Jeśli chodzi o marihuana, to podobno:
Dobry nastrój+marihuana=Super nastrój, Jestem Bogiem itp.
Kiepski nastrój+marihuana=Jeszcze gorszy dół, gdzie jest okno i na którym piętrze jestem?
Czy marihuana przypadkiem nie wzmaga nastroju zamiast go zmieniać?
ja niezależnie od wszystkiego po gandzi miałam rozkminę egzystencjonalną urastającą do wagi światowej i schizy - zależy od człowieka
Jeśli chodzi o mnie i mój nastrój - te wahania mnie zabiją. Jak jakiś pieprzony feniks, co rano umieram a potem powoli się odradzam. Tylko po to, żeby kolejnego ranka znów obrócić się w popiół rzecz jasna.
Ale niezależnie od pory dnia - on mnie nie kocha, nikt mnie nie kocha i pustka, zasrana pustka mnie ogarnia. DNO.