aardvark3
Użytkownik-
Postów
726 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez aardvark3
-
No ech... paskudny ten szampan by the way
-
I u nas tez Nowy Rok nastal... Czy w knajpie, czy w domu, czy na imprezie - tak samo. Otworzylam szampana, wyjelam specjalny "szampanski" kieliszek (mam takie dwa). Bedzie dobrze.
-
doly? Niech bedzie" http://www.youtube.com/watch?v=UPW8y6woTBI i to to mial byc moj dom wiele lat temu, to jest to co z niego zostalo po prawie cwiercwieczu...
-
Trzymaj sie
-
Taaaa, to moje rafaelki zjedzone. I baklavy. A jest jeszcze takie jebitne opakowanie toffifee, jakies slodycze Cadbury i ciastka w pudelku (pieron wie co zacz). Sie panie i panowie czestuja starczy dla wszystkich. Zostal tez baileys, pol litra smirnoffa w ozdobnej butelce (moje dzielo) okutej metalem, pozlacanej i takie tam... Zdziebko bigosu tez sie znajdzie. A ja znalazlam wakacje na czerwiec, 10 dni.
-
i znowu sie wkur*lam http://demotywatory.pl/4262322/A-ty jakis bezmozg wstawil to na fejsa chyba dla tanich, melodramatycznych, emocjonalnych ochow achow Sorry, u nas dopiero 23.15 - zapomnialam ze w Polsce inny czas obowiazuje. To Wy juz po toascie. Najlepszego w takim razie
-
lagi jak cholera http://oognet.pl/content/details/122 -- 31 gru 2013, 23:35 -- czego Ci serdecznie zycze na ten nowy rok
-
http://www.youtube.com/watch?v=bL7Z_9gPFzI masz i nie placz
-
No i co? Fajnie nam sie czas spedza! Mnie tam sie podoba - troche tu, troche na fejsie Mam tez wlaczony match ale jakos nie chce mi sie z nikim stamtad gadac...
-
No wlasnie... moglam przeczytac jutro ale wqurv bylby ten sam, jak mniemam... Mniejsza o to, przeciez dzisiaj bal na cztery frajery i na ludowo tyz
-
E, nie bedzie tak zle - my tu podtrzymamy na duchu i ciele. Na dobry poczatek masz kilka raffaello i dwa kawalki baklavy. W miedzyczasie poszukam jakiejs czekolady Chyba, ze wolisz konkret to bigos jest, zupa ogorkowa z ziemniakami i ryzem (malo swiatecznie ale pozywna), ostatecznie jakies kanapki z wiejska kielbasa moge zrobic. I ze serem smierdzacym -- 31 gru 2013, 23:04 -- -- 31 gru 2013, 23:06 -- -- 31 gru 2013, 23:07 -- jest sporo, starczy dla kazdego (glodnych nakarmic, te sprawy...) tylko bulek juz nie mam, ale mozna upiec z polproduktu -- 31 gru 2013, 23:17 -- No i musialam sobie zj*bac humor http://faktyimity.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=971%3Aodmowa-wszczecia-postepowania-w-sprawie-ksiedza-z-piotrkowa-tryb-dzieci-same-wchodzily-do-lozek
-
Jej... Dziękuję. Nie sądziłem, że mnie dzisiaj spotka taka serdeczność... czym chata bogata -- 31 gru 2013, 22:57 -- balet niezly
-
Juz leci, tylko odgrzeje a oolong dostalam od kolezanki, oryginalny z Chin. Chai to taka herbata czarna aromatyzowana m in cynamonem. Rozgrzewajaca. Lubie tez herbatki pt grzaniec ale nie kupowalam ostatnio. Twinings wprowadzil wynalazek - herbata lawendowa. Dla milosnikow, bo nie kazdemu podejdzie. Mnie smakuje. Zasadniczo jestem bardziej kawoszem niz herbaciarzem i byle kawa mi nie zaimponuje Bigos sie zagrzal, prosze bardzo - i do tego bulka pszenna. (a ja sobie wlasnie przypomnialam ze mam jeszcze pieczen do przygotowania na jutro - zamarynowac i naszpikowac slonina) -- 31 gru 2013, 21:32 -- nie moze zabraknac muzyki, moze kultowo zaczniemy... http://www.youtube.com/watch?v=Lgovq3-NvMs -- 31 gru 2013, 21:34 -- az mi sie humor poprawia...
-
To dobrej herbatki chai albo oryginalnej oolong (lisciastej) - jesli zas lubisz kawe i pijasz wieczorem -polecam Blue Mountain ciemno palona (jeszcze cos sie tam ostalo) albo Carte Noire - parzona w ekspressie. Dla kazdego cos milego. A na slodko - baklava (raczej: za slodko), dostalam od kolezanki. Chyba jeszcze jakies pierniczki torunskie sie ostaly, cukierki czekoladowe, toffifee, turron kanaryjski. Ja zaraz sledzika wsune. -- 31 gru 2013, 21:01 -- U nas fajerwerkow nie ma, ale podobno maja organizowac w Limerick (kto by tam jechal po nocy, poza tym to takie szemrane miasto, mozna zablakana kulke zarobic). W Irlandii generalnie fajerwerki sa zabronione
-
co do wodki - wyjatek na zoladek jak mam niestrawnosc i to taka hardcore. 50 gram dozylnie (tzn bez rozcienczania) lepsze niz krople zoladkowe. O zesz, a ja mam jeszcze grzanca! Moze przed polnoca... Tylko trzeba zarzucic jakimis przyprawami - gozdziki, imbir, cynamon, te sprawy... A moze ktos na bigos reflektuje? Albo sledzia marynowanego?
-
wodki nie pije wogole, nie zgadza sie ze mna i moge miec po gorzale niezla rewolucje. Wylacznie wino, najchetniej deserowe - slodkich tez nie lubie. Likiery absolutnie - za slodkie. Piwo - tez odpada. Jedynie cydr latem do grilla ale po tym sie co 5 minut do kibla smiga. Bez okazji w weekendy popijam tzn szczyny czyli wino 5,5% alkoholu i wylacznie dla smaku jedna, dwie lampki. Bylam z psem na spacerze (jeszcze nie padalo ale zimno), przeszlam sie po miasteczku, jakos goraczki sylwestrowej nie widac. Teraz zreszta pada wiec nawet jakby mi sie nagle zachcialo w rejs to nie bardzo. I dobrze - posiedze tutaj, ubierac ani malowac sie nie trzeba, pelny komfort, zapalilam swiece i lampiony i jest nastroj. A czlowiekowi czasem potrzeba sie pouzalac nad soba, upuscic troche pary. Zdrowie gosci!
-
sie robi - mala szklaneczka czy wieksza? A lodu ile kostek? i zabawa nam sie rozkreca...
-
Wino renskie, biale, deserowe - polac komus? ostatecznie moze byc baileys z lodem
-
Polecam Krzemionki, okolice Kopca Krakusa - swietnie wydac Rynek i fajerwerki a nawet slychac muzyke, jest sporo ludzi (innego autoramentu niz ci o ktorych wspominasz powyzej) i duzo bezpieczniej.
-
To, ze syn tylko zarysowal nadkole a nie rozpier*lil calego auta
-
"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!
aardvark3 odpowiedział(a) na magdasz temat w Depresja i CHAD
Oj, polemizowalabym i to ostro. Jestem z nikim od dobrych kilku lat. Nie jest to moim marzeniem ale nie jest tez bycie z byle kim. To juz lepiej samej niz meczyc siebie i kogos w kolejnym toksycznym zwiazku. Wiele w tym temacie nie zmienie - z rzeczy, na ktore mam wplyw i zmienic moge. Taki uklad. Moge sobie byc idealna partnerka ale wychowuje dorosle dziecko specjalnej troski a nikt nie bedzie sie pchal w obowiazki z wlasnej woli. Wierzyc w to, ze ktos taki jednak gdzies jest i nasze istnienie nada sens jego zyciu byloby co najmniej naiwnoscia - wiec nie wierze i nie robie sobie nadziei zyjac w marzeniach. Na zwiazki krotkie, tematyczne i z doskoku zwyczajnie nie mam czasu. To juz wole film obejrzec albo popracowac. Choc moze to blad w zalozeniu. Oduczylam sie o sobie rozmawiac a jak sie przyjdzie wyzalic, zwierzyc, posmecic to mam z automatu wyrzuty sumienia i poczucie winy, wstydu ze doprowadzilam do takiej sytuacji albo ze komus dupe zawracam i zabieram czas. Nie mam tez na tyle bliskich ludzi, ktorzy znaja mnie wystarczajaco by stwierdzic ze cos jest nie tak. Zreszta sporo udaje i robie dobra mine do rownie dobrej gry. Albo to jest zla gra tylko oni maja mnie gdzies i kupuja co im sprzedam. W zeszlym roku osoba ktorej bezgranicznie ufalam i uwazalam za najblizsza wbila mi wirtualny noz w plecy. I ja sie chyba po tym nie podnioslam. Mniejsza w tym momencie o szczegoly. Podejrzewam u siebie depresje a jednoczesnie sie jej boje bo to jak wyrok a ja nie moge sobie na to pozwolic, za duzo mam obiwiazkow,odpowiedzialnosci i nie stac mnie na chorowanie. I gdzies tam w glowie slysze glos wewnetrznego krytyka (matka, ojciec i brat matki razem wzieci oraz niektore osoby z dalszej rodziny): depresja? w glowie ci sie przewraca, len jestes smierdzacy, wymyslila sobie jakas depresje, gowno ci sie dzieje ludzie maja raka, umieraja i nie jecza jak ty... Uwalnialam sie powoli od tych toksycznych ludzi w moim zyciu, mialam takze toksycznych partnerow ktorzy traumy poglebiali. Jedyna wartosciowa osoba w moim zyciu, ktora dala mi wiele - i wlasciwie jedyna ktora dala mi bezwarunkowa akceptacje, milosc, szacunek i autentyczna troske - zginela w wypadku wiele lat temu. Potem juz nikogo takiego nie spotkalam. Zastanawiam sie, ile "zaslugi" w takim stanie rzeczy, w moim osamotnieniu, na ile ja sie do tego przyczynilam ale co mi to da nawet jak poznam odpowiedz? Po nowym roku pojde do lekarza i zabiore sie za siebie, moze to cos da? Jesli nie - to bede choc miala swiadomosc, ze probowalam. Nie, mysli samobojczych nie mam i nie mialam - ale powoli trace satysfakcje z tego co robie a co kiedys przynosilo mi wiele radosci. Przed swietami bylam na wakacjach na ktore czekalam ponad pol roku i czulam sie podobnie, obnizony nastroj, brak checi do wykonania wielu zaplanowanych wycieczek czy atrakcji. Pojde miedzy ludzi i to samo co gdybym byla sama - puste gadanie, brak otwarcia, brak wiary ze kogokolwiek obchodze, ze ktos slucha... Trace tez wiare w swoja moc sprawcza i w to, ze moje prosby, wymagania, opinie sie licza. Zatoczylam kolo i powrocilam do stanu z dziecinstwa, kiedy czulam sie jak narzedzie, przedmiot, w najlepszym wypadku marionetka od ktorej oczekuje sie konkretnych zachowan i gestow... OK, posmecilam. Dokoncze sobie film z braku lepszego zajecia. -
Im wiecej nas tym ciekawiej sie ta nasza impreza zapowiada... Ja proponuje taka impreze
-
Wlasnie. Od pewnego czasu boje sie,ze moge miec depresje. Martwi mnie to, bo chce nadal cieszyc sie zyciem, byc optymistka, prowadzic jakies sensowne zycie towarzyskie - a tu jakas sciana... Boje sie tez tak zyc z depresja, jesli faktycznie jest to to, co mi dolega. A tutaj musi sie juz wypowiedziec specjalista. Krepuje sie opowiadac o swoich stanach ducha nawet lekarzowi - bo czy go to naprawde obchodzi? Niby wszystko bylo Ok a zeszlego roku o tej porze cos we mnie peklo, cos przykrego sie zdarzylo, bardzo przykrego - i wisi nade mna jak chmura burzowa. Izoluje sie od ludzi, zamykam sie w sobie. Udaje, ze wszystko w jak najlepszym porzadku a oni to kupuja bo mnie nie znaja tak naprawde. Bo jak jest w porzadku to maja spokoj. -- 31 gru 2013, 15:51 -- w skali Becka mam 32 ale nie uwazam tego testu za wyznacznik.
-
I dupa. Nie dosc, ze znajoma odwolala kolacje (wiem zreszta dlaczego choc mi nie powiedziala, powod jest powazny, dalam jej do zrozumienia bardzo subtelnie ze jesli potrzebuje jakiejs pomocy czy wsparcia to moze na mnie liczyc) to odkrylam dzis rano jak jechalam po chleb ze syn zarysowal mi tylne nadkole - solidnie. Wku*wilam sie dubeltowo bo udal nietoperza w trampkach ze nie zauwazyl. Jezdze ku*wa sporo lat i mialam niejedna ryske i 10 razy mniejsza slychac nawet jak muzyka idzie ile fabryka dala! Mniejsza o to, zaplaci z wlasnej kieszeni (co mnie i tak nie ratuje bo wtedy bede musiala mu dac na czynsz za stancje - i tak, i tak dostane po kieszeni ja a ta kieszen juz niewiele strzyma). Nie chce jezdzic z takim kancerem do sierpnia (mam kontrole techniczna to moznaby wszystko hurtem zrobic, wyklepac to, lakier itp). A pier*le nic nie zmienie nic nie zrobie ani dzis ani jutro wiec najlepiej przejsc nad tym do porzadku dziennego. A szampon mam taki