Jest wielka jebana batalia o klucz. Na początku, żeby łapać złodzieja siostra i właściciel zamykali te drzwi na dole. No dobra. Ale to miało być kurwa jednorazowe. Aktualnie sytuacja wygląda następująco:
- muszę zamykać pokój jebanym kluczem, którego odpowiednie przekręcenie przekracza moje mozliwośco
- muszę zamykać drzwi wejściowe - tu nic się nie zmieniło
- muszę zamykać drzwi na dole, do których mamy jeden klucz na dwie osoby - o to jebana batalia
- siostra zaczęła jeszcze zamykać drugi zamek w drzwiach wejściowych - który jest tak wygięty, że też sobie z nim nie radzę
- no i furtka.
Teraz większość rzeczy mam w pokoju, więc moje dzisiejsze wychodzenie z domu wyglądało tak, że zamknęłam pokój, ubrałam się, zauważyłam, że buty zostały w pokoju. Otworzyłam pokój, wzięłam buty, zakluczyłam drzwi. Wyszłam, zakluczyłam drugie drzwi. Musiałam zostawić zapalone światło u góry, bo nie zdążyłabym już latać w te i we wte. Zeszłam po schodach, szukam klucza. Został w pokoju. Wchodze na górę, otwieram jedne drzwi, otwieram drugie drzwi, biorę klucz, zamykam jedne drzwi, zamykam drugie drzwi, schodzę, otwieram drzwi, zamykam drzwi, otwieram furtkę. No kurwa mać.