Skocz do zawartości
Nerwica.com

deader

Użytkownik
  • Postów

    4 886
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez deader

  1. deader

    Nasze hobby i pasje! :)

    Dzięx Wkurza mnie że książki mają różny format i nie stoją grzbietami w jednej linii
  2. deader

    Nasze hobby i pasje! :)

    LOL Wolałbym złowieszczy
  3. deader

    Nasze hobby i pasje! :)

    [videoyoutube=6lFZWpFvTd4][/videoyoutube] Kręcone "na gorąco" bez scenariusza więc wybaczcie zjaraną narrację BTW - YouTube ma opcję usunięcia drgań kamery z umieszczanego filmu; szkoda że nie ma opcji: usuń wszystkie "eeee..."
  4. To by sporo wyjaśniało - przecież Doogie jest gejem
  5. Ja BYWAM idiotą, jak chyba każdy człowiek. "Idiotą" w potocznym znaczeniu, znaczy. Trudno moje pierwsze sięgnięcie po narkotyki nazwać inaczej jak zwykłym idiotyzmem.
  6. To teraz konkurs: z którego odcinka Family Guy pochodzi ów gif
  7. zujzuj, hmm całkiem zapomniałem że u góry jest też ankieta... i teraz jak zobaczyłem że opcja "kapel i pasek" ma więcej głosów niż opcja "klaps" to też przeżyłem mały szok.
  8. Że, znaczy, tu? W tym wątku? Ktośkolwiek pisał że popiera lub ma zamiar stosować wyrafinowane, drastyczne kary cielesne?
  9. Że wstałem przed południem, co w soboty zdarza mi się rzadko, porobiłem wcześnie zakupy przeżywszy przedświąteczne piekło w sklepach i mam już cały dzień dla siebie
  10. To wyobraź sobie jak mnie to rozwaliło kiedy zorientowałem się że baba to "łyka"... A historie tatki z gabinetu też powalające Co fakt to fakt, mógłbym książkę napisać o tych 5 miesiącach... "Pamiętnik e-prostytutki" - byłby to albo hit bijący popularnością "50 twarzy Greya" albo totalny kit bo ludzie zazwyczaj bronią się przed uświadomieniem swego debilizmu
  11. renee.madison, i właśnie dlatego tak przerażające było odkrycie jak wielu ludzi, którzy z tego co nam o sobie powiedzieli, powinni być rozsądni, jest tak... no, kurde, "naiwnych" to za delikatne, po prostu - głupich!! Najbardziej utkwili mi w pamięci (to z działu wróżbiarskiego akurat) choćby tacy dwaj goście: panowie koło 40ki, właściciele firm - od takich ludzi się raczej niejako z założenia oczekuje rozsądku, nie..? Tymczasem pierwszy pisał regularnie, codziennie, po 1 - 2 sms'y w których pytał wróżki o porady w inwestycjach lub decyzjach dotyczących firmy - do dziś nie wiem jakim cudem koleżka dawał sobie radę z prowadzeniem działalności; może moi koledzy z boksu obok studiowali ekonomię... Drugiemu zaś, zakochanemu w jakiejś babce, przez dobre dwie godziny pisałem instrukcje co ma zrobić żeby zdobyć jej serce; głównym daniem całej wkręty miał być magiczny wywar miłosny który mu kazałem przyrządzić, składający się z wymyślonych w biegu składników w rodzaju liść szałwii, kwiat rozmarynu, zęby gołębia i nogi węża, zmieszane razem o północy przy pełni księżyca z popiołami po zdjęciu z jej wizerunkiem. Wymyślałem coraz większe absurdy a typ się całkowicie angażował, dopytywał... Jak mu powiedziałem że połowę wywaru ma wypić a drugą połowę rozlać na ziemi w jej ogródku, to odpisał że nie może tak zrobić, bo jego ukochana mieszka w bloku. Hmm, wyzwanie. "Widzę moim trzecim okiem że na korytarzu w jej bloku stoją kwiaty w doniczkach, mam rację?" - "Tak, są doniczki" - "Wobec tego wlej pozostałą część eliksiru do którejś z doniczek"... Myślałem że facet w tym momencie zwątpi, a on... zaczął się dopytywać czy eliksir będzie miał większą moc jeżeli wleje go do doniczki bliżej jej mieszkania... Moim opus magnum w dziedzinie wróżbiarstwa było przekonanie jakiejś babki, że jej impulsywne, agresywne zachowania które rozsypywały jej kolejne małżeństwa to efekt tego, że... po raz pierwszy pojawiła się na świecie jako Elżbieta Batory, wyrządziła mnóstwo zła, przez co skalała swoją karmę na kilkadziesiąt wcieleń wprzód, i to co się z nią dzieje to karmiczna "spłata długu"... Kurtyna!
  12. Tyle wygrać..! Do usług, śmiech to zdrowie Nie ja na pewno, bo nie ta firma. Ale, cóż, aż wstyd przyznać, większość "technik" tam opisanych znam i stosowałem. Nie było u nas co prawda tak demonicznie jak w tym artykule: nie mieliśmy od supervisorów dyspozycji żeby celować w konkretne grupy ludzi i wyciągać z nich kasę. Ta firma drukowała swoją gazetkę z anonsami, plus mieli stacje telewizyjne - i ezo i erotyczną - gdzie non stop leciały programy z wróżkami lub lachonami a na pasku na dole cały czas przewijały się kolejne oferty. Tak więc tu mam spokojne sumienie - że to nie my "polowaliśmy" na łosi, łosie same do nas pisały pierwsze. Zresztą na dziale "rozrywkowym" 90% klientów to byli faceci, napaleni na pornofilmiki i foty nakręcone niby przez laskę dającą anons. Takich "romansów" jak w tym artykule było tylko kilka na całą firmę, ale co fakt, to fakt - niektóre trwały latami, wiem bo faktycznie w panelu mieliśmy historię konwersacji, plus oczywiście były pisane przez dziesiątki różnych osób. W pewnym sensie to było swego rodzaju wyzwanie, bo trzeba było dobrze "odegrać rolę", żeby przypadkiem się klientka nie połapała się że coś jest nie halo... Natomiast kilak rzeczy w artykule szczególnie przykuło moją uwagę. "Uważasz ich za frajerów? Pewnie sobie myślisz, że ty byś od razu się zorientował, że to oszustwo. Że takich wielu nie ma. Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz." - po czym następuje lista osób opisujących straty poniesione na takich sms'ach. Niestety, dla mnie to oznaka właśnie że mamy w kraju pełno idiotów. Bo żaden rozsądny człowiek: - nie wyśle sms'a do wróżki, chyba że dla jaj - nie uwierzy że supergorąca laska za jedyne 3,40+VAT się w nim zakocha od razu i będzie chętna na ruchańsko Tak więc niestety, dla mnie nadal pozostają w pewnym sensie frajerami. Co prawda robotę rzuciłem głównie dlatego że w pewnym momencie zacząłem doświadczać akcji niemalże pokroju "nie mogę na siebie patrzeć w lustrze". Decyzję o odejściu uzasadniłem tym, że przez te 5 miesięcy pracy naoszukiwałem tylu ludzi że zapewniłem sobie miejsce w piekle na samym dnie wrzącego kotła wypełnionego drutem kolczastym Ufam mojej 9-letniej córce, ale sporadycznie sprawdzam jej komórkę. Okazało się, że słusznie. Od kilku dni na jej telefon przychodzą SMS-y z numeru 7281 w stylu - „to kiedy wpadniesz do mnie na kawkę?", „zrób sobie przerwę, zrelaksuj się i napisz do mnie". A po braku odpowiedzi, wtedy już miałam tę komórkę u siebie - „strasznie za tobą tęsknię". SMS-y, jak sądzę, zaczęły przychodzić w wyniku nawiązania przez córkę znajomości. Ona mówi, że te przychodzą same, a ona na nie nie odpowiada. A przychodzić zaczęły po jakimś SMS konkursowym. Oczywiście kłamie". Tu akurat facet może się częściowo mylić. Bo to faktycznie tak działało: ktoś wysyłał po raz pierwszy sms'a na jakiś głupi konkurs czy do wróżki dla beki bądź po horoskop - i jego numer leciał do bazy. A do numerów z bazy regularnie potem słano spam, nawet pamiętam że można było zarwać "premię" jeśli wymyśli się wiadomość na spam która zostanie użyta. Była też zasada że do klienta który nie odpisywał dłużej jak pół godziny trzeba było wysłać wiadomość "ponaglającą", taka "deska ratunkowa" dla operatora, bo czasem faktycznie dawało się dzięki temu kolejne kilka sms'ów wyłudzić. A jeśli nie odpowie w ciągu godziny, to znikał z panelu i pojawiał się dopiero jak znów sam się odezwał - najczęściej po kolejnym spamie który otrzymywał regularnie. Co do dziwnych tekstów skierowanych do dziewięciolatki - padniecie jak to przeczytacie - to zwykły wypadek przy pracy. Naraz obsługiwało się około 20-30 klientów naraz. Człowiek wpadał w rutynę, opracowywał sobie schematy, wzorce, typu "najskuteczniejsze powitanie" itd... które potem się używało niejako z automatu. No i oprócz multum numerów stricte erotycznych, było też kilak takich względnie "niewinnych", na zasadzie: "poznaj kogoś z twojej okolicy", i tam pisało mnóstwo nastolatków, najczęściej dziewczynek szukających jakichś przyjaciół. Ale nie zawsze było jasne na jakie ogłoszenie przyszedł sms - otrzymywaliśmy tylko to co klient wpisywał, a co było podane w ogłoszeniu - czyli krótkie kody typu: xcv.bydgoszcz; no i nie wiadomo było jeśli ktoś pisał po raz pierwszy i nie był jeszcze w "katalogu", czy to 9-latka szuka kolegi, czy facet szuka dziwki z Bydgoszczy... I mi samemu się zdarzyło raz jebnąć pod koniec zmiany, z totalnie skołowanym mózgiem, jakimś "tekstem powitalnym" mocno erotycznym i dostałem odpowiedź w dość zmieszanym tonie że "ona chyba jest jeszcze niegotowa na takie rzeczy bo ma ledwo 13 lat" = fuck, ZONK!...
  13. Ja to jeszcze nazywam czasem "sklerozą" Oj, zapewniam - podobnych historyjek mam z tamtej pracy całe stosy. Niby "tylko" 5 miesięcy e-prostytucji, a tyle wspomnień... Jak na przykład o kolesiu który nabił mi największą dniówkę - bo umawiał się już któryś raz z którąś z wymyślonych ogłoszeniowych dziewczyn i zaczynał podejrzewać jak to wygląda: pisał zrezygnowany że ciągle pisze z jakimiś laskami, które "przypadkiem" akurat mieszkają całkiem niedaleko niego a jakoś każda się na umówionym spotkaniu nie pojawiała... Koleś miał pecha - był z Kostrzyna. No a Kostrzyn = Przystanek Woodstock. Co zaś = kilka dni przez kilka lat pod rząd tam bywałem i miasto znałem. Z detalami. Stąd opisy miejsc w których rzekomo "ciągle na niego czekam" były bardzo dokładne. Legit level was over 9000, że tak powiem. Przez dobrych 5 godzin kazałem biedakowi latać po mieście... Albo jak przez kilka godzin "przyjmowałem" kozaczenie jakiegoś kolesia, który strasznie się napinał na to że "trzeci raz ty k***wo nie przyjechałaś"; "masz tu być za godzinę, sie wreszcie poruhamy" (pisownia oryginalna...), "wpierdol masz jak wreszcie przyjdziesz" - i tak dalej w tym tonie. Konwersacja zaintrygowała mnie kiedy poprosiłem żeby powtórzył adres, bo niby "zgubiłam" - i wyszło że koleś mieszka na moim osiedlu I to, jak sobie po chwili uświadomiłem - w bloku mojego kumpla! OK, to już było wystarczająco zabawne. Ale kiedy podpytałem się swego ziomka i okazało się że ów sąsiad mieszka wręcz w tej samej klatce co mój kumpel, oraz że dobrze go kojarzymy, ponieważ... pracował w jednym z osiedlowych sklepów - tu poziom beki wzrósł do kwadratu ( ), ponieważ ów esemesowy "ubersamiec" jest w rzeczywistości niegroźnym chucherkiem, który "spuścić lasce wpierdol" to może w najlepszym wypadku w Street Fighterze Albo o kolesiu któremu "uwiarygodniłem" odgrywaną postać bo okazał się z okolicy i mój desperacki strzał pytaniem czy zna jednego gościa, mojego nawet nie znajomego co takiego typa którego spotkałem na kilku imprezach - trafił w dziesiątkę. Znów "legit level was 9000+", znów dobra dniówka nabita... Albo... LOL mógłbym tak godzinami
  14. Przyznaję się bez bicia - czasem zdarza mi się już niczym staremu dziadowi z Alzheimerem powtarzać w kółko te same historyjki Prawda
  15. Kestrel, eh, paaaanie, opowieści z czasów tej pracy to mam tyle że starczyłoby na solidny wieczór przy ognisku i grzanym piwie - niesamowite ilu idiotów matka Ziemia nosi i jakiego kalibru. Rzyganie tęczą też nie w moich klimatach, dlatego jako wróżka zarabiałem dość marnie i kiedy tylko była okazja to prosiłem o dyżury na dziale "rozrywka". Nie dajcie się zmylić, nie chodziło o to że z kimś grałem w kółko i krzyżyk za pieniądze, oj, nie. Praca była taka sama jak jako wróżka, tylko na dziale "ezoteryka" nazywałem się w zależności od sytuacji - wróżką Sybillą, wróżem Rodinem czy kim tam jeszcze; na dziale "rozrywka" zaś byłem - napalona_19, Asia24 bądź Kasia z... (wpisz nazwę miejscowości w odległości max. 30 km od miejsca zamieszkania klienta) Aha, tak przy okazji... Drodzy samotnicy, prawiczki itd - jeżeli wysyłając sms'a w odpowiedzi na ogłoszenie jakiejś laski to wiedzcie że Asia24 to tak naprawdę deader bądź inny desperat, zasuwający w ciasnym boksie po klawiaturze, wymyślający "podniecające" teksty... Jako prawilny zbok zarabiałem na tym dziale znacząco lepiej niż jako wróżka No i czynnik mizantropijny mniejszy, bo o ile jeszcze w jakimś tam nikłym stopniu jestem w stanie zrozumieć kogoś kto jest nieśmiały, łatwowierny i spróbuje raz czy dwa takiego "sms'owego randkowania", tak w głowie mi się nie mieści że osoba zdrowa psychicznie w wieku powyżej 12 lat wierzy w to że po wysłaniu sms'em daty urodzenia wróżka przepowie jej przyszłość... A skoro już lecę tym ostrzegawczym offtopem (choć właściwie można by powiedzieć że to "spin-offtop" ) to podzielę się dla beki najbardziej wrednym, okrutnym, ale jednocześnie prześmiesznym elementem pracy na dziale "rozrywka". Mianowicie: niby pierwszego dnia już nam mówili że nie możemy wychodzić (z oczywistych względów) z propozycjami spotkań; ewentualne próby ustawienia takich spotkań ze strony klientów trzeba było inteligentnie "rozegrać". Zazwyczaj polegało to na tym, że jak koleżka proponował spotkanie to się najpierw marudziło, potem ostatecznie zgadzało, ustalało jakieś absurdalne znaki rozpoznawcze, przekładało spotkania, a w dzień kiedy już do nieuchronnego spotkania miało dojść - należało wymyślić jakąś ściemę tłumaczącą dlaczego nie mogliśmy się stawić (moją ulubioną bajerą było: "kochanie, nie uwierzysz, tak się spieszyłam na spotkanie, jechałam samochodem, i nagle kot mi wyskoczył przed maskę, całą szybę mam we flakach, muszę zajechać na myjnię, chyba nie zdążę się z tobą spotkać" ). Jeszcze jedną rzecz muszę dodać, mianowicie jak działał cały system obsługi klientów. Mianowicie, kiedy zaczynało się swoją zmianę, to logowało się na swoje konto w systemie i zaczynało odpowiadać na sms'y. Ale - nie tylko na sms'y od nowych klientów. Dostawało się też "w spadku" klientów których obsługiwała poprzednia zmiana. Czyli we "flircie" z kolesiem, ową przykładową Asią24 bywało po kilkadziesiąt osób jeśli klient był wytrzymały (a niektórzy pisali tam latami). Przechodzę do akcji właściwej: jako że firma mieściła się w stolicy w samym centrum, 5 minut spacerkiem od Novotelu, gdzie także miałem przystanek swojego autobusu powrotnego - z podłą rozkoszą "umawiałem" się z moimi klientami ze stolicy na spotkania właśnie pod Novotelem, o godzinie o której kończyłem zmianę. Wychodziłem z pracy, szedłem na przystanek, a czekając na autobus miałem bekę z obserwacji kolesi którzy z kwiatami, gazetami pod ramieniem czy jakim tam znakiem rozpoznawczym było ustalone - stali pod Novotelem, nerwowo stukając w klawiatury, zapewne śląc rozgorączkowane "gdzie jesteś kotku ja już czekam" Heh, myślałem że wyjdzie krócej Podsumowując: nie dajcie się nabrać na nic sms'owego. Nigdy!
  16. deader

    Wkurza mnie:

    Że tyle ciekawych rzeczy czeka na mnie w domu a tu jeszcze półtorej lub dwie i pół godziny do wyjścia z pracy
  17. To co innego, mi też czasem gały "wypływają", zwłaszcza jak gram o północy w ciemnym pokoju i jedynym źródłem światła jest telewizor Ale wada wzroku się od tego nie powiększa. To "tylko" zmęczenie oczu, w końcu oko jak każdy organ ma prawo się zmęczyć po intensywnej pracy
  18. ewelka91, mam podobną albo i wyższą wadę wzroku, szczerze mówiąc to liczby już mi się mieszają, wiem że oscyluje wokół -9,5 a -10,5 dioptrii, w dodatku niesymetrycznie bo jedno oko jest słabsze od drugiego o około 0,5 dioptrii. I... żyję Nie wiem w jakim jesteś wieku, mi się wada wzroku "ustatkowała" około 19 roku życia, czyli dobre 10 lat temu i jeśli się od tamtej pory coś pogorszyło to może o jakieś 0,5 dioptrii, czyli tragedii nie ma. Straszenie pogorszeniem wzroku od komputera to już mitologia obecnie. Miało to jeszcze sens w czasach powszechności ekranów kineskopowych, ale obecnie takie zabytki to już w muzeach można najczęściej przyuważyć Standardem są monitory LCD a one nie są szkodliwe dla wzroku. Jestem idealnym potwierdzeniem tej tezy, bo dobowo przed monitorami spędzam około 12 godzin - i w pracy i w domu, od ponad 7 lat. I nic mi się wzrok nie pogorszył. Tak więc o to się nie martw A laski w okularach są sexy
  19. Minusem takich katastroficznych przepowiedni było to że ludzie najwyraźniej łapali zonka i po otrzymaniu takich "wesołych" wróżb przestawali słać sms'y z pytaniami o szczegóły. A w naszej galerze (słowo "biuro" nie do końca oddaje klimat tego miejsca) panowała zasada: mniej sms'ów = mniej kasy. Więc dużo bardziej opłacało się ludziom słodzić, roztaczać przed nimi wizje szczęścia które już-tuż-tuż będzie w zasięgu ręki i takie tam... Tyle że takie rzyganie tęczą potrafi naprawdę zmęczyć. Uwierz, po 50-tym sms'ie o treści "kiedy poznam mojego księcia z bajki?" (dziennie!!!) ma się ochotę jedynie na odpowiedzi w stylu: "twój książę z bajki już kiedyś stanął na twej drodze - niestety twoja uroda go wręcz zamurowała, a jako że akurat stanął także na drodze trakcji tramwajowej - został zredukowany z obiektu trójwymiarowego do dwuwymiarowego; jeżeli jednak prześlesz mi swoją datę urodzenia, zerknę mym wewnętrznym okiem w przyszłość aby sprawdzić ile kotów przygarniesz!" W sumie jak nad tym rozmyślam to wychodzi mi że to nie całkiem off-top tak naprawdę. Drodzy samotnicy, prawiczki itd - przestrzegam: nigdy nie marnujcie pieniędzy na sms'owe wróżki ponieważ twoje pełne nadziei pytanie trafia nie do żadnej wróżki lecz do studenta siedzącego przed komputerem w boksie razem z 40 innymi w pomieszczeniu, gdzie słychać tylko nieustanny klekot klawiatur a powietrze aż gęstnieje od stężenia bullshitu.
  20. Ohh, wiem że off-top, ale to była moja ulubiona część pracy jako wróżka Uwielbiałem przepowiadać ludziom pożary, wypadki samochodowe, zdrady małżonków, bądź podawać przepisy na magiczne eliksiry wymyślone na poczekaniu Ciekaw jestem czy któryś z moich klientów odważył się kiedykolwiek ugotować to co mu sugerowałem i zdobył się na wypicie. I czy przeżył Nędzna to była praca (tak samoż płaca...) i zyskałem dzięki niej +10 do mizantropizmu
  21. Jak dla mnie to naturlane, że człowiek powinien czuć się szczęśliwy. Więc "pseudo-szczęście" jest elementem "pseudo-normalności" jakby. Czyli - tak, to jest właśnie to czego chcemy. Nie mamy tego "naturalnie" jak inni ludzie, musimy żreć prochy żeby czuć się jak oni.
  22. deader

    Kącik gracza

    DUST 514 - przyczajony hicior. Włączyłem wczoraj "na chwilkę" po czym wojowałem przez 2 godziny. Chyba spędzę tam jeszcze trochę czasu.
  23. deader

    Kącik gracza

    Też nałogowo kupuję CDA, pod kątem dodawanych gier właściwie dopiero w dwóch ostatnich latach jestem "usatysfakcjonowany", bo zazwyczaj dawali coś co już wcześniej miałem/grałem, natomiast ostatnio zaczęli dodawać całkiem fajne gierki nie z najwyższej półki ale ciekawe (Shank, I Am Alive). Odblokowywanie bonusów mnie nie kręci, mordowani przeciwnicy dużo bardziej, ale ostatnio najlepiej wchłaniam to co ma do opowiedzenia dobrą historię. Stąd też GTA V to dla mnie gra roku. Na drugim biegunie zajebistości są oldskulowe gierki z poprzedniego jeszcze wieku które ostatnio katuję częściej niż nowe produkcje.
  24. Małe przemeblowanie chałupy. Zrobione wczoraj ale dopiero dziś mam siłę się z tego cieszyć
×