo czy sie smiac czy robic mega facepalm - czyli cos jest tak durne ze az smieszne, na pewno znacie takie kawaly) - takich jak "Tokio Gore Police" czy "Funky Forest". Momentami czeski film nie wiadomo o co biega ale nie to jest wazne tylko poziom pierd*lniecia w tych produkcjach.
-
No tak... Wierzysz w siebie? Wierzysz, ze potrafisz cos zrobic dobrze od poczatku do konca SAM? Ale tak na serio, w glebi duszy a nie samym gadaniem. Niestety, tego typu rodzice doprowadzaja do tego, ze dorosle dziecko jest niesamodzielne. Masz z pewnoscia tutaj powazne braki i nawet jesli wkurzysz sie na tyle, by sie wyprowadzic - to szybko wrocisz do rodzinnego domu. Bo bedzie Ci bardzo trudno samemu borykac sie z zyciem i rzeczywistoscia. Do tej pory to nadopiekunczy rodzice wiele za Ciebie robili (pewnie nie raz slyszales: daj, ja to zrobie bo ty sie grzebiesz, bo ty nie umiesz, bo zle zrobisz, zepsujesz itp) i nie miales okazji przekonac sie sam jak to jest. I teraz wyplynac na szeroka wode sie nie da. Trzeba malymi kroczkami - te studia zaoczne to bylby taki wlasnie krok. Postaraj sie, zeby rodzice zaczeli Ciebie sluchac - tzn tego co masz do powiedzenia a nie tego, co chca uslyszec. Zeby zaczeli Cie szanowac jako czlowieka. Nie jestes ich wlasnoscia, zabawka - jestes ich dzieckiem, czlowiekiem, ktorego wypuszczaja w swiat a ich zadaniem jest jak najlepiej przygotowac go do samodzielnego zycia. I tutaj Twoi rodzice sie, niestety, nie popisali. A Ty popracuj nad soba. Nad swoim lekiem przed samodzielnoscia bo daje glowe ze go odczuwasz. Przygotuj sie do zycia jesli rodzice tego nie zrobili dla Ciebie.
-
Niedawno zmarl Colin Wilson i przypomnial mi sie jego "Outsider". Warto by bylo ponownie przeczytac... -- 21 gru 2013, 10:46 -- Czytal ktos Nienackiego? "Raz w roku w Skirolawkach", "Wielki Las", "Uwodziciel"? "Dagome Iudex"? Tak, to ten sam od "Pana Samochodzika" - ale w zupelnie innym gatunku. I doskonale mu to wychodzi. Jestem jego wielka milosniczka. Szkoda, ze byl i nadal jest niedoceniony. -- 21 gru 2013, 10:51 -- A, gdyby ktos chcial Nienackiego (z wyjatkiem Uwodziciela, tego niestety nie udalo mi sie nigdzie odnalezc, mialam kiedys ksiazke "analogowa" pozyczylam komus i... nie wrocila) to prosze na PW. Jeszcze jednym, malo znanym autorem zarzuce (niestety, nie moge nigdzie znalezc jego ksiazek) - Jozef Morton. Chetnie przeczytalabym ponownie "Calopalenie". "Appassionate" i "Spowiedz"
-
Jakbys o moim dziecinstwie/wczesnej mlodosci pisal! Mialam dokladnie tak samo wiec rozumiem Twoje rozterki. Z tym ze w tamtych czasach nie bylo "smyczy" w postaci komorek a tylko nieliczne rodziny mialy telefon (koniec lat 70-tych). I te slowa: jak bedziesz na swoim to bedziesz mogla robic co ci sie podoba - byly pustoslowiem bo rodzice nie chca dopuscic do usamodzielnienia wiec nie jestes w stanie "byc na swoim". Pracowalam i musialam oddawac cala wyplate matce - z paskiem! I ona sprawdzala czy sie zgadza! I tez jak wrocilam pozniej czy w podobnej sytuacji niesubordynacji (albo jak odkryla ze zarabiam wiecej niz na "pasku" i ukrywam to przed nimi) - histeria, umieranie, oskarzanie mnie ze ich chce wykonczyc, ze moje postepowanie spowoduje ze poumieraja, wymyslanie basni z mchu i paproci ze zawal serca jaki przezyla matka to byla moja wina, ze ojciec jak sie dowiedzial cos tam (co mnie dotyczylo) to sie przewrocil na schodach itp. Szantaz emocjonalny i wywolywanie poczucia winy. Stare, dobre i sprawdzone metody... Jak ja to widze: najlepszym wyjsciem jest wyprowadzic sie, znalezc prace - odciac sie od nich. To sa dorosli ludzie i nic im nie bedzie. Beda histeryzowac, ze wpedzasz ich tym do grobu ale spokojnie - jesli cokolwiek ich wpedzi do grobu to na pewno nie Ty. Sprobuj uwolnic sie choc troche od poczucia winy i odpowiedzialnosci, jakie indukuja w Tobie toksyczni rodzice. Nie daj sie wiecej wplatac w te chora gre, ktora zabiera Ci autonomie. Masz prawo do doroslego zycia a rodzice maja psi obowiazek pozwolic Ci na wylot z gniazda bo taka jest naturalna kolej rzeczy! To moze bolec i boli kazdego rodzica ale powinien zrozumiec, ze dziecko dorasta i potrzebuje wlasnego swiata, wlasnego zycia - a rodzic nie ma prawa go jemu zabierac. Tak wiec nie martw sie o rodzicow bo nic im nie bedzie. Wyprowadz sie dopoki czujesz, ze sie dusisz - bo moze byc za pozno i pogodzisz sie z ta sytuacja, stracisz tozsamosc. Nie buntuje Cie przeciwko rodzicom ale przeciwko ich postawie wobec Ciebie. Pewnie aa to ludzie w moim wieku a Ty w wieku moich dzieci. Dwoje z nich jest juz samodzielnych, nigdy nie uzywalam nacisku, kontroli. Corka mieszka sama odkad zaczela studia (jest juz po doktoracie), radzi sobie doskonale. Mlodszy syn wlasnie sie usamodzielnia, pracuje, pomagam mu czasem finansowo bo wciaz jest na studiach - od stycznia bedzie wynajmowal pokoj w akademiku. Jest mi przykro ze juz wyfruwa z gniazda i mam czasami poczucie osamotnienia ale rozumiem tez ze to sa moje emocje, integralnie zwiazane z uczuciami matki do dziecka i nie mam prawa narzucac mu cokolwiek. A tym bardziej szantazowac go emocjonalnie ze jak sie wyprowadzi to ja dostane zawalu czy wylewu czy raka. Ma prawo do samodzielnosci, ma prawo do popelniania swoich bledow i do uczenia sie na nich. Moze powinnam jako samotna matka opiekujaca sie najstarszym dzieckiem autystycznym, wymagajacym opieki 24/7 - wymagac od pozostalych dzieci pomocy i obecnosci, a nawet wsparcia finansowego? Oczywiscie to sarkazm bo nie umialabym tego zrobic, chyba ze wpadlabym jakims zrzadzeniem losu w totalna nedze i stracula dach nad glowa - to pewnie bym i poprosila o jakas pomoc. Ale jak na razie nie zanosi sie na to :) To ze jestem sama to nie wina ani sprawa moich dzieci tylko moja decyzja, ktora podjelam swiadomie. Nie moge wiec dzieci tym obarczac. Jesli same z wlasnej woli nie dadza mi wsparcia gdy go bede potrzebowac to znak, ze popelnilam jakies bledy wychowawcze, ze nie umialam nauczyc ich empatii, wspolnoty, wiezi. Tak tez moze sie zdarzyc. Widzisz, ja ucieklam w malzenstwo, dostalam swoje mieszkanie i wydawalo mi sie, ze odcielam sie od nadmiernie kontrolujacych rodzicow. W rzeczywistosci wygladalo to tak, ze oni nie umieli sie z tym pogodzic... Gdzies na forum opisalam w skrocie wiec powtarzac sie nie bede. Wazna rzecz - oni nie sa tacy dla Ciebie tylko dla siebie. Oni sie boja ze jak zaczniesz wlasne zycie, z dala od nich to straca jego sens. A to juz ich problem, ze nie umieli znalezc tego sensu zycia sami dla siebie. Spojrz na to z takiej wlasnie strony. Za nic nie jestes odpowiedzialny. Oni, jako rodzice, dorosli - sa odpowiedzialni za uniemozliwianie Ci usamodzielnienia sie. Oni sie boja: co z nami bedzie gdy syn odejdzie z domu? Nie: co z nim bedzie (choc to moze z zewnatrz tak wygladac - nadmierna troska o Ciebie, nadopiekuncza bo milosc rodzicielska itp - nic bardziej blednego!). Co bedzie z nami. Czysty egoizm. Jesli kochasz prawdziwie - pozwalasz na bycie soba. Ba - nawet cieszysz sie, ze kochana osoba sie rozwija. O, skoncze bo mi sie znow zrobi elaborat
-
Psychiczne znęcanie się?
aardvark3 odpowiedział(a) na Filigranowa temat w Problemy w związkach i w rodzinie
oby, oby... -
Nigdy, przenigdy nie pozwolilabym sobie na upominanie sie o cokolwiek - to jak zebranie o uwage. Samoupokarzanie sie, zeby jakis ochlap dostac. Wierze w wolna wole i w to, ze pewne gesty powinny przychodzic naturalnie. Jesli ich nie ma - to nie ma. I juz. Tak wyszlo. A ze przykro? Smutek to tez emocja. Nie samym szczesciem, radoscia i satysfakcja czlowiek zyje Moze kiedys... Moze nigdy. Moze los mnie jeszcze zaskoczy - a moze nie.
-
W przerwie miedzy ogarnianiem stajni Augiasza a pozostalymi przygotowaniami do BN - racze sie serialem "Irene Huss" - calkiem sensowny. I tak juz pewnie bedzie do swiat - a w swieta mam gosci wiec cos im musze z polskim lektorem/napisami zaserwowac. Juz mam taki maly zbiorek na ten okolicznosc, nie ogladalam jeszcze wiec bedzie przyjemne z pozytecznym.
-
To bym obejrzala ale ciezko zdobyc http://www.imdb.com/title/tt1927035/ zapowiada sie co najmniej ciekawie...
-
Z ostatniej chwili - dla koneserow: Don Quijote Orsona Welles'a (wlasnie koncze). http://www.imdb.com/title/tt0104121/?ref_=rvi_tt
-
Nie trzymali, tylko wysoki wspolczynnik pe cha - wyprzedzalam drogowke w cywilnym samochodzie Drugi raz przyslali zdjecie. Po 3 latach wygasa wiec chce miec czyste konto jak sie nastawie na cos konkretnego. I - oczywiscie - kase uskladac na zakup. Mam tylko -4 (u nas mozna miec 12 pkt) ale za 6+ punktow traci sie znizke na ubezpieczenie, a ja mam 100 % i bez tego bo syn jest na mojej polisie. I to mnie blokuje. A jak maly samochod to czlowieka nie kusi zeby przycisnac -- 16 gru 2013, 14:42 -- hahaha ja mam nawigacje z Nokii N8 i nie narzekam
-
a takie sobie chill-out'y http://www.youtube.com/watch?v=F-4wUfZD6oc
-
Obejrzalam wczoraj w wolnej chwili. Dobry, ale bez szalu. Choc wreszcie ogladalam prawdziwych piratow a nie tych sprzed ekranu (do ktorych sama sie zreszta zaliczam ). Niezlych twarzowcow wybrali a ich "niesympatycznosc" zbyt ostentacyjna byla. Czarne i biale. Doslownie i w przenosni. 6/10
-
O KM na jakies dwa lata moge zapomniec, dopoki mi sie punkty nie wykasuja
-
taki mam tylko brudniejszy 1.3 benzyniak na autostradzie lekko wyciagnie 170 - 175 bez pilowania. Ale to nie jest wyczynowy samochod, spory komfort jazdy, maly bagaznik. Jedyna wada (w moim modelu, imp, japonski, auto) - hamulec reczny to hamulec nozny. Niewygodnie jak trzeba uzyc pod gorke (drift moge sobie miedzy bajki wlozyc). Ale driftowalo sie na innym sprzecie, teraz mniejszy litraz i auto z koniecznosci. Moze wkrotce sie to zmieni a moze nie. -- 15 gru 2013, 22:53 -- zas marzy mi sie: albo powrot do tego albo, skromniej, to lub to albo to, tylko serwis dosc kosztowny
-
Dokladnie! Podobnie jak "Czas Apokalipsy" I kultowy "Full Metal Jacket" "The Killing Fields" i jeszcze pare w temacie
-
Cos z ciezszego kalibru - John Bradshaw. Czytany w odstepach czasu bo nie da sie na raz.
-
Psychiczne znęcanie się?
aardvark3 odpowiedział(a) na Filigranowa temat w Problemy w związkach i w rodzinie
ale nie trafil mnie zreszta tez nie -
"Obwiniac" to chyba za wielkie i zdecydowanie nieadekwatne okreslenie. Bo nie o to chodzi, zeby znalezc winnego i od tej pory zyli dlugo i szczesliwie - ale o uwolnienie sie od traum z przeszlosci. Nasi rodzice byli wypelnieni lekiem i nie mieli tej samoswiadomosci, co my. Sami bedac wychowywani w dysfunkcji mysleli, ze wlasnie tak nalezy postepowac bowiem nie znali innej drogi. Nie jest to usprawiedliwienie ale proba zrozumienia. Choroba psychiczna rodzica tez nie jest przez niego zawiniona. My tutaj opowiadamy z emocjami, to moze wygladac jak oskarzenie. A to ma byc rozliczenie. Nazwanie po imieniu tego, co sie z nami stalo. Wyartykulowanie, zwerbalizowanie: dziala mi sie krzywda; cierpialem/am; negowano moje potrzeby; nie szanowano mnie jako czlowieka; nie sluchano co mam do powiedzenia; nikt nie stanal w mojej obronie... Analiza - jaki ma to wplyw na nasze zycie tu i teraz? Odpowiedzialnosc za jakosc zycia spoczywa na nas, otrzymalismy bardzo trudny bagaz przeszlosci ale od nas zalezy, co z nim zrobimy. Powtorze sie: nasza przeszlosc nas tlumaczy ale nie USPRAWIEDLIWIA. Dokladnie tak podchodze do swojej przeszlosci. I jesli pisze: to czy owo mialo miejsce to na zasadzie informacji, lepszego wgladu, zrozumienia (nie neguje absolutnie emocji, jakie odczuwam wracajac do tamtych epizodow bo one sa, tylko nie tak mocne jak kiedys) - i nie ma tam nigdzie stwierdzenia ze obwiniam. Tzn ja tak nie czuje. Jesli nawet uzyje takiego zwrotu to z rozpedu jako figury stylistycznej bo daje slowo ze tak nie czuje! Mnie sie nie udalo w odpowiednim czasie wyrwac spod wplywu toksycznego domu rodzinnego. Mialam zaszczepiony lek, ze sama sobie nie poradze, ze zgine, ze sama nic nie znacze. I mimo niewatpliwych osiagniec jakich bylam wylaczna autorka - wciaz w to wierzylam. I pakowalam sie w toksyczne zwiazki. Wierzylam tez, ze na wszystko trzeba sobie zasluzyc i zapracowac, wiec jesli partner jest "trudny" i nie dostrzega moich potrzeb (jakich potrzeb, jakich potrzeb - to egoizm, jak mozna wymagac od kogos zeby dostrzegal potrzeby - kolejna perelka) to musze sie jeszcze bardziej wysilic, bron Boze nie wymagac czegokolwiek bo jesli zasluguje to dostane. A mam sie cieszyc z tego, co otrzymuje i nie patrzec darowanemu koniowi w zeby. Jesli ktores z Was czuje, ze powinno odbic od toksycznej rodziny - niech sprobuje. Nikt jeszcze od tego nie zginal a czlowiek jest tak skonstruowany, ze wiele potrzeba by go zniszczyc. A na pewno nie stanie sie tak gdy zacznie zycie na wlasny rachunek. Bedzie na poczatek ciezko ale z czasem coraz lepiej. Samodzielnosc i samostanowienie to najlepszy prezent, jaki mozemy sobie ofiarowac.
-
Psychiczne znęcanie się?
aardvark3 odpowiedział(a) na Filigranowa temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Juz co nieco wylapuje w takich luznych kontaktach. U siebie i u kogos. Plci obojga. Obserwuje swoja reakcje na dana osobe - nie to, co pokazuje na zewnatrz ale to, co czuje w srodku. Postep jest i to bardzo znaczny. Poza tym u nas teraz ciezko z terapia "na kase chorych". Nie zaliczam sie do ciezkich przypadkow takich jak np depresja czy zagrozenie samobojstwem, chce sobie po prostu poprawic jakosc zycia - wiec musialabym za terapie placic ciezkie pieniadze a na to mnie po prostu nie stac. Mnostwo zycia przede mna, powiadasz? A to sie jeszcze okaze. A nawet jesli poczuje sie na tyle "na pozycji" by kogos szukac to moja sytuacja rodzinna (opieka nad doroslym, niepelnosprawnym dzieckiem) spowoduje ze raczej nikt sie nie zalapie. Kto w wieku przedemerytalnym (lub juz emerytalnym) kiedy wlasne dzieci odchowane, na swoim - bedzie sobie bral a kark cudze, dorosle i wymagajace opieki? Na pewno sa ludzie, ktorych by to nie odstraszylo a nawet dodalo zyciu sens - ale ilez takich osob jest na swiecie? Jesli juz to garstka. A ja jestem realistka. Lubie pomarzyc ale marzenia sa u mnie oddzielone bardzo gruba kreska od rzeczywistosci, mimo iz mam pysk niezle otrzaskany przez zycie. -- 14 gru 2013, 14:13 -- Powiedz alkoholikowi: nie pomoge ci, sam zaczales pic. Podobnie z narkomanem i innymi uzaleznionymi. Choremu na jakas chorobe mogaca byc skutkiem np uprawiania sportow ekstremalnych: po co to robiles, wiedziales jakie moga byc konsekwencje, teraz cierp. Dlatego Twoje wypowiedzi sa, moim zdaniem, toksyczne. Nic nie wnosza, nie wspieraja, nie sa tez obojetne. Podkreslaja Twoja wyzszosc i pogarde dla ludzkich slabosci. Bo to juz druga taka wypoiedz w podobnym tonie i to samo mnie w niej uderza, xchoc jest element osobisty bo to dotyczy mojej wypowiedzi. Nie MNIE. Mojej WYPOWIEDZI. Mozesz czuc sie zbulwersowana tym co napisalam - ale forma tez obowiazuje. Mozna komus powiedziec "spierd*laj" tak, zeby sie cieszyl na nadchodzaca podroz. Po pierwsze: nie szkodzic. A taka wypowiedz zaszkodzic moze - mniej doswiadczonym, zdesperowanym, zagubionym. Jak ofiary przemocy domowej ktore wlasnie odkryly ze to nie kjest "trudny zwiazek, docieranie sie" ale przemoc, jeszcze nie wiedza czy to ich wina, czy zasluzyly sobie na to bo cos tam zrobily albo nie zrobily, bo on taki jest, bo widzialy galy co braly. Czesto gdyby widzialy wlasciwie (bez okularow, zaslony dymnej, wlasnych dysfunkcji) to by nie braly. Mnie terapia szokowa juz nie zaszokuje bo ja to wszystko wiem, nie twierdze ze mnie nie boli i ze odczuwam dume. Ale obiecalam sobie, zadnych toksyn moim nowym zyciu. Mozna powiedziec prawde, mozna okreslic ze cos sie nie podoba, cos powinnam zmienic, cos jest krzywdzace dla innych (feedback z zewnatrz jest bardzo wazny, daje nam wlasciwy punkt odniesienia) - ale przyjmijmy zasade KONSTRUKTYWNEJ KRYTYKI, a nie modnego ostatnio (jak DDD) hejtu. -
Psychiczne znęcanie się?
aardvark3 odpowiedział(a) na Filigranowa temat w Problemy w związkach i w rodzinie
@zima - opisuje w/w w czasie przeszlym. Dziele sie doswiadczeniami. Juz mam to za soba. Od tego piwka minelo ponad 10 lat. Wiem, ze to byla chora sytuacja ale we lbie mialam zle pojeta potrzebe spokoju, nie chcialam zeby jakis konflikt sie nagle wyklul bo nie wiem, jak bym zareagowala. I balam sie konfliktow przede wszystkim. Musze sie mimo wszystko przyjrzec sobie samej czy ja faktycznie nie probuje "szukac winnych". Pewnie tak. I trzeba sie tym zajac... Wspolczucia nie szukam. Jesli czegokolwiek "szukam" to wylacznie wysluchania (przeczytania tego, co pisze). Pozwole sobie jednak powtorzyc, co juz kiedys napisalam - uwazam ze to, co przeszlismy i to kim jestesmy nas TLUMACZY ale nie USPRAWIEDLIWIA! Dotyczy to takze mnie. I wszystkich nas bez wyjatku. @candy - nie, nie chodze. Chodzilam ale dupa z tego wyszla, nie umialam sie otworzyc. Poszlam po raz pierwszy w Polsce do terapeutki to odnioslam wrazenie ze ma mnie gdzies i chodzi jej wylacznie o kase (ok 70 zl/godzina), potrafila zakonczyc "sesje" po 15 minutach stwierdzajac ze i tak dzisiaj z tego nic nie bedzie. Zrazilam sie. Potem juz w domu skierowala mnie ta babka od przemocy domowej. Sympatyczna ale swiecka zakonnica wiec sie tez zrazilam jakos, obawialam sie ze zacznie mi wyjezdzac z wiara i takie tam. Kilka spotkan i nic. Pianie o pierdolach, zero konkretow. Sciana. Druga troche lepiej ale jak wyskoczyla z tekstem ze "wszyscy mezczyzni sa tacy" to tez mi przeszlo. Do zwiazku sie nie pcham, sama nad soba pracuje - wiele juz nie osiagne ale kazda mala poprawa cieszy. Brakuje mi kogos bliskiego, brakuje mi takich zwyklych, ludzkich gestow i pomocy fizycznej ale nie ufam sobie co do wyborow. Jestem sama formalnie od 3 lat, fizycznie od 6-7. Nie ciagnie mnie do towarzystwa ani randkowania. Jest tyle rzeczy do zrobienia poza tym i pojscie z kims na kawe to strata czasu. Trzeba sie podmalowac, ubrac a mnie wygodnie w dresie po domu Mam juz 54 lata wiec szanse raczej niewielkie, nad czym zbytnio nie ubolewam. Trzeba ustapic pola mlodszym a nie zajmowac miejsce Acha - i jak sie pakowalam w te zwiazki to nie mialam zielonego pojecia ile jest w tych wyborach mojego udzialu, mojej odpowiedzialnosci. Wierzylam ze bedzie dobrze, ze zrobie co w mojej ocy ale coz - jeden kon wozu nie uciagnie. -
"Sarah's Key" - poruszajacy -- 14 gru 2013, 15:52 -- "Chattahoochee" http://www.imdb.com/title/tt0099242/?ref_=nv_sr_1
-
ja przeczytalam. Rzeczywiscie strasznie dajesz sie jej manipulowac. Ja tez ucieklam w toksyczny zwiazek ale przynajmniej na tyle daleko ze ja widzialam raz na rok Czas przeszly. Matka nie zyje od 10 lat a ja mieszkam za granica od 95 roku (wyjechalam do pracy, wrocilam na niespelna 2 lata, biznes ktory zalozylam nie powiodl sie wiec zdecydowalam sie wyemigrowac na stale). Jak teraz patrze na swoja przeszlosc - tak, dawalam sie manipulowac bo sie jej balam. To jedno. Drugie - liczylam, ze moze kiedys dostane od niej milosc i bezwarunkowa akceptacje. I ze zacznie mnie szanowac i sluchac. Inna sprawa - mialam poczucie winy ze zostawie ja sama, ze musze byc blisko rodzicow. Z jakiegos obowiazku... Nie wiem. Za to teraz wiem, ze onbi byli dorosli i trzeba bylo odciac sie raz na zawsze, pokazac im gdzie ich miejsce - byla taka mozliwosc gdy sie syn urodzil i nie poprosilam nikogo o pomoc przy opiece nad nim, wzielam dziekanski ale dalam sie zlapac na lep przekonywania mnie ze dobrze bedzie jak wroce na studia po roku a oni pomoga mi przy dziecku... Bylo, przeszlo, moglam, nie moglam... To juz nie ma znaczenia. PS. Przez caly ten czas, opisany w moim dlugim poscie, nie wiedzialam, ze tak naprawde zostalam adoptowana w wieku niemowlecym. Dowiedzialam sie w 2000 roku, gdy potrzebowalam dokumenty do ambasady i po raz pierwszy w zyciu swoj odpis zupelny aktu urodzenia, bo zawsze uzywalam skroconego.
-
S. King: 1. Duma Key 2. Doctor Sleep 3. 11/22/63 4. Lisey's Story im starszy, tym lepszy. Jak wino
-
"United States of Leland"