Skocz do zawartości
Nerwica.com

deader

Użytkownik
  • Postów

    4 886
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez deader

  1. Całkiem sensownie biorąc pod uwagę że jesteśmy niestabilnymi emocjonalnie wariatami
  2. Gdyby był na tym forum jakiś system oceniania postów to dałbym wielkiego "plusa".
  3. Sorry ale nic nie zrozumiałem z tego bełkotu. Kto był zagubiony? Jaka masturbacja? Jakie niechciane dziecko? Człowieku sam masz chyba ADHD właśnie bo kompletnie nie potrafisz zorganizować zrozumiałej wypowiedzi.
  4. Brzmisz jak jakiś nawiedzony kaznodzieja. A już ostatni akapit to... ehh przyrzekłem sobie że na tym forum nie będę robił "wycieczek osobistych" i wymyślał userom, tak więc powstrzymam się chociaż bardzo to trudne w tym przypadku. Bardzo. Zwisa mi czy zespół objawów określanych dziś mianem "ADHD" będzie się nazywać "ADHD" czy "HWDP" czy jeszcze inaczej, fakt jest taki że jak idę do sklepu po zakupy to nie ma takiego dnia żeby mnie jakieś rozwrzeszczane, biegające po sklepie bachory nie potrąciły. Ostatnio jak jechałem autobusem i próbowałem się zdrzemnąć oparłszy głowę o szybę, mały gnojek na siedzeniu za mną zaczął napierdalać po tej szybie łapą, próba delikatnego zwrócenia jego matce uwagi nie przyniosła rezultatu, dopiero jak po kilku następnych "łupnięciach" odwróciłem się do dzieciaka i wydarłem żeby PRZESTAŁ NAPIERDALAĆ to się przestraszył i uspokoił. Wniosek: ja tam nie wiem czy ADHD jest "zmyślone" czy nie (skłaniam się ku tezie że nie jest niczym zmyślonym, miałem znajomego z tą chorobą i widać było potężnie że się od nas różnił), zwisa mi czy koncerny farmaceutyczne zarobią sobie więcej kasy; jak dla mnie o wiele za mało dzieci bierze leki uspokajające, jakby ktoś zaproponował ustawę że na przykład nie możesz korzystać z komunikacji miejskiej jeśli nie napchasz swego dziecka najpierw metylofenidatem czy relanium to pierwszy bym się pod tym podpisał.
  5. deader

    Wkurza mnie:

    http://www.beksa.ovh.org/Opowiesci%20z%20krypty/Mlotek%20czlowiekowi%20sasiadem.htm Polecam na poprawę humoru
  6. deader

    Wkurza mnie:

    Moje problemy z porannym wstawaniem, grrr. Dziś się 2 godziny do roboty spóźniłem, mimo że miałem ustawione po kilka alarmów na dwóch telefonach, tablecie i komputerze - cztery cuda techniki przegrały z pojedynczym organizmem A położyłem się spać nie o 3 w nocy czy coś, a kilka minut po 23. Paranoja. Czuję że nigdy już nie będzie mi dane się normalnie, "po ludzku" wyspać, moje ciało zawsze będzie chciało więcej.
  7. A byłem, co prawda drugiego dnia i tylko na jakieś 2 godzinki, tak więc ominęło mnie sporo atrakcji typu panele dyskusyjne itp. Z drugiej strony wiem że sporo postaci wyczekiwanych przez retromaniaków się nie pojawiło (typu obsada SS, TS), wystawa "Komiks w PRL" została przesunięta na inny termin (najpewniej przyszłoroczne Pixel Heaven), ale... bardzo zajebiste doświadczenie :) Ludzie sami mili bo wiadomo - zlot nerdów, maniaków rzeczy które społeczeństwo nie rozumie (piszę to z lekkim tylko przymrużeniem oka ), sprzętu - masa! Więcej niż myślałem, bo spodziewałem sięnastawienia na konsole, a tam były całe dwa piętra zastawione prehistorycznymi komputerami, o połowie nawet nie słyszałem a drugą połowę najczęściej miałem okazję zobaczyć i "pomacać" po raz pierwszy w życiu, jak np. moje dziecinne marzenie - Amigę CD32... Poznałem kolesi z takiego retro-forum emunes, ponoć oni też organizują sobie podobne zjazdy tylko atmosferka ponoć wręcz "rodzinna" - bo to zawsze tylko około 40 osób, znanych z forum. Chyba się z nimi zaprzyjaźnię bo jak mi opisywali że ich wyjazd wygląda tak że na tydzień wynajmują remizę na jakimś wypizdowie, zwalają tam masę sprzętu i nerdują przez kilka dni, to aż mi się po raz pierwszy od lat zachciało gdzieś ruszyć, poznać kogoś nowego... Generalnie - bardzo fajna imprezka, ponoć w przyszłym roku na bank powtórka więc wpadaj! A tak powracając z tego offtopu - mi dziś sprawiło radość zakup hurtowej ilości jednorazowych popielniczek - koniec z myciem syfu, fuj!
  8. Wspominanie wczorajszego Pixel Heaven, fajne retroparty wyszło.
  9. Liczy się kasa a nie wykształcenie, wykształcenie zawsze można sobie potem z kasy ufundować. Ja bez studów jestem a powodzi mi się lepiej niz dużej części znajomych z liceum którzy obrali taką ścieżkę.
  10. deader

    Co teraz robisz?

    Rozplanowuję jutrzejszy wyjazd na Pixel Heaven.
  11. deader

    Marihuana

    Fakt, dlatego też napisałem że cytat z bloga trącił antynarkotykową grafomanią. Ale zrozummy naszych "przeciwników" - chcą chronić dzieci przed narkotykami, więc będą robić to w każdy możliwy sposób, nawet przez wyolbrzymianie i przekręcanie faktów i o ile nam "w temacie" trąci to bzdurami to intencje mają raczej pozytywne.
  12. deader

    czego aktualnie słuchasz?

    Tak, tak, na początku i końcu klipu to moja osobista ręka :) A sprzęt dobrze ci się kojarzy - jest to jakaś wersja "rozwojowa" Unitry, dokładniej model Bristol GWS-115, zakupiony za 80 pln półtora roku temu kiedy pomyślałem że fajnym pomysłem byłoby posiadać gramofon Obecnie przesiadłem się na ciuteczkę lepszy sprzęcik ale nadal nie jest to jakiś wymarzony Denon Tak czy siak, nawet na takich trupach słuchanie muzy z analoga ma zupełnie inny klimat niż włączenie mp3-ki czy odpalenie CD-ka! A u mnie od rana "sowieckie" klimaty [videoyoutube=KW_lxtuo2nY][/videoyoutube]
  13. Myślę że intencjami badających... Niestety, mimo że jestem raczej człowiekiem "wierzącym" w naukę, to mam wrażenie że wiele badań jest przeprowadzanych niejako z "założeniam" udowodnienia tego co badacz sobie zamierzył, nie wszystkie są obiektywne. Hahah najlepszy tekst jaki dziś czytałem
  14. deader

    czego aktualnie słuchasz?

    Ejjjj kiedyś puściłem sobie przypadkiem ten singiel na 33 rpm i wyszło.... o tak: [videoyoutube=RvS6moMreHE][/videoyoutube]
  15. deader

    czego aktualnie słuchasz?

    [videoyoutube=ak1jKNA4vEI][/videoyoutube]
  16. Myślę że to jest kwestia bardzo indywidualna i statystyki, badania itp. nigdy nie dadzą jednoznacznej odpowiedzi. Mam koleżankę która twierdzi że jej dziecko to jest najlepsze co jej się w życiu przytrafiło, rodzicielstwo jest dla niej czystym szczęściem. Z drugiej strony miałem też koleżankę która absolutnie nie chciała mieć dzieci bo by jej przekreśliły plany na przyszłosć, ograniczyłyby jej rozwój intelektualny i zawodowy. Jakbym miał określić moje osobiste stanowisko (dzieci nie mam, chciałbym mieć mimo że boję się czy podołałbym rodzicielstwu) - dzieci dają szczęście jak jest z nimi "lepiej niż OK". A jak coś z dziećmi "nie jest OK" to pewnie są utrapieniem.
  17. To jest bardzo sensowne podejście. I to jest dokładnie to co powinnaś mu powiedzieć. Bardzo dobrze to określiłaś, na to kładź nacisk - "kiedy to przestaje byc dodatkiem do zycia a staje sie jego sensem wtedy jest problemem". Bo tu jest cienka linia. Czy codzienne palenie jest od razu równoznaczne z tym że to się staje "sensem życia"? Czy też może jeszcze wpisuje się w ramy "bardzo częstego" dodatku do życia? Sam się nad tym wiele razy zastanawiałem, przepalając kolejne lata, i do dziś nie znam odpowiedzi. Czy to że codziennie wracając po pracy do domu pierwszą rzeczą był prysznic, a drugą zapalenie lolka - i dopiero potem kolejne sprawy typu ugotowac obiad, posprzątać, przygotować materiały do pracy na następny dzień - czy to było "ustawicznym ulepszaczem" życia, czy "sensem"? Ni cholery nie wiem Wiem jedno - jeszcze nie tak dawno temu myślałem że palenie nie jest sensem mojego życia, ale jest tak fajne, że bez niego żyło się będzie zbyt "szaro". W sensie, nie paliłem dla samego palenia, paliłem żeby posłuchać muzy, pograć w grę, obejrzeć film - "podkręcony". Nie wyobrażałem sobie że będę w stanie czerpać przyjemność z tych rzeczy bez zioła. A okazało się że jednak się da! Tylko potrzeba odpowiednich okoliczności. Nie ma co ukrywać, te okoliczności w 99% muszą wyjść z inicjatywy palacza; ale ten pozostały 1% to "pole do popisu" dla ciebie :) Musisz wymyślić jak najlepiej ten 1 % wykorzystać. Musisz też przede wszystkim spróbować jak najbardziej obiektywnie ocenić czy u twojego faceta to już jest faktycznie etap "palenie to sens życia". Nie żebym ci coś zarzucał, ale po prostu w takich sytuacjach czasem trudno zdobyć się nam na obiektywizm. Jeśli to jest etap "sens życia" to jak najbardziej masz prawo czynić nawet bardzo radykalne kroki żeby go uratować - bo taki stan to zguba. Ale jeśli jest to jednak etap "ustawicznego ubarwiania życia" to macie sytuację konfliktu interesów niejako - on chce sobie umilać życie codziennie, tobie to nie pasuje z jakichś względów. I tutaj to już niestety nie całkiem moim zdaniem masz "prawo" postępować drastycznie - raczej jak najdyplomatyczniej dojść do jakiegoś porozumienia. Bo jednak, twój chłopak to nie twój pies - nie możesz mu kazać przestać. Możesz jedynie postarać się wypracować jak najlepszy dla ciebie kompromis (w gruncie rzeczy - najobiektywniej byłoby napisać "najlepszy dla WAS kompromis" ale tutaj doradzam konkretnie tobie, pozwólmy sobie jednak na nutkę egoizmu ). Czego ci bardzo życzę i trzymam kciuki!
  18. deader

    Marihuana

    Ten post dotyka dwóch skrajności a żadna skrajność nie wyczerpuje tematu. Fakt: przytoczone cytaty z tego bloga trącą antynarkotykową grafomanią. Ale drugi fakt: odnośnie pytania "komu by się opłacało amfę mieszać z trawą?" - ano osobom które mają na celu większy "lot". Nie wiem pod jakimi nazwami występowało to w innych rejonach niż moje, u nas zwało się to "Białą Damą" - mix polegał na tym że trawę wsypywało się do torby po spidzie, i tak "przyprawiona", "obtoczona" w amfetaminie trawa kopała w nieco inny sposób. Więc to nie są tylko czcze wymysły - tyle że podane w dość tabloidowy sposób i dlatego najpewniej powodują u zwolennika palenia odruch "co to za pierdoły wypisują". To że tobie, Alicjo, nie zdarzyło się palić doprawianego towaru nie znaczy że takie coś nie ma miejsca. Wtrącam się, bo śledzę ten wątek i generalnie sprawa mnie w jakiś sposób dotyczy - sam jestem palaczem marychy. Ale nawet będąc użytkownikiem drażni mnie "czarno/białe" podejście, tyczy się to zarówno zwolenników jak i przeciwników. Miejmy odwagę, "my", palacze, przyznać że nie jest tak że ziółko nie ma ciemnej strony, że nie jest całkowicie nieszkodliwe, że wiążą się z nim pewne zagrożenia. Najlepiej chyba oddaje to fakt, że mimo iż sam palę.... to nie jestem pewien czy jestem za legalizacją.
  19. Cóż, to co wytłuszczyłem jest najbanalniejsze w swojej prostocie. Zasiądź z nim do szczerej, dojrzałej rozmowy, najlepiej w momencie kiedy nie będzie w zbyt rozdrażnionym nastroju. Wiem, że z twojego opisu wygląda to tak że w takim nastroju jest tylko jak się upali, a rozmowa "na fazie" raczej mało może mieć sensu - albo nie zapamięta, albo oleje, albo nie ogarnie, albo "dla świętego spokoju" poprzyrzeka poprawę; ale jako palacz z wieloletnim "stażem" wiem że są różne "etapy" upalenia, i de facto po dwóch-trzech godzinach od wypalenia jointa człowiek zaczyna "kontaktować". Kurde, cieżko mi się w pewien sposób doradza, bo ja po tylu latach palenia zioła nie mam już prawie w ogóle "fazy" jak zapalę, raczej, porównując do alkoholu - jakbym wypił jedno piwko. Ktoś kto miał tak długą przerwę w paleniu jak twój facet najpewniej może mieć jeszcze całkiem niezłe "odloty" (zwłaszcza że pali dopiero od pół roku - to relatywnie niedługo) więc cieżko mi stwierdzić kiedy dokładnie masz z nim pogadać - musisz to niestety sama "wyłapać". A jak już wyłapiesz taki moment, to pogadaj z nim szczerze o tym, co i dlaczego przeszkadza ci w jego jaraniu. Jeśli w waszym związku dzieje się inaczej niż przed, powiedzmy, rokiem - to wyłóż mu dokładnie co i jak się zmieniło i dlaczego ci się to nie podoba. Bo dla osoby palącej niekoniecznie wszystko jest tak oczywiste jak dla niepalącej. No i na koniec najbardziej kontrowersyjne pytanie z mojej strony do ciebie - czy próbowałaś kiedyś zapalić z nim wspólnie?
  20. Dwie sprawy - po pierwsze: palenie szluga nie zawsze wiąże się ze "spokojnymi oddechami", co wie każdy palacz wychodzący zimą na fajka albo dostrzegający zbliżający się wyczekiwany autobus Po drugie zaś - fakt faktem, palenie uspokaja, ja zawsze jak coś mnie zdenerwuje od razu sięgam po szluga. Na ile to jest jednak związane z faktycznym działaniem substancji z papierosa na organizm, a na ile wyuczonym u palacza zachowaniem, samym "rytuałem" związanym z paleniem - nie jestem w stanie stwierdzić "naukowo" a jedynie podeprzeć się swoim doświadczeniem.
  21. To, że po wczorajszych przejściach z moim pracodawcą zabrałem dziś do roboty zestaw z pełnym przekrojem uspokajaczy... i ani jednego nie musiałem łyknąć!
  22. Nie, nie. Z pracą akurat jest w porzadku. Jestesmy tu od 1,5 roku i caly ten czas pracuje, nie opuszcza dni i nie chodzi nigdy najarany. Jego pora palenia to wieczór(najczesciej). Potem siedzi przy kompie albo oglada film i idzie spac. Sporadycznie zdarza mu sie palic za dnia, czasami w weekend. Czyli gościu nie jest całkiem "stracony". Zanim zaczniesz ganiać po psychologach, zrywać itd radziłbym zacząć od jednego małego "szantażu" - skoro, jak mówisz, pali głównie wieczorami, to postaw ultimatum "zero seksu jak jesteś upalony"
  23. A jaki wpływ jego palenie ma na inne sfery życia, głównie chodzi mi pod kątem pracy - czy nałóg jakoś na nią wpływa? Czy pracuje, a jak tak, to czy chodzi do pracy najarany?
×