Vian
Użytkownik-
Postów
2 280 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Vian
-
Czyli jak nie wierzę w jednorożce, to jednocześnie wierzę że nie istnieją? Powinienem mówić że jednorożce może są, może nie ma? Ciekawa teoria Brak dowodów uprawnia do twierdzenia że coś nie istnieje, a nie do wiary że nie istnieje. Tak samo jest z bogami i nie rozumiem czemu sugerujesz że tylko w przypadku bogów miałoby być inaczej. Nie zrozumiałeś :) Jeśli nie wierzysz w jednorożce, jesteś absolutnie przekonany, że nie istnieją, to jesteś ateistą. Ale jeśli nie wierzysz w jednorożce, ALE dopuszczasz możliwość, że się mylisz - właśnie dlatego, że po prostu chwilowo nie ma dowodów - wtedy jesteś agnostykiem. Ateista i agnostyk nie wierzą, bo nie ma dowodów. Ale ateista dodatkowo wierzy, że tych dowodów nigdy nie było i nie będzie, bo bogowie nie istnieją. Agnostyk nie jest taki przekonany. ;-) Wiara to wiara - niezależnie od tego czy wierzysz, że coś jest możliwe, czy że nie jest możliwe.
-
Hę? Agnostyk to osoba, która nie wierzy (i wie, że nie wierzy), tylko nie twierdzi, że bóg nie istnieje. "Nie wierzę, ale może się mylę, może się kiedyś przekonam się." A ateista w sensie stricte to osoba, która wierzy, że bóg/owie nie istnieją. Ergo tak naprawdę niewierzący są agnostycy, a ateiści są wierzący.
-
Pytanie, dlaczego otaczają Cię sami fałszywi ludzie, rozwalające się przyjaźnie, nie masz poczucia bezpieczeństwa etc... :)
-
Mam już dość. On niszczy mnie coraz bardziej.
Vian odpowiedział(a) na babyAnanas temat w Problemy w związkach i w rodzinie
tahela, no właśnie z tego co czytałam w jakimś popularnonaukowym magazynie typu Wiedza i życie cy cuś to wcale nie jest tak, że "jak ktos go ma to raczej sie nie powstrzyma" i raczej to nie jest realne Znajdę gazetę, zacytuję odpowiedni fragment to pogadamy. :) Pewnie go mają potomkowie Marksa i Engelsa A tak poważnie - te geny mogą odpowiadać za cechy, które predysponują do takich a nie innych zachowań czy poglądów, ale NIE ZA TE ZACHOWANIA. :) Zresztą w takim układzie proszę nie miec pretensji do żadnego zdradzającego, bo wychodzi na to, że zupełnie nie ich wina, przecież oni nie mogli się powstrzymać, bo mają geny Tahela, to serio nie tak działa. :) -
Mam już dość. On niszczy mnie coraz bardziej.
Vian odpowiedział(a) na babyAnanas temat w Problemy w związkach i w rodzinie
tahela, ten gen odpowiada za SKŁONNOŚĆ do zdrady. To, że ktoś ma SKŁONNOŚĆ jeszcze nie znaczy, że będzie zdradzać tak jak osoba ze skłonnością do tycia niekoniecznie musi być gruba. :) -
Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)
Vian odpowiedział(a) na atrucha temat w Zaburzenia osobowości
AW34, myślę, że nie tak znowu mało, przynajmniej w porównaniu do np. histrionicznych. :) Rozmawiałam kiedyś na ten temat z psychologiem, przyciągania zaburzonych. Raz - ja chyba lubię zaburzonych. Często nie mają w sobie tej arogancji ludzi zdrowych (którzy nota bene też często są zaburzeni, ja np. z jednej strony jestem zdrowa bo się nie leczę, z drugiej mam całą masę blizn na psychice), są bardziej skłonni do akceptowania różnic między ludźmi, do mniejszego przejmowania się pierdołami. Ech, dużo by o tym pisać, a mówiąc szczerze teraz mi się nie chce. Ale w tym szaleństwie jest metoda! ^^ Generalnie z wieloma zaburzonymi mniej się trzeba przejmować o konwenanse, a ja nie lubię durnych konwenansów. Dwa - ja się zaburzonych nie boję. Leczysz się, masz za sobą próby samobójcze, masz jakieś stany psychotyczne, aj waj wielkie halo. Mnie to ani szczególnie nie podnieca (o, łał, ale jesteś ekstra, że tak masz!) ani nie przeraża (eee... to ja już pójdę...). Poza tym, że ktoś ma problemy z psychiką może być wspaniałym człowiekiem albo totalnym bucem, ale nie jest kimś gorszym, BO ma te problemy. Też je miałam i pamiętam jak to jest. Trzy - ja o sobie rozmawiam z ludźmi dość otwarcie i ludzie którzy mnie otaczają, często rewanżują się tym samym, w ten sposób wiem, że J. jest DDA i skrajnie introwertyczny, co przeszkadza mu w związkach, a K. miała agresywną, autokratyczną matkę, która wpędziła ją w kompleksy i teraz ma się za brzydką, chociaż jest bardzo ładna. A to "normalne" osoby, które mieszkają w okolicy, nie poznaliśmy się na kozetce ani na forum psychiatrycznym. Cztery - ja lubię rozmawiać z ludźmi o ich problemach, analizować ich. Jestem w tym dobra, to skłania mój mózg do myślenia, więc sporo rozmawiam, siedzę na psychologiczno-psychiatrycznych forach jak to. Czasami ktoś ze mną przychodzi pogadać o kimś znajomym, albo mówi "pogadaj z nią, bo coś jest nie tak, nie wiemy w sumie co". Siłą rzeczy poznaję wtedy ludzi i nawiązuję relacje, czasami bliskie. Itd itp. -
Jak mam sobie pomóc? Bardzo toksyczna znajomość
Vian odpowiedział(a) na luizjana92 temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Jestem nadal tylko co z tego? Od bycia na psychologii (czy nawet skończenia psychologii) do bycia terapeutą to jest jeszcze daleka droga i nie każdy psycholog chce być terapeutą. Ja np. nie chcę. :) -
Jak mam sobie pomóc? Bardzo toksyczna znajomość
Vian odpowiedział(a) na luizjana92 temat w Problemy w związkach i w rodzinie
A to musisz zapytać terapeutę ew. pogooglować w sieci, pewnie coś się znajdzie; ja terapeutą nie tylko nie jestem, ale nawet nie zamierzam być. :) Natomiast znam osoby po takich terapiach i wiem, że działa. -
Jak mam sobie pomóc? Bardzo toksyczna znajomość
Vian odpowiedział(a) na luizjana92 temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Michuj, w sensie chcesz skrypt z terapii czy przepis na czarodziejski eliksir? To tak nie działa, wiesz przecież. Że się zapytasz "jak" dostaniesz odpowiedź "tak i tak", zrobisz tak i PUFF! magicznie wszystko jest dobrze. -
A Ty? :) Co robisz żeby zmienić, polepszyć swoją sytuację?
-
Jak mam sobie pomóc? Bardzo toksyczna znajomość
Vian odpowiedział(a) na luizjana92 temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Oceany Samotności, no tak, tylko z Twojego postu przebijało to "kobiety tak mają" jakby to było coś dla kobiet naturalnego i normalnego, że są w toksycznych związkach, bo lubią się czuć jak szmaty. No a tak nie jest... :) Ani to normalne, ani jakieś szczególnie charakterystyczne dla kobiet, raczej dla ludzi DDD/DDA, ale to się da skorygować. -
...boję się o moją dziewczynę...
Vian odpowiedział(a) na Projec temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Dokładnie. :) Tylko wyjaśnij jej jak nam, O CO się martwisz, żeby nie było zonka, że jesteś zazdrosny i chcesz kontrolować. ;-) -
okropnie trudna sprawa-moje zycie...błagam o pomoc...
Vian odpowiedział(a) na acl temat w Problemy w związkach i w rodzinie
NIE. Wielkimi literami, bo to jest bardzo mocne NIE. Miłości to ona potrzebowała przez minione 20 lat, ale jej nie dostawała, nie zdrowej miłości, akceptacji i spokoju, więc się wykrzywiła. Teraz już się stało, teraz to trzeba wyprostować, a nie udawać, że problemu nie ma. "Miłość mnie uzdrowi" to najczęściej chyba powtarzany błąd w takich przypadkach. Miłość nie jest sama w sobie, to nie jest coś, co się dostaje, albo co po prostu się pojawia, jakiś mistyczny wpływ. Miłość to jest to, co MY tworzymy i jest taka jak my - jeśli jesteśmy skrzywieni, chorzy, zranieni, to nasza miłość też taka będzie i zamiast ona nas uzdrawiać, my ją skazimy. -
Można spróbować POGADAĆ z matką, ale ja bym sobie po rozmowie wiele nadziei nie robiła. Gros alkoholików trzeba ZMUSIĆ do działania - wykopać ich z domu, odciąć się od nich, postawić sprawę na ostrzu noża. Przecież oni nie są niedorozwinięci, żeby nie wiedzieć, że robią źle, że swoim zachowaniem kogoś krzywdzą. Wiedzą to, tylko nie potrafią się powstrzymać, bo nie mają odpowiednio silnej motywacji, nałóg jest silniejszy. Też zaczęłabym od nawiązania kontaktu z ojcem, może byłby w stanie jakoś Ci pomóc.
-
Jak mam sobie pomóc? Bardzo toksyczna znajomość
Vian odpowiedział(a) na luizjana92 temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Nie generalizuj. Nie kobiety, a SKRZYWDZONE kobiety. Takie wychowywane w domach chłodnych, bezemocjonalnych, albo toksycznych czy wręcz patologicznych. Takie, które mają WEWNĘTRZNE poczcie, że tymi ostatnimi są. Wewnętrzne, bo gdyby Was zapytać "hej, jesteś taka-nie-taka?" to oczywiście byście się oburzyły, ale wewnątrz coś Was do tego ciągnie. Poza tym pierwsza część postu trochę kłóci się z drugą. Przecież wcześniej już sobie odpowiedziałaś: -
Przeczytałam, odstępy między akapitami pomogłyby znaleźć właściwe fragmenty tekstu do cytowania, ale trudno - lecimy bez cytowania. W kwestii malarskiego zaparcia twórczego - trochę strzelam, ale podejrzewam, że to dlatego, że jesteś perfekcjonistką. Chcesz malować, ale jednocześnie boisz się, że nie będzie to dość dobre, więc nie malujesz w obawie przed kolejną porażką. Ale może się mylę i doszukuję analogii na siłę, bo ja tak swego czasu miałam. Wiesz co pomogło? Malowałam nawet nie do szuflady, malowałam i niszczyłam. Nie dlatego, że nie było to dość dobre, tylko dlatego, że zwyczajnie NIE CHCIAŁAM znać niczyjej opinii, chciałam malować dla siebie, z wewnętrznej potrzeby. Cóż, pewnie pomogło też trochę to, że malowałam w zamkniętej pracowni, do której nikt poza mną nie miał wstępu. Nienawidziłam, kiedy malowałam, a ktoś zaglądał mi przez ramię i komentował, albo zadawał debilne pytania w stylu "A czemu takim kolorem? A czemu to smutne takie? A namaluj coś wesołego". Jeśli masz podobnie to może jest coś na rzeczy. :) Sporo o tym mogłabym pisać (dlaczego tak mam, co było później itd), ale w sumie to nie mam w tym momencie ochoty na publiczne wywnętrzanie się, więc po skończonym poście podrzucę Ci na pewu namiary. W sumie tu miałam skończyć, ale co mi tam... Nauczona przykładem dziadków podaruję sobie gładkie sformułowania i napiszę konkretnie, bez owijania bułki w bibułkę. Oceniając po tym jednym poście - dziewczyno, wszystko z tymi uczuciami pokręciłaś. Człowieka, do którego czujesz to, co czuje się do partnera, nazywasz przyjacielem, a tego, do którego żywisz uczucia przyjacielskie, partnerem. Możesz kochać swojego aktualnego faceta, ale dlaczego go kochasz? Bo jest dla Ciebie skałą, opoką, gruntem pod nogami, schronieniem, do którego możesz uciec z toksycznej atmosfery rodzinnego domu. Jest solidny, pewny, daje Ci bezpieczeństwo. Sama napisałaś, że uczucia masz do niego bardziej jak do rodzica - generalnie masz rację. Albo starszego brata. Albo starszego przyjaciela, do którego biegniesz po ochronę. Ale nie kochanka, nie mężczyznę. O związku z nim piszesz tak samo mechanicznie i bezemocjonalnie jak o Waszym seksie. Jest. Natomiast o swoim przyjacielu pisałaś kompletnie inaczej - widać, że było między Wami nie tylko platoniczne porozumienie, ale i swoista pasja, napięcie. Zresztą dałaś temu wyraz w swoim zachowaniu a la pies ogrodnika - sama miałaś partnera, ewidentnie nie chciałaś ryzykować, opuścić go i zawalczyć o tamten związek, a jednak wściekłaś się za jego romanse, bo on był TWÓJ. Poczułaś się zdradzona. Z innymi dzielił to, co w sumie powinien z Tobą. No tak, ale z Tobą nie dzielił. Nie mógł. Chcesz jednego i drugiego. Chcesz pasji, namiętności i emocjonalnego porozumienia z relacji z "przyjacielem" i jednocześnie stabilizacji, pewności, lojalności z relacji z "partnerem" i ciskasz się, bo tego nie masz. Jednocześnie chciałabyś to mieć bez ryzyka jakim byłoby opuszczenie bezpiecznej przystani aktualnego związku i związania się z "przyjacielem" albo po prostu kimś innym, a do tego jedyną opcją jest zmienić swojego obecnego "partnera" na taką modłę, jaka Tobie odpowiada. No, ale wychodzi na to, że on zmieniać się nie chce i macie problem. Do tego po drodze wyszła kolejna kwestia czyli to, że nadajecie na kompletnie innych falach i możecie do siebie mówić, ale się nie odbieracie. Nie rozumiecie. Powtarzanie tu "nie rozumiesz mnie!" jak zarzutu nic Ci nie da. No nie rozumie. Jak chcesz, żeby zrozumiał, musisz spróbować sama się z nim porozumieć. Reprezentujecie różne wizje dobrego związku, na właściwie każdej płaszczyźnie poza stabilizacją i poczuciem bezpieczeństwa poczynając od seksu. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek powiedziałaś mu o Waszym seksie to, co nam dziś i tak jak nam dziś. I co Ci odpowiedział. Jeśli nie powiedziałaś mu tego wprost, a potem równie wprost nie powiedziałaś, czego byś chciała, nie POKAZAŁAŚ mu tego, to nawet nie dałaś mu szansy się do tego ustosunkować. Musicie wzajemnie spróbować poznać i zaakceptować Wasze światy, bo Wy jesteście razem, ale osobno. Jak długo będziecie po prostu ODRZUCAĆ wzajemnie swoje światy jako niewłaściwe i wymagające zmian, jak długo będziecie oczekiwać, że on dostosuje się do Ciebie (a on zapewne oczekuje, że Ty dostosujesz się do niego i jego potrzeb), tak długo będzie źle i nie będziecie się czuć spełnieni. I na koniec - napisałaś w pewnym momencie, że chciałabyś kogoś NA WYŁĄCZNOŚĆ. Oceany Samotności, tak się raczej nie da. A nawet jeśli się da, to jest bardzo ale to bardzo niezdrowe. Mieć kogoś na wyłączność i być dla kogoś na wyłączność (bo bez wzajemności, kiedy jedna strona jest na wyłączność, a druga nie to zwyczajnie toksyczny układ) to stworzyć zamknięty, hermetyczny światek, który wprawdzie jest bardzo przytulny i bezpieczny, kiedy jest dobrze, ale kiedy tylko coś się z tą sypie, sypie się wszystko, bo ta osoba to cały świat. Wystarczy jedna kłótnia, żeby poczuć, że grunt usuwa się spod nóg. Moim zdaniem z tą potrzebą wyłączności przemawia przez Ciebie strach przed opuszczeniem, kompleksy wyniesione z rodzinnego domu, wieczne poczucie niedostatku uwagi, miłości. To musisz przezwyciężyć, bo to Cię w tym momencie ogranicza.
-
Amon_Rah, od wszystkich..? Nie, tylko od niektórych. Herbatę bardzo dobrze parzę...
-
Jest dobra w obrywaniu.
-
A to musi się wyłączyć myślenie, żeby popełnić błąd pod wpływem emocji? Widzę psychologię emocji w małym paluszku macie. U nogi.
-
Apofis, mało kto w depresji tryska optymizmem Ale jednak ludzie się leczą, bo mają świadomość, że depresja jak i inne choroby psychiczne to choroba - można ją wyleczyć, zaleczyć, albo chociaż poprawić stan pacjenta. I z czasem może pojawi się i trochę optymizmu. :) Wcale niezły powód jak dla mnie. :)
-
Apofis, tak? A mnie się wydaje, że Ci ludzie, co siedzą tu od X czasu i mają X tysięcy postów, właśnie ciężko pracują nad tym, żeby coś zmienić, poznać, usprawnić, uzdrowić. Po to chyba chodzą na terapie, do lekarzy. I jeśli tylko pacjent chce, to jest bardzo niewiele przypadków, kiedy lekarz może tylko bezradnie rozłożyć ręce i NIC nie można zmienić. :) Mnie z kolei dziwi Twój fatalizm, bo jak nic się nie da i wszystko zostanie jak jest, to po co się starać, to po co walczyć? Wtedy to forum byłoby tylko jedną wielką jęczarnią ludzi z góry przekonanych o swojej porażce. No a ja tam codziennie widzę, że raczej tak nie jest.
-
Apofis, pewnie masz rację, ale mnie tam wystarczyło. :) Zawsze jesteśmy samotni - albo czujemy sie samotni - z jakiegoś powodu, a znając go możemy to zmienić.
-
Czy ja wiem..? Ja byłam samotna pół życia - odstawałam od rówieśników gustem, sposobem myślenia (jedynaczka, jako bąbel mało bawiłam się z innymi dziećmi), słuchałam innej muzyki, czytałam inne książki (ba - W OGÓLE czytałam ) do tego moja mama była wyluzowana inaczej - mogłam się malować, ubierać jak chcę, farbować włosy, nawet na tatuaż była totalnie otwarta, ale np. nocowanie u koleżanek czy domówki nie wspominając o wyjazdach, to zawsze był problem. "Masz swój dom, nie będziesz się szwędać po cudzych". U znajomych było dokładnie przeciwnie. Pod koniec lat 90-tych to wszystko robiło ze mnie kosmitę. Dla rówieśników byłam więc dziwadłem, dla dorosłych czy choćby starszych nastolatków dzieciakiem, nie pasowałam nigdzie. Do tego wtedy nie miałam internetu, nie bardzo miałam gdzie napisać, poszukać ludzi bardziej podobnych do mnie, czy choćby jakoś otwarcie o tym pogadać. Efekt był taki, że ze średnią powyżej 5 i znajomością Platona, Swetoniusza, Miltona i Wojaczka w wieku 15 lat chciałam iść z własnej woli do liceum dla "dzieci specjalnej troski" - tych niedopasowanych, tych, które wymagają specjalnego traktowania. Dopiero argument, że w ten sposób zabieram miejsce komuś, kto serio ma skopane w życiu i potrzebuje tego bardziej niż ja mnie przekonał i poszłam do "normalnej" szkoły. No ale właśnie w wieku lat ok 15 ta dysproporcja wiekowa między mną a tymi starszymi, właściwie dorosłymi, nastolatkami zaczęła stopniowo zanikać i znalazłam grupę osób, która nie tylko mnie akceptowała ale i rozumiała, znalazłam faceta z prawdziwego zdarzenia (czyt. normalny, nastoletni związek, a nie jakieś draczne podchody).
-
Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)
Vian odpowiedział(a) na atrucha temat w Zaburzenia osobowości
Eee, to do mnie..? Jeśli tak to totalnie nie rozumiem... Nie generalizowałam (patrz ps) i nie wiem, jakie "moje" wady - ja borderem nie jestem, dwie bliskie mi osoby za to są. I kilka ciut dalszych. Stąd mój post. :) Ja nie wiem, jak to u Ciebie wygląda, ale u mnie wygląda to mniej więcej "No tak, ja zrobiłam to źle, ALE TY" i tu dłuuuga, niekiedy wręcz kilkugodzinna litania. Często też słyszę sprzeczne ze sobą zarzuty w pewnym odstępie czasu, np. że dzwonię za często i za rzadko, albo, że interesuję się za mało i za dużo.