Skocz do zawartości
Nerwica.com

Alien81

Użytkownik
  • Postów

    2 176
  • Dołączył

Treść opublikowana przez Alien81

  1. Kobiety cierpiące na anoreksję mają z reguły, o ile wiem, wysokie IQ.
  2. ja cała jestem błednym wzorcem, niestety...Jestem totalną realistką i niewiernym Tomaszem w jednym... Dlatego tak wkurzaja mnie lakoniczne, nienamacalne, niedefiniowalne określenia "pracować", "nie być gotowym", "blędne wzorce"... To brzmi jak hasła jakiejś loży masońskiej ...Czy nikt z osób, które "miały zasczyt uczestniczyć w prawdziwej terapii",nie mogłby mi wyjasnić ich znaczenie? Mnie akurat komunały typu "praca nad sobą" kojarzą się z katolicką katechezą i rekolekcjami
  3. ja cała jestem błednym wzorcem, niestety...Jestem totalną realistką i niewiernym Tomaszem w jednym... Dlatego tak wkurzaja mnie lakoniczne, nienamacalne, niedefiniowalne określenia "pracować", "nie być gotowym", "blędne wzorce"... To brzmi jak hasła jakiejś loży masońskiej ...Czy nikt z osób, które "miały zasczyt uczestniczyć w prawdziwej terapii",nie mogłby mi wyjasnić ich znaczenie? Mnie akurat komunały typu "praca nad sobą" kojarzą się z katolicką katechezą i rekolekcjami
  4. Alien81, a jaką masz diagnozę? I w jakiej dawce bierzesz chloprothixen do fluo? W ogóle jak on ma działać w tej kombinacji - niwelować uboki fluo? Mam zaburzenia depresyjno-lękowe i osobowość unikającą. Chlorprotiksen biorę w dawce 15 mg 2 razy na dobę po jednej tabletce do Seronilu 20 mg - 1 kapsułka na dobę. Neuroleptyk ma działać przede wszystkim na lekkie urojenia ksobne, na zaburzenia snu i uspokajająco i tak właśnie działa.
  5. pompea ja brałem Asertin 50 przez ok. 1,5 roku (przez pewien czas zażywałem go w kombinacji z Fluanxolem 3 mg), wówczas odczuwałem poprawę. Jednakże od zaledwie 2 tygodni zażywam Seronil 20 mg z Chlorprotiksenem (2x15 mg na dobę) i już widzę o niebo lepsze efekty niż po stosunkowo długim czasie zażywania sertraliny, która w porównaniu z lekami zażywanymi obecnie pomogła w bardzo niewielkim stopniu. Nie wiem jednak na co dokładnie chorujesz (ja na zaburzenia depresyjno-lękowe), zresztą wcale nie jest powiedziane, że fluoksetyna postawiłaby na nogi również Ciebie. Każdy z nas ma inny organizm. Choć właściwie ja znaczną poprawę wiążę z zażywaniem neuroleptyku Chlorprothixen Zentiva.
  6. Seronil bardzo dobrze na mnie działa w kombinacji z Chlorprotiksenem. Wcześniej brałem go z Depakine Chrono, później z Lamotryginą - wówczas nie odczuwałem poprawy.
  7. Mnie bardzo pomaga Chlorprothixen Zentiva w małych dawkach (biorę go przede wszystkim na lekkie urojenia ksobne). Sulpiryd działał na mnie fatalnie, nie pomógł w ogóle, za to spowodował u mnie drżenie rąk i nadmierną senność. Fluanxol z kolei pomógł tylko trochę. Choruję na zaburzenia depresyjno-lękowe.
  8. Alien81

    Witam

    Witaj na Forum;)
  9. Cholera jasna, ja też miałem podobne myśli. Z tą różnicą, że dotyczyły lęku przed nielegalnością pornosów, które oglądałem w internecie, choć przeglądałem tylko legalne serwisy z udziałem pełnoletnich aktorów, na które każdy bez problemu może wejść (a pornografia dziecięca jest z tego co wiem dostępna tylko dla "wtajemniczonych" i przeciętny internauta nie jest w stanie znaleźć tego rodzaju treści). Wmawiałem sobie, że któraś z tych panienek mogła posłużyć się sfałszowanym dokumentem w momencie podpisywania kontraktu z wytwórnią, że policja namierza moje ip (kiedy widziałem np. w oknie policyjną nyskę, serce mi kołatało, bo wmawiałem sobie, że jadą po mnie), że całe blokowisko już o tym wie i że zostanę zlinczowany po wyjściu z domu. Faktem jest, że kiedyś czytałem dużo wiadomości o aferach pedofilskich w Kościele, a swego czasu byłem bardzo gorliwym ministrantem, poza tym mam już przeszło 30 lat a nigdy nie miałem dziewczyny, o czym ludzie z sąsiedztwa wiedzą. Choruję na zaburzenia depresyjno-lękowe, mam również osobowość unikającą, nerwicy natręctw nigdy u mnie nie zdiagnozowano. Kilka razy podejmowałem już psychoterapię, ale tylko raz powiedziałem o tym terapeucie indywidualnemu, który powiedział żeby nie próbować walczyć z tymi myślami, lecz pozwolić im iść własnym tokiem. Na grupie o tym nie powiedziałem, a wydaje mi się, że mój psychiatra i panie prowadzące terapię grupową dowiedziały się o tym od tego faceta, który pracuje w tym samym ośrodku, ale na innym oddziale. Podczas zajęć odnosiłem wrażenie, że chcą to ze mnie wyciągnąć, lecz ja stawiałem opór, aż w końcu po kilku tygodniach przerwałem terapię. W każdym bądź razie nie chciałem się z tego zwierzać przed przypadkowymi ludźmi, których znałem bardzo krótko, bo przecież w każdym środowisku może się znaleźć czarna owca, która np. nie dotrzyma zasady ścisłej tajemnicy. Nie dowierzałem również terapeutom, obawiałem się, że po ośrodku pójdzie plotka a co za tym idzie zostanę napadnięty przez kogoś z niższego personelu bądź przez jakiegoś przygłupiego kuracjusza. Teraz chciałbym wrócić na grupę, wiem, że to był błąd z mojej strony, jednakże ta obawa o reakcję ludzi na taką wiadomość nadal we mnie tkwi.
  10. A propos emocji - ja nadal mam problem z ich tłumieniem, zwłaszcza tych negatywnych. Wydaje mi się, że mogą mi w tym pomóc treningi behawioralne, bo - na przysłowiowy chłopski rozum - żaden lek raczej nie wyeliminuje czegoś takiego. Między innymi dlatego nie mogę się doczekać powrotu na grupę.
  11. Może i masz trochę racji, bo w każdym zawodzie znajdzie się czarna owca, a zresztą na rynku jest wielu np. psychoterapeutów chrześcijańskich - być może oni usiłują nawracać pacjentów-niedowiarków. Ja w każdym bądź razie nie spotkałem się z czymś takim. pannaMartka najwyraźniej leki działają na nas po prostu skrajnie różnie, co jest jak najbardziej normalne, bo każdy inaczej na nie reaguje.
  12. Ja też kiedyś tak sądziłem. Psychoterapeuta z prawdziwego zdarzenia nie narzuca innym żadnych poglądów, bo byłoby to nieprofesjonalne, wierz mi. Psychoterapia ma na celu zniwelowanie bądź ograniczenie objawów zaburzeń psychicznych pacjenta, a nie narzucanie jakiegoś systemu wartości.
  13. Hej znowu:P. Po raz kolejny zdecydowałem się wrócić na terapię, tym razem indywidualną na NFZ. Pani psycholog (jest w trakcie szkolenia do certyfikatu) chce pomóc, jest dociekliwa, szuka przyczyn moich problemów, ponadto jest przesympatyczną osobą. Jak na razie zaliczyłem zaledwie 3 sesje, ale wierzę, że będzie dobrze. Sądzę jednak, że gdyby nie nowe leki przepisane ostatnio przez psychiatrę, tj. Chlorprothixen Zentiva i Seronil, które bardzo złagodziły moje objawy, pozwoliły mi nieco bardziej optymistycznie spojrzeć na świat i bardziej zaufać ludziom, to pewnie po raz kolejny po jakimś czasie porzuciłbym ją. Żaden inny psychotrop (nawet Asertin 50) ani żadna inna kombinacja leków nie działała na mnie tak dobrze jak ta, o czym zresztą przed chwilą napisałem w temacie dotyczącym Chlorprotiksenu. Cóż, widocznie mam defekt mózgu, więc póki co neuroleptyk starej generacji jest mi niezbędny:P. Mój psychiatra uznał, że najlepiej będzie, jeżeli przez jakiś czas pochodzę na terapię indywidualną, a później ewentualnie ponownie zakwalifikuje mnie na oddział dzienny. Właściwie już nie mogę się doczekać tej chwili. Z drugiej strony jednak świadomość problemów z koncentracją uwagi budzi moje obawy, ponieważ ostatnim razem miałem poważne kłopoty ze słuchaniem innych podczas sesji grupowych, a wiadomo, że na grupie trzeba dać coś od siebie kolegom. Pozdrawiam;)
  14. Hej. Od 2 tygodni biorę Chlorprothixen w dawce 15 mg rano i tyleż samo wieczorem. Zażywam również Seronil w dawce 20 mg rano. Ta kombinacja leków działa na mnie naprawdę rewelacyjnie, przeciwdepresyjnie, uspokajająco, rano nie nachodzą mnie chore natręctwa, jestem bardziej ufny, towarzyski, bezsensowne napięcie mięśniowe mi spada (wreszcie potrafię rozluźnić wszystkie mięśnie), po wielu latach nieudanych bądź średnio udanych prób nareszcie widzę sens leczenia i pracy nad sobą w trakcie psychoterapii. Cierpię na zaburzenia depresyjno-lękowe. Seronil zażywałem już lata temu (za pierwszym razem z Depakine Chrono, za drugim z Lamotryginą - dawek niestety nie pamiętam), ale wówczas działał na mnie neutralnie, tzn. nie pomagał, ale też nie zauważyłem żadnych działań niepożądanych. W związku z tym wydaje mi się, że to przede wszystkim Chlorprotiksen mi pomaga. Co prawda przez pierwsze kilka dni odczuwałem nadmierną senność i drętwienie w ustach (podobne do reakcji na znieczulenie u dentysty), ale opłacało się brać go nadal. agulka 315, jak widzisz, ten lek może mieć takie działanie niepożądane, nie mam pojęcia co ci poradzić, hmmm... skontaktuj się ze swoim lekarzem - tak będzie najlepiej. Niepokoi mnie jednak jedna rzecz. Choruję również na przewlekłą chorobę nerek i marskość nerki lewej, z tego powodu biorę Milurit 100 mg i Simvasterol 20 mg. W ulotce Chlorprotiksenu wyczytałem, że w przypadku chorób nerek należy zachować ostrożność. Wprawdzie psychiatra który przepisał mi Chlorpro ma także specjalizację z interny i wie o moich problemach z nerkami, jednak nie przypomniałem mu o tym podczas ostatniej wizyty. Czy któremuś z Was może ten lek zaszkodził na nerki?
  15. momomom co do diagnoz lekarskich, to ja również miałem ich już "tysionc pincet dwa dziwincet". Moje objawy to m.in. zaburzenia koncentracji uwagi ("odloty" do świata własnych myśli i fantazji, nieświadome uśmiechanie się do nich), problemy w kontaktach interpersonalnych, nerwowe ruchy rękami w chwilach zdenerwowania, bardzo niska samoocena, lęk przed kompromitacją ( a co za tym idzie lęk przed podejmowaniem pracy), myśli samobójcze (na szczęście już minęły), natręctwa myślowe, niechęć do innych ludzi - unikanie bliższych kontaktów z innymi ludźmi, tendencja do wpadania ze skrajności w skrajność, zmienność nastroju, tłumienie agresji w sobie, problemy z koordynacją ruchową (choć to już raczej problem z układem nerwowym niż z psychiką), szybkie uczucie zmęczenia i senności. U niejednego psychiatry się leczyłem (chodzę do nich od 2000 r.) i praktycznie każdy z nich postawił mi inną diagnozę. Przedstawię je w kolejności chronologicznej (od pierwszej do ostatniej): *padaczka pod postacią napadów nieświadomości i zespół depresyjny (w wypisie z kliniki neurologii i epileptologii, podczas którego zarejestrowano jeden jedyny napad padaczkowy w trakcie badania videoEEG, ponadto byłem poddawany kilku testom przez neuropsychologa), * padaczka pod postacią napadów nieświadomości i nic poza tym (postawiona przez specjalistę psychiatrę - konowała, który zwyczajnie mnie olał, nawet nie przeprowadził zbyt szczegółowego wywiadu, a co za tym idzie zgłosiłem się do niego ten jeden jedyny raz), * padaczka pod postacią n.n., zaburzenia depresyjno-lękowe, a także nieokreślone ściśle zaburzenia osobowości (postawiona przez lekarza psychiatrę, do którego na pierwszą wizytę musiałem pójść "z obstawą", ponieważ sam nie byłem w stanie, miałem ciężki epizod depresyjny; ów lekarz jest również psychoterapeutą ericksonowskim - postawił mnie na nogi, ale jakiejś radykalnej poprawy nie zauważyłem) * łagodna depresja i być może lekka schizofrenia przebyta w okresie dojrzewania (postawiona przez specjalistę psychiatrę mającego opinię jednego z lepszych w okolicy; chodziłem do niego regularnie przez niecały rok, ale Sulpiryd który mi przepisał działał na mnie fatalnie więc zrezygnowałem) * nerwica (ściśle nieokreślona, specjalista psychiatra konował z poradni leczenia nerwic miał problemy z postawieniem jednoznacznej diagnozy) * zaburzenia pseudoneurasteniczne i osobowość nieprawidłowa typu borderline (postawiona przez Panią ordynator oddziału leczenia zaburzeń nerwicowych znanego centrum terapii nerwic; owa Pani uparcie leczyła mnie Sulpirydem w połączeniu z Anafranilem i Fluanxolem , po których to lekach czułem się fatalnie, uczestniczyłem tam w czymś co nazywano "terapią grupową", choć typowe sesje grupowe z udziałem max. 10-12 osób nie miały miejsca; swój komercyjny pobyt w tym ośrodku zakończyłem po dwóch tygodniach - pisałem o tym w innych wątkach) * osobowość unikająca (postawiona po przeprowadzeniu wywiadu w trakcie pierwszej wizyty przez doświadczoną specjalistkę psychiatrę bardzo chwaloną przez internautów na pewnej stronie rankingowej; jak dotychczas byłem u niej dwa razy, ale mam do niej zaufanie i chyba będę jej się trzymał) * zaburzenia adaptacyjne (postawiona przez ordynatora dziennego oddziału leczenia zaburzeń nerwicowych; byłem pacjentem tegoż oddziału przez 4 tygodnie; uczestniczyłem w terapii grupowej, ale miałem problemy z aklimatyzacją w grupie, kilka razy uciekłem z zajęć, ostatecznie rzuciłem ją po wspomnianych czterech tygodniach). Tak więc witaj w klubie. Ja też sam już nie wiem w którą z tych wszystkich diagnoz wierzyć. Jestem cholernie zniechęcony do jakiegokolwiek leczenia, czy to farmakologicznego, czy to psychoterapii. Nienawidzę polskiej służby zdrowia z całego serca, zwłaszcza psychiatrów, neurologów i psychologów. Chodzę do nich i szukam pomocy od wczesnego dzieciństwa (kiedy byłem dzieciakiem chodziłem z rodzicami ze względu na wspomniane problemy z koncentracją uwagi, nerwowe ruchy rękami i problemy z koordynacją ruchową) i jak do tej pory kilkakrotnie doczekałem się zaledwie niewielkiej poprawy. W większości przypadków jednak byłem traktowany jak hipochondryk albo jak królik doświadczalny (zwłaszcza przez neurologów).
  16. Masz tu na myśli II stopień specjalizacji w kontekście leczenia przez psychiatrę? Ja z własnego doświadczenia wiem, że niejeden "zwykły" lekarz psychiatra z I stopniem specjalizacji przewyższa pod względem kompetencji, ilości czasu poświęconego pacjentowi i kultury osobistej nawet profesorów zwyczajnych, nie mówiąc już o specjalistach psychiatrach, tzn. o lekarzach medycyny z II stopniem specjalizacji z psychiatrii. Zresztą nie tylko w przypadku psychiatrów tak jest, to dotyczy raczej każdej specjalizacji lekarskiej. Tytuły, certyfikaty i dyplomy to nie wszystko.
  17. essprit czy inne organizacje tego typu, np. Polski Instytut Ericksonowski lub Polskie Towarzystwo Psychoterapii Gestalt też mają prawo do wydawania certyfikatów psychoterapeuty?
  18. Candy14 gdybyś przeczytała mój poprzedni post w tym wątku, to wiedziałabyś że niejednokrotnie próbowałem indywidualnej. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że po prostu na siłę wmówiłem sobie, iż psychodynamiczna indywidualna cokolwiek mi dała. W jej trakcie zażywałem Asertin 50, być może to właśnie przede wszystkim on choć trochę mi pomógł.
  19. Jestem już w trakcie terapii grupowej na oddziale dziennym. A właściwie byłem, bo dziś po 3 godzinach arteterapii miałem serdecznie dość, więc wyszedłem z ośrodka w czasie przerwy i do końca zajęć już nie wróciłem. I nie mam najmniejszego zamiaru kontynuować tego gówna, malowanie farbkami gipsowych figurek to nie dla mnie i po prostu działa mi na nerwy. Po drugie nie potrafię skupić się na tym co mówią o swoich problemach pozostali członkowie grupy podczas sesji grupowych, a właściwie nie interesują mnie ich problemy, jestem pozbawionym empatii chamidłem, prymitywem, skurwysynem. Terapeutki to dostrzegają a co za tym idzie tuż po zajęciach okazują mi niechęć obrzucając mnie wyzwiskami w rozmowach między sobą, co zresztą jest całkowicie zrozumiałe, bo z takim dużym dzieckiem jak ja nawet święty katolicki nie zdołałby wytrzymać nerwowo. Ponadto jestem zniechęcony nawet do farmakoterapii, lek który miałem zażyć jutro wywaliłem w krzaczory. W dodatku, kiedy byłem już na "wagarach", starosta grupy zadzwonił do mnie na komórkę (zgodnie z regulaminem oddziału), ja jednak bezczelnie odrzuciłem połączenie. Tylko cynizm i pozbycie się jakichś absurdalnych skrupułów całkowicie uleczą mnie z wszelkiego rodzaju zaburzeń emocjonalnych.
  20. Co do psychoterapii psychodynamicznej, to mnie akurat - choć nie mam przekonania do psychoterapii jako takiej (o czym zresztą swego czasu pisałem w wątku "Psychoterapia nie działa" - ten nurt odpowiada znacznie bardziej niż np. Gestalt. Być może dlatego, że moje problemy mają swoje źródło we wczesnym dzieciństwie oraz w okresie dojrzewania, kiedy to spotkała mnie seria przykrych przeżyć. Nie bez znaczenia jest fakt, że trafiłem na naprawdę dobrą psychoterapeutkę specjalizującą się właśnie w nurcie psychodynamicznym, do której chodziłem przez jakieś 3-4 miesiące na sesje indywidualne po czym zrezygnowałem, bo przestałem odczuwać pozytywne efekty terapii, które na początku przyszły bardzo szybko (wbrew powszechnym opiniom, że ten nurt psychoterapii może przynieść efekty najwcześniej po roku). Natomiast paniusia od terapii Gestalt okazała się osobą niegodną zaufania i chamską, pojęcie tajemnicy psychoterapii dla niej nie istnieje. Porzuciłem tę terapię. Od tamtej pory minęło kilkanaście miesięcy, mimo wszystko zdecydowałem się podjąć niestacjonarną terapię grupową (psychodynamiczną z elementami nurtu behawioralno-poznawczego) trwającą 10 tygodni (zajęcia od poniedziałku do piątku) z opcją przedłużenia do 12. Zaczynam w najbliższy poniedziałek, podchodzę jednak do tego z dużą rezerwą, bo przecież będę musiał zwierzać się ze swych bolesnych przeżyć zupełnie obcym, przypadkowym ludziom, wśród których może się znaleźć kilka osób złośliwych i nieuczciwych, które nie będą przestrzegały zasady ścisłej tajemnicy. Poza tym nie jestem specjalnie przekonany do sensu zajęć typu arteterapia, bo niby co mi to może dać?
  21. Alien81

    [Bielsko-Biała]

    małami25 jeżeli tak to bardzo Ci współczuję. Ja jestem po pierwszej prywatnej sesji u Pana Knapa-Zagóry, który wydał mi się być bardzo wysokiej klasy profesjonalistą a do tego bardzo sympatycznym człowiekiem. Póki co na razie będę co jakiś czas jeździł do niego na EEG-Biofeedback, a poza tym powoli szykuję się do dłuższego pobytu w Narcyzie (terminu jeszcze nie mam), uważam że nie mam nic do stracenia, takiej intensywnej psychoterapii grupowej w systemie stacjonarnym jeszcze nigdy w życiu się nie poddałem (pomijając 2-tygodniowy turnus w zamku w Mosznej, ale to były jakieś kpiny a nie terapia), a w indywidualną niestacjonarną już po prostu nie wierzę, ponieważ mam nienajlepsze doświadczenia z pewną psychoterapeutką. Zresztą uważam, że w trakcie pobytu w oddziale całodobowym jakiegoś ośrodka pacjent na pewno jest bardziej obserwowany przez personel, a co za tym idzie w takim przypadku łatwiej o trafną diagnozę i odpowiednią terapię. W systemie niestacjonarnym ani psychiatra ani psychoterapeuta nie ma takich możliwości, co jest oczywiste, bo widzi nas raz na 1-2 tygodnie przez niecałą godzinę. W każdym razie dzięki za odpowiedzi.
  22. Alien81

    [Bielsko-Biała]

    małaMI25, masz na myśli dr Ulmann jak sądzę? Skorzystałaś i co? Jak oceniasz terapię w Narcyzie?
  23. 4 lata temu byłem w Mosznej na komercyjnym 2-tygodniowym turnusie i nie jestem zadowolony z tzw.terapii, w moim przekonaniu to zwykłe naciąganie ludzi, w 2 tygodnie nie da się wyleczyć pacjenta z nerwicy, choćby pracowali tam najlepsi terapeuci Wszechświata, powiatu i okolicy . Brak psychoterapii grupowej z prawdziwego zdarzenia (na co bardzo liczyłem i o co pytałem biurokratów z działu marketingu kiedy załatwiałem swój pobyt), terapią grupową w tamtejszym CTN nazywa się spotkania społeczności, pierdoły typu muzykoterapia, trening autogenny Schultza, zajęcia z jogi, terapię zajęciową (tzn. rzeźbienie w glinie, rysowanie kredeczkami itp.) i codzienne wizyty u psychologa (nie mylić z psychoterapią indywidualną). Poza tym postawiono mi błędną diagnozę i fatalnie dobrano lek, o czym pisałem już w innych wątkach. Jedyne pozytywy z pobytu w tym ośrodku to zapoznanie kilku fajnych osób oraz piękne fotki w pięknym zamku i równie pięknym ogrodzie zamkowym. Wprawdzie od tamtej pory minęło już kilka lat a więc wiele mogło się tam zmienić, mimo to ja jednak nikomu nie poleciłbym CTN Moszna-Zamek.
  24. Alien81

    [Cieszyn] i okolice

    Cześć. Ja również jestem z Cieszyna. Mam pytanie - czy ktoś z Was leczy się bądź leczył się w ustrońskim Narcyzie?
×