Skocz do zawartości
Nerwica.com

deader

Użytkownik
  • Postów

    4 886
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez deader

  1. Luktar, NieznanySprawca, ja nie wiem jak to u was wyglądało, nie wiem czemu na siłę chcecie mi wmówić że mnie "napierdalano" - i w sumie zwisa mi to. Mnie rodzice nie "napierdalali", nie odzierali z godności - dostawałem czasem pasem po dupie i w dodatku zasłużenie, nigdy nie dostałem "za nic". Ja rozumiem, że może mieliście inne, bardziej intensywne doświadczenia w tym temacie, ale brzmicie teraz jak dzieci alkoholików które wrzeszczą tu w niektórych działach żeby zdelegalizować alkohol. Śmiech na sali Podpisuję się pod tym.
  2. deader

    Czy zadzwonić?

    Niktita, dzwoń, czemu nie? Telefon jest z tego co wyczytałem darmowy, więc nic nie tracisz. Inna sprawa, że skoro wiesz konkretnie jaki masz problem, to zadaj sobie pytanie: czy problem ten da się rozwiązać rozmową? Jeśli myślisz że tak, to dzwoń bez wahania, jeśli myślisz że sprawa nie jest taka łatwa, to dzwoń, może ci poradzą co dalej.
  3. Candy14, rozumiem twoją postawę, bo ty doświadczałaś przemocy. Zresztą o swojej matce nie wypowiadałaś się raczej pozytywnie. A ja nie byłem katowany, tłamszony, nie dostawałem "za nic". Zbierałem lańsko tylko jak na to zasłużyłem. Współczuję i tobie i innym którym rodzice zgotowali piekło za młodu, ale ja tak nie miałem. "Wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem"...?
  4. deader

    Czy zadzwonić?

    Chciałem zadzwonić i się wypowiedzieć, ale wyguglowałem ten numer telefonu i on jest mocno "wyspecjalizowany" - to jest Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka: http://zlydotyk.pl/id-0-800-12-12-12 Tak więc w swojej dziedzinie może mogą coś pomóc, ale zdaje się że to raczej telefon dla dzieci - ofiar przemocy domowej itd. Ja nie miałbym tam czego szukać. BTW pytasz bo ciekawią cię doświadczenia forumowiczów z "liniami zaufania" czy czujesz że potrzebujesz tam zadzwonić?
  5. Candy14, jak już mówiłem, to jest kwestia opinii, ty masz takie, ja inne, nie mam zamiaru cie przekonywać do swojej, bo u ciebie zadziałała twoja metoda - i bardzo dobrze. Nie mam też zamiaru bronić bicia, agrh, w ogóle, to to jest kwestia językowa. Bo jak pojawia się słowo "bicie" to od razu rozplata się łańcuch negatywnych skojarzeń. Dlatego ja de facto nie jestem zwolennikiem bicia dzieci. Ja uważam że czasem po prostu w niektórych przypadkach jest uzasadnione użycie - uwaga, nowomowa start! - "cielesnego upomnienia". O, tak bym to nazwał. "Cielesne upomnienie". Nie kojarzy się tak negatywnie. Bo niestety jakbym bardzo nie chciał sympatyzować z metodami wychowawczymi polegającymi wyłącznie na rozmowie - to moja sympatia kończy się kiedy w sklepie jakieś rozwydrzone dziecko biega, wrzeszczy, potyka się o ludzi, a matka jedynie wzdycha "Maciuś, przestań... Maciuś przestań..." - moim zdaniem Maciuś po zasadzeniu klapsa pobeczałby przez chwilę i się opanował żeby nie dostać drugiego.
  6. Yyy... cóż, człowieka który jest agresywny nie nazwałbym "porządnym". Wiec jak dla mnie ten argument jest inwalidą. Nigdy nikogo w życiu nie uderzyłem celowo - bo po własnej dupie wiedziałem jakie to nieprzyjemne. Ba, pewnie że ciekawe - bo coś w tym jest I już ci mówię o co chodzi - otóż chlasnąć pasem po tyłku a wpierdol, to zupełnie dwie różne rzeczy. Ktoś kto był za dziecka katowany ponad miarę, bez powodu - nie dziwne że wyrasta na agresywnego prymitywa, bo w ten sposób wylewa całą żółć i złość i bezradność z czasów kiedy nie był na tyle duży żeby się uchronić przed tym wpierdolem... A co do tego czy fakt że nikogo nie zabijam i nie okradam to mały sukces - to nie zgodzę się. Oczywiście, sprowadzone do takiego krótkiego zdania wygląda to komicznie, ale myśl należy rozwinąć - otóż nie chodzi o to że nie kradnę - chodzi o to że jestem uczciwy. Czyli - nie tylko nie wyrywam babciom torebek. Ale też na przykład odmówiłem jak kumpel z pracy chciał mi wodomierze "zhakować" żeby mi mniejsze rachunki za wodę wychodziły. W okresie kiedy namiętnie ćpałem NIGDY nie poszedłem na włamy z dresami z osiedla. I wiele innych podobnych drobnostek, które składają się na całokształt osoby uczciwej. "Porządnego obywatela". Może tak, może nie. To jest kwestia opinii, ja mam taką jak mam, ty inna - ważne że moja "działa" u mnie, a twoja - u ciebie. Dla mnie najlepszym "miernikiem" tego że ta metoda się sprawdziła, jest to że po latach nie mam za złe swoim rodzicom że wychowywali mnie tak a nie inaczej, oraz że właśnie "porządny ze mnie gość". Dla tych którzy mnie mniej znają dorzucam informację że na tutejszym forum znalazłem się wcale nie przez sprawy rodzinne. Tego też próbowali. Ale zbyt oporny na to byłem. Mogli gadać godzinami a ja "wiedziałem swoje".
  7. Na twoim miejscu zabrałbym się za "wychowywanie" tej siostry aż dorośnie do jakiegoś sensownego wieku A bardziej serio - cóż, z perspektywy kogoś dziesięć lat starszego, to stwierdzenie "przegrałem całe wszystko" w wieku 18 lat powoduje mimowolny uśmiech - mimo że dobrze się pamięta że w takim wieku tak się postrzegało takie "dramaty". Czy coś ci może pomóc? Cóż - nie To znaczy - wiele rzeczy może ci pomóc, ale nie ma raczej wśród nich tego czego oczekujesz - magicznej odmiany losu. Z tego co przytaczasz z wypowiedzi tej dziewczyny maluje mi się obraz osoby której nie za bardzo nawet miałbym ochotę poznawać - wiem że to tylko kilka zdań, pewnie jeszcze wyrwanych z kontekstu, ale - nie wzbudza nimi mojej sympatii. Ty jesteś nieco pewnie "zaślepiony" przez uczucie i masz zdaje mi się wyidealizowany obraz tej panny. Moja "na serio" rada: zaciśnij zęby, przeżuj całą tą sytuacje, wypluj ją - jak na faceta przystało. No bo jak wspominałem - myślenie życzeniowe się w tym przypadku nie sprawdzi, a zapisywanie się do psychiatry z powodu nieszczęśliwej miłości w wieku 18 lat to jak tępić mrówki w cukrze napalmem - "lekka przesada". Wiem, będziesz cierpiał, w dodatku pewnie wcale nie ostatni raz. Ale szczerze mówiąc nie za bardzo masz inne wyjście, prawda? Jak najbardziej masz prawo potraktować to jak rady starego pierdziela który nie rozumie romantycznych uniesień wieku młodzieńczego - zrobiłbym dokładnie tak na twoim miejscu Może tylko napiszę że nie jest tak że sobie na ten temat teoretyzuję - nie, po prostu w swoim życiu takich sytuacji, w różnych wariantach, wariacjach i opcjach, miałem multum. Więc "wiem jak to jest"
  8. Jako osobnik który wychowywany niebezstresowo, a przy pomocy pasa i kabla, i wyrośnięty na porządnego obywatela, optuję za drugą opcją :) Oczywiście podczas okresu wychowawczego taka metoda mi jak najbardziej nie odpowiadała ale z perspektywy czasu uważam ją za dobrą. Nie twierdzę oczywiście że dziecko trzeba katować, ale podzielam pogląd że musi ono wiedzieć "kto tu rządzi". Najlepszym przykładem to że najgłupsze rzeczy w swoim życiu robiłem kiedy już byłem za duży na lanie pasem, a jeszcze zbyt młody żeby używać mózgu sensownie
  9. deader

    Pod Trzeźwym Aniołem

    Ja co prawda nie miałem problemu z alkoholem, a z amfetaminą, ale wprowadziłem coś w rodzaju takiego wewnętrznego rygoru, podziału. Nie kupuję. Nie używam żeby zacelebrować albo w drugą stronę - "odbić sobie" - niczego związanego z moją osobą. I się sprawdza - nie kupiłem dla siebie towaru od dobrych kilku lat, "pozwalam sobie" tylko kiedy np. ktoś mnie na imprezie poczęstuje. A jako że takie okazje zdarzają się dwa czy trzy w roku... Wiem że z alko jest "trochę" inaczej, bo kusi z wystawy co drugiego sklepu, ale zasada wydaje mi się taka sama.
  10. deader

    Filmy i seriale

    "Gry Endera"? Zrobili do tego DUBBING? To widz w polskim kinie osiągnął już taki poziom statystycznej tępoty że nie umie czytać?
  11. To już zupełnie inaczej sformułowana teza. "Niewielu" a "żaden" to jednak różnica.
  12. Bo jak przychodzę i mówię na pierwszej wizycie że dziewczyna mi umarła to raczej nie ma co się doszukiwać jakichś dziwacznych powodów depresji?? Zwłaszcza takich o których informacji udziela Wykop i jakieś forum dla pakerów??
  13. Jak chciałeś na poważnie to nie pisz że Detroit "zbankrótowało", jak widać za mały mamy socjal w kraju bo słownika to ci nie przydzielili...
  14. Kumpela w pracy, która o dotarciu kuriera z firmy K-EX poinformowała mnie że "przyjechał pan z keksu"
  15. deader

    Filmy i seriale

    No to żeby wyjść z tych ponurych klimatów - proponuję "This Is Spinal Tap", czyli wzloty i upadki gwiazd rocka na wesoło. Dodatkowym smaczkiem dla znających angielski są teksty zespołu wokół którego kręci się cały film - mistrzostwo [videoyoutube=N63XSUpe-0o][/videoyoutube]
  16. deader

    Szepty

    Czego nie rozumiesz..? Widać lekarz przyuważył że dawkę masz zbyt niską i stąd zalecenie zwiększenia.
  17. Ciekawostka - ten przekręt, znany jako "Hiszpański więzień" ma korzenie sięgające XIX w.
  18. Błąd rozumowania. Ludzie nie słuchają cię dlatego, bo jesteś kierownikiem, ale zostajesz kierownikiem, ponieważ ludzie cię słuchają. Błąd rozumowania. Kierownikiem zostajesz bo masz plecy, chody, albo farta A tak na poważnie to serio, nie tylko "zostajesz kierownikiem, ponieważ ludzie cię słuchają", są przecież oferty pracy na stanowiska kierownicze, trzeba "tylko" spełniać wymagania. Mało to się czyta historii spod znaku "mamy nowego kierownika i od pierwszego wejrzenia wiedziałem że będzie wrzodem na dupie"?.. Jak "ludzie cię słuchają" to zostajesz przywódcą związku zawodowego
  19. Bo to w gruncie rzeczy nic fajnego i łączy się z odpowiedzialnością za polecenia jakie wydajesz i za ludzi, którym je wydajesz. Nie mówiąc już o tym, że trzeba mieć jakieś pojęcie o robocie, a tego nie zdobywa się z powietrza tylko trzeba nad tym pracować. Najśmieszniejsze, że bardziej chodzi o to: - tak bardzo nie lubię jak mi ktoś wydaje bezpośrednie polecenia, że aż źle się czuję kiedy to ja muszę komuś innemu rozkazywać. "Nie rób drugiemu co ci niemiłe" - ja sobie tą zasadę bardzo cenię, staram według niej żyć, a takie sytuacje, kiedy muszę wydawać polecenia, są całkowitym zaprzeczeniem tego podejścia. Nie lubię być kierownikiem, tak jak niewolnikiem. Idealna sytuacja dla mnie to bycie podwładnym o pełnej autonomii. Lubię być kierownikiem mojego jednoosobowego działu. W którym sam we własnym tempie i na swój sposób realizuję napływające zlecenia. Na szczęście mam tak przez 80% czasu w pracy - jakby było inaczej to bym chyba do reszty zwariował.
  20. Nie tylko to - może też nie być... takie fajne jak się wydaje. Ja na przykład nie znoszę w pracy okresów kiedy muszę "szefować" w zastępstwie kumpla z drugiego działu, nie lubię wydawać innym poleceń, rozdawać robót itd - chyba jestem jakimś ewenementem bo normalnie to wielu się taka "władza" marzy...
  21. deader

    Kącik gracza

    U mnie to sprawa tego że się tym jaram trochę, ale to jest wybiórcze, wymienię ci wszystkie części Call of Duty bo w nie grałem, ale na przykład Age of Empires bym już ani jednego tytułu nie podał, nie grałem w strategie, nie wiem ile części tego nawet wyszło To ta jak z zespołami: moich ulubionych mogę podać cały skład, nazwy albumów i inne pierdoły - a o takim Franku Sinatrze nie powiem nic bo nie znam, nie słucham. A do grania w gry to potrzebny jest komputer czy konsola i dwie ręce, a nie encyklopedia tytułów gier w głowie :)
  22. deader

    Kącik gracza

    No ba! Hit na świetlicy w podstawówce I to normalnie, "legalnie", zainstalowany przez pana od informatyki, dostępna dla wszystkich z klas 1-8 Dzisiaj pewnie byłaby afera, nagłówki w "Fakcie" itd... Do dziś w to gram BTW Robo-Hitler rządził
  23. Ja wiem jak mi potrafiło odwalać w tej kwestii po rocznej abstynencji i bez hormonów, co dopiero taki "zestaw" jak piszesz. Dlatego właśnie Candy napisałem, że jednak niektórym z nas się coś takiego może przytrafić. Nie trafiła na takiego po prostu, i całe jej szczęście, oby nigdy nie trafiła. Ale nie ma co udawać że problemu nie ma w ogóle...
  24. Już pomijając skrajności w postaci gwałcicieli i morderstw na tle seksualnym, to da się stracić panowanie nad sobą na widok kobiet, jak najbardziej, w niezauważalny nawet dla osób postronnych sposób.
  25. Absolutnie nie umniejszając przypadłości które nieszczęście ma przeżywać nieboszczyk, przyklaskuję gorąco myśli przewodniej i zalecam zastosować ją teraz odnośnie autora tematu... Myślę że "wszystkie" to trochę zbyt kategoryczne stwierdzenie, "spora część" jest chyba bardziej na miejscu.
×